____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepis. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 czerwca 2018

Cannoli siciliani alla ricotta




            Tym razem mógłbym zacząć od słów Przerywamy program, aby nadać ważny komunikat... Na chwilę oddalamy się od Lubuskiego Szlaku Wina i Miodu, aby powrócić na Sycylię, gdzie wylądowałem kilka miesięcy temu. No może nie do końca oddalamy się, ponieważ ricottę potrzebną do przygotowania dzisiejszego przepisu kupiłem podczas majówki w Lubuskiem.
            Jeśli śledziliście na Italianizzato serię artykułów o Trinacrii, na pewno spostrzegliście, że zabrakło tam przepisu na jeden z najważniejszych (i najsmaczniejszych) symboli gastronomicznych tego zakątka Włoch. Cannoli alla ricotta to przysmak, bez którego nie może się obejść żadna wyprawa na Sycylię, a wie o tym doskonale ten, kto wyspę już odwiedził. Smak kruchego ciastka wypełnionego kremem z owczego słodkawego sera zapada głęboko w pamięć i jedno jest pewne: po spróbowaniu oryginału już żadna kopia nie zadowoli nawet osób nie będących smakoszami.
            Odtworzenie cannoli siciliani w domu może nastręczyć nieco problemów, bo i przepis w kilku punktach nie należy do najłatwiejszych, ale jeśli postaracie się o dobrej jakości składniki, efekt końcowy wynagrodzi wszelkie niedogodności podczas przygotowania. Bez dalszej zwłoki przejdźmy zatem do przepisu sensu stricto. CZYTAJ WIĘCEJ...



czwartek, 5 kwietnia 2018

Cacciucco alla livornese




           Wielkanoc sprzyjała rodzinnym spotkaniom przy suto zastawionym stole. U większości z nas zapewne królowały tradycyjne dania kuchni polskiej. Na niedzielnym śniadaniu nie mogło zabraknąć domowych szynek czy kiełbas, pasztetów, sałatki warzywnej i jajek na dziesiątki sposobów. O wiele bardziej liberalnie prezentowało się za to menu na poniedziałkowy obiad. Różnego rodzaju pieczyste to tylko wstęp do długiej listy dań, które pojawiły się tego dnia w polskich domach.
             O ile w tym roku w niedzielny poranek było u mnie w pełni tradycyjnie, w pełni polsko, o tyle w poniedziałek Italia na całego. Cacciucco alla livornese. Danie, o którym być może większość z Was słyszała (wszak skoro czytacie Italianizzato, znaczy że fanami Włoch jesteście). Niewielu mniej prawdopodobnie miało okazję spotkać się z tą potrawą, ale ilu z Was kiedykolwiek podjęło się przyrządzenia cacciucco na własną rękę? No właśnie, w poniedziałek wielkanocny przygotowałem je po raz pierwszy i ja. CZYTAJ WIĘCEJ...




sobota, 31 marca 2018

Domowa kiełbasa




             Chyba mało kto wyobraża sobie wielkanocne śniadanie bez wędlin, a wśród nich nie sposób nie wymienić kiełbasy. Wielkopolską tradycją gastronomiczną w tym okresie jest biała kiełbasa parzona, która jak pokazują oferty wielu supermarketów i dyskontów, zdobyła uznanie licznej rzeszy konsumentów nie tylko w regionie Poznania i okolic. Niestety wraz ze wzrostem popularności dało się zauważyć znaczny spadek jakości. Prosty przykład: kilogram białej kiełbasy na sklepowej półce w zdecydowanej większości przypadków kosztuje około 10zł. Co zatem do niej trafia, skoro szynka czy łopatka wieprzowa rzadko kiedy jest sprzedawana za 10zł/kg (najczęściej więcej)? Tego możemy się jedynie domyślać.
             W moim rodzinnym domu na stół zawsze trafiały produkty dobrej jakości, a to za sprawą szerokiej sieci znajomych, którzy trudnili się uprawą zbóż, warzyw czy owoców lub hodowlą zwierząt (ewentualnie przetwórstwem mięsa). Dziś ta sieć jest może nieco węższa, ale wciąż z dostępem do dobrej wieprzowiny, jagnięciny, drobiu czy innych rodzajów mięsa nie mam większego kłopotu. Dostęp taki posiadają na szczęście również mieszkańcy polskich wsi, a nawet miast, bo moda na bio- oraz eko- wciąż przybiera na sile, dzięki czemu obok ofert sklepów wielkopowierzchniowych, możemy korzystać z licznych przedsięwzięć promujących dobrą, zdrową żywność. Skoro każdy z nas może pozwolić sobie na zakup zacnej wieprzowiny w rozsądnej cenie, zobaczmy co możemy z niej przyrządzić z myślą o wielkanocnym stole. CZYTAJ WIĘCEJ...




niedziela, 17 grudnia 2017

Trinacria: Pasta c’anciova e muddica

Palermo na talerzu


           Przepis prezentowany dziś na blogu to jeden z najbardziej znanych symboli kulinarnych Palermo. Historia pasta c’anciova e muddica zaczyna się jeszcze w dziewiętnastym wieku, kiedy to tysiące sycylijczyków były zmuszone do emigracji zarobkowej na północ kraju. Mówi się często, że to danie jest biedniejszą imitacją słynnej pasta con le sarde. Zamiennie stosuje się również nazwę pasta a Milanisa, jak niegdyś południowcy określali całą północ Włoch.
           Udający się w poszukiwaniu lepszych zarobków i możliwości zawodowych „do góry” mieszkańcy stolicy Sycylii dzięki temu przepisowi w długie zimowe wieczory mogli chociaż na chwile poczuć się jak w domu. Podstawą sosu stały się składniki, które oddawały charakter rodzinnych stron imigrantów i jednocześnie długo zachowywały świeżość (nawet podczas wielodniowych podróży). Nie brakuje tu licznych elementów wprost odnoszących się do wielokulturowości sycylijskiej kuchni (połączenie słodko-słone), jak i do klimatu tej niezwykłej krainy (morski element w postaci sardeli i orzeszki piniowe, które symbolizują spaloną słońcem Sycylię). CZYTAJ WIĘCEJ...


sobota, 14 października 2017

Bavette ai funghi

Makaron z sosem grzybowym


          Sezon grzybowy w pełni. Nic nie zapowiada, aby zakończył się wkrótce. Właśnie dlatego warto korzystać z sezonowych darów natury, w tym wypadku darów polskich lasów. Od rana długi spacer po lesie z koszykiem, a na obiad makaron z aromatycznym sosem grzybowym!

Składniki dla 4 osób:
·       400g makaronu bavette
·       100g grzybów suszonych
·       200g świeżych grzybów leśnych
·       1 średnia cebula
·       25g masła
·       kilka łyżek oliwy extra vergine
·       kieliszek wytrawnego cydru lub białego wina wytrawnego
·       50ml śmietany 18%
·       natka pietruszki
·       świeżo mielony pieprz
·       100-150g sera Grana Padano CZYTAJ WIĘCEJ...


poniedziałek, 25 września 2017

Risotto ai funghi

Risotto z grzybami


             Sobota. Godzina 5:30. Dźwięk budzika wyrywa mnie ze snu. Ten sam, który sprawia, że każdy poranek w ciągu tygodnia jest małą walką dobra ze złem. A mimo to wstaję bez żadnego zająknięcia o tak wczesnej porze (w sumie dla niektórych to jeszcze noc), ciepło się ubieram, chwytam wiklinowy koszyk i mały kozik do rąk. Niespełna godzina drogi, na dworze robi się już szarawo i nawet w lesie widoczność jest w porządku.

             Miękki mech pokryty zimną rosą, świeże powietrze, cisza przerywana jedynie szumem wiatru w konarach drzew. Po dwóch i pół godziny wychodzę z lasu przemoczony i zmarznięty, ale z kilkoma kilogramami dorodnych grzybów w koszyku. To właśnie idealne grzybobranie. Ten jesienny czas w moim domu naznaczony jest zapachem suszonych grzybów, zalewy octowej oraz obiadami na bazie podgrzybków, prawdziwków i innych szlachetnych darów lasu. Drodzy Czytelnicy, szybki i bardzo sezonowy przepis na risotto ai funghi lada chwila stanie przed Wami otworem. CZYTAJ WIĘCEJ...


niedziela, 10 września 2017

Taralli pugliesi con semi di finocchio/peperoncino

Apulijskie taralli z koprem włoskim/peperoncino



          Apulia to jeden z tych regionów Włoch, które pozostają wciąż nieznane dla większości polskich turystów. Na południowych krańcach Półwyspu Apenińskiego poznali się za to już mieszkańcy północy Italii i przyznam szczerze, powinniśmy brać z nich przykład. Jeśli chcemy odwiedzić miejsca we Włoszech, które zapierają dech w piersiach, kuszą widokami i niepowtarzalnymi aromatami, a przy tym wciąż nie są oblegane przez tysiące turystów, Apulia będzie jednym z możliwych dobrych wyborów. Tradycyjna kuchnia tego regionu to kolejny element, który z pewnością przekona niezdecydowanych. Od prostych przystawek przez wymyślne dania kończąc na słodkościach wieńczących poczęstunek, do wyboru do koloru. A i w kieliszku znajdzie się niejeden zacny trunek, jeśli zdecydujemy się na podróż w te okolice. Dziś na Italianizzato przepis rodem z czubka włoskiego buta, taralli pugliesi. CZYTAJ WIĘCEJ...


środa, 30 sierpnia 2017

Pomodori secchi sott’olio

Suszone pomidory w oleju


              Suszone pomidory. To jeden z tych produktów, które kojarzą nam się z południem Europy (a mnie przede wszystkim z południem Italii). Mięsiste odmiany suszone na słońcu zalane najlepszą oliwą extra vergine. Jaka szkoda, że w naszych sklepach ciężko o produkt wysokiej jakości i pomidory są albo wysuszone na wiór, albo zalane najtańszym olejem słonecznikowym...

Opublikowany ostatnio przez Maćka Sokołowskiego przepis na suszone pomidory oraz kurczące się w zatrważającym tempie moje zapasy tego smakołyku zachęciły mnie do podzielenia się z Wami moją recepturą jednocześnie pozwalając uzupełnić braki magazynowe w spiżarni. CZYTAJ WIĘCEJ...


niedziela, 6 sierpnia 2017

Fusilli ai finferli

Makaron z kurkami i kurczakiem


           Znów jestem trochę spóźniony, ponieważ sezon na kurki powoli dobiega końca, a na straganach przy leśnych drogach pojawią się niebawem podgrzybki, borowiki, kozaki i inne grzyby szlachetne. Korzystam z tych ostatnich dni, kiedy w sklepach możemy znaleźć kurki już w dość niskich cenach, aby zaprezentować Wam przepis na makaron bazujący właśnie na tym składniku (kto ma lepszą pamięć, zapewne przypomina sobie, że kiedyś już podawałem wskazówki jak przygotować risotto ai gallinacci). CZYTAJ WIĘCEJ...




czwartek, 27 lipca 2017

Tiramisù alla fragola

Owocowa wersja jednego z najbardziej znanych włoskich deserów



            Pomimo, że sezon na truskawki właściwie dobiegł już końca (chociaż w niektórych sklepach wciąż można znaleźć ostatnie łubianki tych owoców), dopiero teraz ukazuje się na Italianizzato przepis na tiramisù alla fragola. Takie pyszności nie mogły czekać do następnego roku. Z resztą, dla chcącego nic trudnego i dobre truskawki znajdą się nawet pod koniec lipca. Co więcej, w ostateczności można je zastąpić dowolnymi innymi czerwonymi owocami, które będą w stanie zbalansować swoim naturalnym kwasem słodycz kremu użytego do deseru (wiśnie, jagody, porzeczki, jeżyny…). CZYTAJ WIĘCEJ... 


niedziela, 25 czerwca 2017

#TagliereSalumi: szynka wędzona parzona

Polskie smaki na desce wędlin




              Od ostatniego wpisu w ramach serii #TagliereSalumi minęło dostatecznie dużo czasu, abyście mogli sami wypróbować zaprezentowany przeze mnie wtedy przepis na Salsiccia Calabrese. Wracam dziś zatem z kolejną recepturą, dzięki której przygotujecie jedyną w swoim rodzaju wędzoną szynkę wieprzową ubogacającą Waszą własnoręcznie przygotowaną deskę wędlin. Bez dalszej zwłoki przechodzimy do sedna sprawy.

Składniki na kilogramową szynkę:
·       1kg szynki wieprzowej
·       1-2 litrów wody
·       sól peklująca (22g/litr wody)
·       łyżeczka pieprzu czarnego
·       łyżeczka majeranku suszonego
·       łyżeczka owoców jałowca
·       3-4 ząbki czosnku
·       kilka liści laurowych
·       siatka wędliniarska CZYTAJ WIĘCEJ...

niedziela, 11 czerwca 2017

#TagliereSalumi: salsciccia calabrese

Przepis na podsuszaną kiełbasę z Kalabrii


             Smak lokalnych przysmaków to jedno z tych wspomnień, które towarzyszy nam jeszcze na długo po powrocie z podróży. Któż nie zna tego uczucia, gdy po wielu miesiącach od wizyty w kraju nadmorskim, przechodząc obok działu rybnego z obrzydzeniem spoziera na mrożone krewetki (te z kolei spozierają nań błagalnym wzrokiem) i przypomina sobie niesamowity smak świeżutkich owoców morza zapijanych również lokalnym (a jak!) białym winem. Albo pizza. Wystarczy jeden kawałek prawdziwej neapolitańskiej we Włoszech i już na wieki odchodzi nam ochota na to, co zazwyczaj dostajemy w polskich „pizzerniach” (choć na tym polu, muszę przyznać, zaczęło się coś zmieniać na lepsze). Weźmy w końcu chyba jedną z najprostszych, ale też najbardziej zapadających w pamięć przystawek – deska serów lub wędlin.

             Praktycznie w każdym zakątku świata występują przedstawiciele tych dwóch kategorii. I praktycznie zawsze są one wyjątkowe. Mleko pochodzące od jedynej w swoim rodzaju rasy krów oraz specyficzne warunki, w których dojrzewał ten czy inny ser, nadają finalnemu produktowi sztychu niemożliwego do podrobienia. Hodowana tylko w tym czy innym zakątku rasa świń, karmionych tylko i wyłącznie w wybrany sposób oraz wyjątkowe warunki klimatyczne, sprawiają że każde prosciutto crudo smakuje inaczej. Tych smaków nie da się pomylić z niczym innym. Jeśli choć raz w życiu spróbowaliście Prosciutto San Daniele, nigdy nie pomylicie (ani nie porównacie!) jej do szynki parmeńskiej. Jeśli choć raz w życiu mieliście w ustach dojrzewające Pecorino Toscano, nie odważycie się już nigdy nazwać go parmezanem. A jeśli tym wszystkim doznaniom towarzyszył kieliszek wybornego lokalnego trunku (najlepiej wina!), to wbrew logice, smak owych przysmaków utrwalił Wam się lepiej i na dłużej. CZYTAJ DALEJ...


sobota, 6 maja 2017

Torta pasticciotto

Słodkości z Salento


       Na Italianizzato raczej rzadko pojawiają się słodkości. Tym razem będzie inaczej! Torta pasticciotto to jeden z tych deserów, który nie zdołał zdobyć sławy poza granicami Włoch. Na terenie półwyspu Apenińskiego natomiast ten przysmak rodem z Salento podbija podniebienia łasuchów niezależnie od regionu. I co najważniejsze, serce torta pasticciotto stanowi chyba najważniejszy krem we włoskim cukiernictwie – crema pasticcera. CZYTAJ DALEJ...


środa, 12 kwietnia 2017

Pasqua vs. Wielkanoc: Żurek



       Tra diversi piatti tipici della cucina polacca, sicuramente non dobbiamo dimenticarci dello żurek. Una delle zuppe più conosciute all’estero, ormai è diventata un simbolo della nostra tradizione gastronomica. Gli stranieri che arrivano in Polonia lo sanno già come pronunciare il suono [Ʒ], ovvero la lettera iniziale dello żurek. Andiamo insieme a scoprire come è facile prepararlo a casa da solo! LEGGI TUTTO...

Pasqua vs. Wielkanoc: Żurek

Przepis na tradycyjne wielkanocne danie


          
          Pośród wielu dań kuchni polskiej nie sposób nie wspomnieć o żurku. Zupa ta stała się już jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli naszej tradycji kulinarnej na świecie. Obcokrajowcy przyjeżdżający do naszej Ojczyzny bez zawahania bardzo często potrafią wymówić dźwięk [Ʒ] odpowiadający mniej-więcej polskiemu „Ż” i odważnie wołają w restauracjach żurek w chlebie. Aż dziwi fakt, że statystyczny Polak przysmak ten spożywa zaledwie raz do roku, w czasie Świąt Wielkiej Nocy. Może warto sięgnąć po poniższy przepis odrobinę częściej? Przekonajcie się sami, że przygotowanie domowego żurku jak należy, to znaczy z własnoręcznie przygotowanego zakwasu, nie jest wcale trudne. Szanowni Czytelnicy, dziś na Italianizzato zawodnik z Polski w pojedynku Pasqua vs. Wielkanoc! CZYTAJ DALEJ...


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Pasqua vs. Wielkanoc: Torta Pasqualina

Tradycyjne wielkanocne ciasto z Ligurii



       Są w roku takie momenty, kiedy na stół trafiają wyłącznie tradycyjne polskie potrawy, a kulinarni przybysze z całego świata idą w odstawkę. Nie przeczę, na Wielkanoc czy w czasie Świąt Bożego Narodzenia i u mnie dominują dania rodzime. Nie znaczy to jednak, że rezygnuję całkowicie z włoskich akcentów. Do italskich ksiąg kuchennych sięgam co roku tuż przed świętami lub zaraz po nich. To dobra odmiana dla żołądka po naszych kiełbasach, szynkach czy żurku. À propos, na Waszym stole niebawem zawita wspomniany żurek czy torta pasqualina? A może zdecydujecie się na zaserwowanie członkom rodziny obydwu przysmaków, jak stanie się u mnie? Czas na kulinarny pojedynek na Italianizzato: Pasqua vs. Wielkanoc! CZYTAJ DALEJ...

sobota, 25 marca 2017

Guanciale affumicato

Domowe wędzone podgardle


          Jest to składnik, bez którego nie obędą się prawdziwe spaghetti alla carbonara ani bucatini all’amatriciana. Włosi używają go głównie do makaronów, choć nie brak innych potraw, które bazują na jego charakterystycznym aromacie. Guanciale affumicato, czyli wędzone podgardle to również świetny dodatek do polskiej grochówki, wielkanocnego żurku czy po prostu idealne zastępstwo dla boczku w jajecznicy. Szkoda, że dla nas podgardle to wciąż tłusty kawał mięsa, który co najwyżej możemy użyć przy robieniu domowej kiełbasy. Dziś prezentuję przepis na domowe guanciale. Dzięki kilku prostym krokom przygotujecie w domu jeden z najbardziej powszechnych (i niezastąpionych!) składników kuchni włoskiej... CZYTAJ DALEJ!



niedziela, 29 stycznia 2017

Che cosa bolle in pentola… – styczeń 2017

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Styczeń był wyjątkowo tragicznym miesiącem dla mieszkańców Bel Paese. Nie będę w dzisiejszej edycji Che cosa bolle in pentola… rozpisywał się o kolejnych wstrząsach w centralnych Włoszech, ani o lawinie, która pochowała żywcem ponad 20 osób w ruinach hotelu Rigopiano w miejscowości Farindola. Nawet jeśli bardzo skutecznie unikacie jakichkolwiek doniesień medialnych, prawdopodobnie nie byliście w stanie nie usłyszeć o powyższych katastrofach. Nie znaczy to jednak, że dzisiejszy wpis będzie, jak to mawiają Włosi, tutto rose e fiori

źródło: www.pbs.twimg.com

Na początku miesiąca w wieku 84 lat zmarł jeden z najwybitniejszych językoznawców włoskich, Tullio de Mauro. Jego wkład w lingwistykę jest niezaprzeczalny, również tę wykraczającą poza granice Italii. De Mauro był członkiem Accademia della Crusca, autorem tak ważnych dla języka włoskiego dzieł jak Grande dizionario italiano dell’uso czy Storia linguistica dell’Italia unita. Dzięki jego tłumaczeniu Cours de linguistique générale Ferdinanda de Saussura stał się powszechnie znany wśród włoskich kręgów humanistycznych. De Mauro był również osobą, która niezwykle sprawnie łączyła naukowe zaangażowanie z życiem codziennym, dzięki czemu wyniki jego badań mogły znajdować zastosowanie chociażby we współczesnym systemie edukacji. Przez rok pełnił również funkcję Ministra Edukacji, a za swoje zasługi został odznaczony w 2001 roku Orderem Gran Croce al Merito della Repubblica Italiana. Dla mnie zaś był on jedną z tych osób, która nauczyła mnie miłości do języka (nie tylko włoskiego), dzięki której poznałem potęgę każdego wypowiadanego słowa, dzięki której w końcu mogłem ukończyć z powodzeniem studia wyższe. Śmierć Tullio de Mauro to dla narodu włoskiego strata porównywalna do odejścia Umberta Eco.
Smutnych doniesień ciąg dalszy. W pierwszych dniach nowego roku na włoskich portalach społecznościowych rozpętała się prawdziwa burza wokół wypowiedzi przewodniczącego Parco Cinque Terre. Vittorio Alessandro po wizycie w niemieckim obozie zagłady Auschwitz napisał na swoim profilu na portalu Facebook: „Dobra, zagłada… ale przyniosła mnóstwo turystów.”. W odpowiedzi na ostrą krytykę Alessandro tłumaczył się, że nie miał zamiaru nikogo obrazić, a chciał jedynie zwrócić uwagę na problem masowej turystyki w miejscach kultu. Tłumaczenie to wydaje się o tyle dziwne, że jego post zawierał jedynie wspomniane wyżej zdanie, beż żadnych dodatkowych wyjaśnień. Pomimo licznych wniosków o dymisję przewodniczącego Parco Cinque Stelle, osoby zasiadające w radzie regionu Liguria nie biorą pod uwagę odwołania z funkcji Alessandro.
Poniekąd zahaczyliśmy już o politykę, pójdę więc dalej w tym kierunku. W lutym Parlament Europejski wybrał nowego przewodniczącego. Funkcję tę obejmie Antonio Tajani zasiadający we frakcji Europejskiej Partii Ludowej, we Włoszech należący natomiast do Forza Italia (do samego przewodniczącego tego ugrupowania, słynnego Ex-Cavaliere, jeszcze w dzisiejszym wpisie powrócę). Tajani urodził się w Rzymie, początkowo jego kariera nie miała nic wspólnego z polityką, był on bowiem dziennikarzem pracującym najpierw dla czasopisma Il Settimanale, a później prowadzącym program informacyjny w Radio 1 oraz zarządzającym gazetą Il Giornale. Od 1994 roku związał się z Silviem Berlusconim i od tego też roku pojawił się w Parlamencie Europejskim. Konkurentem Tajaniego do fotela przewodniczącego Parlamentu Europejskiego był inny Włoch, członek Partito Democratico i europejskiego Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, Gianni Pitella.

źródło: www.blog.matteorenzi.it

Nie tak dawno rozpisywałem się o przegranym przez Mattea Renziego referendum w sprawie reformy konstytucyjnej oraz jego dymisji, a ten już wrócił do sfery publicznej w odnowionej formie. Idąc za przykładem swojego oponenta, przewodniczącego Movimento 5 Stelle, szef PD założył bloga. Strona ma stać się platformą, dzięki której były premier pozostanie w kontakcie ze swoimi zwolennikami. Sam Renzi inaugurował bloga słowami „Prędzej czy później, przyszłość powróci”. Większość obserwatorów komentuje jednak to nowe otwarcie z pewnym sceptycyzmem. Trudno będzie powtórzyć sukces bloga Beppe Grillo, który sam okrzyknął go już dawno temu jako „pierwszy magazyn wyłącznie on-line”, zaznaczając tym samym, że jest to platforma o określonej linii politycznej, a nie witryna służąca jedynie publikowaniu szerszemu gronu swoich przemyśleń.
Tak, drodzy Czytelnicy, tak, dochodzimy do jednego z głównych bohaterów dzisiejszej Pentoli. Silvio Berlusconi skończył 80 lat. Ex-Cavaliere po wielu zawirowaniach wydaje się wychodzić na prostą. Pomimo, że skandale nie opuszczają go ani na chwilę (pojawiły się kolejne oskarżenia w sprawie Ruby), Berlusconi kontynuuje swoją działalność polityczną. O byłym premierze zrobiło się głośniej tuż po przegranym przez PD referendum konstytucyjnym. Został on wtedy zaproszony do stołu negocjacyjnego przez prezydenta Mattarellę na równi z przewodniczącymi innymi stronnictw. Były właściciel Milanu wciąż odgrywa niemałą rolę we włoskiej polityce i ma za sobą potężny elektorat. Pomimo procesów sądowych, wielu polemik i krytyk, a także sędziwego wieku, wydaje się, że Berlusconi jest na fali wznoszącej i może jeszcze sporo namieszać w Palazzo Montecitorio.

źródło: www.ilasmagazine.com



Styczeń we Włoszech to na szczęście nie tylko smutne wieści i zawirowania polityczne. Poniżej przytaczam kilka ciekawych informacji, na które się natknąłem w mijającym miesiącu, a które nie wymagają szczegółowego komentarza:
Juve ma nowe logo! Drużyna z Turynu odeszła od historycznej tarczy w biało-czarne pasy. Zwolenników nowego logo jest nie mniej niż przeciwników. Nigdy nie sposób zadowolić wszystkich, ale trzeba przyznać, że zmiana jest znacząca i nieco… zaskakująca.
Włoski krajobraz to dla większości z nas łagodne wzgórza, pola skąpane w słońcu, stary dom z kamienia i wysokie ciemnozielone cyprysy. Pamiętajcie jednak, że zima w Bel Paese jest równie piękna! Przekonacie się o tym oglądając zdjęcia z Piemontu.
Dom we Włoszech za 1 euro? Temat powraca niczym bumerang, kolejne gminy decydują się na sprzedaż opuszczonych nieruchomości za symboliczną kwotę osobom, które zagwarantują, że w najbliższych latach podejmą się ich renowacji. Sprawdźcie gdzie we Włoszech możecie kupić dom za nieco ponad 4 złote.
Rzym w swojej historii już raz musiał stawić opór barbarzyńcom. W styczniu wandale najechali raz jeszcze stolicę Włoch niszcząc mury Koloseum. Na zewnętrznych ścianach areny czarnym sprayem namalowano obraźliwe hasła, sprawcy do dziś nie są znani służbom porządkowym.
Włoskie społeczeństwo na wszystkie możliwe sposoby próbuje zachęcić imigrantów do integracji. W jednej z zaniedbanych winnic w Ligurii do pomocy zaproszono przybyszów z Afryki. Ramię w ramię z Włochami uprawiają oni pod Genuą szczep bianchetta.

źródło: www.scramblerducatifoodfactory.it

Wina biologiczne, naturalne i wegańskie zdobywają coraz większe grono zwolenników. Nic dziwnego, że rynek wychodzi im naprzeciw. Nie dziwią też artykuły w prasie fachowej na ten temat. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak rozpoznać na półce wino wegańskie, rzućcie okiem tutaj.
Stało się! Marka Ducati otworzyła pierwszy lokal typu cibo&motori. Włoskiej marce udało się zgrabnie połączyć włoską miłość do designu i jedzenia. Restauracja Ducati Scrambler powstała nie gdzie indziej, jak w… Bolonii.
I na zakończenie, drodzy Czytelnicy, informacja szczególna. Przez najbliższy miesiąc na Italianizzato nie ukaże się prawdopodobnie żaden wpis… A to dlatego, że wyruszam na poszukiwanie materiałów do kolejnych artykułów. E dai che comincia ‘sta villeggiatura!

źródło: www.sinemahzen.com

środa, 11 stycznia 2017

Paparo alla melarancia//Anatra all’arancia

Kaczka w pomarańczach

Dzieje dań kuchni różnych regionów i krajów bardzo często bywają zaskakujące. Zataczają one szerokie kręgi, przebywają nierzadko długie drogi, aby objawić się nam w ich dzisiejszej formie. Niemal standardem stało się już wynoszenie do rangi dzieł sztuki dań wywodzących się z kultury ubogiej, rolniczej. To, co kiedyś stanowiło podstawę diety z przyczyn czysto pragmatycznych, dziś trafia na stoły bogatych pod najróżniejszymi postaciami (zazwyczaj podkręcone składnikami ni jak niepasującymi do historii dania). I nie ma w tym nic złego, że tradycyjna kuchnia ulega zmianom, rzekłbym, że to raczej proces naturalny. Ważne jednak, aby starać się chociaż od czasu do czasu odkryć źródła zestawienia, które trafiło na nasz talerz.
Kaczka w pomarańczach niesłusznie jest dziś uważana za danie kuchni francuskiej. W rzeczywistości danie to trafiło na stół szlachty francuskiej z Toskanii. Za sprawą Katarzyny Medycejskiej (obecność rodu Medyceuszy nie dziwi, byli oni bowiem swego czasu wzorcem w wielu dziedzinach) kaczką w pomarańczach zaczęto zajadać się na dworze Henryka II Walezjusza. Dziś prezentuję wspomniany przepis w formie nieznacznie zmodyfikowanej, ale sam trzon, rdzeń, pozostawiłem bez zmian – jest kaczka i są pomarańcze.


Składniki do marynowania:
·       piersi lub ćwiartki z kaczki
·       sól
·       pieprz
·       suszony/świeży majeranek
·       suszony/świeży rozmaryn
·       suszone/świeże liście laurowe
·       oliwa
·       1 pomarańcza

Składniki do pieczenia:
·       wyciśnięty sok z pomarańczy
·       białe wino wytrawne

Przygotowanie kaczki zaczynamy co najmniej 12h przed pieczeniem, ale najlepiej, gdy będzie to nawet doba. Kaczkę możemy piec w całości, wymaga to jednak większej uwagi i doświadczenia. Podzieliłem zatem kaczkę na mniejsze porcje. Mięso należy wymoczyć w zimnej wodzie i dokładnie umyć, a następnie osuszyć na ręcznikach kuchennych.
Porcje mięsa nacieramy gruboziarnistą solą, świeżo mielonym pieprzem, majerankiem oraz rozmarynem (najlepiej, gdy będą to gałązki świeżego rozmarynu). Naczynie, w którym będziemy marynować kaczkę smarujemy oliwą extra vergine. Układamy w nim mięso, obkładamy kilkoma liśćmi laurowymi oraz plastrami obranej wcześniej pomarańczy. Całość szczelnie przykrywamy i odstawiamy do lodówki, jak już wspomniałem najlepiej na całą dobę.
Następnego dnia wyjmujemy kaczkę z lodówki. Mięso przed pieczeniem należy obsmażyć. Na dość mocnym ogniu i niewielkiej ilości oliwy obsmażamy poszczególne porcje tak, aby pory mięsa się zamknęły, a wszystkie soki pozostały w nim. Kaczkę układamy następnie w naczyniu żaroodpornym lub garnku żeliwnym, możemy ponownie obłożyć je kawałkami pomarańczy z marynaty, i przykrywamy. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do około 150˚C przez 2-3h w zależności od tego, na jak duże porcje podzieliliśmy kaczkę. Mięso należy co około pół godziny podlewać na przemian winem i sokiem z pomarańczy. Nie można jednak przesadzić z płynami, aby całość nie była zalana pomarańczowo-winnym sosem.
Po upieczeniu mięso wyjmujemy z piekarnika i dajemy mu odetchnąć przez kilka minut. Porcje można serwować w całości lub pokroić je na jeszcze mniejsze kawałki. Do tak przyrządzonej kaczki podaję puree z ziemniaków i marchewki oraz karmelizowanymi marchewkami (podgotowane przez około 5-10 minut, a następnie podsmażone na maśle z dodatkiem gruboziarnistej soli morskiej, świeżo mielonego pieprzu i miodu lipowego).



czwartek, 29 grudnia 2016

Od Doliny Krzemowej do domowego chleba

Mąka, woda, drożdże, sól. Rzecz o pieczeniu chleba.
           

Czas to pieniądz?
Mawiają, że czas to pieniądz. Obserwując dzisiejszy świat trudno się z tym nie zgodzić. Odrzucam jednak kapitalistyczny pierwiastek, który chyba już każdy z nas ma w  mniejszym lub większym stopniu wpisany w geny. Dla mnie czas to zdecydowanie coś więcej. Doceniam go tym bardziej, im bardziej mi go brakuje. Jego prawdziwą wartość odkrywam z każdym kolejnym dniem, a od momentu, gdy zacząłem piec w domu chleb, nauczyłem się wykorzystać go jako mojego sprzymierzeńca. I nawet jeśli od samego początku nie zdawałem sobie z tego do końca sprawy, potwierdzenie znalazłem w książce, która w ręce wpadła mi zupełnie przypadkiem.
Mąka, woda drożdże, sól. Ken Forkish umieścił w tytule swojej książki cztery składniki, dzięki którym odkrył potęgę czasu i temperatury. Jeśli spojrzeć na pieczenie chleba z perspektywy autora, warto byłoby zmienić tytuł na Mąka, woda, drożdże, sól, czas, temperatura (podejrzewam, że nie stało się tak jedynie za namową wydawcy, który na czas patrzył jak na pieniądz, a nie sprzymierzeńca w wypieku chleba). Forkish zadowolił się tytułem czteroczłonowym, nieobecność dwóch ostatnich na okładce wynagrodził jednak im samym (oraz czytelnikom) w treści. Autor wielokrotnie podkreśla, że pieczenie domowego chleba to nie tyle wielka filozofa, specjalne zdolności czy najlepszej klasy sprzęt, o ile dobór składników, umiar i korzystanie z tego, co jest bezcenne – czasu rzecz jasna.

Mąka, woda, drożdże, sól. Czas, temperatura.
Niewielu z Was, drodzy Czytelnicy, dałoby wiarę, że korzystając zaledwie z mąki, wody oraz odrobiny soli i drożdży można stworzyć aż 16 różnych bochnów (a to jedynie początek dla każdego domowego piekarza, który ma nieco więcej zapału i czasu aniżeli wspomnianych składników). Forkish fachowy język nieco upraszcza, rezygnuje z tego co zbędne, zostawia to co konieczne. Ucieka się do realiów znanych osobiście z piekarni, aby przedstawić laikom jak wygląda pieczenie chleba z jego perspektywy. Tłumaczy i objaśnia niczym dobry ojciec. Spokojnie, powoli, nieraz zatrzymując się, robiąc dwa kroki w tył i powtarzając wszystko od początku.
Autor skupia się na metodzie. Próżno szukać w całej książce wskazówek w jaki piekarnik zainwestować, po które koszyki do garowania sięgnąć, czy jaką mąkę wybrać. O tym będziemy musieli zdecydować sami po kilku lub kilkunastu próbach. Forkish opisuje za to bardzo szczegółowo, krok po kroku, metody, z których sam korzysta tak w domu, jak i w piekarni. Trudno o lepiej i ciekawiej napisany przewodnik dla całkowitego laika w kwestii domowego pieczenia. I nie, nawet jeśli upiekłeś już niejeden chleb w swoim życiu, nie kończ proszę czytania recenzji w tym punkcie. Piszący te słowa w swoim zuchwalstwie myślał, że ciężko będzie mu zaimponować, a jak widać Forkishowi się to udało bez większego trudu. Ojcowski ton autora nie zniechęcił mnie jednak, a jedynie rozbudził moją ciekawość eksperymentów. Szczegółowiej przyglądam się używanej mące, wodzie, drożdżom i soli. Lepiej wykorzystuję czas, który poświęcam na pieczenie chleba. Nie traktuję go już jako wroga, który nie pozwala mi na spokojne przebywanie w kuchni. Postrzegam go za to jako przyjaciela, dzięki któremu mój chleb staje się bardziej miękki w środku i bardziej chrupiący z zewnątrz. Pilnuję temperatury uważając, aby nie spadła lub nie podniosła się nawet o stopień od tej, którą na początku sobie założyłem. Testuję i obserwuję w poszukiwaniu bochenka idealnego.


Uciekinier z Doliny Krzemowej
Kilka słów o samym autorze. Romantyczna historia, jakich dziś wiele, chciałoby się rzec. Kariera, która nabrał rozpędu dzięki temu, że Forkish czas odliczał nie wskazówkami zegara, a wysokością zysków. Dolina Krzemowa była dla niego drugim domem. Jak sam jednak twierdzi, to nie było to, o czym marzył przez całe życie. Tak jak ja przypadkiem sięgnąłem po jego książkę, tak on zdecydował się na otwarcie piekarni. Rzucił najnowsze technologie dla, zmienił postrzeganie czasu, chwycił za worek z mąką i wziął się za pieczenie chleba.
Na jego drodze pojawiło się wiele przeciwności. Od tych, których można było się spodziewać (związane z wykorzystywaną metodą pieczenia, sprzętem zakupionym do piekarni czy po prostu ludźmi, z którymi współpracował), po te, które zaskoczyłyby piekarza z kilkudziesięcioletnim stażem (niechętne nastawienie klientów do ciemno-brązowego chleba, bo takiego przecież nie sprzedaje się w marketach; wrogo nastawieni mieszkańcy mający swoje domostwa nieopodal piekarni i obawiający się wybuchających lub płonących worków z mąką – to nie żart, skądś się przecież bierze stereotyp głupiego Amerykanina).  Mimo to nie poddał się, uniknął bankructwa i rozkręcił najlepszą piekarnię w Portland, która z czasem stała się chlubą miasta. Mało tego. Sława piekarni pozwoliła Forkishowi na dalsze eksperymenty, których namacalnym efektem stała się pizzeria serwująca pizzę bazującą na najlepszych neapolitańskich wzorcach.
            Czy powinniście sięgnąć po książkę Forkisha z powodów opisanych przeze mnie wyżej? Nie sądzę. Sięgnijcie po nią, bo jest napisał ją pasjonat, który dla realizacji marzeń zszedł z raz obranej, wygodnej ścieżki.