____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 marca 2018

Domowa kiełbasa




             Chyba mało kto wyobraża sobie wielkanocne śniadanie bez wędlin, a wśród nich nie sposób nie wymienić kiełbasy. Wielkopolską tradycją gastronomiczną w tym okresie jest biała kiełbasa parzona, która jak pokazują oferty wielu supermarketów i dyskontów, zdobyła uznanie licznej rzeszy konsumentów nie tylko w regionie Poznania i okolic. Niestety wraz ze wzrostem popularności dało się zauważyć znaczny spadek jakości. Prosty przykład: kilogram białej kiełbasy na sklepowej półce w zdecydowanej większości przypadków kosztuje około 10zł. Co zatem do niej trafia, skoro szynka czy łopatka wieprzowa rzadko kiedy jest sprzedawana za 10zł/kg (najczęściej więcej)? Tego możemy się jedynie domyślać.
             W moim rodzinnym domu na stół zawsze trafiały produkty dobrej jakości, a to za sprawą szerokiej sieci znajomych, którzy trudnili się uprawą zbóż, warzyw czy owoców lub hodowlą zwierząt (ewentualnie przetwórstwem mięsa). Dziś ta sieć jest może nieco węższa, ale wciąż z dostępem do dobrej wieprzowiny, jagnięciny, drobiu czy innych rodzajów mięsa nie mam większego kłopotu. Dostęp taki posiadają na szczęście również mieszkańcy polskich wsi, a nawet miast, bo moda na bio- oraz eko- wciąż przybiera na sile, dzięki czemu obok ofert sklepów wielkopowierzchniowych, możemy korzystać z licznych przedsięwzięć promujących dobrą, zdrową żywność. Skoro każdy z nas może pozwolić sobie na zakup zacnej wieprzowiny w rozsądnej cenie, zobaczmy co możemy z niej przyrządzić z myślą o wielkanocnym stole. CZYTAJ WIĘCEJ...




środa, 12 kwietnia 2017

Pasqua vs. Wielkanoc: Żurek



       Tra diversi piatti tipici della cucina polacca, sicuramente non dobbiamo dimenticarci dello żurek. Una delle zuppe più conosciute all’estero, ormai è diventata un simbolo della nostra tradizione gastronomica. Gli stranieri che arrivano in Polonia lo sanno già come pronunciare il suono [Ʒ], ovvero la lettera iniziale dello żurek. Andiamo insieme a scoprire come è facile prepararlo a casa da solo! LEGGI TUTTO...

Pasqua vs. Wielkanoc: Żurek

Przepis na tradycyjne wielkanocne danie


          
          Pośród wielu dań kuchni polskiej nie sposób nie wspomnieć o żurku. Zupa ta stała się już jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli naszej tradycji kulinarnej na świecie. Obcokrajowcy przyjeżdżający do naszej Ojczyzny bez zawahania bardzo często potrafią wymówić dźwięk [Ʒ] odpowiadający mniej-więcej polskiemu „Ż” i odważnie wołają w restauracjach żurek w chlebie. Aż dziwi fakt, że statystyczny Polak przysmak ten spożywa zaledwie raz do roku, w czasie Świąt Wielkiej Nocy. Może warto sięgnąć po poniższy przepis odrobinę częściej? Przekonajcie się sami, że przygotowanie domowego żurku jak należy, to znaczy z własnoręcznie przygotowanego zakwasu, nie jest wcale trudne. Szanowni Czytelnicy, dziś na Italianizzato zawodnik z Polski w pojedynku Pasqua vs. Wielkanoc! CZYTAJ DALEJ...


wtorek, 8 marca 2016

Bergamo

Miasto na wzgórzu

Bergamo Alta o zachodzie słońca.

Już podczas wchodzenia na pokład samolotu doskonale wiedziałem dokąd lecę tym razem. Młody Włoch, na oko dwudziestolatek, rozmawiając ze swoimi towarzyszami podróży posługiwał się odmianą języka włoskiego charakterystyczną dla górskich dolin. W jego głosie wydawało się pojawiać echo, podobne do tego, które w przedalpejskich dolinach towarzyszy turystom podczas pieszych wędrówek. Język włoski wymieszany z dialektem oraz okraszony niecodzienną barwą głosu zdradzał pochodzenie owego młodzieńca. Tak, to był pierwszy znak, który potwierdzał, że wybieram się do Bergamo.

Nazwa miasta w lokalnym dialekcie...

...słówko "bottega" w dialetto bergamasco.

Położenie miasta wydaje się w pełni usprawiedliwiać pochodzenie jego nazwy. Miasto na wzgórzu – bo właśnie to oznacza nazwa Bergamo – zostało założone około IV wieku przed naszą erą (chociaż pierwsze ślady osadnictwa pochodzą aż z XII w. p. n. e.) przez ludy celtyckie. Na przestrzeni wieków padało ono łupem kolejnych mocarstw i ludów. Zainteresowali się nim rzecz jasna Rzymianie, którzy zaadaptowali oryginalny toponim Bèrghem, nazywając osadę Bergomum. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego miasto zajęli barbarzyńcy (a dokładniej Longobardowie), którzy z kolei w VIII w. naszej ery musieli uznać wyższość Franków. Od końca XI wieku Bergamo cieszyło się niezależnością i stanowiło niepodległe miasto. Dopiero po serii wojen z Brescią (czego dowodem widocznym do dziś jest niechęć mieszkańców Bergamo do ludzi z Brescii i vice versa) miasto wstąpiło do Ligi Lombardzkiej w celu wspólnej walki przeciwko Barbarossie. Dwa wieki później popadło ono w zależność od Viscontich z Mediolanu. Pomimo, że wzmocnili oni struktury obronne Bergamo, musieli ulec potędze Wenecjan, którzy w pierwszej połowie XV wieku przejęli władzę w mieście. Ci postanowili kontynuować prace rozpoczęte przez Viscontich i dalej rozbudowywali mury obronne. Po serii krótkich zawirowań politycznych miasto znalazło się pod wpływem Austriaków, by ostatecznie zostać włączonym przez Garibaldiego do nowopowstałego państwa, Republiki Włoskiej, w 1861r. (a i w samym zjednoczeniu Włoch mieszkańcy Bergamo odegrali ważną rolę, o czym informuje dopisek „Città dei Mille” widniejący na tablicach stojących przy wjeździe do miasta).

Fragment zachowanych w całości do dnia dzisiejszego murów wokół Città Alta.

Tak wygląda w skrócie historia Bergamo, a ślady każdego z jej elementów znajdują się w mieście do dziś i są przy tym łatwe do zauważenia. Wystarczy jedynie bacznie obserwować. Miasto podzielone jest na dwie części – Bergamo Alta i Bergamo Bassa. Pierwsza z nich, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się na wzgórzu. Jest to najstarsza część, co nie znaczy, że Bergamo Bassa jest tworem nowożytnym. Wręcz przeciwnie, naukowcy odkryli również tutaj ślady wczesnego osadnictwa. Faktem pozostaje jednak, że obrona miasta, które znajdowało się na wzgórzu była zdecydowanie łatwiejsza. Trudna do zdobycia osada miała więcej możliwości ku rozwojowi, aniżeli ta, która położona była u jej stóp (wystarczy spróbować dostać się do Città Alta chociaż raz na piechotę, aby się o tym przekonać). Dodatkowym elementem zapewniającym mieszkańcom Bergamo Alta spokój były potężne mury miejskie (i są nadal, wszak Bergamo to jedno z niewielu włoskich miast, które może poszczycić się w pełni zachowanymi murami miejskimi do dziś).

Widok na Bergamo Bassa z Fortecy.

Nie powinno zatem dziwić, że na przestrzeni wieków miasto wyrosło na prężny ośrodek, w którym miejsce znajdywali ludzie różnej maści. Bergamo bardzo szybko wyrosło na lokalną potęgę handlową, o czym świadczą ślady zachowane do dziś (między innymi Piazza Mercato delle Scarpe, która bierze nazwę od tutejszej korporacji szewców, a która jednocześnie stanowiła centrum handlowe miasta). To właśnie z Bergamo pochodzą ludzie o tak znamienitych nazwiskach jak Moroni, Colleoni, Donizetti, Amadeo czy Fra’ Galgario.

Piazza Vecchia.

Centrum Città Alta stanowi Piazza Vecchia – główny plac, przy którym znajduje się Palazzo della Regione. Jest to jeden z najstarszych włoskich pałaców publicznych, początki jego budowy sięgają aż 1199r. Tuż obok znajduje się Torre Civica, jeden z najwyższych punktów w mieście, skąd roztacza się widok nie tylko na Bergamo Bassa, ale także na okoliczne wzgórza i doliny. Przy dobrej widoczności w oddali mrugają jasne światła Mediolanu. Drugim, po Piazza Vecchia, placem miasta,jest Piazza del Duomo. Jak sama nazwa wskazuje, znajduje się przy niej katedra.
Stojąc przed nią i próbując uchwycić fasadę w obiektywie mojego aparatu, za ramię złapał mnie starszy Włoch. Mówiąc w dialekcie i pokazując jednocześnie ręką kazał mi cofnąć się o kilka kroków. Czyżby fotograf? Bez namysłu uczyniłem to, a on dodał jedynie „in dietro ancora” – jeszcze do tyłu. Cofnąłem się zatem jeszcze o kilka metrów. Moim oczom ukazała się złota figura wieńcząca kopułę katedry. Włoch z nieskrywaną satysfakcją w głosie pokazał na nią palcem i skwitował: „Sant’Alessandro, patrono”. Ostatnie promienie słońca padały na posąg przedstawiający opiekuna miasta…

Sant'Alessandro, patron miasta Bergamo.

Tuż obok katedry znajduje się Basilica di Santa Maria Maggiore z perłą lombardzkiego renesansu, Kaplicą Colleonich. Właśnie przez nią niektórzy nazywają miasto lombardzką Florencją. Trudno zdecydować kto ma większe prawo do czucia się urażonym, mieszkańcy Florencji czy Bergamo? Prawda jest jednak taka, że wspomniana Kaplica Colleonich ma wiele wspólnego z renesansem toskańskim. Powstała ona na życzenie Bartolomeo Colleoniego, urodzonego w Bergamo (jego nazwiskiem nazwano również główną ulicę w Città Alta) kondotiera, który jednakże większość życia spędził w Wenecji, a nie w rodzinnym mieście. Autorem kaplicy, która miała pełnić rolę mauzoleum, jest inny mieszkaniec miasta na wzgórzu – Giovanni Antonio Amadeo.

"Przyklejona" do Bazyliki Santa Maria Maggiore Kaplica Kolleonich.

W poszukiwaniu pięknych widoków (a takich w Bergamo nie brakuje) warto udać się w trzy miejsca. Pierwszym z nich jest wspomniana już Torre Civica. Drugie to Rocca, potężna forteca zbudowana w połowie XIV wieku, z której to można dojrzeć panoramę Bergamo Bassa oraz budynki należące do starego miasta (w celu podziwiania tych drugich najlepiej udać się tam o zachodzie słońca). Ostatnim miejscem są Mura Venete – mury miejskie, które otaczają Città Alta. Rozciąga się z nich widok na nowszą część Bergamo oraz znajdujące się w oddali doliny i wzgórza. Spacer w dół murów o poranku lub zmierzchu to prawdziwa uczta dla oczu. Dodatkowo przechadzkę można urozmaicić podziwianiem dwóch bram miejskich. Na dowód panowania Republiki Weneckiej od XV wieku obydwie z nich ozdobione są Lwem Św. Marka (ten sam symbol z resztą znajduje się na Palazzo della Regione przy Piazza Vecchia).
Bergamo ma oczywiście do zaoferowania znacznie więcej. Tak zaczynając od historii, przechodząc przez język, teatr, a na tradycjach enogastronomicznych kończąc. Wiedzą o tym mieszkańcy miasta, którzy w iście włoskim rytmie to zapełniają ulice starego miasta do tego stopnia, że trudno się tam przecisnąć, to kryją się w swoich mieszkaniach i skupiają wokół stołów na wspólnym posiłku, którym nierzadko jest polenta. W kolejnych wpisach przybliżę między innymi kuchnię regionu oraz lokalne apelacje winiarskie. Już niebawem dalsza część podróży! Inne artykuły opowiadające o Bergamo znajdziecie klikając w obrazek poniżej:


                


 
Tablica upamiętniająca Donizzettiego.


Funicolare, czyli kolejka która wynosi turystów do Città Alta.


Jedna z bram miejskich.


Palazzo della Regione.


Wykopaliska sięgające czasów Imperium Rzymskiego tuż przy Piazza Vecchia.

Główna ulica w Città Alta - Via Colleoni.

czwartek, 15 października 2015

Pistoia

Mała Florencja


            Docieramy do kolejnego i niestety już ostatniego miejsca na trasie toskańskiej wędrówki Italianizzato. Dziś o Pistoi. To położone w północnej części regionu miasto zostało założone przez Rzymian w okolicach II wieku przed Chrystusem, chociaż badania archeologiczne wykazały, że już wcześniej istniała tu niewielka osada etruska (a jakże!). Po upadku Imperium Rzymskiego, wielokrotnie atakowana i podbijana przez ludy barbarzyńskie, Pistoia zdołała odbudować swoją pozycję i stała się w XII wieku wolnym miastem. Związki ze Sieną i Pizą w tym okresie pobudzały tkankę miasta do rozwoju, a procesarskie stronnictwo Gibelinów, które przeważało w Pistoi, skutecznie uniemożliwiało Florencji podporządkowanie jej sobie. Od tego czasu można mówić o stopniowym rozwoju miasta, które bez większych wstrząsów dotrwało do dnia dzisiejszego.

Florencja czy Pistoia?

            Na ustach wielu znawców pojawia się ironiczny uśmieszek, kiedy słyszą jak niektórzy turyści nazywają Pistoię małą Florencją. Tak, to nie błąd: miasto, które nigdy z dzisiejszą stolicą regionu nie miało po drodze, właśnie w ten sposób bywa czasami nazywane. Z pewnością pewne podobieństwa da się zauważyć, ale porównywanie Pistoi do Florencji, tak na poziomie politycznym, jak i artystycznym, jest dużym nadużyciem. Chyba, że mówimy o atmosferze miasta – tu się zgodzę, jest coś w klimacie miasta, co przypomina o stolicy Toskanii.

Fasada Duomo di Pistoia

            Czym zająć się podczas wizyty w Pistoi? Co zobaczyć, a co sobie odpuścić? Dokąd się udać? Z pewnością należy zobaczyć Piazza del Duomo. Jest to jeden z najpiękniejszych w Toskanii (jeśli nie we Włoszech) średniowiecznych placów miejskich z dobrze zachowaną  zabudową wokół niego. Skoro o budynkach mowa, to właśnie przy Piazza del Duomo znajdują się najważniejsze i największe budowle świeckie i sakralne. Jak sama nazwa wskazuje, stoi tu Duomo di Pistoia (katedra poświęcona św. Zenonowi). Początki tego kościoła sięgają X wieku. Na uwagę zasługuje fasada świątyni, która jest swoistym połączeniem stylu romańskiego pizańskiego (wystarczy spojrzeć na górną część frontu) ze stylem charakterystycznym dla świątyń budowanych we Florencji (dolna część frontu, wyłożona białym i zielonym marmurem, przypomina kościół San Miniato al Monte). Środkowy łuk fasady kryje sklepienie beczkowe ozdobione kasetonami wykonanymi przez Andreę della Robbię.
            Tuż obok Duomo znajduje się wieża, Torre del Campanile. Ta 67 metrowa budowla była budowana w dwóch etapach, przez co zauważyć tu można niespójność stylów architektonicznych. Dolna część pochodzi z XII wieku, górna natomiast z XV wieku. Dodatkowo wieża była wielokrotnie odbudowywana i przebudowywana na skutek częstych trzęsień ziemi, jakie spotykało się w regionie pod koniec średniowiecza.


            Dzwonnica nie jest jednak jedyną wieżą, która znajduje się przy Piazza del Duomo. Na tej samej ścianie placu, ale w przeciwnym rogu, stoi Torre di Catilina. Stanowi ona idealnie zachowany przykład typowych średniowiecznych domów, na jakie mogli sobie pozwolić jedynie najbogatsi (o podobnych konstrukcjach, tzw. wieżach mieszkalnych, pisałem przy okazji wycieczki do Bolonii). Wieża swoją nazwę wzięła od rzymskiego polityka Katylina, który oskarżony o zdradę zginął w 62r. p. n. e., a jego ciało pochowano właśnie w miejscu dzisiejszej Torre di Catilinia.
            Wracając jeszcze na moment do budowli sakralnych – naprzeciwko Duomo di Pistoia znajduje się Battistero di San Giovanni Battista in Corte. Jest to jedno z czterech baptysteriów w Toskanii, które stoją osobno, nie stanowiąc integralnej części świątyni. Przy elewacji baptysterium pracował Nicola Pisano (o którym pisałem już przy okazji Duomo di Siena i ambony jego autorstwa).


            Przy Piazza del Duomo stoją również Antico Palazzo Vescovi (były Pałac Biskupi), Palazzo Pretorio (gmach sądu) oraz Palazzo del Comune. Pierwszy z nich stanowił niegdyś siedzibę biskupów (sam św. Zenon, patron najważniejszej świątyni w mieście, był biskupem). W Palazzo Pretorio można zobaczyć świetnie zachowane ławę sędziowską, krzesło skazańca i kamienne podesty dla publiki. W wybudowanym w stylu gotyckim Palazzo del Comune dziś mieści się muzeum miejskie oraz chyba jedna z najbardziej znanych rzeźb XX-wiecznego rzeźbiarza urodzonego w Pistoi, Marino Mariniego (nota bene w mieście znajduje się również muzeum całkowicie poświęcone jego twórczości).


            Odchodząc na zachód od głównego placu trafiamy na Piazza della Sala, który z kolei jest jednym z najstarszych w Pistoi. Jego nazwa pochodzi z czasów najazdów barbarzyńskich. Przy Piazza della Sala mieściła się kamienica zwana sala regis, w której mieszkał gubernator. Środek placu zdobi studnia Pozzo del Leoncino, dar Medyceuszy dla miasta. Kierując się jeszcze bardziej na zachód możemy odwiedzić Chiesa della Madonna del Carmine. Kopuła tej świątyni do złudzenia przypomina florencką kopułę Brunelleschiego (i znów wracamy do punktu wyjścia – Mała Florencja).
            Sam nie wiem, dlaczego zostawiłem to na koniec, ale czas na największą atrakcję Pisoti, która ściąga tu co roku tysiące turystów – Ospedale del Ceppo. Jest to wciąż działający szpital założony w 1277r. (wyobraźcie sobie moją minę, gdy zwiedzając wnętrze Ceppo, obok sklepu z pamiątkami spotykałem chorych czekających na swoją kolejkę…). Jego fasadę zdobi siedem paneli z terakoty stworzonych przez Giovanniego della Robbię. Artysta przedstawił na nich Siedem Uczynków Miłosierdzia.


 Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!


sobota, 3 października 2015

Arezzo

Gdzie ślad zostawili Petrarka, Vasari i della Francesca


Gdy w rozmowie z laikiem (pisząc laikiem mam na myśli osoby, które nie określiłyby się mianem „italofila”) pada hasło Toskania, w myślach owego pojawia się prosty domek na wzgórzu, otoczony złocistymi połaciami zboża lub winnicami, do którego prowadzi droga wyznaczona przez dwa rzędy strzelistych cyprysów. Nawiasem mówiąc takie też obrazki wyskakują, gdy w internetowej wyszukiwarce wpisujemy hasło „Toskania”.
Zaraz po sielankowych, niemalże idyllicznych obrazkach, w głowie wspomnianego laika  (jeśli miał on styczność kiedykolwiek z mapą Włoch) pojawia się Florencja. No tak, kto nie zna Florencji? Kopuła Brunelleschiego, słynne drzwi baptysterium wykonane przez Ghibertiego i oczywiście ogromna rzeźba przedstawiająca Dawida wykonana przez Michała Anioła. Co bardziej wtajemniczeni dodadzą jeszcze kilka innych sławnych dzieł lub znanych miejsc.
Idźmy dalej, polski język bardzo często usłyszymy również w Sienie, którą od jakiegoś czasu coraz częściej pojawia się w programach objazdowych wycieczek oferowanych przez rozmaite biura podróży. Nie zapominajmy jeszcze o San Gimignano, mieście wież, średniowiecznym Manhattanie, jak w zwyczaju mają opisywać to miasto ulotki zachęcające do wykupienia wycieczki do Toskanii. Prawie bym zapomniał, Krzywa Wieża w Pizie! To przecież taki sam wakacyjny „must” jak piramidy w Egipcie, Koloseum w Rzymie i Wieża Eiffla w Paryżu. Na tym zakończyłbym tę nieco ironiczną wyliczankę…
A co z Arezzo? Niektórzy otworzą ze zdumieniem oczy i zapytają gdzie to (i czy w ogóle w Toskanii?). Podejrzliwi zaczną dopytywać o szczegóły, próbując nie zdradzić swojej niewiedzy. Inni z kolei w zaparte będą uważali, że próbujemy ich wkręcić. Sam doświadczyłem już wielokrotnie podobnych reakcji, więc wiem o czym mówię. Na potwierdzenie moich słów możecie poczytać co o mieście, gdzie urodził się Vasari mówi polska strona Wikipedii. Oczywiście bez obrazy, zdaję sobie sprawę, że wśród nas znajdą się jednostki, które nie tylko o Arezzo słyszały, ale również tam były i chętnie opowiedzą co zobaczyły. I chwała im za to. Opiszę zatem i ja, co warto w Arezzo zwiedzić, bowiem miasto to z roku na rok przekonuje mnie do siebie coraz bardziej.

Piazza Grande

            Jak już wspomniałem, w Arezzo urodzili się Guido d’Arezzo, Petrarka oraz Giorgio Vasari, a działał tu między innymi Piero della Francesca (działał to mało powiedziane, jakby nie było stworzył tu on swoje największe dzieło, o którym mowa będzie w kolejnym wpisie). Idźmy jednak po kolei… Początki miasta sięgają cywilizacji Etrusków, to właśnie oni założyli osadę Arretium, która w krótkim czasie stała się jednym z ważniejszych ośrodków w centralnej części Półwyspu Apenińskiego. Jak to w przypadku toskańskich miast bywa, po Etruskach przyszli Rzymianie.


            Po upadku Imperium Rzymskiego Arezzo nie podupadło, jak miało to miejsce w przypadku wielu innych ośrodków miejskich, a wręcz przeciwnie – dało Italii i całemu światu wielkie umysły, o których pisałem wyżej. Tak, tak, mowa o tym samym Guido, do którego Dante pisał: Guido, i’vorrei che tu e Lapo ed io…, i który to razem z Alighierim tworzyć miał nowy kierunek w literaturze, to znaczy Dolce Stil Nuovo (Słodki Nowy Styl). Myślę, że Petrarki przedstawiać nie muszę, jako że jest on jedną z trzech koron literatury włoskiej (pozostałe dwie „korony” to oczywiście Dante i Boccaccio). Podobnie sprawy mają się z Vasarim, nawet najmłodsi czytelnicy z pewnością zetknęli się z tym nazwiskiem na lekcjach plastyki lub historii sztuki w późniejszych latach. A co z Pierem della Francesca? Nie będę ukrywał, postać ta nie jest dobrze znana w Polsce. O ile wśród innych europejskich narodów della Francesce przyznano należyte miejsce w szkolnych programach, o tyle u nas prawie się o nim nie mówi. Nie wiedzieć czemu podręczniki pomijają tego malarza, a szkoda bo jego zasługi można by porównać z tymi, które przypisuje się Michałowi Aniołowi lub Da Vinciemu.

Kościół Santa Maria della Pieve

            Wróćmy do głównego bohatera niniejszego wpisu. Gdy już trafimy do Arezzo, warto udać się na główny plac miasta, Piazza Grande. Z jednej strony jest to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w mieście, z drugiej strony świetnie nadaje się on jako punkt początkowy i końcowy zwiedzania. Przy placu znajduje się romański kościół Santa Maria della Pieve. Naśladuje on tak zwany styl romański z Pizy. Tuż obok świątyni stoi Palazzo della Fraternita dei Laici, którzy chętnie wspierali nowe projekty budowlane w mieście.

Logge Vasari
źródło: giuliagarbi.it

Jeśli ktoś miałby wciąż wątpliwości gdzie się znajduje, to szybko zostaną one rozwiane przez XVI-wieczne galerie zbudowane według projektu Vasariego (a dofinansowane przez wspomnianą Fraternita dei Laici). Podążając w ich cieniu dotrzemy do Katedry. Po drodze wcześniej jednak możemy wstąpić do Domu Petrarki. Odbijając następnie jeszcze bardziej na zachód dojdziemy do Casa del Vasari. Nie jest to dom, w którym urodził się architekt, a jedynie rezydencja, w której mieszkał w późniejszym czasie. Jego dom rodzinny mieści się w dzielnicy po przeciwnej stronie głównego placu. W drodze powrotnej do Piazza Grande mijamy kościół San Francesco, w którym znajduje się najważniejsze dzieło Piera della Franceschi – freski przedstawiające Legendę Prawdziwego Krzyża.

Wejście do domu Petrarki.


Nie będę ukrywał, że Arezzo to niezwykle wymagający punkt na trasie toskańskiej wycieczki. Aby pojąć i zrozumieć to miasto, a także potrafić docenić jego zabytki, należy posiadać coś więcej niż podstawę programową. Jedynie osoby mające jakiekolwiek pojęcie o historii sztuki i literaturze włoskiej wyjadą z Arezzo w pełni usatysfakcjonowani. Może właśnie tu kryje się odpowiedź na rozważania zawarte we wstępie…


Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!



niedziela, 27 września 2015

Zuppa toscana

Toskańska zupa z jęczmieniem


            W kuchni Półwyspu Apenińskiego niezwykle rzadko pojawia się słowo „zuppa”. A nawet jeśli gdzieś się go doszukamy, to najpewniej chodzi o zupę, która stopniem gęstości mogłaby spokojnie konkurować z porządnym risotto. Jeśli nie wierzycie, sami zapytajcie pierwszego lepszego napotkanego Włocha. „Zupa? Nie no bez żartów, zupa to nie obiad”.
            Jest jednak region, w którego kulinarnym dorobku można doszukać się aż trzech przykładów dań zupopodobnych. Piszę zupopodobnych, bo z pewnością nie są to potrawy, które według naszych polskich standardów należałoby nazywać zupami. Region to Toskania, a dania to kolejno cacciucco (zupa na bazie ryb i owoców morza, popularna w okolicach Livorno i Viareggio), ribollita (najbardziej znana toskańska zupa na bazie fasoli, warzyw i czerstwego chleba) oraz zuppa toscana (zwana też zuppa contadina, czyli zupą rolniczą).
Dziś o tej ostatniej. Już sama nazwa mówi wiele o korzeniach, jakich należałoby się dopatrywać u zuppa toscana. Nazywana rolniczą nie bez powodu, bowiem stanowiła podstawowe (i najprostsze zarazem w przygotowaniu) danie ludności najuboższej. Toskański rolnik brał garść wszystkich ziaren, jakie miał pod ręką, gotował je z warzywami i otrzymywał pożywny posiłek przy bardzo niskich kosztach. Co bogatsi mogli sobie pozwolić na mięsną „wkładkę”, to znaczy różnego rodzaju kości, żeberka i tym podobne części wieprzowe (świnia była bowiem zwierzęciem najtańszym i najłatwiejszym w utrzymaniu). Zaprezentuję nieco „podrasowaną” wersję zuppa toscana, do dzieła!

Składniki:
·         200g mieszanki zbóż
·         3 duże ziemniaki
·         2 duże marchwie
·         2 średnie cebule
·         1 duży pomidor
·         ¼ kapusty włoskiej
·         2-3 łodygi selera naciowego
·         Garść suszonych grzybów leśnych
·         100g wędzonego boczku
·         Woda
·         Sól
·         Pieprz
·         2-3 liście laurowe
·         Oliwa z oliwek


Na czele listy składników znajduje się mieszanka zbóż. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość ogólnikowo, ale właśnie tak wygląda przepis na zuppa contadina. Właściwie w każdym domostwie przepis ten przybierał (i nadal przybiera) różne postaci, w zależności od tego, które ziarna były akurat na podorędziu oraz które w danym momencie były najmniej warte. Do mieszanki najczęściej wchodziły ziarna jęczmienia i ryżu, rzadziej owsa. Do tego dochodziła soczewica, groszek, czasem również kasza. We Włoszech można kupić gotowe mieszanki nawet w marketach, w Polsce w sklepach wielkopowierzchniowych można stworzyć własną mieszankę na stoiskach wagowych.
Zaczynamy od pokrojenia drobno cebuli, marchewki i selera. Warzywa następnie podsmażamy na odrobinie oliwy z oliwek. Gdy to nastąpi do garnka wlewamy około 2 litry wody. Dodajemy pokrojoną nieco grubiej kapustę włoską i pokrojone w kostkę ziemniaki. Pomidora natomiast obieramy ze skórki i przecieramy na tarce o drobnych oczkach lub drobno siekamy, aby rozpadł się podczas gotowania. Do garnka trafia również garść suszonych grzybów, uprzednio namoczonych i wypłukanych. Wywar doprawiamy liśćmi laurowymi, aby przeszedł nieco ich smakiem podczas gotowania. Całość powinna się gotować na małym ogniu przez około 30 minut. Zanim to nastąpi wsypujemy do zupy również mieszankę zbóż i innych ziaren.
W międzyczasie boczek kroimy w drobną kostkę lub cienkie paski i podsmażamy w naczyniu bez dodawania tłuszczu. Wytopiony boczek dodajemy pod koniec gotowania do wywaru. Doprawiamy solą i pieprzem.
Zupa powinna mieć konsystencję rzadkiego risotto. Z każdym kolejnym odgrzewaniem staje się ona coraz bardziej gęsta oraz bardziej aromatyczna, o czym należy pamiętać przy serwowaniu. Ja podałem ją z bruschettą posmarowaną pastą z suszonych pomidorów.




Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!


wtorek, 15 września 2015

Panforte di Siena

Tradycyjne dolce ze Sieny


            Pisałem o Sienie, pisałem o Palio. Popełniłbym jednak wielką gafę, nie pisząc o panforte (zwane też panpepato). Siena, podobnie jak każda, nawet najmniejsza miejscowość we Włoszech, może pochwalić się tradycyjnymi, lokalnymi, jedynymi w swoim rodzaju przepisami. W wypadku toskańskiego miasta mowa o niecodziennej słodkości, którą niegdyś przygotowywano jedynie na Boże Narodzenie, a którą dziś można dostać w większości sklepów o każdej porze dnia i roku.
            Historia przepisu na panpepato sięga wczesnego średniowiecza, kiedy to po raz pierwszy w Sienie pojawił się deser niemal identyczny z tym, jaki znamy dziś. W skład ówczesnego panforte wchodziły migdały, miód, owoce kandyzowane i niezwykle drogie wówczas przyprawy. Nie dziwi zatem, że danie to gościło jedynie na stołach najbogatszych rodzin.

Składniki:
·         300g migdałów
·         300g cukru
·         300g owoców kandyzowanych
·         120g mąki pszennej
·         100g miodu
·         3 goździki
·         Pół łyżeczki cynamonu
·         Pół łyżeczki gałki muszkatołowej
·         Pół łyżeczki pieprzu
·         Wafle lub opłatki do wyłożenia spodu formy
·         2 łyżeczki cukru pudru

Przygotowanie panforte zaczynamy od rozgrzania piekarnika i prażenia przez 10 minut migdałów. Następnie w garnku rozpuszczamy cukier zmieszany z miodem. Mieszankę gotujemy tak długo, aż nie nabierze ona bursztynowej barwy. Miód z cukrem można również podgotować nieco mocniej, dzięki czemu gotowe panpepato będzie miało bardziej wyrazisty, karmelowy posmak.
Masę miodowo-cukrową należy przelać do metalowej misy i wymieszać z migdałami, owocami kandyzowanymi, mąką oraz przyprawami (goździki należy rozgnieść). Najlepiej połączyć wszystkie składniki zanim masa wystygnie, ponieważ wraz z ochładzaniem się, będzie ona gęstnieć.
Na blasze układamy wafle lub opłatki. Kolejnym krokiem jest przełożenie masy do formy i pieczenie panforte w temperaturze 150ᵒC przez około 30 minut. Po wyjęciu z piekarnika czekamy aż całość wystygnie i posypujemy cukrem pudrem przesianym przez sitko.


Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!



sobota, 12 września 2015

Il Palio di Siena

Najbardziej niezwykły wyścig konny świata

źródło: hotelleri.it

Główny plac Sieny pod wieloma względami jest wyjątkowy. Wystarczy spojrzeć nań z lotu ptaka, a szybko dostrzeżemy, że nie ma on regularnego planu kwadratu, koła, czy prostokąta, przypomina natomiast coś na wzór muszli bądź wachlarza. Jeśli zaś przyjrzymy mu się z boku, to zauważymy, że jest on nachylony pod pewnym kątem, a najniższy punkt znajduje się tuż przy Palazzo Pubblico z majestatyczną Torre del Mangia. Złożony z dziewięciu trójkątów, które symbolizują dziewięciu urzędników wybieranych w dawnych czasach spośród różnych warstw i profesji, aby zarządzali miastem. Nota bene to właśnie rządom dziewięciu Siena zawdzięcza czas największego rozwoju.
Wróćmy jednak do Piazza del Campo, bo tak właśnie nazywa się ten niezwykły plac. Zbudowany z pomarańczowej cegły nie odbiega kolorystycznie od reszty miasta i równie mocno, co pobliskie budynki, nagrzewa się w słoneczne dni parząc stopy turystów, oddając jednocześnie ciepło do późnych godzin nocnych, aby od rana znów przyjmować promienie słoneczne… To właśnie ten plac dwa razy do roku staje się sceną dla jedynych w swoim rodzaju wydarzeń (pomijając każdy inny zwykły dzień, kiedy to tłumy turystów i mieszkańców Sieny przemierzają go, bądź po prostu się tu spotykają).

Tegoroczne Palio w lipcu zdobyła dzielnica Wieża.

Dwa razy do roku na Piazza del Campo odbywa się zapierający dech w piersiach spektakl – Palio, najsłynniejszy wyścig konny świata. 2 lipca oraz 16 sierpnia Sieneńczycy i turyści (chociaż dla tych drugich miejsca często brakuje) stoją na Piazza del Campo oraz wokół niego w oczekiwaniu na dziesięciu odważnych, którzy stoczą walkę o najwyższe trofeum, Palio (chorągiew stanowiąca wygraną w wyścigu). Czym jest Palio i gdzie należy szukać jego początków?
Pierwsze wzmianki na temat konnego wyścigu, który odbywał się w Sienie pochodzą z XIII wieku. Dokumenty z tych czasów mówią o „Palio Świętego Bonifacego”, patrona katedry, która istniała w mieście w tamtym czasie. Należy zauważyć, że Palio u swoich początków miało zupełnie inny charakter i inny cel, aniżeli ma ono dzisiaj. Pierwsze wyścigi odbywały się alla lunga, to znaczy w linii prostej, a nie wokół głównego placu. Udział w nich brali przedstawiciele możnych rodów, którzy w ten sposób rywalizowali ze sobą nie ponosząc przy tym dotkliwych strat finansowych, jakie wiązały się z walką zbrojną. Pierwsi profesjonalni jeźdźcy (nazywani tutaj fantini) pojawiają się dopiero w okolicach połowy XIV wieku. Pierwsze Palio wokół Piazza del Campo odbyło się natomiast dopiero w XVII wieku.

Flagi dzielnic istniejących do dziś.
źródło: hotelduomo.it

Dziś Palio to coś więcej niż zwykła atrakcja turystyczna. To najważniejszy element tradycji i kwintesencja „sieneńskości”. W tym mieście piłka nożna schodzi na boczny tor, a największe emocje wywołują nie liczby goli strzelonych przez piłkarzy miejscowej drużyny, a to, kto wygrał Palio i dlaczego. Dla każdego mieszkańca Sieny najwyższą wartość stanowi jego contrada (dzielnica). W przeszłości istniało ich aż 59, aktualnie pozostało jedynie 17. W samym Palio udział bierze jedynie 10 dzielnic, przed każdym wyścigiem odbywa się losowanie szczęśliwców, którzy będą mogli wystawić swojego konia i jeźdźca.
Palio to jednak nie tylko wyścig, ale też pełne napięcia i wyczekiwania dni, które je poprzedzają oraz te następujące po nim, przepełnione szczęściem lub rozpaczą w zależności od wyniku. Przed wyścigiem odbywa się słynne Corteo Storico – średniowieczny pochód złożony z przedstawicieli wszystkich dzielnic. Dla dzielnicy, która zaprezentuje najpiękniejsze stroje i najbardziej zręcznych alfieri (przedstawiciele dzielnic, którzy prezentują flagi dzielnic wymachując nimi) przewidziana jest nagroda – Masgalano (rzeźba ze srebra, której nazwa pochodzi od hiszpańskiego más galante). Po paradzie następuje najbardziej wyczekiwany moment dnia, a więc wyścig. Trzy okrążenia, podczas których może wydarzyć się wszystko. Nie będę jednak silił się na opisywanie Palio, zobaczcie sami:


A tak świętowała zwycięstwo dzielnica Wieża w lipcu:




Zainteresowanych Palio di Siena odsyłam do kwartalnika „Italia Mi Piace” (nr 7/2015), gdzie znajdziecie artykuł poświęcony wyścigowi mojego autorstwa.

Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!