____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

wtorek, 12 czerwca 2018

Wino+rower || Winnica Żelazny



          O tej winnicy mówi się sporo. Jest to największa parcela w Polsce, ale nie to jest w tym przypadku najważniejsze. Kilkanaście hektarów winorośli w jednym miejscu w naszej Ojczyźnie? To robi wrażenie. Jeszcze większe wrażenie jednak robi na mnie fakt, że jest to swego rodzaju kooperatywa (no dobra, może nie do końca w pełnym tego słowa znaczeniu). Kilkunastu winiarzy uprawiający winną latorośl jeden obok drugiego? Miedza w miedzę? Popukacie się w głowę. To na pewno nie wypali w Polsce. A jednak! Jedziemy do Zaboru!
          Poranek w Starej Winnej Górze jest mokry i szary. W końcu mozolnie ruszamy w kierunku naszego kolejnego punktu wyprawy. Do parceli samorządowej w Zaborze mamy nieco ponad 20 km, więc jedziemy spokojnym tempem zatrzymując się dosłownie co kilka kilometrów. A to na śniadanie. A to na chłodnego radlerka. A to z kolei zbaczamy z trasy w leśny trakt, żeby po prostu pooddychać świeżym powietrzem.
          Jesteśmy mniej-więcej w połowie trasy. Widzieliśmy dotychczas już sporo, każda kolejna winnica czymś nas zaskoczyła, była swego rodzaju novum. Po parceli w Zaborze spodziewaliśmy się jednak prawdziwej niespodzianki. Przez lata nasłuchałem się o tym projekcie sporo (a to między innymi za sprawą Maćka Nowickiego). Co więcej, swoje rzędy winnej latorośli w tym miejscu mają również niektórzy z winiarzy już przez nas odwiedzonych (chociażby Łukasz i Jowita z Winnicy Equus). Koncepcja jest dość prosta: Marszałek Województwa Lubuskiego, Elżbieta Anna Polak, porozumiała się z Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Sulechowie w sprawie wynajmu gruntu, który z kolei został oddany w najem długoterminowy zainteresowanym winiarzom (lub przyszłym winiarzom). Miało to miejsce już 3 lata temu. Od tego czasu wielu producentów (lub chcących zostać takowymi) się wykruszyło. Wielu jednak po tym czasie zaczęło wreszcie produkować pierwsze wina. Należą do nich miedzy innymi Kasia i Piotr Żelaźni… CZYTAJ WIĘCEJ...



wtorek, 5 czerwca 2018

Wino+rower || Stara Winna Góra






              Z Winnicy Mozów wyjeżdżamy, gdy słońce zaczyna już chylić się ku horyzontowi. Na szczęście od następnej mety dzieli nas niespełna 10km. W międzyczasie pogoda zdążyła się poprawić, a wiatr, który teraz wieje nam w plecy, znacznie stracił na sile. Początkowo musimy pokonać odcinek wzdłuż dość ruchliwej trasy, przez co jedziemy gęsiego jeden za drugim.
              Dopiero po około pół godziny wjeżdżamy w wąską aleję, wzdług której biegną drzewa obsypane soczyście zielonymi liśćmi. I teraz też wracamy myślami do ostatniej odwiedzonej winnicy. Polska Toskania? Kolejne miejsce na na naszej trasie, które zapada głęboko w pamięć i nie daje się porównać z innymi poznanymi już wcześniej. Być może właśnie ten fakt przyciąga do Lubuskiego chociażby Niemców? Jadąc do Toskanii, czy do jakiegokolwiek regionu we Francji czasami ma się wrażenie, że degustacje i spotkania z winiarzami, o ile w ogóle, odbywają się na zasadzie linii produkcyjnej. Wchodzisz, witasz się, rozmawiasz kilka chwil (lub co gorsza wysłuchujesz regułki niemalże wyuczonej na pamięć), po czym degustujesz z góry ustalony turystyczny set butelek. Żegnasz się i w następnym miejscu zabawa zaczyna się od nowa. CZYTAJ WIĘCEJ...




sobota, 2 czerwca 2018

Cannoli siciliani alla ricotta




            Tym razem mógłbym zacząć od słów Przerywamy program, aby nadać ważny komunikat... Na chwilę oddalamy się od Lubuskiego Szlaku Wina i Miodu, aby powrócić na Sycylię, gdzie wylądowałem kilka miesięcy temu. No może nie do końca oddalamy się, ponieważ ricottę potrzebną do przygotowania dzisiejszego przepisu kupiłem podczas majówki w Lubuskiem.
            Jeśli śledziliście na Italianizzato serię artykułów o Trinacrii, na pewno spostrzegliście, że zabrakło tam przepisu na jeden z najważniejszych (i najsmaczniejszych) symboli gastronomicznych tego zakątka Włoch. Cannoli alla ricotta to przysmak, bez którego nie może się obejść żadna wyprawa na Sycylię, a wie o tym doskonale ten, kto wyspę już odwiedził. Smak kruchego ciastka wypełnionego kremem z owczego słodkawego sera zapada głęboko w pamięć i jedno jest pewne: po spróbowaniu oryginału już żadna kopia nie zadowoli nawet osób nie będących smakoszami.
            Odtworzenie cannoli siciliani w domu może nastręczyć nieco problemów, bo i przepis w kilku punktach nie należy do najłatwiejszych, ale jeśli postaracie się o dobrej jakości składniki, efekt końcowy wynagrodzi wszelkie niedogodności podczas przygotowania. Bez dalszej zwłoki przejdźmy zatem do przepisu sensu stricto. CZYTAJ WIĘCEJ...