____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siena. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

Adoro fare il baccano…

…czyli o hałasie Gianny Nannini.

źródło: media.cinquequotidiano.it

Gdy mówimy o włoskiej muzyce, na myśl przychodzą takie szlagiery jak „Felicità”, „Acapulco”, czy „Volare” (nawet jeśli nie jest to oficjalny tytuł piosenki, bo brzmi on „Nel blu dipinto di blu”). Młodsi czytelnicy mogą nie znać wymienionych utworów, ale szybko nadrobią zaległości i dorzucą Erosa Ramazzottiego, Andreę Bocellego i Laurę Pausini.
A co, jeśli Wam powiem, że we włoskiej muzyce jest jeszcze sporo do odkrycia i warto wyjść poza schematy? Mało tego, powiem Wam również, że włoska scena muzyczna wydała na świat jedną z najbardziej barwnych gwiazd rocka kiedykolwiek. Trudno uwierzyć? Cóż… o Giannie Nannini w Polsce mówi się mało, a szkoda, bo zrobiła ona niemałą karierę w Italii (i na świecie), i co najważniejsze: jest jednym z ostatnich przedstawicieli „starego, dobrego rocka”.
Bohaterka dzisiejszego wpisu to toscana D.O.C., co często jest podkreślane przez nią samą. Gianna Nannini urodziła się w Sienie już ponad sześćdziesiąt lat temu. Do roli jednej z najbardziej rozpoznawanych gwiazd włoskiego rocka przygotowywała się od najmłodszych lat pobierając nauki gry na instrumentach i śpiewu. Jej kariera to przykład niezwykłego zaangażowania i dużej świadomości społecznej, połączonych z niebywałą chęcią osiągnięcia zamierzonych celów. Już od pierwszego albumu widać, jak dużą uwagę poświęca ona sprawom kobiet na świecie, a kolejne wydawnictwa jedynie rozszerzają i potwierdzają aspiracje piosenkarki. Nannini szybko wypracowuje swój charakterystyczny styl, który towarzyszyć jej będzie przez wszystkie lata kariery. W swoich tekstach nie boi się podejmować trudnych tematów, śpiewa o miłości i nienawiści, ale śpiewa też o problemach dzisiejszych społeczeństw.

źródło: love-food-wine.blogspot.com

Włoski show biznes w dzisiejszej odsłonie nie faworyzuje takich artystów, jak Gianna Nannini. Preferuje się piosenkarzy kontrowersyjnych w złym tego słowa znaczeniu. Nie liczy się zaangażowanie społeczne, na nic przemyślane teksty i racjonalne działania krytykujące negatywne zjawiska. Liczą się przyziemne skandale, proste teksty i jeszcze prostszy przekaz (a najlepiej jego brak), które są w stanie szybko zapaść w ucho. Jak zatem wytłumaczyć to, że Nannini wciąż jest obecna (i to jeszcze jak!) na scenie, jej rzesza fanów nadal się powiększa, a ona sama wydaje się być z każdym rokiem coraz młodsza?
Na przekór wszystkim i wszystkiemu Nannini w 2014 roku wydała album składający się w całości z wykonywanych przez nią coverów. Na płycie znalazło się siedemnaście utworów najważniejszych włoskich piosenkarzy ostatnich dekad ubiegłego stulecia. Gianna zaadoptowała między innymi piosenki Fabrizia de André, Francesca Gucciniego, Lucia Battistiego czy Domenica Modugno (i zataczamy krąg, bowiem mowa o wspomnianym na wstępie „Nel blu dipinto di blu”), przedstawiając je w nieco rockowej, charakterystycznej dla niej, odsłonie. Kończę moje przemyślenia, prezentując dwie play listy. Jedna z nich do mój subiektywny wybór największych hitów piosenkarki. Druga natomiast zbiera wszystkie utwory z albumu Hitalia. Buon ascolto!






wtorek, 15 września 2015

Panforte di Siena

Tradycyjne dolce ze Sieny


            Pisałem o Sienie, pisałem o Palio. Popełniłbym jednak wielką gafę, nie pisząc o panforte (zwane też panpepato). Siena, podobnie jak każda, nawet najmniejsza miejscowość we Włoszech, może pochwalić się tradycyjnymi, lokalnymi, jedynymi w swoim rodzaju przepisami. W wypadku toskańskiego miasta mowa o niecodziennej słodkości, którą niegdyś przygotowywano jedynie na Boże Narodzenie, a którą dziś można dostać w większości sklepów o każdej porze dnia i roku.
            Historia przepisu na panpepato sięga wczesnego średniowiecza, kiedy to po raz pierwszy w Sienie pojawił się deser niemal identyczny z tym, jaki znamy dziś. W skład ówczesnego panforte wchodziły migdały, miód, owoce kandyzowane i niezwykle drogie wówczas przyprawy. Nie dziwi zatem, że danie to gościło jedynie na stołach najbogatszych rodzin.

Składniki:
·         300g migdałów
·         300g cukru
·         300g owoców kandyzowanych
·         120g mąki pszennej
·         100g miodu
·         3 goździki
·         Pół łyżeczki cynamonu
·         Pół łyżeczki gałki muszkatołowej
·         Pół łyżeczki pieprzu
·         Wafle lub opłatki do wyłożenia spodu formy
·         2 łyżeczki cukru pudru

Przygotowanie panforte zaczynamy od rozgrzania piekarnika i prażenia przez 10 minut migdałów. Następnie w garnku rozpuszczamy cukier zmieszany z miodem. Mieszankę gotujemy tak długo, aż nie nabierze ona bursztynowej barwy. Miód z cukrem można również podgotować nieco mocniej, dzięki czemu gotowe panpepato będzie miało bardziej wyrazisty, karmelowy posmak.
Masę miodowo-cukrową należy przelać do metalowej misy i wymieszać z migdałami, owocami kandyzowanymi, mąką oraz przyprawami (goździki należy rozgnieść). Najlepiej połączyć wszystkie składniki zanim masa wystygnie, ponieważ wraz z ochładzaniem się, będzie ona gęstnieć.
Na blasze układamy wafle lub opłatki. Kolejnym krokiem jest przełożenie masy do formy i pieczenie panforte w temperaturze 150ᵒC przez około 30 minut. Po wyjęciu z piekarnika czekamy aż całość wystygnie i posypujemy cukrem pudrem przesianym przez sitko.


Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!



sobota, 12 września 2015

Il Palio di Siena

Najbardziej niezwykły wyścig konny świata

źródło: hotelleri.it

Główny plac Sieny pod wieloma względami jest wyjątkowy. Wystarczy spojrzeć nań z lotu ptaka, a szybko dostrzeżemy, że nie ma on regularnego planu kwadratu, koła, czy prostokąta, przypomina natomiast coś na wzór muszli bądź wachlarza. Jeśli zaś przyjrzymy mu się z boku, to zauważymy, że jest on nachylony pod pewnym kątem, a najniższy punkt znajduje się tuż przy Palazzo Pubblico z majestatyczną Torre del Mangia. Złożony z dziewięciu trójkątów, które symbolizują dziewięciu urzędników wybieranych w dawnych czasach spośród różnych warstw i profesji, aby zarządzali miastem. Nota bene to właśnie rządom dziewięciu Siena zawdzięcza czas największego rozwoju.
Wróćmy jednak do Piazza del Campo, bo tak właśnie nazywa się ten niezwykły plac. Zbudowany z pomarańczowej cegły nie odbiega kolorystycznie od reszty miasta i równie mocno, co pobliskie budynki, nagrzewa się w słoneczne dni parząc stopy turystów, oddając jednocześnie ciepło do późnych godzin nocnych, aby od rana znów przyjmować promienie słoneczne… To właśnie ten plac dwa razy do roku staje się sceną dla jedynych w swoim rodzaju wydarzeń (pomijając każdy inny zwykły dzień, kiedy to tłumy turystów i mieszkańców Sieny przemierzają go, bądź po prostu się tu spotykają).

Tegoroczne Palio w lipcu zdobyła dzielnica Wieża.

Dwa razy do roku na Piazza del Campo odbywa się zapierający dech w piersiach spektakl – Palio, najsłynniejszy wyścig konny świata. 2 lipca oraz 16 sierpnia Sieneńczycy i turyści (chociaż dla tych drugich miejsca często brakuje) stoją na Piazza del Campo oraz wokół niego w oczekiwaniu na dziesięciu odważnych, którzy stoczą walkę o najwyższe trofeum, Palio (chorągiew stanowiąca wygraną w wyścigu). Czym jest Palio i gdzie należy szukać jego początków?
Pierwsze wzmianki na temat konnego wyścigu, który odbywał się w Sienie pochodzą z XIII wieku. Dokumenty z tych czasów mówią o „Palio Świętego Bonifacego”, patrona katedry, która istniała w mieście w tamtym czasie. Należy zauważyć, że Palio u swoich początków miało zupełnie inny charakter i inny cel, aniżeli ma ono dzisiaj. Pierwsze wyścigi odbywały się alla lunga, to znaczy w linii prostej, a nie wokół głównego placu. Udział w nich brali przedstawiciele możnych rodów, którzy w ten sposób rywalizowali ze sobą nie ponosząc przy tym dotkliwych strat finansowych, jakie wiązały się z walką zbrojną. Pierwsi profesjonalni jeźdźcy (nazywani tutaj fantini) pojawiają się dopiero w okolicach połowy XIV wieku. Pierwsze Palio wokół Piazza del Campo odbyło się natomiast dopiero w XVII wieku.

Flagi dzielnic istniejących do dziś.
źródło: hotelduomo.it

Dziś Palio to coś więcej niż zwykła atrakcja turystyczna. To najważniejszy element tradycji i kwintesencja „sieneńskości”. W tym mieście piłka nożna schodzi na boczny tor, a największe emocje wywołują nie liczby goli strzelonych przez piłkarzy miejscowej drużyny, a to, kto wygrał Palio i dlaczego. Dla każdego mieszkańca Sieny najwyższą wartość stanowi jego contrada (dzielnica). W przeszłości istniało ich aż 59, aktualnie pozostało jedynie 17. W samym Palio udział bierze jedynie 10 dzielnic, przed każdym wyścigiem odbywa się losowanie szczęśliwców, którzy będą mogli wystawić swojego konia i jeźdźca.
Palio to jednak nie tylko wyścig, ale też pełne napięcia i wyczekiwania dni, które je poprzedzają oraz te następujące po nim, przepełnione szczęściem lub rozpaczą w zależności od wyniku. Przed wyścigiem odbywa się słynne Corteo Storico – średniowieczny pochód złożony z przedstawicieli wszystkich dzielnic. Dla dzielnicy, która zaprezentuje najpiękniejsze stroje i najbardziej zręcznych alfieri (przedstawiciele dzielnic, którzy prezentują flagi dzielnic wymachując nimi) przewidziana jest nagroda – Masgalano (rzeźba ze srebra, której nazwa pochodzi od hiszpańskiego más galante). Po paradzie następuje najbardziej wyczekiwany moment dnia, a więc wyścig. Trzy okrążenia, podczas których może wydarzyć się wszystko. Nie będę jednak silił się na opisywanie Palio, zobaczcie sami:


A tak świętowała zwycięstwo dzielnica Wieża w lipcu:




Zainteresowanych Palio di Siena odsyłam do kwartalnika „Italia Mi Piace” (nr 7/2015), gdzie znajdziecie artykuł poświęcony wyścigowi mojego autorstwa.

Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!


środa, 9 września 2015

Siena

Średniowieczna Toskania

Palazzo Pubblico z charakterystyczną Torre del Mangia.

            Siena. Dziś jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miast południa Toskanii, niegdyś jeden z najważniejszych ośrodków w tej części Półwyspu Apenińskiego. Wiele osób dziwi się, gdy słyszysz, że właśnie to miasto konkurowało z wielką Florencją, a w 1260 roku sieneńskie wojska gibelinów pokonały gwelfów z dzisiejszej stolicy regionu. Aby poznać potęgę i moc tego średniowiecznego miasta trzeba się zgubić w jego zaułkach i uliczkach, przejść po gorącym niczym piekło Piazza del Campo i wejść do Duomo, przez wielu uważanego za najpiękniejszy przykład włoskiego (a niektórzy twierdzą, że nawet światowego) gotyku.


            Nie jest do końca wiadomo komu zawdzięczamy założenie Sieny. Wśród wielu teorii pojawiają się Etruskowie (starożytny lud zamieszkujący te tereny jeszcze przed czasami Imperium Rzymskiego), Galowie i Rzymianie. Sami mieszkańcy miasta najchętniej odwołują się do legendy, według której Sienę założył Seniusz, syn Remusa. Świadczyć o tym jakoby miało podobieństwo pomiędzy nazwą miasta, a imieniem legendarnego założyciela. O ile początki tego toskańskiego miasta nie są pewne, o tyle wiadomo, że już w I w. p. n. e. Sena Julia była dużą rzymską kolonią.
            W wiekach średnich Siena była niepodległą republiką, państwem miastem, które dzięki dobremu zarządzaniu wyrosło na jedno z najważniejszych i najbardziej potężnych w regionie. Miasto stało się na tyle silne, że zaczęło stanowić zagrożenie dla Florencji, która z kolei miała uzasadnione powody, aby się go obawiać. Obydwa grody rywalizowały na planie ekonomicznym, kulturalnym i politycznym. Tak zaczynając od spraw dotyczących handlu i rzemiosła, przez florencką i sieneńską szkołę artystyczną, aż po podziały na linii gibelini (popierający cesarstwo, kojarzeni ze Sieną) i gwelfowie (stronnictwo popierające papiestwo, kojarzone z Florencją).
            Czas największego rozkwitu miasta przypada na wieki od XII do XIV, wtedy to rozrosło się ono pod względem infrastruktury, wzniesiono ważne dla mieszkańców budynki oraz wiele kamienic, w których zamieszkiwali członkowie możnych rodów. Swoisty boom ekonomiczny został zahamowany przez zarazę (połowa XVI wieku), która dotkliwie doświadczyła mieszkańców miasta. Wtedy też zaniechano dalszej rozbudowy katedry.
            Dziś Siena to przede wszystkim miasto turystyczne. Wszędzie jednakże widoczne są ślady przeszłości, a nawet ciągła walka o wpływy z Florencją. Obydwa miasta konkurują ze sobą w walce o turystę. A czym kusi Siena?

Duccio Buoninsegna - Maestà
źródło: wikipedia.org

            Przede wszystkim atmosferą. Sieneńczycy są dumni ze swoich korzeni i ze swojego miasta. Można to wyczuć w każdym zakątku, w każdej uliczce, zwłaszcza w dniach poprzedzających i następujących po Palio, chyba najbardziej niezwykłym i najbardziej znanym wyścigu konnym świata (o którym napiszę następnym razem). Siena to również sztuka, to przecież tutaj narodziło się słynna sieneńska szkoła malarska. Jej narodziny i rozkwit pokrywają się w czasie z najszybszym rozwojem miasta. Motywem, który najczęściej pojawiał się na obrazach malarzy ze Sieny była Madonna. Dzieła tutejszych artystów są mniej rewolucyjnie niż tych z Florencji i widać w nich silne zakorzenienie w sztuce Bizancjum (chociażby chętnie stosowane złote tło). Do najsłynniejszych twórców należeli Duccio Buoninsegna (jego Maestà del Duomo znajduje się w Muzeum Katedralnym), Simone Martini czy Pietro i Ambrogio Lorenzetti (dzieło drugiego z nich, Skutki Dobrych oraz Złych Rządów można obejrzeć w Sala della Pace, która znajduje się w Palazzo Pubblico przy głównym placu Sieny). Warto również wspomnieć o rzeźbiarzu Jacopo della Quercia, który był na tyle zdolny, aby stanąć w szranki z Brunelleschim i Ghibertim w konkursie na zlecenie budowy drzwi do baptysterium we Florencji. 

Fasada Duomo di Siena.

            Co zobaczyć w Sienie? Cóż, lista jest długa, można tu spokojnie spędzić kilka dni, aby zanurzyć się w klimat miasta i poczuć jak prawdziwy Sieneńczyk. Na pewno warto udać się do Duomo. Tak z zewnątrz, jak i w środku katedra robi ogromne wrażenie, jest to mieszanka stylów romańskiego i gotyckiego, które w tym wypadku idealnie ze sobą współgrają. Charakterystyczne poziome czarno-białe pasy równoważą strzelistość świątyni. Na uwagę zasługuje bogato zdobiona marmurami fasada Duomo (tak naprawdę to zaledwie zachodni fronton zamykający transept planowanej pierwotnie świątyni – można sobie wyobrazić, jak ogromna miała być katedra według początkowych założeń).

Dopiero będąc po raz czwarty w Sienie udało mi się zobaczyć posadzkę Duomo w całej okazałości.

            Również wnętrze Duomo zapiera dech w piersiach. Znajduje się tu jedyna w swoim rodzaju posadzka (56 marmurowych paneli, które przedstawiają postacie mitologiczne i sceny ze Starego Testamentu), którą niestety rzadko kiedy można obejrzeć w całej okazałości. Podłoga przykrywana jest specjalnymi „dywanami”, które chronią ją przed zniszczeniem. Wszystkie panele odkrywane są jedynie przy wielkich okazjach, jak np. wspomniane wcześniej Palio.

Św. Jan Chrzciciel autorstwa Donatella.

            W katedrze znajdują się również dwa warte uwagi przykłady sztuki rzeźbiarskiej – św. Jan Chrzciciel dłuta Donatella oraz marmurowa ambona Nicoli Pisano. Warto odwiedzić Libreria Piccolomini, salę zbudowaną za czasów, gdy papieżem był Enea Silvio Piccolomini wywodzący się z pobliskiej Pienzy. Sala ta jest bogato zdobiona freskami Pinturicchia.

Ambona wyrzeźbiona przez Nicolę Pisano.

            Drugim ważnym punktem miasta jest Piazza del Campo – centralny plac Sieny (pochylę się nad nim następnym razem), wokół którego odbywa się dwa razy do roku Palio. Przy placu znajduje się również Palazzo Pubblico z Torre del Mangia (z wieży rozpościera się przepiękny widok na miasto w żółto-brunatnym kolorze).
            Cóż, miejsc i rzeczy wartych zobaczenia w Sienie jest o wiele więcej. Potrzeba by kilka takich artykułów, aby zaledwie o nich wspomnieć. Samej atmosfery miasta za to nie da się oddać żadnymi słowami. Trzeba tam pojechać, zobaczyć spalone toskańskim słońcem budynki, nabrać w nozdrza gorącego powietrza zmieszanego z zapachem historii i tradycji, a potem usiąść przy Piazza del Campo i napić się wyśmienitej kawy…

Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!


czwartek, 3 września 2015

Che cosa bolle in pentola… – sierpień 2015

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Niektórzy z Was pewnie zdążyli zauważyć, że pod koniec lipca Pentola się nie ukazała. Brak wpisu zbierającego internetowe nowości z całego miesiąca spowodowany był moją nieobecnością, a co za tym idzie niemożnością śledzenia na bieżąco włoskich doniesień prasowych. Szybko jednak nadrabiam zaległości i się poprawiam, dziś przedstawiam subiektywny wybór informacji z sierpnia.
            Początek miesiąca, który dziś wydaje się być już odległym czasem, dla Włochów nie był szczęśliwy. Jak co roku większość mieszkańców Italii pierwszego sierpnia szturmem ruszyła na wakacje, jednocześnie korkując nawet najmniej uczęszczane dotychczas autostrady. Tradycji stało się za dość i znów setki tysięcy makaroniarzy zaczęło swój urlop od kilku godzin (w najlepszych przypadkach) w długich korkach.
            A skoro o wakacjach mowa: portal espresso.it bije na alarm. Włochy utraciły swoją pozycję wśród krajów najchętniej odwiedzanych przez turystów. Jeszcze dekadę temu Italia znajdowała się na szczycie tej listy, dziś z każdym dniem traci coraz więcej do czołówki. Eksperci ostrzegają, że podczas gdy inne kraje nieustannie pracują nad ich turystycznym wizerunkiem, Włosi spoczęli na laurach i myślą, że samo „bycie Italią” wystarczy, aby przyciągnąć tłumy zainteresowanych z całego świata, którzy z kolei będą wydawać ogromne sumy pieniędzy, aby doznać przez kilka dni „Dolce Vita”. Italio, svegliati!

źródło: www.food24.ilsole24ore.com

            Do odwiedzenia Włoch wciąż jednak chętnych nie brakuje i właśnie dla takich ludzi działa Simone Fioravanti (nazwisko niezbyt przyjemne, znając historię Anni di Piombo…). Ten 32 letni przedsiębiorca z Aquili stworzył z myślą o turystach (chociaż nie tylko), którzy niebawem wybiorą się w podróż do Alby i innych włoskich miast słynących z trufli, niesamowite opakowanie właśnie na te niecodzienne grzyby, które pozwoli zachować ich świeżość przez niemalże trzy tygodnie! Truffle box powstał dzięki połączeniu sił wyżej wymienionego przedsiębiorcy i naukowców z uniwersytetu w Aquili. Opakowanie pozwala na przechowywanie trufli do trzech razy dłużej niż normalnie, zachowując grzyby w nienaruszonym stanie i sprawiając, że nawet po długiej podróży przez pół Europy będą one tak świeże, jak w dniu zbioru. Dodatkowo Truffle box dzięki specjalnemu kodowi wbudowanemu w opakowanie pozwala śledzić drogę produktu od zbioru do zakupu, jednocześnie stanowiąc gwarant pochodzenia trufla.

źródło: www.emmavillasblog.com

            Sierpień to również miesiąc drugiego Palio w Sienie. Co roku 16 sierpnia na sieneńskim Piazza del Campo odbywa się wyścig ku czci Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej. W tym roku jednak pogoda spłatała figla organizatorom i po długich, ulewnych deszczach, zdecydowano o przełożeniu wyścigu na dzień później. Palio, które w drodze wyjątku odbyło się 17 sierpnia, zwyciężyła contrada Selva (Las).
            Jakby tego było mało, organizatorom jednego z najstarszych i najbardziej znanych wyścigów konnych świata przeszkodziła nie tylko pogoda. Po raz pierwszy w historii Palio władze Sieny wyraziły zgodę na zorganizowanie protestów obrońców praw zwierząt. Te jednak mogły odbywać się co najwyżej na obrzeżach miasta, w odległości około 6km od Piazza del Campo, aby nie prowokować niepotrzebnych konfliktów.
            Sieneński wyścig to jedna z największych atrakcji turystycznych Toskanii i Włoch w ogóle. Nie dziwi więc fakt, że Palio od lat stymuluje artystów i stanowi inspiracje dla wielu twórców. Cosima Spender, pochodzący z Chianti, ale na stałe mieszkający w Londynie, zdecydował się nakręcić film o najbardziej znanych i lubianych jeźdźcach (tzw. fantini), którzy biorą lub brali udział w wyścigu. Jak mówi, będzie to film „złożony ze spojrzeń, zbliżeń, historii społeczeństwa opierającego się jedynie na koniach”. Czekamy z niecierpliwością. Osobom szukającym więcej informacji o Palio polecam ostatni numer kwartalnika Italia Mi Piace, gdzie znajdziecie artykuł mojego autorstwa oraz zachęcam do śledzenia Italianizzato, bowiem niebawem ukaże się cała seria artykułów o Toskanii, w tym o sieneńskim wyścigu.
            Koniec sierpnia i początek września to również znak, że czas wrócić do szkoły. Jeśli ktoś szuka niecodziennych kursów, szkoleń czy klas o ciekawych profilach – z pomocą nadciąga Bolonia. To właśnie w stolicy Emilii-Romanii powstała "Scuola di alta salumeria italiana". Nowopowstała jednostka edukacyjna ma na celu podtrzymywanie dobrych tradycji wędliniarskich regionu oraz przygotowanie młodych do ich kontynuowania. Studenci będą uczyć się fachu od podstaw, a kurs obejmuje tak naukę poprawnego krojenia szynek, jak i zarządzania sklepem wędliniarskim. Chętni kandydaci mogą dowiedzieć się więcej wchodząc na stronę szkoły: www.scuolasalumeria.it.

źródło: www.divini.corriere.it

            Skoro już zrobiło się sielsko: na blogu Divini Luciano Ferraro pisze o gęsiach-winiarzach. W Umbrii, w połowie drogi między Torgiano, a Montefalco, znajduje się winnica państwa Roberta i Emmy di Filippo, którym w uprawie winorośli pomagają gęsi. Tak, to nie żart. Właściciele już od sześciu lat pozwalają stadu około 200 gęsi przebywać między krzewami winnymi. Jak twierdzą, zwierzęta użyźniają glebę i poprawiają jej jakość, wzbogacając jej różnorodność biologiczną. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że jest to jedyna taka winnica na świecie.
            Jakby nie było, do końca lata jeszcze niemalże trzy tygodnie (przynajmniej tego kalendarzowego). Czuję się więc usprawiedliwiony, pisząc o 15 białych winach na lato, które polecają włoscy amatorzy i znawcy tematu… Których udało się Wam już spróbować?

źródło: www.static.wixstatic.com

            Na zakończenie coś dla oka. Dwie niesamowite galerie. Pierwsza z nich prezentuje prace włoskiego grafika, Andrei Angioniego, który „zaktualizował” prace wielkich włoskich malarzy dopasowując je do dzisiejszych czasów. Seria „Italici” to z pewnością niecodzienny projekt. Druga galeria to z kolei zbiór zdjęć z polski! Nawet włosi pisali o „il Woodstock polacco”.