____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toscana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toscana. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 stycznia 2017

Paparo alla melarancia//Anatra all’arancia

Kaczka w pomarańczach

Dzieje dań kuchni różnych regionów i krajów bardzo często bywają zaskakujące. Zataczają one szerokie kręgi, przebywają nierzadko długie drogi, aby objawić się nam w ich dzisiejszej formie. Niemal standardem stało się już wynoszenie do rangi dzieł sztuki dań wywodzących się z kultury ubogiej, rolniczej. To, co kiedyś stanowiło podstawę diety z przyczyn czysto pragmatycznych, dziś trafia na stoły bogatych pod najróżniejszymi postaciami (zazwyczaj podkręcone składnikami ni jak niepasującymi do historii dania). I nie ma w tym nic złego, że tradycyjna kuchnia ulega zmianom, rzekłbym, że to raczej proces naturalny. Ważne jednak, aby starać się chociaż od czasu do czasu odkryć źródła zestawienia, które trafiło na nasz talerz.
Kaczka w pomarańczach niesłusznie jest dziś uważana za danie kuchni francuskiej. W rzeczywistości danie to trafiło na stół szlachty francuskiej z Toskanii. Za sprawą Katarzyny Medycejskiej (obecność rodu Medyceuszy nie dziwi, byli oni bowiem swego czasu wzorcem w wielu dziedzinach) kaczką w pomarańczach zaczęto zajadać się na dworze Henryka II Walezjusza. Dziś prezentuję wspomniany przepis w formie nieznacznie zmodyfikowanej, ale sam trzon, rdzeń, pozostawiłem bez zmian – jest kaczka i są pomarańcze.


Składniki do marynowania:
·       piersi lub ćwiartki z kaczki
·       sól
·       pieprz
·       suszony/świeży majeranek
·       suszony/świeży rozmaryn
·       suszone/świeże liście laurowe
·       oliwa
·       1 pomarańcza

Składniki do pieczenia:
·       wyciśnięty sok z pomarańczy
·       białe wino wytrawne

Przygotowanie kaczki zaczynamy co najmniej 12h przed pieczeniem, ale najlepiej, gdy będzie to nawet doba. Kaczkę możemy piec w całości, wymaga to jednak większej uwagi i doświadczenia. Podzieliłem zatem kaczkę na mniejsze porcje. Mięso należy wymoczyć w zimnej wodzie i dokładnie umyć, a następnie osuszyć na ręcznikach kuchennych.
Porcje mięsa nacieramy gruboziarnistą solą, świeżo mielonym pieprzem, majerankiem oraz rozmarynem (najlepiej, gdy będą to gałązki świeżego rozmarynu). Naczynie, w którym będziemy marynować kaczkę smarujemy oliwą extra vergine. Układamy w nim mięso, obkładamy kilkoma liśćmi laurowymi oraz plastrami obranej wcześniej pomarańczy. Całość szczelnie przykrywamy i odstawiamy do lodówki, jak już wspomniałem najlepiej na całą dobę.
Następnego dnia wyjmujemy kaczkę z lodówki. Mięso przed pieczeniem należy obsmażyć. Na dość mocnym ogniu i niewielkiej ilości oliwy obsmażamy poszczególne porcje tak, aby pory mięsa się zamknęły, a wszystkie soki pozostały w nim. Kaczkę układamy następnie w naczyniu żaroodpornym lub garnku żeliwnym, możemy ponownie obłożyć je kawałkami pomarańczy z marynaty, i przykrywamy. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do około 150˚C przez 2-3h w zależności od tego, na jak duże porcje podzieliliśmy kaczkę. Mięso należy co około pół godziny podlewać na przemian winem i sokiem z pomarańczy. Nie można jednak przesadzić z płynami, aby całość nie była zalana pomarańczowo-winnym sosem.
Po upieczeniu mięso wyjmujemy z piekarnika i dajemy mu odetchnąć przez kilka minut. Porcje można serwować w całości lub pokroić je na jeszcze mniejsze kawałki. Do tak przyrządzonej kaczki podaję puree z ziemniaków i marchewki oraz karmelizowanymi marchewkami (podgotowane przez około 5-10 minut, a następnie podsmażone na maśle z dodatkiem gruboziarnistej soli morskiej, świeżo mielonego pieprzu i miodu lipowego).



wtorek, 9 lutego 2016

Jegomoście z Toskanii

Nobile di Montepulciano w dwóch postaciach

Etruskie napisy na ścianach budynków mieszkalnych w Montepulciano.

Spotkałem ostatnio dwóch szanownych jegomości. Ubrani byli w zacne szaty, ale stanowiło to jedynie przyczółek do spędzenia z nimi kilku przyjemnych wieczorów. Nie zabrakło poważnych rozmów oraz głębokich refleksji. Towarzyszyło temu niesamowite uczucie obcowania z kimś wielkim, z kimś niepowtarzalnym.
Tak jeden, jak i drugi pochodzili z centralnej Italii. Toskańczycy z krwi i kości. Pierwszy z nich był nieco młodszy od drugiego, miał ze czterdzieści wiosen na oko. Człowiek dystyngowany, pełen klasy, ale i niepozbawiony włoskiej bezpośredniości i prostoty (w dobrym tego słowa znaczeniu). Chętnie opowiadał o swoich korzeniach, a w szczególności o Etruskach, pradawnym ludzie, o którym niestety wciąż wiemy bardzo mało. W jego ustach Etruskowie jawili się jako ojcowie dzisiejszych Toskańczyków. Jegomość chętnie podkreślał wszystkie podobieństwa pomiędzy dzisiejszymi mieszkańcami Montepulciano, a tajemniczymi przodkami z przed wieków. Sam nie omieszkał wspomnieć o silnych tradycjach enologicznych kultywowanych w jego rodzinie do dziś, a pochodzących w prostej linii od Etrusków.

Producent Tenute del Cerro bardzo chętnie odwołuje się do etruskich korzeni.

Jegomość ten pochodził z Tenute del Cerro, a na imię miał Nobile di Montepulciano 2012. Ubrany był w połyskliwy garnitur w kolorze intensywnej, brunatno-wiśniowej barwy. Przy pierwszych minutach spotkania roztaczał się wokół niego zapach skóry, kory cynamonowej i dojrzałych wiśni. Wszystko to w równych ilościach, dobrze zgrane i harmonijnie pieszczące nozdrza. Gdy rozsiadł się wygodnie w fotelu, dało się również wyczuć cienką, słodkawą nutę wanilii.
Po dłuższej znajomości i przejściu z jegomościem na „ty”, dane mi było poznać kolejne jego zalety: piękna koncentracja aromatów oraz dobrze zaznaczone garbniki i kwasowość. Wszystko to jednak utrzymane w granicach dobrego smaku. Miękka tanina wręcz zachęcała do przedłużenia spotkania i pozwalała cieszyć się obecnością jegomościa jeszcze bardziej. Na samym końcu, finiszu w rzeczy samej, pojawił się aromat dojrzałej śliwki. Jegomość z Tenute del Cerro towarzyszył mi przy kolacji. Idealnie skomponował się z tym, co pojawiło się na suto zastawionym stole, a znalazło się tam domowe prosciutto crudo, pecorino toscano i spezzatino di cinghiale.


            Drugim z dżentelmenów, człowiekiem pod pięćdziesiątkę, był Nobile di Montepulciano Riserva 2007, a pochodził on z rodziny Antichi Benefizi di Montepulciano. Potrzebował nieco więcej czasu, aby poczuć się swobodniej i otworzyć na współbiesiadników. Po dwóch godzinach jednak już w pełni pokazywał swoje zalety, robiąc to jednocześnie dbał o dobre maniery i uważał, aby nie złamać zasad savoir-vivre’u. Jego brunatny garnitur jasno informował, że jest to człowiek już doświadczony przez życie, ale nie dawał on tego po sobie poznać.
Unosiła się wokół niego woń mocno dojrzałej wiśni, ale nie to przykuło moją uwagę najbardziej. Nie mogłem wręcz oprzeć się intensywnemu aromatowi fiołków. Gdzieś obok pojawiła się również nuta skórzana i trochę dżemu figowego. Wraz z upływem czasu dało się zauważyć jak jegomość ewoluował i coraz to pokazywał swoje inne oblicza.
Po dłuższej znajomości jawił się jako dżentelmen elegancki i stonowany. Pełen dobrego smaku, głębi i aromatu (co najbardziej imponowało kobiecej części towarzystwa). Podczas całego wieczoru zaprezentował bogatą paletę smaków i zapachów, a były w tym dojrzałe w słońcu Toskanii owoce (wiśnia i śliwka) oraz pyszne tradycyjne przetwory (powidła i dżemy). Spoiwem dla całości okazały się nuty drewna oraz lekko tostowe zakończenie spotkania. Obcowanie z rzeczonym dżentelmenem było tym bardziej przyjemne, że charakteryzował się on kwasowością na średnim poziomie i pięknie oszlifowanymi taninami, które podkreślały jego żywiołowość. Niby pięćdziesięciolatek, a trzeba mu oddać, że mimo wszystko czasami był bardziej żywy od pierwszego z dżentelmenów. Jeszcze w progu, już przy pożegnaniu poczęstował mnie gęstymi aromatami wędzonych śliwek. Chętnie zaproszę tych panów na kolację jeszcze raz… albo i dwa.



Opisane wina pochodzą z importu własnego. Nobile di Montepulciano 2012 z Tenute del Cerro zakupiono w promocyjnej cenie 6,50 euro (regularna cena to 9 euro). Drugie wino otrzymałem w prezencie, średnio kosztuje około 15 euro.


niedziela, 7 czerwca 2015

Ulubione wino Hannibala Lectera

Sangiovese w najbardziej znanej postaci

źródło: http://cdn2.hellogiggles.com

„Milczenie Owiec” to film, który z pewnością można uznać za kultowy. Podobnie z resztą jak wino, o którym dziś piszę. Czy pamiętasz może, Czytelniku, jakim winem popijał wątrobę swojej ofiary Hannibal Lecter? Jeśli nie, to pozwól, że Ci przypomnę:
„Zjadłem jego wątrobę z fasolką, popijając zacnym Chianti”.
Hannbial Lecter

Pomijam już fakt, że dobre Chianti wręcz idealnie pasuje do smażonej z cebulką wątróbki i w tym wypadku scenarzysta wykazał się znajomością reguł dotyczących połączeń kulinarno-winiarskich (chyba, że po prostu Chianti w USA gra rolę włoskiego wina dyżurnego, podobnie jak u nas), bardziej jednak nurtuje mnie inna sprawa. Gdzie bohater filmu znalazł „zacne Chianti”? W dzisiejszych czasach, gdy na sklepowe półki trafiają hektolitry czegoś „kjantopodobnego”, zwykły klient ma zdecydowanie utrudnione zadanie. Właśnie dlatego w poszukiwaniu prawdziwego i smacznego Chianti warto udać się do specjalistycznych sklepów, gdzie cena niebeczkowanej wersji czasami zaczyna się już od 30-40zł. No chyba, że masz Czytelniku możliwość zdobycia wina prosto z regionu jego produkcji, wtedy odpowiedź nasuwa się sama.
Doszło nawet do tego, że proste, marketowe czerwone wino wytrawne, na którego etykiecie widnieje dumne „Chianti”, a smak pozostawia wiele do życzenia, nazywam „szanti”. Jedynie butelki zawierające pełnowartościowy trunek, który swoim aromatem może przenosić do słonecznej Toskanii ma prawo do poprawnie wymawianej nazwy – „kjanti”… W celu zobrazowania moich rozważań poddałem ocenie dwie butelki omawianego wina. Jedną z nich przywiozłem z Włoch (ok. 10 Euro), drugą natomiast kupiłem w Centrum Wina w promocyjnej cenie (niespełna 24zł).


Chianti Castellani ma wręcz wzorcową, krwisto-czerwoną, barwę. Jest też ceglana obwódka przy brzegach kieliszka. W nosie dojrzała wiśnia, skóra i odrobina cynamonu, zapach jest intensywny i zachęcający. Niestety w ustach z intensywnością aromatów już nieco gorzej (co nie znaczy, że jest źle). Jest owoc, jest dosyć wysoka kwasowość, ale trochę brakuje tanin i… finiszu. Wino w pewnym momencie się urywa i zostaje nieco kwasu na języku. Suma summarum pije się dobrze, jest w stanie dotrzymać kroku nawet cięższym daniom, ale czegoś tu jednak brakuje. W cenie promocyjnej warto, w regularniej to Chianti nie wyróżnia się niczym ponad przeciętną i jest zaledwie poprawne.




Drugą z butelek poddanych ocenie otrzymałem od znajomych z Chianciano Terme. Już jedną pozycję od Fontanelle opisywałem jakiś czas temu. Tym razem towarzyszem moich enogastronomicznych wojaży stało się Chianti Ri. Va. Le. – trzy skróty odnoszą się do ojców-producentów tego wina: Riccardo, Valerio i Leonardo. Wino to powstało z kupażu Sangiovese (80%), Canaiolo (10%) oraz Mammola (10%). Co z tego wyszło?


Bardzo dobrze zbalansowane wino, które jest wręcz stworzone do łączenia z tradycyjną toskańską kuchnią. Intensywna, ciemno-rubinowa i klarowna barwa trunku zapowiada przyjemne doznania w kolejnych krokach, a długie i gęsto ścielące się łzy na kieliszku informują o tym, że nie jest to z pewnością „szanti”. Aromat typowy dla Krwi Jowisza – dojrzała, głęboka, okrągła wiśnia, która jednak nie jest pozbawiona kwasowości. Jest też nieco gryzący aromat tytoniu i zapach wiejskiego obejścia. Na podniebieniu dochodzą do tego nalewkowo-pikantny posmak wiśni oraz niezwykle długi owocowy finisz. Ri. Va. Le. nie jest winem lekkim, nie jest to też jednak mocarz. Aksamitna struktura, dobrze zbalansowany zestaw kwasowość-taniny i niecodzienna kondensacja aromatów – w kilku słowach. Nawet na długo po przełknięciu wina w ustach czuć intensywny smak wiśni. Bardzo dobry trunek, który pije się przyjemnie, ale koniecznie z kulinarnym towarzystwem (lasagne alla bolognese, tłuste sery lub chociaż roladki wieprzowe będą idealne).



piątek, 19 grudnia 2014

M&P Sangiovese Toscana 2013 IGT Caparzo

Szczep „chiantodajny” w nieco innej postaci
           

            Mówisz Sangiovese, myślisz Toskania, a chwilę potem: Chianti, Brunello di Montalcino lub Nobile di Montepulciano. Tak to już jest. Rzadko które toskańskie wino ma szansę konkurować z tymi wymienionymi powyżej. I nie szkodzi, że takie Rosso di Montepulciano, Morellinodi Scansano czy też Rosso di Montalcino może być wyborne, a na dodatek wina te robi się z tego samego szczepu, co najbardziej znana trójka. Nie wspominając już o supertoskanach, bo to jeszcze inna historia.
            Sangiovese to niewątpliwie król Toskanii. Jest to jeden z najbardziej znanych włoskich szczepów, daje wina owocowe (przewaga wiśni), z dosyć wysoką kwasowością. Zazwyczaj są one żywe, a czasami nawet agresywne. W samym regionie wyróżnia się dwie duże rodziny należące do tego szczepu: pierwsza z nich nazywana jest il Sangiovese Grosso (znane też pod nazwami Brunello oraz Prugnolo Gentile); druga z nich to il Sangiovese Piccolo. Wina produkowane z tej odmiany lubują się w daniach z dziczyzny (wszak Toskania dziczyzną stoi).


            Wino, które przyszło mi oceniać to Sangiovese Toscana 2013 IGT od Caparzo. Po nalaniu do kieliszka prezentuje ono intensywnie rubinową, lśniącą barwę z rdzawą obwódką przy brzegach. Na ściankach gęsto ścielą się długie i cieniutkie łzy. W nosie czuć mocny aromat jeżynowo-wiśniowy. Jest też odrobina niedojrzałej śliwki. Wszystko lekko przytłumione dymem fajkowym. W ustach przede wszystkim jednak wiśnia – dojrzała, duża, mięsista. Dopiero na finiszu czuć nieco kakao. Kwasowość zaskakująco niska, jak na wino wyprodukowane w 100% z Sangiovese. Taniny są obecne, dają o sobie znać przez cały czas, ale są przy tym bardzo dobrze wtopione w całość - nie odstają, a uzupełniają. Długi i elegancki finisz. Dobre wino do niedzielnego obiadu, gulasz z dzika z leśnymi grzybami bardzo się cieszył z takiego towarzystwa. Dobra alternatywa dla wspomnianych na początku toskańskich klasyków, polecam.

Nazwa: Sangiovese Toscana 2013 IGT
Producent: Caparzo
Miejsce zakupu: wino dostępne w salonach M&P
Cena: 44zł
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena:  




Wino do degustacji otrzymałem od importera.

czwartek, 11 grudnia 2014

Lidl Morellino di Scansano Casato dei Medici Riccardi 2011 D. O. C. G.

Przyjemne toskańskie wino z Lidla

 

Ta butelka leży w mojej piwnicy od czasu ostatniej włoskiej oferty w Lidlu (czyli od kilku miesięcy). Rzeczony dyskont wciska nam już kolejną gamę win francuskich, a italskie trunki zostały gdzieś w niepamięci. Biedronka też raczej biednie w tej kwestii, zaszyła się w swoim portugalskim mateczniku dorzucając doń co jakiś czas hiszpańskie etykiety. Co robić, trzeba jechać na tym, co się ma w zapasach. Morellino di Scansano w czasie, gdy pojawiła się oferta zyskało wiele pozytywnych ocen. Pisałem o Chianti Montalbano od tego samego producenta – smakowało, smakowało…


Morellino di Scansano to apelacja, której stosowanie dopuszczalne jest przede wszystkim w prowincji Grosseto (a więc południowy kraniec Toskanii). Od 1978 roku wino miało prawo posługiwać się oznakowaniem D. O. C., a aktualne „G” zostało dodane w 2006 roku. Na Morellino powinno składać się minimum 85% szczepu Sangiovese (czyli odmiana typowo toskańska, odpowiedzialna za takie wina jak Chianti, Brunello di Montalcino czy Nobile di Montepulciano).
 Testowane wino ma lśniącą, klarowną, średnio nasyconą czerwoną barwę. Łzy na ściankach kieliszka cieniutkie. Nos uderza dojrzałą wiśnią i fiołkiem gdzieś w tle. Czuć również nieco alkoholu, ale nie jest to aromat na tyle mocny, by zaburzał bukiet. W ustach bordowa wiśnia, zaskakująco mało kwaśna. Jest i odrobina jeżyny. Owocom towarzyszą tu mokre drewno oraz niezbyt intensywne, ale dające się wyczuć kakao na finiszu. Ogólnie rzecz ujmując wino jest przyjemne, ma dosyć dużo owocu (chociaż według mnie nie jest on dostatecznie mocno skondensowany), jest i coś od beczki. Brakuje mi tu zdecydowanie tanin i większej intensywności. Po to Morellino można sięgnąć, gdy na obiad szykujemy makaron z sosem lub w piekarniku „dochodzi” pizza. Cięższym sosom i wyrazistym mięsom Toskańczyk od Medyceuszy nie podoła. Jeśli wróci do Lidla – warto spróbować.

Nazwa: Morellino di Scansano 2011 D. O. C. G.
Producent: Casato dei Medici Riccardi
Miejsce zakupu: Lidl
Cena: 22zł
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena: 



wtorek, 21 października 2014

Winne Wtorki: Terre dell’Asso Orcia Rosso la Canonica 2012 D. O. C.

Toskania raz jeszcze
           

Do inicjatywy, jaką są Winne Wtorki dołączyłem już kilka tygodni temu, ale zbyt dużo obowiązków skutecznie uniemożliwiło mi wzięcie udziału w edycji sprzed dwóch tygodni. Nie miałem ani spokoju, ani czasu na znalezienie odpowiedniego wina. Może na wstępie, dla osób niezorientowanych w temacie, wyjaśnię czym są WW: wraz z innymi winiarskimi blogerami będę co dwa tygodnie (we wtorek, jak sama nazwa wskazuje) degustował wino wpasowujące się w dany region/szczep/rodzaj i tym podobne. Ostatnio wtorkowicze szukali Chilijskich Pinot Nero. Tym razem wybór padł na czerwone wino z Toskanii. W moim przypadku ziarno padło na podatny grunt, bo piwniczka pełna droższych i tańszych win z regionu w centralnych Włoszech (i co najlepsze: nie mam tam ani jednego Chianti). Tak więc miałem w czym przebierać i po krótkim zastanowieniu sięgnąłem po Terre dell’Asso z winnicy la Canonica.


Wino to pochodzi z południowych krańców Toskanii - Val d’Orcia to jedno z najpiękniejszych miejsc na całym półwyspie Apenińskim, a potwierdza to UNESCO, które dolinę rzeki Orcia objęło swoją protekcją. To właśnie stąd pochodzi większość urokliwych zdjęć utożsamianych nie tylko z Toskanią, ale z całymi Włochami. Bo cóż może być piękniejszego, aniżeli spacer dróżką, która wije się kilometrami między wzgórzami, a przed oczami jawią się jedynie zielone na wiosnę pola (które wraz z nadejściem lata stają się płynnym złotem) i strzeliste cyprys zarówno po prawej, jak i po lewej stronie. Już sama natura zachęca do odwiedzenia tego miejsca, ale idźmy dalej. W tych okolicach znajduje się Pienza, o której pisałem, a gdzie wytwarza się wyśmienite PecorinoToscano. Niewiele kilometrów dalej mamy Montepulciano i Montalcino – dwie winiarskie stolice, w których enolodzy znają się aż za dobrze na swoim fachu…

źródło: http://www.weekendromanticotoscana.info/wp-content/uploads/2013/09/Val-dOrcia.jpg

Można się rozmarzyć… ale co zrobić, gdy za oknem pierwsze oznaki szarej, jesiennej zawieruchy? Pozostaje jedynie powracać w myślach do wakacyjnych obrazków i otworzyć jedną z butelek, które przemierzyły daleką drogę z Toskanii do Wielkopolski. W momencie, gdy człowiek żyje aktualnymi problemami, od rana do wieczora, dzień w dzień na pełnych obrotach i właściwie bez chwili wytchnienia, nawet drobna rzecz może ucieszyć. I taką dla mnie był wieczór z Terre dell’Asso oraz talerz pełen tagliatelle z domowym pesto. Danie proste, acz smaczne. A wino?


Cóż, przy cenie 4-5 Euro za butelkę nie miałem prawa spodziewać się i oczekiwać wielkiego wina, a raczej czegoś, co da się określić mianem „codziennego”. Jak dowiedziałem się ze strony producenta, Terre dell’Asso to pierwsze wino, którego produkcji podjęła się la Canonica, a powstaje ono od 2000 roku. Jest to kupaż bardzo toskańskiego Sangiovese i nieco mniej toskańskiego Cabernet Sauvignon. Przy produkcji nie używa się beczek, a wino trafia jeszcze dosyć młodziutkie do sprzedaży (12 miesięczne). Kolor w kieliszku po prostu czerwony – ciepła barwa, która nie jest ani bardzo intensywna, ani rozwodniona. W nosie maliny, wanilia, dżem wiśniowy i jagody – czuć to wszystko jednak po odpowiednim dotlenieniu wina. Na języku w pierwszym momencie dużo tanin, dopiero po jakimś czasie wino rozwija swój bukiet. Pojawiają się już wspomniane owoce oraz trochę waniliowych aromatów w tle. Taniny łagodnieją w miarę tego, jak długo wino w kieliszku jest wystawione na działanie tlenu. Całość dosyć zgrabna, zgrana i smaczna, ale brakuje tu zdecydowanie ciała. Przy talerzu pasta fresca con pesto smak wina ginął w natłoku innych bodźców, jakich dostarcza wyrazisty sos na bazie bazylii. Wszystko szybko się urywa i pozostaje pustka. Mimo to mogę stwierdzić, że Terre dell’Asso spełniło moje oczekiwania i da się je włożyć do szufladki opatrzonej kartką „wina na co dzień”. La Canonica wróci na mój stół z pewnością, zwłaszcza że mam jeszcze więcej-niż-jedną butelkę z tej winnicy na regale z winami.



Inni wtorkowicze napisali:

piątek, 10 października 2014

Rosso di Montepulciano Fontanelle 2012 D. O. C.

Bardzo dobre czerwone z Montepulciano


            Będąc we Włoszech, w Toskanii, w małym sklepiku z winami natrafiłem na całą gamę win Banfi w zaskakująco niskich cenach (biorąc pod uwagę kwoty, jakie musimy płacić za owe butelki w Polsce). Już miałem włożyć do koszyka Brunello di Montalcino, pod którym widniała cena 23 Euro (!), ale coś mnie tknęło i butelkę odłożyłem. Wyjść ze sklepu jednak z pustymi rękoma nie mogłem, więc zapytałem sprzedawcę o radę. Jakie było moje zdumienie, gdy polecił mi on wino od producenta z Chianciano Terme (a cała sytuacja rozgrywała się właśnie w tej miejscowości), które kilka godzin wcześniej zachwalał mi znajomy Włoch. Co więcej, miałem już okazję spróbować tego wina.

źródło: http://www.casavacanzatoscana.it/immagini/mappa.gif

            Mowa tu o Rosso di Montepulciano 2012 D. O. C. od Fontanelle. Jest to firma zarządzana przez rodzinę Rosati, która ma w posiadaniu 55 hektarów winnic. Oprócz produkcji win wysokiej jakości (takich jak Nobile di Montepulciano, Chianti czy Rosso di Montepulciano) Fontanelle oferuje wysokogatunkowe oliwy Extra Vergine oraz wędliny z mięsa wieprzowego rasy Cinta Senese D. O. P. Mając okazję warto spróbować wszystkich produktów, ponieważ są one produkowane metodami tradycyjnymi, co gwarantuje wyśmienity smak (wiem z autopsji).


            Przejdźmy jednak do sedna sprawy, a więc do naszego Rosso di Montepulciano. Wino ma intensywnie rubinowy kolor z nieco ciemniejszą obwódką. W bukiecie wyczuwalne są czarne porzeczki i jeżyny, w tle tytoń i skóra. Usta równie mocno owocowe, co nos. Z pewnością potrzebuje kilku godzin na dotlenienie się, otworzenie i „wygładzenie” agresywnych akcentów. Dużo tanin w posmaku, które po dopowietrzeniu stają się okrągłe i wygładzone, przed tym jednak są dosyć wyraźne. Podsumowując: wino męskie, o zdecydowanym smaku, które bardzo dobrze sprawdzi się jako towarzysz dań na bazie dziczyzny, wieprzowiny lub wołowiny (czyli typowej kuchni toskańskiej).

P.s. Wraz z Rosso di Montepulciano do domu wróciłem także z butelką Chianti Ri. Va. Le Fontanelle (nazwa nie ma nic wspólnego z rywalami). Jak otworzę, to opiszę.


niedziela, 28 września 2014

Smoła i nafta w toskańskim kieliszku

Tajemnicze naftowe wino


            Każdy amator wina spotkał się chociaż raz w życiu z trunkiem, który odcisnął wyjątkowy ślad na kubkach smakowych. Chociaż raz w życiu posmakował szlachetnego alkoholu, którego smaku zapomnieć się po prostu nie da. Pół biedy, jeśli znamy nazwę, producenta lub inne informacje umożliwiające zakup rzeczonej butelki. Gdy jednak wszelkie przydatne dane pozostają poza naszą wiedzą to rzecz można by określić hasłem „pies pogrzebany”. A co w sytuacji, gdy znamy nazwę wina, znamy producenta, znamy nawet podmiot odpowiedzialny za rozlewanie i butelkowanie, ale to i tak na nic? Na nic, bo do wina tego nikt się przyznać nie chce? Na nic, bo wpisując we wszechwiedzącym Wujku Google nazwę wina nie znajdujemy ABSOLUTNIE ŻADNEJ INFORMACJI? Żadnej opinii, żadnego sklepu oferującego daną butelkę? Ba! Nawet strony producenta brak!
            Tak właśnie było u mnie z Biricchino Toscana IGT. Wino to postawiono mi do kolacji w jednym z hoteli we Włoszech. Już po pierwszym łyku wiedziałem, że chcę go więcej i więcej. Zrobiłem zdjęcia etykiety i kontretykiety, co by umożliwić sobie zakup tego wina w późniejszym czasie (jakże złudne były moje nadzieje!). Produkowane przez Le Valli i rozlewane przez Oresac wino okazało się być czymś w rodzaju Świętego Graala dla mojego podniebienia.
            Aksamitna, czarno-purpurowa barwa z granatowymi refleksami zapowiadała już od samego początku, że będzie to wino inne od wszystkich próbowanych przeze mnie dotychczas. Na ściankach kieliszka pojawiły się grube, mięsiste łzy (14,5% robi swoje). Mimo to w nosie nie było czuć ani grama alkoholu. Była tam za to smoła, nafta i dojrzała jeżyna. Było dużo tytoniu, dużo skóry i głębokiej czekolady. Biricchino okazało się być winem bardzo zdecydowanym, bardzo męskim i zapadającym w pamięć. I jakby mało było tego, praktycznie niemożliwym do znalezienia ponownie… Jeśli jednak ktoś potrafiłby udzielić mi informacji na temat opisywanej tutaj butelki (a także na temat Salcheto Rosso), to będę niezwykle wdzięczny za takowe (mikkac8504@gmail.com).


środa, 24 września 2014

Pienza i Pecorino, czyli para nierozłączna

Piccolomini i stada owiec


            Słyszeliście kiedyś o Niewoli Awiniońskiej? O tym jak od 1309 do 1377 roku stolica papiestwa mieściła się w mieście na południu Francji? Większości z Was na pewno coś w głowie świta, nawet jeśli nie znacie dokładnych dat, miejsc, person itp. A może ktoś z Was wiedział, że był też projekt przeniesienia papiestwa do małego miasteczka w Toskanii? Bo czemuż, jak nie z tego właśnie powodu, dzisiaj tłumy turystów odwiedzają malutką Pienzę? 

Widok na Val d'Orcia z Pienzy.

            Zanim Pienza stała się Pienzą, nosiła ona nazwę Corsignano. Zmiana została dokonana w 1462 roku, po wizycie papieża Piusa II (który przed zostaniem głową Kościoła nosił imię Enea Silvio Piccolomini i urodził się właśnie w Corsignano). Papież podróżując do Mantui wstąpił do rodzinnej miejscowości. Widząc biedę, która panowała w Corsignano postanowił przeznaczyć niebotyczne sumy z papieskiego skarbca na kompletną przebudowę miasteczka. Projekt został powierzony architektowi Bernardo Rossellino. Po czterech latach zakończono przebudowę ukazując światu przepiękne centro storico, pełne piętnastowiecznych form architektonicznych, dających wrażenie harmonii i spokoju. Właśnie z uwagi na idealną renesansową zabudowę w 1996 roku Pienza została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Istnieją też przekazy mówiące o planie Piusa II, który przewidywał przeniesienie Stolicy Apostolskiej do malutkiej osady. Prawda, legenda? Trudno stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Jednakże dziś miasto słynie nie tylko z Palazzo Piccolomini i Duomo di Pienza…

Duomo di Pienza.



Tablica upamiętniająca papieża Piusa II.

            Znana na całe Włochy jest tutejsza odmiana Pecorino, czyli sera produkowanego z owczego mleka. Tradycjonalny i oryginalny przepis na Pecorino di Pienza przewiduje dojrzewanie sera w beczkach dębowych przez minimum 90 dni. Tutejsi serowarzy na przestrzeni lat opracowali nowe receptury, możemy znaleźć ser, który dojrzewał w  popiele przez ponad rok. Są też krążki, które trzymano w liściach orzecha włoskiego, liściach wiśni, peperoncino, czy tufie wulkanicznym. Podczas wizyty zauważyłem też takie, do których produkcji użyto moszczu winogronowego czy trufli. Wybór jest duży, uwierzcie. Tradycja nakazuje podawanie Pecorino z winem Nobile di Montepulciano oraz gruszkami. Wszak stare włoskie przysłowie brzmi: al contadino non far sapere, quant’è buono il formaggio con le pere (pl. Nie ujawniaj rolnikowi jak dobry jest ser z gruszkami – bo sam je zje!).