____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

piątek, 19 maja 2017

Enoturystyka na dwóch kółkach: Winnica Modła

Dziennik z wyprawy po Sandomierskim Szlaku Winiarskim


          Od Płochockich wyjechaliśmy, gdy słońce już kierowało się ku horyzontowi. Ostatnie promienie ogrzewały nam twarze, ale jak tylko złocisty krąg zniknął za sadami majaczącymi przed nami, zrobiło się jeszcze chłodniej niż w ciągu dnia. Byliśmy już blisko miejsca, gdzie planowaliśmy rozbić namioty. To, co na mapie wydawało się być dość sporym lasem, w rzeczywistości okazało się niewielkim zagajnikiem. Drzewa były wciąż nagie, na gałęziach nie było nawet zapowiedzi młodych liści w postaci pączków.

          Aby nie było nas widać z niewielkiej asfaltowej drogi, musieliśmy prowadzić rowery w głąb zagajnika podmokłą dróżką przez dobre kilkanaście minut. Robiło się coraz ciemniej i chcąc rozłożyć namioty bez potrzeby korzystania ze światła latarek, musieliśmy zadowolić się tym, co znaleźliśmy dotychczas. Przygotowaliśmy teren pod obozowisko wyrzucając spróchniałe konary i wyrywając niewielkie krzewy. Rozłożenie namiotów zajęło nam dosłownie kilka chwil, Ł. w międzyczasie przykrył rowery zabezpieczając je przed wilgocią. Na noc zapowiadano temperaturę poniżej zera, więc czym prędzej zaszyliśmy się w śpiworach nie zdejmując przy tym grubych spodni i puchowych kurtek. Szybka kolacja przygotowana nad palnikiem gazowym i kilka łyków aromatycznego półsłodkiego frizzante (połączenie niezbyt udane biorąc pod uwagę obecność kaszy, sera i kiełbasy w menażkach, ale z kolei patrząc na okoliczności, najlepsze z możliwych) ukoiły nas do snu. CZYTAJ DALEJ...

niedziela, 14 maja 2017

Enoturystyka na dwóch kółkach: Winnica Płochockich

Dziennik z wyprawy po Sandomierskim Szlaku Winiarskim


              Prowadząc ze sobą rowery z trudem wdrapaliśmy się w górę dróżki, która prowadziła do Winnicy Nad Jarem. Za radami jej właścicieli zmieniliśmy naszą trasę i zdecydowaliśmy się pojechać pomiędzy oblepionymi białymi kwiatami sadami jabłkowymi. Słońce zaczęło nieco śmielej przebijać się zza chmur, a po kilku zdegustowanych winach poczuliśmy, jakby zrobiło nam się cieplej.
Wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy w dalszą drogę. Traf chciał, że pogoda z jednej strony była dla nas najlepsza z możliwych (to znaczy nie padał deszcz, ani nie wiał silny wiatr), z drugiej strony natomiast była to również idealna pogoda dla sadowników, którzy ochoczo ruszyli ze swoimi opryskiwaczami, aby chronić jabłonki przed chorobami…

         Po około godzinie zatrzymaliśmy się na posiłek wśród (jeszcze) nieopryskanego sadu. Wprowadziliśmy rowery w głąb, pomiędzy dwa rzędy dość gęsto posadzonych drzewek, aby ukryć się przed wzrokiem tutejszych mieszkańców i oddalić się nieco od, w sumie mało uczęszczanej, asfaltowej drogi. Godzinne lenistwo i obżarstwo na świeżym powietrzu przerwał warkot zbliżającego się starego ciągnika, który zostawiał za sobą cuchnącą mgiełkę fungicydów… CZYTAJ DALEJ...


środa, 10 maja 2017

Enoturystyka na dwóch kółkach: Winnica Nad Jarem

Dziennik z wyprawy po Sandomierskim Szlaku Winiarskim


        Założenie było banalnie proste i składało się z dwóch elementów: są rowery, są winnice. Pomysł, jak to często bywa, narodził się przypadkiem. Podziwiając piękno Wielkopolski z pozycji rowerowego siodełka padło hasło: a może by tak zorganizować wyprawę rowerową na winnice? Ok, wszyscy szybko przyklasnęli, ale po chwili pojawiły się wątpliwości: tylko trzeba by mieć więcej dni wolnych, na weekend za granicę nie opłaca się wyjeżdżać… Zaraz, zaraz… Czy ktoś tu mówił o winnicach poza Polską. Jedźmy do Sandomierza!

        Temat na kilka miesięcy ucichł. Wrócił w pierwszych tygodniach nowego roku. Przy czterech uczestnikach wycieczki znalezienie dogodnego terminu i urlopu dla wszystkich to nie lada wyzwanie, ale jak się okazało nie jest to zadanie niemożliwe. Majówka wydawała się być z perspektywy lutego idealnym czasem. Niestety majowa pogoda lubi płatać psikusy, co poczuliśmy na własnej skórze już pierwszego dnia wyjazdu… CZYTAJ DALEJ...