____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia-Romagna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia-Romagna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2017

Wiosna, wiosna, ach to ty…

…i Malvasia Gennari w kieliszku!


Pierwszy prawdziwie wiosenny dzień w tym roku. I na dodatek jest to weekend. Budzę się o siódmej rano, jakby mój mózg wciąż nie rozumiał, że po ciężkim tygodniu pracy mogę wreszcie spokojnie odpocząć. Po wakacyjnych przygodach wracam do przyjemnej rutyny. W domu rozchodzi się zapach aromatycznej kawy dobiegający prosto z kawiarki, w której przyjemnie bulgocze świeży napar. Promienie wciąż nieśmiałego, wiosennego, słońca oślepiają mnie na chwilę. To będzie piękny dzień.
Jest coś takiego, że nagła zmiana pogody, pierwszy wyraźnie widoczny zwiastun nowej pory roku, wywołuje u nas falę emocji. Zazwyczaj pozytywnych (pomyślmy tylko o pierwszym śniegu w grudniu, pierwszym upalnym dniu w maju lub czerwcu), czasem negatywnych (ponury, krótki listopadowy dzień nie nastraja zbyt optymistycznie). Ze wspomnianą falą emocji wiążą się też zmiany w naszym codziennym trybie, w jakim funkcjonujemy. Robimy porządki w domu, zmieniamy czasem jego wystrój. Wprowadzamy do diety nowe elementy, niektóre odchodzą w odstawkę aż do kolejnego roku. Menu dostosowuje się do tego, co może nam zaoferować przyroda, wystarczy się w nią wsłuchać i bacznie obserwować. U winomana rodzi się jeszcze coś innego: zew nowego. Wystarczy pierwszy mocniejszy promień słońca, aby pomyśleć o białych, rześkich winach (i nie szkodzi, że za oknem wciąż temperatura bliska zeru). To samo dzieje się oczywiście jesienią lub zimą, odstawiamy w kąt biele, które królowały przez cały rok, aby lubieżnym wzrokiem spojrzeć na rozgrzewające porto lub chociaż zabeczkowane czerwienie, które idealnie wspomogą nasz układ pokarmowy w trawieniu przytłustawych, ciężkich potraw serwowanych w zimniejszych okresach roku.
Kawa gotowa. Niewielka filiżanka wypełniona mocnym espresso nie zapewnia emocji na długo, dlatego w wolnych chwilach staram się przedłużyć ten moment jak tylko to możliwe. Siadam przy komputerze i szukam przepisu, który stworzy najlepsze kulinarne tło do tego, co widzę za oknem. Traf chce, że udaje mi się dostać w sklepie świeżutkiego łososia. Klamka zapadła. Pozostaje jeszcze tylko zejść do piwniczki i znaleźć odpowiednie wino. Na pierwszy plan wysuwa się wytrawna malvasia z Emilii-Romanii. Bingo! Nie zastanawiam się ani chwili dłużej, butelka pod pachę i do lodówki na kilka godzin.
Jeszcze zanim łosoś opuszcza piekarnik otwieram wino. Trochę z ciekawości, trochę, żeby pobudzić trawienie. Wytrawna malvasia wydaje się być dobrym pomysłem jako aperitif, przynajmniej w teorii. Zaskakująco jasna, słomkowa barwa. Drobne bąbelki widoczne jedynie z bliska. W nosie delikatne suszone jabłka, kwiaty. Całość lekka i w sumie mało aromatyczna biorąc pod uwagę szczep, z jakiego wino powstało. Zdecydowanie bardziej przypomina świeży cydr. Lekkie musowanie również na języku, wyczuwalna nieznaczna ilość cukru resztkowego. Trochę suszonych i świeżych jabłek, goryczka przypominająca pestkę na finiszu. Gdyby nie 11,5% alkoholu, zaklasyfikowałbym to wino bez mrugnięcia okiem jako orzeźwiający, lekki jabłecznik. Solo fajnie, ale z delikatnie doprawionym łososiem i kuskusem na talerzu jeszcze lepiej. W sam raz na pierwsze cieplejsze dni w roku…


Nazwa: Malvasia Secco Frizzante DOC
Producent: F.lli Genari
Miejsce zakupu: otrzymane do degustacji od importera
Cena:
Rodzaj wina: białe, wytrawne
Ocena:






środa, 21 grudnia 2016

Winne Wtorki: (nie)pedant z Emilii-Romanii

Pignoletto Frizzante Chiarli 1860


            Niniejszy wpis w swoich założeniach opierać miał się na językowo-winiarskich porównaniach. Rozochocony początkowymi sukcesami w żmudnie postępujących pracach badawczych dotarłem jednak do ściany. Punktu krytycznego, który stanowczo nie pozwalał na dalsze brnięcie w raz obranym kierunku. Na nic zdałby się również krok w tył. Po prostu moje wyjściowe założenia były błędne, a spowodowało je małe niedopatrzenie już u samego początku.

1. Do dzieła!
Tuż obok hasła pignolo w słownikach włosko-polskich znajdziemy następujące tłumaczenia: pedant, pedantyczny, skrupulatny, drobiazgowy, małostkowy. Hasła pignoletto za to w słownikach nie znajdziemy. W ogóle mało gdzie poza Emilią-Romanią je znajdziemy. Rzadko kiedy piszą o nim winiarskie sławy, bo i za bardzo nie ma o czym. Sklasyfikowana, względnie poznana, biała, raczej przeciętna i niezbyt obiecująca odmiana, które swoje korzenie zapuściła w okolicach Bolonii. Skoro winiarski świat zesłał pignoletto na niebyt, to dlaczego mieliby interesować się nim lingwiści? To pytanie nie wymaga odpowiedzi. Mimo wszystko postanowiłem sprawdzić, czy pomiędzy pedantyzmem, a nazwą szczepu jest jakiś związek.

2. Eureka?
            Pignolo i pignoletto nawet osobie, dla której język włoski to pizza, pasta i basta, już na pierwszy rzut oka bezspornie wydają się być ze sobą spokrewnione. Coś te dwa słowa fonetycznie i graficznie łączy. Bingo! Wystarczy do pignolo dodać sufiks -etto i jesteśmy w domu. I rzeczywiście, w jednym z konsultowanych słowników trafiłem na formę pignoletto znajdującą się przy haśle pignolo, a znaczyła ona ni mniej, ni więcej niż pedancik. Naprawdę? Godziny spędzone nad słownikami, żeby dowiedzieć się, że nazwa szczepu po polsku brzmi wręcz śmiesznie, a co gorsza nie ma żadnego związku z jego charakterem? Bo przecież powiedzieć o pignoletto pedancik, to jak powiedzieć o Barolo księciunio. Strzał jak kulą w płot. Już Pliniusz Starszy w swoim dziele Naturalis Historia pisał o bolońskim szczepie w tych słowach: non dolce abbastanza per essere buono (niewystarczająco słodkie, aby było dobre). Nawet jeśli odrzucimy antyczne umiłowanie do win słodkich, trzeba przyznać, że dobrego PR Pliniusz tej odmianie nie zrobił.

3. Eureka!
            Nieco zrezygnowany przeglądałem kolejne dzieła antyczne i te mniej. Miałem już zaniechać lingwistycznych podjazdów do pignoletto, gdy przypominała mi się nazwa innego (skądinąd również włoskiego) szczepu: PIGNOLO. Tym razem jednak nie dałem się tak łatwo wpędzić w pułapkę błędnych założeń. Z góry odrzuciłem pokrewieństwo bohatera dzisiejszego wpisu z pignolo. Ten pierwszy, jak rzekło się wcześniej, uprawiany w Emilii-Romanii i chuderlawy w swej naturze. Ten drugi pochodzi z Friuli, daje wina zdecydowanie dobrze zbudowane, pełne owocu, ale i nierzadko nut balsamicznych. Nie o pokrewieństwo genetyczne mi jednak chodziło, a o lingwistyczne koligacje. W swoich poszukiwaniach dotarłem do celu: pignolo i pignoletto pochodzą od tego samego słowa, pigna (szyszka jodły). Nazewnictwo wspomnianych szczepów powstało przez wzgląd na podobieństwo grona (nawet jeśli niektórzy twierdzą, że nie o kiść, a o poszczególne jagody tu chodzi) do szyszki.

4. Trzeba to uczcić.
            Nawet jeśli moje początkowe założenia okazały się błędne, kilkugodzinna praca nie poszła na marne. Poznałem pochodzenie nazwy nie jednego, a dwóch szczepów. Obydwu lokalnych, obydwu włoskich. A wszystko to za sprawą dzisiejszej edycji Winnych Wtorków. Braci blogerskiej zaproponowałem poszukanie odmian endemicznych. Oni wywiązali się ze swojego zadania na czas, mój żołądek nie pozwolił mi na to wczoraj, ale dziś nadrabiam zaległości. Świętując mały sukces wieńczący dochodzenie oraz moje uzdrowienie otworzyłem, nie inaczej, butelkę Pignoletto Frizzante Chiarli 1860. Wino w kieliszku bledziutkie, trochę jakby rozwodnione. Duże bąble odrywały się od dna i szybowały ku górze, której nie wieńczyła gęsta piana (wszak mówimy o frizzante, winie drżącym, a nie spumante, pieniącym się). Kwiecisty, świeży i rześki nos. Gdzieś majaczy nieco białych owoców, ale aromaty nie są mocno skondensowane. W ustach lekko mineralne, choć nadal dominują kwiaty polne. Trochę jabłka i gruszki. Wytrawne do cna. Proste, ale idealnie rozbudziło apetyt. Może spokojnie konkurować z prostymi prosecco, a w tym rejestrze cenowym o nic więcej nie proszę.
            …i pozostał tylko niesmak, gdy odkładając kieliszek obok nadal otwartego słownika zauważyłem: 2. (pinolo) orzeszek m piniowy.


Nazwa: Pignoletto Frizzante
Producent: Chiarli 1860
Miejsce zakupu: Auchan
Cena: 30zł
Rodzaj wina: białe, wytrawne, musujące
Ocena:



Pozostali wtorkowicze dziś napisali:

niedziela, 30 października 2016

Che cosa bolle in pentola… – październik 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Od kilkunastu miesięcy dużo mówi się w Polsce o potrzebie (lub nie) zmiany ustawy zasadniczej. We Włoszech sprawy natomiast mają się zupełnie inaczej i o zmianie konstytucji 4 grudnia sami mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego zadecydują w krajowym referendum czy chcą zmiany ustawy zasadniczej czy też nie. Każdy głosujący będzie musiał odpowiedzieć krótko i zwięźle (tak/nie) na jedno proste pytanie: „Czy jesteś za zmianą konstytucji i wprowadzeniem reformy konstytucyjnej?”. PD, czyli partia posiadająca aktualnie większość we włoskim parlamencie, dopięło swego i przy pomocy posłów z innych ugrupowań przepchnęło przez obydwie izby parlamentu reformę mającą na celu wprowadzenie zmian w ustroju państwa. Podstawowe założenia wspomnianej reformy to m.in. osłabienie władzy senatu lub nawet całkowita likwidacja tej izby, zmniejszenie liczby senatorów z 320 do 100, wprowadzenie zmian w powoływaniu dożywotnich senatorów (byli Prezydenci Republiki nie zostawaliby już nimi „z automatu”), zmiana praw i obowiązków poszczególnych regionów względem państwa i odwrotnie oraz wprowadzenie parytetów przy wyborach do obu izb parlamentu oraz przy wyborach do władz regionów. Referendum jest w tym wypadku sądem ostatecznym nad konstytucją. Niezależnie od tego ilu Włochów pójdzie do urn, jego wynik będzie wiążący dla rządzących.

źródło: www.firstonline-data.teleborsa.it

Dwa miesiące temu donosiłem o tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi, które dotknęło centralne Włochy. Kilka dni temu doszło ponownie do silnych wstrząsów. W strefie zagrożenia znalazła się głównie Marchia, ale włoskie media donoszą o kolejnym epicentrum w stolicy Umbrii, Perugii. Służby ratunkowe na razie nie informują o ofiarach trzęsienia ziemi. Na ulicy jednak znalazły się tysiące mieszkańców regionów dotkniętych przez kataklizm, których to domy obróciły się w sterty gruzów. Naukowcy do teraz zanotowali ponad 500 wstrząsów wtórnych, wśród których kilka znacząco zwiększyło bilans strat.
W październiku odeszła jedna z najważniejszych postaci włoskiej kultury, Dario Fo. Był dramaturgiem, reżyserem, a nawet kandydatem na Prezydenta Republiki. Twórca odszedł w wieku 90 lat po dziesięciodniowym pobycie w szpitalu. W jego życiu zawodowym i prywatnym były zarówno momenty jaśniejsze, jak i te ciemniejsze. Krytycy wytykali mu wiele (między innymi popieranie Republiki Salò), jego wyjątkowość jest mimo to niezaprzeczalna. To właśnie dzięki niezłomności i odwadze w podejmowaniu trudnych tematów w swoich dziełach otrzymał w 1997 roku literacką nagrodę Nobla.

źródło: www.tjeaterkrant.nl

 Po tej serii tematów poważnych, przejdźmy do nieco lżejszych zagadnień. Portal Cosmopolitan (nie żebym regularnie śledził tego typu pisma) opublikował artykuł traktujący nieco z przymrużeniem oka o problemach językowych Sycylijczyków. Wśród siedmiu grzechów głównych mieszkańców wyspy mowa między innymi o niestandardowym używaniu czasów przeszłych i przyszłych, sposobie wypowiadania się, który wszystkim na Półwyspie Apenińskim przypomina komisarza Montalbano czy niestandardowym użyciu czasowników nieprzechodnich. Nie brakuje również odniesień do elementów kulturowych związanych z Sycylią.
„Parma, io ci sto!” to nazwa niedawno powstałego stowarzyszenia, którego głównym celem jest stworzenie w Parmie centrum uniwersyteckiego skupionego na żywieniu. To pierwszy tego typu projekt na świecie. Wspólnie z lokalnymi władzami i uczelnią, różne organizacje oraz firmy (jak choćby Barilla) wyłożyły bagatela 9 milionów euro, aby sen się ziścił. Wszyscy inicjatorzy zgodnie twierdzą, że o świadome żywienie należy walczyć przede wszystkim u podstaw, poprzez edukację. A czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce do tego typu zadania niż miejsce, które UNESCO określiło jako „miasto gastronomicznie kreatywne”? Szkoła powstająca w Parmie ma być jednostką międzynarodową, do której dostęp w równym stopniu będą mieli zarówno absolwenci włoskich uczelni, jak i tych z poza Bel Paese. Italianizzato trzyma kciuki za powodzenie projektu!

źródło: www.bin.staticlocal.ch

Skoro już mowa o nauce w żywieniu. Prezentowałem ostatnio na Italianizzato przepis bazujący na oryginalnym przepisie na Verace Pizza Napoletana. Jeśli nie macie zaufania do mnie, możecie zapisać się na jednodniowy kurs na pizzaiolo, podczas którego poznacie najważniejsze tajniki pizzy DOC. Kurs prowadzony jest w towarzystwie pizzaiolo z miasta-ojczyzny tego dania, Neapolu. Jednodniowa przygoda z pizzą obejmuje zapoznanie się z jej historią, wybór odpowiednich składników oraz przyrządzenie własnej pizzy przy pomocy profesjonalisty. Na sam koniec efekty pracy podlegają oczywiście degustacji w towarzystwie win i piw (zupełnie jak w #LaCucinaItaliana!).

źródło: www.speciali.espresso.repubblica.it

Można by powiedzieć, że pizza to taka daleka kuzynka chleba. W wypieku pizzy przoduje Neapol. Świetnymi rodzajami chleba może za to pochwalić się całe południe Włoch. Od Apulii przez Bazylikatę do Kalabrii znajdujemy najróżniejsze chleby, których sława dociera aż po sam Mediolan i dalej. Niektóre z nich mogą ważyć nawet cztery kilogramy. Prawie wszystkie łączą dwie cechy wspólne: tradycyjna receptura wypieku sięgająca zamierzchłych wieków i użycie mąki z pszenicy durum. Dodać do tego niepowtarzalny klimat południa Włoch i mamy gotową odpowiedź na pytanie dlaczego to właśnie w tych regionach powstają najsmaczniejsze bochenki Półwyspu Apenińskiego.
Do dobrego jadła trzeba dobrego napitku. A gdyby tak płynął on do naszych kielichów (lub gardeł) wprost z fontanny? Nie, nie mówię tu o wymysłach znudzonych bogactwem krezusów. Fontanna z winem, która powstała w miejscowości Ortona w Abruzji służyć ma… pielgrzymom. Przez Ortonę przebiega szlak zwany Cammino di San Tommaso. Właściciele winnicy Dora Sarchese postanowili zaoferować strawę cielesną strudzonym wędrowcom. Wybudowali oni potężną beczkę, wewnątrz której zamontowali kraniki, z których przez całą dobę płynie wino. Oczywiście słowo „fontanna” w tym przypadku zostało użyte nieco nad wyraz, nie zmienia to jednak faktu, że działa na wyobraźnię i oddaje w pewnym stopniu faktyczny stan rzeczy. Więcej: wino z kraników płynie nie tylko przez cały czas, ale jest dostępne dla wszystkich i za darmo.
Wino z Ortony niestety nie znalazło się na liście 300 najlepszych włoskich win 2017 roku według Espresso. Jest tam za to wiele pozycji dostępnych również w Polsce i to w stosunkowo przystępnych cenach, warto zatem przyjrzeć się liście dokładniej!


piątek, 1 lipca 2016

Che cosa bolle in pentola… – czerwiec 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Czerwiec dobiegł końca, kolejny miesiąc za nami. Zaczynają się wakacje, a więc czas rozterek i rozważań nad tym czy lepiej pojechać na Sycylię czy na Sardynię. Czas poświęcony na jedzeniu lodów i piciu schłodzonego prosecco. Czas spędzony na błogim lenistwie lub aktywnym wypoczynku. Nie będzie to na pewno czas stracony, również w kontekście niniejszej rubryki, która przecież żywi się informacjami dotyczącymi wyżej wymienionych aktywności.

źródło: www.i2.cdn.turner.com

Wróćmy jednak do mijającego czerwca. W ostatnich tygodniach we Włoszech działo się dużo. Poza Euro 2016, które Włochów pochłonęło bez reszty, nie zapominamy jednak o innych wydarzeniach. Już w pierwszych dniach ubiegłego miesiąca media donosiły o ostatecznym wyroku dla kapitana Francesco Schettino odpowiadającego za katastrofę wycieczkowca Costa Concordia. Były kapitan rejsowego giganta został skazany na 16 lat i miesiąc pozbawienia wolności. Wycieczkowiec uległ katastrofie 13 stycznia 2012 roku, śmierć poniosły 32 osoby, a ponad 100 osób odniosło obrażenia.
8 czerwca we Włoszech odbyły się wybory samorządowe. Już po pierwszej turze (w której frekwencja wyniosła zaledwie nieco ponad 62%) wiadomo było, że bój o najważniejsze miasta rozegra się w innym terminie. Dogrywka była potrzebna między innymi w Rzymie, Turynie, Mediolanie, Neapolu czy Bolonii. Największą niespodzianką drugiej tury okazało się zwycięstwo 38 letniej kandydatki Movimento 5 Stelle w stolicy kraju. Virginia Raggi jest pierwszą kobietą w historii obejmującą ten urząd. Rządzące Włochami Partito Democratico dostało czerwoną kartkę również w wielu innych ważnych miejscach. Tuż po wyborach szef włoskiego rządu, Matteo Renzi, ogłosił, że PD wie w których dziedzinach jego polityka zawodzi oraz że zostanie to naprawione.

źródło: www.repstatic.it

W tegorocznych wyborach nie debiutowało żadne nowe ugrupowanie polityczne. Inaczej może być natomiast, gdy Włosi ruszą do urn następnym razem. W Bolonii miał miejsce zjazd delegatów Partito Comunista. Do stolicy Emilii-Romanii przybyło 571 członków partii komunistycznej. Ich celem jest reaktywacja tej formacji. Członkowie PC mają nadzieję na szybkie odbudowanie struktur partyjnych i zdobycie zaufania, jakim cieszyli się komuniści na Półwyspie Apenińskim jeszcze 30-40 lat temu.
Nie tak dawno pisałem na łamach kwartalnika Italia Mi Piace o karierze włoskich win w Kraju Smoka. Portal Il Sole 24 Ore donosi natomiast o sukcesach innych produktów spożywczych sygnowanych prestiżowym znakiem „Made in Italy”. Włoskie marki radzą sobie coraz lepiej na chińskim rynku podbijając podniebienia azjatyckich konsumentów. Na polu enologicznym, o czym szerzej pisałem we wspomnianym wyżej artykule, butelki z Bel Paese zaczynają na dobre konkurować z tymi pochodzącymi z Francji.
Skoro chwilę wcześniej przenieśliśmy się do Emilii-Romanii, warto byłoby wspomnieć o Modenie. Ocet balsamiczny to jeden z najbardziej rozpoznawalnych produktów pochodzących z tego regionu. Trafia on dzisiaj na stoły smakoszy na całym świecie. Potęguje to, niestety, skalę, na jaką produkowane są podróbki. Artykuł zbierający wszystkie najważniejsze informacje na temat Aceto Balsamico di Modena znajdziecie tutaj. Klikając tutaj natomiast przeczytacie o tańszych wersjach octu z Emilii-Romanii, produkowanego na bazie moszczu winogronowego pochodzącego chociażby z Hiszpanii i koloryzowanego karmelem… (to tak a proposito Bresaoli, którą włoskie prawodawstwo pozwala produkować z mięsa wołowego importowanego z Ameryki Południowej).

źródło: www.i.ytimg.com

Jeszcze jedna informacja z Modeny: Osteria Francescana, w której niepodzielnie panuje Massimo Bottura, została okrzyknięta najlepszą restauracją na świecie. Jak czytamy w uzasadnieniu tej decyzji, lokal Bottury pokazuje kuchnię włoską we współczesnym wydaniu. Nie pozostaje nic innego, jak pogratulować i być może… zahaczyć o Osteria Francescana podczas wakacyjnych wypadów? Na ogłoszonej w Nowym Jorku liście 50 najlepszych restauracji świata znalazły się również inne lokale gastronomiczne z Włoch.

Kończąc już dzisiejszą Pentolę podsuwam Wam kilka ciekawych pomysłów na wakacyjno-włoskie wojaże. Fanom dobrego smaku polecam wizytę w San Daniele di Friuli, dobrego prosciutto crudo na pewno nie zabraknie. Kto chciałby poczuć się niczym Chrystus, powinien w te wakacje wybrać się nad (dosłownie) Lago d’Iseo. Kto natomiast woli podążać szlakami winiarskimi (lub łączyć szlaki winiarskie i filmowe, jak autor bloga Z winem do kina) niech ruszy do Piemontu. Buona vacanza!

źródło: www.ilgiornale.it


wtorek, 21 czerwca 2016

Winne Wtorki: czerwone na upały

Verba volant, scripta manent
           

Starożytni mawiali verba volant, scripta manent. Słowa wypowiedziane ulatują, te zapisane pozostają. W dzisiejszych czasach przywykliśmy do rozumienia tego powiedzenia w kontekście spisywania ważnych dla nas informacji. Przypominamy sobie o nim podczas podpisywania umowy, pisząc maila lub zostawiając komuś nasz numer telefonu. Coraz częściej wydaje nam się, że właściwie omnis manent. Żyjąc w epoce, którą można by zdefiniować jako epoka komunikacji, trudno się z tym nie zgodzić (zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę social media).
Na przytoczony aforyzm należałoby jednak spojrzeć i z drugiej strony. W epoce, kiedy większość społeczeństwa nie potrafiła pisać ani czytać, słowo mówione było tym, które w pierwszej kolejności docierało pod strzechy. Dokument pisany stanowił tajemnicę zarezerwowaną dla wąskiego grona wybranych, a to właśnie mowa była kanałem językowym zrozumiałym dla każdego. Dzięki słowom wypowiadanym kaznodzieja nakierowywał wiernych, dzięki słowu wypowiedzianemu zarządca oznajmiał chłopom jakie są ich prawa i obowiązki (z naciskiem na to drugie). Pomimo, że w dzisiejszych czasach mowa spełnia zupełnie inną rolę, a sądowe komunikacje otrzymujemy w formie listów, jej istotna rola w życiu codziennym jest niezaprzeczalna.
Czasami jednak prostych słów się boi największy nawet twardziel, proste słowa z gardła nie chcą wyjść najbardziej. Z pomocą w takich sytuacjach spieszy producent wina z Emilii-Romanii. Ceci swoje lambrusco A Te (lub To You, jak kto woli) reklamuje hasłem Kocham cię, nie pisz tego na murach. Zamiast murów posłużyć ma nam butelka pokryta farbą imitującą tablicę. Do wyboru zestaw dla tradycjonalistów (czarna tablica, kreda, gąbka) lub dla zwolenników nowoczesnych rozwiązań (whiteboard, marker, gąbka). Wino w pakiecie to samo. No właśnie, chociaż trunek znajdujący się w butelce w tym wypadku znajduje się zdecydowanie na dalszym planie, również jemu warto poświęcić kilka chwil.
Gdy już opróżnimy tablicę… butelkę!, w naszym kieliszku wyląduje wino charakteryzujące się ciemną buraczkową suknią z gęstą pianą o równie intensywnej barwie. Nos charakterystyczny dla dobrego lambrusco: ciemne jagody, jeżyny, nieco nut kwiatowych. Wszystko to okraszone zapachami leśnego poszycia. W ustach dojrzałe owoce. Jest i nieco tanin, ale kwasowość zdecydowanie w dolnych rejestrach. Na finiszu wyraźnie zaakcentowana goryczka. Wino zdecydowanie gastronomiczne, swoje najlepsze oblicze pokaże z klasykami regionu, z którego pochodzi (ragù alla bolognese, tortellini [tu i tu], mortadella, prosciutto crudo…). A że podajemy je schłodzone i nie jest zbyt skomplikowane, to i w upalne dni powinno smakować (wpisując się w dzisiejszy temat Winnych Wtorków).

Aby maksymie verba volant, scripta manent stało się zadość: o innych lambrusco możecie przeczytać również tutaj.

źródło: imbottigliamento.it

Nazwa: To You Bolle di Lambrusco Rosso
Producent: Ceci
Miejsce zakupu: tannico.it
Cena: 10,80eur
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne, musujące
Ocena:



Inni wtorkowicze napisali:

niedziela, 1 maja 2016

Che cosa bolle in pentola… – kwiecień 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Jedni z Was z trudem dopinają swoje walizki, inni siłują się z rowerem, który ni jak nie mieści się w nowym bagażniku dachowym. Jeszcze inny sprawdzają, czy wszystko zabrali i szykują prowiant na drogę. Są też i tacy, którzy na majówkę wybrali się w tym roku nieco wcześniej, dzięki czemu właśnie cieszą się zimnym piwem lub winem, a na grillu dochodzi pierwsza karkówka. Zanim jednak oddamy się błogiemu lenistwu (kto, jak kto, niektórym służba nie drużba i majowy weekend nie różni się dla nich niczym od każdego innego…) zapraszam do zapoznania się z podsumowaniem kwietnia we włoskich mediach.

źródło: cittadarte.emiliaromagna.it

Chociaż pogoda bywała w majówkę już lepsza, to i w tym roku na pewno nie odmówimy sobie wielu przyjemności. Dla łasuchów będą to zdecydowanie lody. Od pewnego czasu te produkowane tradycyjnymi metodami, przy użyciu wyłącznie naturalnych składników, zdobywają uznanie na naszym polskim gruncie, dzięki czemu już nie wspominamy z tak wielką tęsknotą naszego ostatniego pobytu we Włoszech. W ocenie jakości lodów, które w najbliższych dniach przyjdzie nam spożyć, z pewnością pomógłby kurs dla degustatorów tego przysmaku. Tak się składa, że firma Carpigiani zorganizowała tego typu kurs. Trwające w sumie 8 godzin zajęcia teoretyczne i praktyczne pozwalają kursantom rozpoznać jak powinny smakować lody oraz jaką konsystencją powinny się charakteryzować. Kurs przeznaczony jest dla producentów lodów, sprzedawców oraz samych konsumentów. I co najważniejsze: prowadzony jest tak w języku włoskim, jak i angielskim!
W zeszłym miesiącu pisałem o Social Młynie w Kalabrii, który dostał nowe życie dzięki użytkownikom portalu Facebook. Dziś przenosimy się do Ligurii, a dokładnie do prowincji Genua, gdzie powstał największy na świecie kolektywny warzywnik. W projekcie uczestniczy w sumie 2200 ochotników, spośród których aż 120 nadzoruje prace wykonywane na bieżąco w warzywniku. Eko-zapaleńcom przyświeca motto: „Qui le coltivazioni non sono biologiche ma na-tu-ra-li!” (Tu uprawy nie są biologiczne, a na-tu-ral-ne!).
Pozostajemy w tematyce rolniczo-żywieniowej. Ponad rok temu miałem okazję zachwycać się świetnymi Lambrusco w samym sercu Emilii-Romanii. Wino to zazwyczaj sprowadzane jest do prostych czerwonych bąbelków, które ze swoimi radosnymi owocowo-fiołkowymi aromatami towarzyszy luźnym spotkaniom w gronie znajomych. Takiemu obrazowi stanowczo sprzeciwia się Christian Bellei, zwany też mistrzem zen Lambrusco. Ostatnio udowodnił on, że przy produkcji Lambrusco z powodzeniem można wykorzystać doświadczenia i metody opracowane w samej Szampanii, po raz kolejny dowodząc tym samym, że Lambrusco ma potencjał, który wystarczy jedynie umiejętnie wykorzystać.
Podczas gdy w Polsce sklepy winiarskie bazujące na sprzedaży internetowej muszą borykać się z bezsensownymi przepisami i sławetną już agencją PARPA, włoscy producenci cieszą się, że ich butelki trafiają do konsumentów coraz częściej za pomocą sieci. Interesującą rozmowę na ten temat znajdziecie na portalu Il Sole 24 Ore.

źródło: vinodabere.it

Potencjał wina w sieci dostrzega sam premier Włoch, który niedawno z okazji Vinitaly spotkał się z Jackiem Ma, założycielem największej chińskiej platformy e-commerce Alibaba. Ponadto Matteo Renzi z powodzeniem promuje Włochy, jako światową potęgę winiarską (jakby ktoś jeszcze o tym nie wiedział), z dumą wręczając kolejnym przywódcom charakterystyczne drewniane skrzyneczki, w których znajdują się wyśmienite włoskie wina (i nikt nie sprawdza czy kosztują one 8, 80, czy 800 euro, bo włosi doskonale wiedzą, że świetną butelkę można kupić za przysłowiowe grosze). Ostatnio taką winiarską skrzyneczkę otrzymał sam Barack Obama.

źródło: valigiablu.it

17 kwietnia we Włoszech odbyło się referendum w sprawie platform wiertniczych, o którym wspominałem już kilka dni temu przy okazji rubryki #ItalianizzatoLessicale. W głosowaniu, którego domagało się 9 włoskich regionów, obywatele decydowali o wyglądzie wybrzeży na najbliższe kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Dotychczasowe prawo zezwala paliwowym potentatom na odwierty już w odległości 20km od włoskich wybrzeży na mocy bezterminowych koncesji. Pomimo, że obywatele powiedzieli stanowcze "nie" takim praktykom i wyrazili swoje poparcie dla zmiany aktualnych przepisów, nic to nie dało bo do urn ruszyło zaledwie nieco ponad 30% uprawnionych do głosowania.

źródło: elezioni.interno.it

Panama Papers. Skandal finansowy, który wstrząsnął całym światem w ostatnich tygodniach, nie ominął również Bel Paese. W opublikowanych dokumentach przewijają się znane osobistości z włoskiego świata mody, polityki i biznesu. Na liście Panama Papers znaleźli się m. in. Emanuela Barilla (nazwisko mówi samo za siebie), Silvio Berlusconi (w tym wypadku nie ma mowy o zaskoczeniu), Daniele Fonseca (były piłkarz pochodzący z Como), stylista Valentino czy aktor Carlo Verdone. Pełną listę Włochów zamieszanych w skandal znajdziecie na portalu Espresso.it.
W ostatnich dniach kwietnia wszystkie włoskie media donosiły o aresztowaniu 6 osób na północy kraju, które podejrzane były o planowanie zamachów terrorystycznych. Nieoficjalnie mówi się, że celem ataków miał być Watykan oraz ambasada Izraela w Rzymie. Wśród aresztowanych znalazła się para pochodząca z Lecco, która w zamachu chciała pogrzebać ze sobą dwójkę dzieci (2 i 4-latka).

źródło: progetto.vento.polimi.it


Zaczęliśmy majówką i majówką zakończymy. Wenecję od Turynu dzieli 679km. Być może niebawem odległość tę będzie można spokojnie pokonać na rowerach. Politechnika w Mediolanie zaproponowała projekt pod nazwą Vento, który zakłada budowę ścieżki rowerowej łączącej stolicę Wenecji Euganejskiej ze stolicą Piemontu. Trasa ścieżki biegnie wzdłuż najdłuższej włoskiej rzeki (Pad) i przebiega przez takie miasta jak Ferrara, Mantua czy Mediolan. Projekt ma na celu nie tylko rozbudowę infrastruktury, ale dba też o środowisko naturalne rejonów, przez które przebiegać ma Vento. W tym roku już raczej za późno, ale być może ktoś zmierzy się z Vento podczas przyszłorocznej majówki?


czwartek, 31 grudnia 2015

Che cosa bolle in pentola… – grudzień 2015

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Święta, święta i po świętach. Wybaczcie ten nieco tendencyjny wstęp, ale piszę dzisiejszą Pentolę dojadając ostatnie pierogi z kapustą i grzybami, a następnie popijając z wolna gorący barszcz... Czas biegnie nieubłaganie, nawet się nie obejrzymy, a na Italianizzato ukaże się kolejna, styczniowa, edycja niniejszej rubryki. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do początku grudnia.
W pierwszym tygodniu miesiąca kulturalną rubrykę internetowego serwisu La Stampa przejął Lorenzo Jovanotti. Piosenkarz przez jeden dzień nadzorował pracę wspomnianego działu oraz odpowiadał na pytania fanów. Dwudziestu szczęśliwców, wybranych spośród internautów, którzy zgłosili swoje pytania, miało okazję spotkać się z Jova w siedzibie gazety na specjalnej konferencji. Jovanotti opowiadał między innymi o swoim najnowszym albumie. Pojawiło się również pytanie od nauczyciela: „Jaką piosenkę polecasz, aby zachęcić dzieci z V klasy podstawówki do refleksji?”. Jak widać, artysta znajduje słuchaczy w różnych grupach społecznych, a mylą się ci, którzy sądzą, że jest to piosenkarz trafiający jedynie do młodzieży.


Miałem nadzieję nie nadużywać w dzisiejszej Pentoli świątecznej tematyki, ale jak się przekonacie, jest to niemożliwe. Piętnaście lat temu, właśnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia, zmarł Giacomo Bologna, ojciec założyciel jednej z najbardziej rozpoznawalnych winnic Piemontu. Człowiek, który nadał nowy smak, nowy sens i nowy charakter szczepowi Barbera. Wspomnienia córki wielkiego Bologni opisał Luciano Ferraro na swoim blogu DiVini. Pozostaje mi jedynie odesłać do recenzji La Monelli, którą opublikowałem na Italianizzato jakiś czas temu, oraz zacytować słowa następczyni założyciela winnicy Braida:

Tak narodziła się La Monella – buntownicza i żywa Barbera. Mój ojciec kochał Jazz i twierdził, że w winie znajduje się muzyka. Otwierał butelkę i zbliżał ucho do kieliszka. Myślałam, że jest szalony. Miał rację, każda butelka zawiera w sobie inne dźwięki.

            Z tematyki enologicznej płynnie przechodzimy do tej gastronomicznej. Portal Food 24 opublikował w pierwszych tygodniach grudnia ciekawy artykuł o occie balsamicznym z Modeny. Poszukiwacze dobrych smaków mogli przeczytać o sposobie produkcji, regulacjach prawnych oraz o tym… gdzie można nauczyć się jak degustować ocet balsamiczny i czego potrzeba, aby móc produkować go w domu.

źródło: winefoodfestivalemiliaromagna.com

            Zostańmy jeszcze na chwilę w Emilii-Romanii. Parma, po Bolonii jedno z najważniejszych miast regionu, zostało docenione przez UNESCO i otrzymało tytuł „miasta kreatywności gastronomicznej”. Powiedzmy sobie szczerze, tego typu odznaczenie dla Parmy to tylko formalność. Jakby dla podsumowania tego, co napisałem powyżej, Emilia-Romania została uznana w grudniu przez Lonely Planet za „włoski raj gastronomiczny”.
            Gdybyście natomiast szukali najlepszego Panettone we Włoszech, musicie udać się do Bazylikaty. Wcześniej jednak udajcie się na stronę Gambero Rosso, gdzie została opublikowana lista najlepszych producentów tego świątecznego ciasta. Jeśli chcielibyście zmierzyć się z mistrzami włoskiego cukiernictwa i udowodnić (sobie i im), że jesteście równie dobrzy w tym fachu, skorzystajcie z przepisu na Panettone, który prezentowałem na Italianizzato.

źródło: roma.repubblica.it

            Wybaczcie, że dzisiejszy wpis w dużej mierze opiera się na różnego rodzaju zestawieniach, ale chyba już taki urok ostatniego miesiąca w roku. Ósmego grudnia Bazylika Św. Piotra w Rzymie stała się Arką Noego. Na fasadzie świątyni wyświetlano zdjęcia autorstwa fotografów z całego świata. Obrazy przedstawiały ludzi, zwierzęta i rośliny, a pokaz został zorganizowany w hołdzie papieżowi-ekologowi.
            Wbrew pozorom, Polska i Włochy mają ze sobą sporo wspólnego. Włoskie media doniosły w grudniu o najnowszym projekcie ich rządu, karcie dużej rodziny. Brzmi znajomo, nieprawdaż? Włoska karta przeznaczona będzie dla rodzin z co najmniej trzema dziećmi niepełnoletnimi. Zniżki obejmą między innymi transport publiczny, kulturę, opiekę medyczną i inne usługi.

źródło: i.ytimg.com

            Polska myśl techniczna dotarła na Sycylię. W grudniu realną formę przybrał kontrakt zawarty między władzami wyspy, a polską firmą produkującą pociągi. Cztery tabory Vulcano będą jeździły na tak zwanej trasie Circumetnea (jak łatwo się domyślić okalającej sycylijski wulkan), której historia sięga 1889r., a zatem początków kolei parowej na wyspie.
Skoro już mowa o Etnie. W grudniu wulkan znów dał o sobie znać. Erupcja była widoczna z kilkudziesięciu kilometrów, a pył wulkaniczny dotarł do Kalabrii i innych południowych regionów Włoch. Na szczęście nie odnotowano większych szkód (poza niemałym zamieszaniem w ruchu lotniczym).

źródło: tgcom24.mediaset.it

Na zakończenie wróćmy jeszcze na moment do świątecznych klimatów. Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda Boże Narodzenie w rodzinach mafijnych? Mnie również nigdy nie przyszło to do głowy. Gdyby jednak naszły Was takie przemyślenia, możecie sięgnąć po artykuł opublikowany przez portal l’Espresso.
Tym akcentem kończę dzisiejszą Pentolę, a Wam drodzy Czytelnicy, życzę felice anno nuovo!