____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liguria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liguria. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Pasqua vs. Wielkanoc: Torta Pasqualina

Tradycyjne wielkanocne ciasto z Ligurii



       Są w roku takie momenty, kiedy na stół trafiają wyłącznie tradycyjne polskie potrawy, a kulinarni przybysze z całego świata idą w odstawkę. Nie przeczę, na Wielkanoc czy w czasie Świąt Bożego Narodzenia i u mnie dominują dania rodzime. Nie znaczy to jednak, że rezygnuję całkowicie z włoskich akcentów. Do italskich ksiąg kuchennych sięgam co roku tuż przed świętami lub zaraz po nich. To dobra odmiana dla żołądka po naszych kiełbasach, szynkach czy żurku. À propos, na Waszym stole niebawem zawita wspomniany żurek czy torta pasqualina? A może zdecydujecie się na zaserwowanie członkom rodziny obydwu przysmaków, jak stanie się u mnie? Czas na kulinarny pojedynek na Italianizzato: Pasqua vs. Wielkanoc! CZYTAJ DALEJ...

piątek, 9 września 2016

Che cosa bolle in pentola… – sierpień 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Chociaż sierpień (a wraz z nim wakacje) za nami, to patrząc za okno ma się wrażenie, że mamy pierwszą połowę lipca. Pogoda najwidoczniej wynagradza nam deszczowe, pochmurne i chłodne letnie dni. W tej przyjemnej aurze tworzę, i tak już spóźnione, subiektywne zestawienie najciekawszych włoskich doniesień medialnych.
 Sierpień 2016 we Włoszech zostanie zapamiętany jako jeden z najtragiczniejszych miesięcy ostatnich lat. Wskutek trzęsienia ziemi w centralnych Włoszech zginęło prawie 300 osób, a kolejne 400 zostało rannych. W gruzach legła niemal cała miejscowość Amatrice, tysiące mieszkańców Lacjum, Marchii i Umbrii zostało bez dachu nad głową. Co ciekawe wiele zabytkowych budowli przetrwało tak pierwszy, jak i kolejne wstrząsy. Całkowitemu zniszczeniu uległy natomiast kilkuletnie zabudowania, teoretycznie zaprojektowane i wzniesione tak, aby przetrwały nawet silniejsze trzęsienia ziemi. Natura odkryła smutną prawdę (o której swoją drogą dość brutalnie wypowiedzieli się autorzy Charlie Hebdo), włoskie państwo jest wciąż podatne na wpływy mafii, a macki organizacji kryminalnych są wstanie dotrzeć dosłownie wszędzie.

źródło: www.adnkronos.com

Amatrice stało się smutnym symbolem sierpniowego trzęsienia ziemi. W odpowiedzi na ludzką krzywdę odpowiedzieli restauratorzy. Włoski bloger kulinarny, Paolo Campana, zaprosił właścicieli restauracji do przekazywania 1 euro od każdego sprzedanego talerza amatriciany na rzecz poszkodowanych. Na odzew nie trzeba było długo czekać, w krótkim czasie do akcji przystąpiło ponad 700 lokali nie tylko z Włoch. Więcej informacji związanych z tą inicjatywą znajdziecie na portalu Facebook wpisując hashtag #Amatriciana.
Przejdźmy do innych wydarzeń ubiegłego miesiąca. Niemałe zamieszanie na początku sierpnia we Włoszech wywołała ustawa, która wprowadziła wyższy podatek na bazylię. Dotychczasowy podatek VAT na liście tej rośliny wynosił zaledwie 4%. Za sprawą niejasnych przepisów europejskich dotyczących ziół aromatycznych włoski rząd był zmuszony podnieść go do 5% (warto wspomnieć, że początkowy projekt zakładał wprowadzenie stawki 10%). Ta sama ustawa z kolei obniżyła podatek na oregano (z 22% do 5%). Protesty producentów bazylii z Ligurii mieszają się z okrzykami radości producentów oregano z Sycylii już od kilku tygodni. Włoskie media tymczasem donoszą, że pokłosiem wspomnianej ustawy może być podniesienie podatku na… pomidory. A całość rozbija się o fakt, że bazylia we Włoszech stosowana jest nie do produkcji olejków eterycznych, o czym mowa w europejskich przepisach, a do produkcji jednego z najbardziej znanych sosów do makaronów na świecie, pesto alla genovese. Według niektórych parlamentarzystów należałoby zatem podnieść podatek na niektóre odmiany pomidorów.

źródło: www.wikipedia.it

Do produkcji sosów do makaronów najlepiej nadają się pomidory odmiany San Marzano. To właśnie o niej mowa w kontekście wyższego podatku. Czy do tego dojdzie? Odpowiedzi na to pytanie raczej nie uzyskamy za szybko, ale w dobie kiedy rządzący szukają oszczędności, każda możliwość brana jest pod uwagę. Na sławę pomidorów San Marzano pracują natomiast niestrudzenie producenci tej odmiany z Sarno i Nocery organizując San Marzano Day. Tegoroczna edycja tego wydarzenia odbyła się pierwszego sierpnia, a więcej o nim samym przeczytacie tutaj.
Chociaż pomidory na Półwyspie Apenińskim pojawiły się dopiero po wyprawie Krzysztofa Kolumba do Ameryki, Włosi wiedzą jak wykorzystać ich potencjał w pełni. A że kuchnia włoska w znacznej części jest kuchnią ubogą, to i panie domu wiedzą jak poczynać z pomidorami, aby nic się nie zmarnowało. Pomidory suszone, pomidory marynowane w oleju, passata pomidorowa, przyprawa ze zmielonych pomidorów… to tylko kilka przykładów na ich wykorzystanie!

źródło: www.ilfattoalimentare.it

Wakacje to czas błogiego lenistwa. Widać to również w codziennych tytułach, które trafiają na pierwsze strony. Nie inaczej sprawy mają się we Włoszech. W natłoku artykułów typu „zapchaj dziurę (stronę)”, dało się jednak znaleźć kilka ciekawszych tekstów. Włoski styl znany jest na całym świecie. Usprawiedliwione zatem wydaje się być stwierdzenie, że Włosi sprzedają nie stroje, a kulturę. A kto ciekaw historii włoskiego hymnu i jego statusu prawnego, niech poczyta tutaj.
Na zakończenie dzisiejszej Pentoli polecam Wam jeszcze dwa krótkie zestawienia, które być może wpłyną na Wasze wakacyjne plany za rok: Bolonia wśród dziesięciu miast na świecie, w których najlepiej się jada; 31 miejsc, które trzeba zobaczyć we Włoszech.



niedziela, 1 maja 2016

Che cosa bolle in pentola… – kwiecień 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Jedni z Was z trudem dopinają swoje walizki, inni siłują się z rowerem, który ni jak nie mieści się w nowym bagażniku dachowym. Jeszcze inny sprawdzają, czy wszystko zabrali i szykują prowiant na drogę. Są też i tacy, którzy na majówkę wybrali się w tym roku nieco wcześniej, dzięki czemu właśnie cieszą się zimnym piwem lub winem, a na grillu dochodzi pierwsza karkówka. Zanim jednak oddamy się błogiemu lenistwu (kto, jak kto, niektórym służba nie drużba i majowy weekend nie różni się dla nich niczym od każdego innego…) zapraszam do zapoznania się z podsumowaniem kwietnia we włoskich mediach.

źródło: cittadarte.emiliaromagna.it

Chociaż pogoda bywała w majówkę już lepsza, to i w tym roku na pewno nie odmówimy sobie wielu przyjemności. Dla łasuchów będą to zdecydowanie lody. Od pewnego czasu te produkowane tradycyjnymi metodami, przy użyciu wyłącznie naturalnych składników, zdobywają uznanie na naszym polskim gruncie, dzięki czemu już nie wspominamy z tak wielką tęsknotą naszego ostatniego pobytu we Włoszech. W ocenie jakości lodów, które w najbliższych dniach przyjdzie nam spożyć, z pewnością pomógłby kurs dla degustatorów tego przysmaku. Tak się składa, że firma Carpigiani zorganizowała tego typu kurs. Trwające w sumie 8 godzin zajęcia teoretyczne i praktyczne pozwalają kursantom rozpoznać jak powinny smakować lody oraz jaką konsystencją powinny się charakteryzować. Kurs przeznaczony jest dla producentów lodów, sprzedawców oraz samych konsumentów. I co najważniejsze: prowadzony jest tak w języku włoskim, jak i angielskim!
W zeszłym miesiącu pisałem o Social Młynie w Kalabrii, który dostał nowe życie dzięki użytkownikom portalu Facebook. Dziś przenosimy się do Ligurii, a dokładnie do prowincji Genua, gdzie powstał największy na świecie kolektywny warzywnik. W projekcie uczestniczy w sumie 2200 ochotników, spośród których aż 120 nadzoruje prace wykonywane na bieżąco w warzywniku. Eko-zapaleńcom przyświeca motto: „Qui le coltivazioni non sono biologiche ma na-tu-ra-li!” (Tu uprawy nie są biologiczne, a na-tu-ral-ne!).
Pozostajemy w tematyce rolniczo-żywieniowej. Ponad rok temu miałem okazję zachwycać się świetnymi Lambrusco w samym sercu Emilii-Romanii. Wino to zazwyczaj sprowadzane jest do prostych czerwonych bąbelków, które ze swoimi radosnymi owocowo-fiołkowymi aromatami towarzyszy luźnym spotkaniom w gronie znajomych. Takiemu obrazowi stanowczo sprzeciwia się Christian Bellei, zwany też mistrzem zen Lambrusco. Ostatnio udowodnił on, że przy produkcji Lambrusco z powodzeniem można wykorzystać doświadczenia i metody opracowane w samej Szampanii, po raz kolejny dowodząc tym samym, że Lambrusco ma potencjał, który wystarczy jedynie umiejętnie wykorzystać.
Podczas gdy w Polsce sklepy winiarskie bazujące na sprzedaży internetowej muszą borykać się z bezsensownymi przepisami i sławetną już agencją PARPA, włoscy producenci cieszą się, że ich butelki trafiają do konsumentów coraz częściej za pomocą sieci. Interesującą rozmowę na ten temat znajdziecie na portalu Il Sole 24 Ore.

źródło: vinodabere.it

Potencjał wina w sieci dostrzega sam premier Włoch, który niedawno z okazji Vinitaly spotkał się z Jackiem Ma, założycielem największej chińskiej platformy e-commerce Alibaba. Ponadto Matteo Renzi z powodzeniem promuje Włochy, jako światową potęgę winiarską (jakby ktoś jeszcze o tym nie wiedział), z dumą wręczając kolejnym przywódcom charakterystyczne drewniane skrzyneczki, w których znajdują się wyśmienite włoskie wina (i nikt nie sprawdza czy kosztują one 8, 80, czy 800 euro, bo włosi doskonale wiedzą, że świetną butelkę można kupić za przysłowiowe grosze). Ostatnio taką winiarską skrzyneczkę otrzymał sam Barack Obama.

źródło: valigiablu.it

17 kwietnia we Włoszech odbyło się referendum w sprawie platform wiertniczych, o którym wspominałem już kilka dni temu przy okazji rubryki #ItalianizzatoLessicale. W głosowaniu, którego domagało się 9 włoskich regionów, obywatele decydowali o wyglądzie wybrzeży na najbliższe kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Dotychczasowe prawo zezwala paliwowym potentatom na odwierty już w odległości 20km od włoskich wybrzeży na mocy bezterminowych koncesji. Pomimo, że obywatele powiedzieli stanowcze "nie" takim praktykom i wyrazili swoje poparcie dla zmiany aktualnych przepisów, nic to nie dało bo do urn ruszyło zaledwie nieco ponad 30% uprawnionych do głosowania.

źródło: elezioni.interno.it

Panama Papers. Skandal finansowy, który wstrząsnął całym światem w ostatnich tygodniach, nie ominął również Bel Paese. W opublikowanych dokumentach przewijają się znane osobistości z włoskiego świata mody, polityki i biznesu. Na liście Panama Papers znaleźli się m. in. Emanuela Barilla (nazwisko mówi samo za siebie), Silvio Berlusconi (w tym wypadku nie ma mowy o zaskoczeniu), Daniele Fonseca (były piłkarz pochodzący z Como), stylista Valentino czy aktor Carlo Verdone. Pełną listę Włochów zamieszanych w skandal znajdziecie na portalu Espresso.it.
W ostatnich dniach kwietnia wszystkie włoskie media donosiły o aresztowaniu 6 osób na północy kraju, które podejrzane były o planowanie zamachów terrorystycznych. Nieoficjalnie mówi się, że celem ataków miał być Watykan oraz ambasada Izraela w Rzymie. Wśród aresztowanych znalazła się para pochodząca z Lecco, która w zamachu chciała pogrzebać ze sobą dwójkę dzieci (2 i 4-latka).

źródło: progetto.vento.polimi.it


Zaczęliśmy majówką i majówką zakończymy. Wenecję od Turynu dzieli 679km. Być może niebawem odległość tę będzie można spokojnie pokonać na rowerach. Politechnika w Mediolanie zaproponowała projekt pod nazwą Vento, który zakłada budowę ścieżki rowerowej łączącej stolicę Wenecji Euganejskiej ze stolicą Piemontu. Trasa ścieżki biegnie wzdłuż najdłuższej włoskiej rzeki (Pad) i przebiega przez takie miasta jak Ferrara, Mantua czy Mediolan. Projekt ma na celu nie tylko rozbudowę infrastruktury, ale dba też o środowisko naturalne rejonów, przez które przebiegać ma Vento. W tym roku już raczej za późno, ale być może ktoś zmierzy się z Vento podczas przyszłorocznej majówki?


poniedziałek, 28 grudnia 2015

A fügassa ligure, czyli po prostu focaccia

Tradycyjna potrawa kuchni liguryjskiej


Wreszcie nastał ten dzień! Chyba po raz pierwszy na Italianizzato udaję się w kulinarną podróż do Ligurii. Nie wiedzieć czemu, niezwykle rzadko sięgam do kultury enogastronomicznej tego regionu. Jeśli mówimy o winach, to na swoją obronę mam słabą dostępność win liguryjskich w Polsce. Jeśli natomiast odnosimy się do potraw sensu stricto, cóż… nie znajduję okoliczności łagodzących.
Aby jednak wynagrodzić Liguryjczykom (i fanom Ligurii) te zaniedbania, dziś zaprezentuję przepis na jedno z najstarszych i najbardziej kojarzonych z regionem dań. Panie i Panowie, przedstawiam focaccię (znaną w dialekcie pod nazwą a fügassa). Ten drożdżowy placek, sowicie doprawiony liguryjską oliwą z oliwek, jest przysmakiem uznanym w całych Włoszech, o czym świadczy przyznane mu przez Slow Food odznaczenie.

Składniki:
·         600g mąki pszennej
·         400ml letniej wody
·         150ml oliwy z oliwek
·         25g świeżych drożdży
·         2 łyżeczki cukru
·         15g soli morskiej gruboziarnistej
·         Ewentualne dodatki na wierzch

Jak już zdążyliście zauważyć, do tego przepisu potrzebujemy niewiele składników. Właśnie dlatego powinny one być jak najlepszej jakości. Począwszy od mąki, przez wodę (w Ligurii uważa się, że prawdziwa focaccia może powstać jedynie tam, bowiem nigdzie indziej nie znajdziemy tak dobrej wody), na oliwie z oliwek i soli kończąc. [Nawiasem mówiąc: zawsze, gdy kupujecie w sklepie włoską oliwę z oliwek czytajcie dokładnie etykiety i przywiązujcie wagę do szczegółów. „Wyprodukowano w Ligurii” to nie to samo, co „zabutelkowano w Ligurii” lub „rozlewane w Ligurii”. Podobnie sprawy się mają w przypadku innych regionów znanych z produkcji oliwy.]


Według tradycyjnego przepisu (także tego przekazywanego przez Slow Food), wyrobienie ciasta na focaccię zajmuje minimum 8 godzin. W domowych warunkach czas ten jest jednak znacznie skracany. Zaczynamy od rozpuszczenia drożdży w pół szklanki ciepłej wody razem z cukrem. Następnie do miski wsypujemy mąkę, dodajemy oliwę z oliwek i prawie całą sól (zostawiamy jedynie niewielką część, którą posypiemy wierzch gotowej focacci). Do miski dodajemy zaczyn drożdżowy oraz resztę wody. Ciasto powinno być dość klejące. Zostawiamy je na około godzinę w ciepłym miejscu pod przykryciem, aby wyrosło. Po tym czasie wyrabiamy je ponownie i zostawiamy na kolejną godzinę. Czynność powtarzamy raz jeszcze. Dzięki tym zabiegom focaccia wyjdzie puszysta i miękka w środku, ale chrupiąca z wierzchu.
Blachę smarujemy oliwą z oliwek (w tym przepisie nie bójmy się używać jej jak najwięcej!). Następnie wykładamy na nią ciasto. Rozciągamy je dłońmi po całej blasze, i wykonujemy charakterystyczne wgłębienia palcami. Focaccię, przed włożeniem do piekarnika, należy sowicie posypać gruboziarnistą solą morską.
Podstawowy i najbardziej tradycyjny przepis nie przewiduje żadnych innych dodatków, ale na przestrzeni lat powstało mnóstwo wariantów powszechnie już akceptowanych na terenie całej Ligurii. Można na wierzchu ułożyć zielone oliwki, posiekaną w paski cebulę, kawałki mozzarelli, suszone pomidory lub anchois…
Piekarnik zaczynamy rozgrzewać dopiero wtedy, gdy focaccia jest już na blasze (dzięki temu ciasto będzie miało jeszcze trochę czasu na wyrośnięcie). Pieczemy w temperaturze 200 ᵒ C przez 15-20 minut. Gotową focaccię można przechowywać przez 2-3 dni pod przykryciem. Można spożywać ją na zimno lub nieco podgrzaną, samą lub z dodatkami (chociażby z serami lub wędlinami). Sami Liguryjczycy chętnie sięgają po focaccię na śniadanie, przy czym nie stronią od maczania jej w… cappuccino!


piątek, 25 grudnia 2015

De André a Natale

Testament De André

źródło: ilpost.it

Daleki jestem od publikowania wpisów, które w dużej mierze opierają się na zdjęciach, cytatach, filmach lub tekstach innych osób. Tym razem jednak zrobię wyjątek. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałbym Wam zaprezentować tłumaczenie utworu, który już od dobrych kilku lat towarzyszy mi zawsze w ostatnich dniach grudnia.
Zdaję sobie sprawę, że zadanie, którego się podjąłem jest karkołomne, bowiem jakakolwiek próba tłumaczenia dzieła stworzonego przez wielkiego artystę może zostać porównana do spaceru po cienkim lodzie. Jestem w pełni świadom niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą każde tłumaczenie dzieła literackiego (bo w tym wypadku zdecydowanie mówić należy o sztuce pisarskiej, a nie o prostym utworze, który powstał z myślą o zarobku). Jedno słowo, jeden przecinek lub jego brak, jedna literka – liczy się wszystko, wszystko ma znaczenie…
Nie zgłębiając się jednak w zagadnienia natury czysto translatorskiej, przejdę do sedna. Testamento di Tito (Tito – jeden ze złoczyńców, który zawisł na krzyżu obok Jezusa) to jeden z najbardziej znanych, a zarazem jeden z najgłębszych tekstów napisanych przez Fabrizio de André. Dziesięć przykazań Bożych zinterpretowanych przez tego wybitnego Genuińczyka to coś, obok czego nie da się przejść obojętnie. De André porusza serca i umysły, uderzając w samo sedno każdego z dziesięciu nakazów-zakazów. Oddam teraz głos samemu mistrzowi, prosząc Was przy tym o wyrozumiałość w kwestii oceny jakości tłumaczenia. Aby czas, w którym się właśnie znajdujemy, nie minął niepostrzeżenie w natłoku obowiązków, przyziemnych przyjemności i innych ludzkich spraw. Zachęcam do lektury, przesłuchania utworu oraz refleksji.



Często dawało mi do myślenia Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną,
Różni ludzie, którzy przybyli ze wschodu, mówili, że w głębi był taki sam,
Wierzyli w innego od Ciebie, ale nie uczynili mi nic złego,
Wierzyli w innego od Ciebie, ale nie uczynili mi nic złego.

Nie wzywaj imienia Pana Boga nadaremno.
Z nożem wbitym w bok wykrzyczałem swoją winę i Jego imię.
Może był zmęczony, może zbyt zajęty i nie usłyszał mojego bólu,
Może był zmęczony, może zbyt daleko, naprawdę wezwałem go nadaremno.

Szanuj ojca, szanuj matkę i szanuj także ich rózgę,
Całuj rękę, która złamała ci nos, bo prosiłeś o kęs.
Gdy mojemu ojcu zatrzymało się serce, nie czułem bólu,
Gdy mojemu ojcu zatrzymało się serce, nie czułem bólu.

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił, to łatwe dla nas złodziei,
Wchodzić do świątyń pełnych ciał sług i ich panów,
Przywiązanych do ołtarzy, z gardłami poderżniętymi niczym zwierzęta,
Przywiązanych do ołtarzy, z gardłami poderżniętymi niczym zwierzęta.

Piąte mówi nie kradnij i być może tego przestrzegałem,
Gdy po cichu opróżniałem pełne kieszenie tych, którzy wcześniej ukradli.
Ale ja bezprawnie łupiłem w moim imieniu, oni w imię Boga,
Ale ja bezprawnie łupiłem w moim imieniu, oni w imię Boga.

Nie czyń tego, co nieczyste, to znaczy nie trwoń nasienia...
Zapładniaj kobietę zawsze, gdy ją kochasz – tak staniesz się wiernym człowiekiem,
Później chęć zniknie i dziecko pozostanie, wiele z nich zabije głód.
Być może pomieszałem przyjemność z miłością, ale nie uczyniłem bólu.

Siódme mówi nie zabijaj, jeśli chcesz być godzien nieba.
Spójrzcie dziś na to boskie prawo, trzy razy przybite do drewna.
Spójrzcie jak kończy ten Nazareńczyk, umiera niczym złodziej!
Spójrzcie jak kończy ten Nazareńczyk, umiera niczym złodziej!

Nie mów fałszywego świadectwa i pomóż im zabić człowieka...
Wszyscy znają na pamięć to boskie prawo, ale zapominają o przebaczeniu,
Fałszywie świadczyłem na Boga i na mój honor, nie czuję z tego powodu bólu,
Fałszywie świadczyłem na Boga i na moje imię, nie czuję z tego powodu bólu.

Nie pożądaj rzeczy bliźniego swego, nie pożądaj jego żony
Powiedzcie to tamtym, zapytajcie o to tych, którzy mają kobietę i cokolwiek…
W łóżkach już pełnych miłości nie doznałem bólu.
Wczorajsza zawiść się nie skończyła, dziś wieczór zazdroszczę wam życia.

Ale teraz, gdy nadchodzi wieczór i zmrok, zdejmuje mi ból z oczu,
Słońce zachodzi w dali za wydmami, aby zranić inne noce,
Obserwując tego umierającego człowieka, matko, czuję ból,
W litości, która nie czuje żalu, matko, nauczyłem się miłości.


środa, 1 lipca 2015

Che cosa bolle in pentola… – czerwiec 2015

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


            W tym miesiącu zbieranie informacji dotyczących włoskiego życia okazało się być nieco utrudnione, bowiem w czerwcu aż dwa razy strajkowali redaktorzy Włoskiej Agencji Prasowej ANSA. Całe szczęście są również inne źródła informacji, dzięki którym mogłem stworzyć subiektywny wybór artykułów, który prezentuję poniżej.
            W niektórych włoskich regionach w czerwcu odbyły się wybory samorządowe. Wyniki nie pozostawiły złudzeń, centroprawicy udało się odzyskać część regionów i większość w niektórych władzach lokalnych. Partito Democratico nie było wstanie powtórzyć sukcesu z wyborów do PE i poparcie dla tej partii nieznacznie spadło. Premier Włoch, Matteo Renzi, już zapowiedział gruntowne zmiany i powrót do stylu uprawiania polityki, z którego był znany jeszcze kilka lat temu. Opozycja zwyciężyła w Wenecji Euganejskiej oraz w Ligurii.
            Wraz z drugą turą wyborów dla PD przyszedł kolejny zimny prysznic. Partia Renziego przegrała w Arezzo, Wenecji, Nuoro i Materze. Do śmiechu politykom partii rządzącej nie było, nawet jeśli udało im się zdobyć władzę w Lecco, Mantui i Trani.
            W mijającym miesiącu znalazła kontynuację sprawa rzymskiej mafii. Śledczy dokonali kolejnych 44 aresztowań, w krzyżowy ogień niewygodnych pytań dostał się Luca Gramazio, polityk, któremu zarzuca się związki z Massimo Carminatim, szefem organizacji kryminalnej, która działała w Wiecznym Mieście. Po raz kolejny włoscy śledczy ujawnili sieć połączeń, w skład której wchodzili kryminaliści, politycy oraz biznesmeni. Nad Italią wciąż wisi trauma lat ’80…

źródło: www.teatronaturale.it

            Expo zaczęło się już jakiś czas temu, ale dopiero od kilku-kilkunastu dni w Internecie można znaleźć relacje dotyczące strefy enologicznej na wystawie. Ogromny pawilon poświęcony jest winom włoskim i nie tylko, chociaż trzeba przyznać, że te pierwsze są w przeważającej ilości. Na Expo znalazły się rzeźby, obrazy, prezentacje multimedialne i inne formy przekazu pokazujące świat win w niecodzienny sposób. Nie zabrakło również degustacji (chętni mogą spróbować trzech dowolnie wybranych win płacąc 10 euro). W wyborze pomaga specjalna aplikacja, która w przystępny sposób pokazuje informacje na temat każdej z 1300 dostępnych butelek.
            Skoro już o winach mowa: a może by tak stworzyć program typu MasterChef z winami w roli głównej? W styczniu ogłoszono informację o projekcie nakręcenia programu tego typu, miałby się on nazywać „Un’ottima annata” („Świetny rocznik”). Realizacji podjął się Mediaset, docelowo ma powstać 8 odcinków, w których udział weźmie 8 winnic. Pisze o tym portal Vino Way.
            MasterChef w winiarskiej odsłonie to zaledwie projekt, we Włoszech powstał już jednak film z głównym udziałem producentów wina. Davide Vanni, reżyser, bloger i aktywista podjął się zadania stworzenia filmu skupiającego się na produkcji wina. Na obrazie ujrzymy różnych winiarzy, którzy opowiadają o swoich gospodarstwach i pracach, jakie są tak wykonywane w ciągu całego roku.

źródło: www.4actionsport.it

            Wakacje właśnie się zaczęły i w związku z tym prezentuję poniższe zestawienia i doniesienia prasowe. Dla osób, które wyczekują błogiego lenistwa, wylegiwania się w słońcu na gorącym piasku – zestawienie 10 najpiękniejszych plaż Włoch według portalu Skyscanner. Dla tych, którym bliżej w góry – Courmayeur wreszcie otwiera nową kolejkę liniową na Monte Bianco. 3462m w 19 minut w otoczeniu zapierających dech w piersiach widoków! A kto szuka romantycznych okolic – Cinque Terre, czyli jeden z topowych kierunków wakacyjnych we Włoszech.

źródło: www.vivatravel.rs

            Zanim jednak wyjedziecie do Italii, aby raczyć się śródziemnomorską kuchnią, włoskimi winami i korzystać z dobroczynnego klimatu – profesor Umberto Eco daje kilkadziesiąt rad (pół-żartem, pół-serio) na temat poprawnego używania języka włoskiegoBuone vacanze a tutti!


sobota, 20 września 2014

Pesto alla genovese a casa

Domowe pesto


            Pesto to tradycyjne danie (a właściwie sam sos) kuchni liguryjskiej (nie przez przypadek w nazwie mamy genovese). W dialekcie liguryjskim jego nazwa to pestu, a głównym składnikiem jest bazylia – bexeico (czyt.: baszeiko). Mówi się, że już Wergiliusz opisywał pierwowzór tego sosu, ale pierwszy prawdziwy przepis pochodzi z XIX wieku. By zrobić dobre pesto potrzeba składników wysokiej jakości: świeżej i aromatycznej bazylii, orzeszków piniowych, najlepszej z możliwych oliwy z oliwek i aromatycznego parmezanu. W zamian otrzymamy produkt niezwykle smaczny, bijący o głowę te ze sklepu.



Składniki:
·         100g świeżej bazylii
·         50g orzeszków piniowych
·         50g tartego Parmigiano Reggiano
·         50-70ml oliwy z oliwek Extra Vergine
·         3 ząbki czosnku
·         Sól
·         Pieprz


Pesto to sos opierający się na kilku składnikach rozdrobnionych w blenderze i dobrze wymieszanych, a więc nie ma tu większych trudności w przygotowaniu. Przygotowanie zaczynamy od podsmażenia na odrobinie oliwy z oliwek orzeszków piniowych. Należy to robić na małym ogniu ciągle mieszając. Gdy orzeszki nabiorą brązowego koloru zdejmujemy je z ognia i studzimy.


Następnie umytą i osuszoną świeżą bazylię musimy obrać – do pesto trafiają jedynie listki, łodyżki możemy ususzyć i stosować później jako przyprawę np. do sosów. Gdy mamy już przygotowaną bazylię musimy ją rozdrobnić w blenderze. To samo czynimy z ząbkami czosnku (można je równie dobrze rozdrobnić w prasce). Zarówno liście bazylii, jak i czosnek trafiają do jednej miski. Dodajemy również starty parmezan, oliwę i rozdrobnione w blenderze, wcześniej podsmażone, orzeszki piniowe. Mieszamy wszystko dokładnie. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.



Tak przygotowane pesto kładziemy do słoiczków (używałem słoiczków, które są w miarę proste, mają regularne kształty i nie ma później problemów z wyjmowaniem zawartości). Jeśli mamy zamiar zużyć sos „na bieżąco”, nie musimy ich pasteryzować. Sos, który nie został poddany pasteryzacji, przechowujemy w lodówce do dwóch miesięcy. Jeśli natomiast chcemy cieszyć się naszym pesto przez dłuższy czas musimy słoiczki szczelnie zamknąć i na małym ogniu pasteryzować przez minimum 30 minut. Następnie odstawiamy je do momentu, gdy wszystkie wieczka staną się wklęsłe. Jeśli zrobiliśmy wszystko higienicznie – pesto postoi nawet rok i nadal będzie bardzo smaczne. 


Przepis bierze udział w akcji:
Włoskie smaki