____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nobile di Montepulciano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nobile di Montepulciano. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 sierpnia 2017

Winne Wtorki: włoskie klasyki

Buracchi Nobile di Montepulciano DOCG 2012



           Na blogach winiarskich coraz częściej macie okazję przeczytać o winach pomarańczowych, winach z amfor, winach naturalnych i wielu innych, które z powodzeniem można by wrzucić do jednego wielkiego wora z etykietą „niestandardowe metody produkcji”. Pod natłokiem tego typu artykułów, pod hektolitrami win niekonwencjonalnych, pod tysiącami słów na ich temat, zapominamy czasami o tym, co w tradycji winiarskiej stanowi element fundamentalny – o wielkich klasykach. Czytamy o szczepach zapomnianych, które dziś uprawiane są tylko przez kilku producentów na zaledwie paru skrawkach ziemi. Próbujemy win wytwarzanych w minimalnych ilościach za sprawą niezwykle rzadkich i mało wydajnych metod produkcji. Przy tym wszystkim umykają nam niesamowite sangiovese z Toskanii, nebbiolo z Piemontu czy chociażby primitivo z obszaru Taurasi. Warto sobie o nich przypomnieć, zwłaszcza w tym wakacyjnym okresie, ponieważ właśnie teraz wielu z nas będzie miało na wyciągnięcie ręki butelki, które dziesiątki (bądź setki) lat temu oczarowały świat i robią to nieprzerwanie do dziś. CZYTAJ WIĘCEJ...


wtorek, 18 kwietnia 2017

Winne Wtorki: za stare by pić

Ercolani Nobile di Montepulciano Riserva 2008 


           Jak wino, im starsze tym lepsze. Jak bardzo byśmy nie próbowali uciec od tego porównania, jak często byśmy go nie negowali, wróci ono do nas prędzej czy później ze zdwojoną siłą. W świecie, w którym już spora grupa konsumentów doskonale wie, że nie każde wino, a właściwie ich zdecydowana większość, wraz z wiekiem nie koniecznie przybiera uroku, wciąż nietrudno o znawcę, który stojąc przy półce suto zastawionej najróżniejszymi butelkami, sięgnie po tę najstarszą.
           Cóż, świadczy to tylko o jednym: dużo jeszcze pracy przed producentami, importerami, dziennikarzami i blogerami, aby uświadomić klientom, że powiedzenie „im starsze tym lepsze” prawdziwe jest tylko w niewielkim procencie, bo tylko taki odsetek światowej produkcji nadaje się do przechowywania przez długie lata. Mało tego, duża część tego niewielkiego odsetka trafia nie tam, gdzie wina kupuje najczęściej statystyczny Polak, to znaczy nie na marketowe półki. CZYTAJ DALEJ...


sobota, 8 października 2016

#LaCucinaItaliana – pappardelle al ragù di coniglio

Domowy makaron z ragù z królika


Po dwóch daniach jarskich przyszedł czas na mięso w ramach #LaCucinaItaliana. Dziś przenosimy się do Toskanii, aby odkryć jeden z najstarszych tutejszych przepisów. Tradycja podawania makaronu z mięsnym ragù sięga nie tylko w Toskanii, ale w całych Włoszech, wieków dawnych. Obok wieprzowo-wołowego ragù alla bolognese, drugim najbardziej popularnym tego typu sosem jest ten na bazie dziczyzny, pochodzący z terenów, które niegdyś zamieszkiwał tajemniczy lud Etrusków. O tym jednak już kiedyś rozpisywałem się na Italianizzato. Dziś zaprezentuję przepis na ragù z królika, a następnie skonfrontuję je z trzema winami.
Mięso królika popularne jest we Włoszech od setek lat. Niegdyś dziko żyjące króliki stanowiły jedyną okazję dla najuboższych do wprowadzenia na swoje stoły elementu mięsnego. Warto zauważyć, że królik miał mniejszą wartość niż chociażby kura, bowiem nie znosił on niezwykle cennych jajek. Króliczy potencjał do mnożenia się jest powszechnie znany, nic więc dziwnego, że w całych Włoszech nikt nie protestował przeciwko ich wybijaniu i spożywaniu na potęgę. Oczywiście nie we wszystkich regionach Półwyspu Apenińskiego populacje dzikich królików były tak liczne jak chociażby w Toskanii. Mięso królika weszło do jadłospisów mieszkańców wielu włoskich regionów (warto przy tej okazji wymienić tak leżącą na południu Sycylię, regiony centralne jak ten opisywany dzisiaj, czy położony na północy Piemont). Z biegiem kolejnych dekad dzikie króliki wyginęły, a ich miejsce zajęły te hodowlane. Nie zmienił się natomiast stosunek Włochów do tego bardzo zdrowego mięsa i właśnie dlatego wciąż w wielu miejscach podawane są dania na bazie królika pod najróżniejszymi postaciami.

Składniki na makaron dla 4 osób:
·       400g mąki typu 00
·       4 średnie jajka
·       pół łyżeczki soli


Ragù na bazie mięsa królika charakteryzuje się niezwykle delikatnym aromatem. Jego smak w porównaniu do sosów na bazie mięsa wołowego, wieprzowego czy dziczyzny jest zdecydowanie mniej intensywny. Nie wyobrażam sobie podania ragù di coniglio z makaronem kupionym w sklepie, bo smak domowej pasty będzie tu zdecydowanie grał na korzyść całego dania, a możemy być przy tym pewni, że nie zostanie on zagłuszony przez aromaty mięsne.
Do przygotowania ciasta na makaron potrzebujemy zaledwie trzech składników: mąki, jajek oraz soli. Wyrabiamy wszystkie składniki razem przez około kwadrans na jednolitą masę, ciasto będzie z początku dość zwarte i trudne w obróbce, zmięknie po odpoczynku. Zawijamy je w folię spożywczą i odstawiamy na minimum pół godziny. Po tym czasie rozwałkowujemy je na płat o grubości nie większej niż 0,5mm. Płat posypujemy niewielką ilością mąki, a następnie zwijamy w rulon. Kroimy go na odcinki o szerokości około 2cm. Każdy powstały w ten sposób rulonik należy natychmiast rozwinąć i przesypać mąką (chyba, że przystępujemy do gotowania natychmiast, wtedy można darować sobie posypywanie gotowych pappardelle mąką).


Składniki na ragù dla 4 osób:
·       pół tuszki królika
·       2 średnie marchewki
·       2 duże cebule
·       1 mały seler
·       białe lub czerwone wino wytrawne
·       oliwa extra vergine
·       100-150ml gęstej passaty pomidorowej
·       sól
·       pieprz
·       liść laurowy


Mięso królika należy oczyścić i podzielić na mniejsze części. Marynujemy je przez minimum 12 godzin (optymalny czas to doba). Podzieloną tuszkę doprawiamy solą, pieprzem i liśćmi laurowymi, układamy w głębokim naczyniu razem z cebulą pokrojoną w pióra i zalewamy całość czerwonym lub białym winem wytrawnym.
Po zamarynowaniu mięso oddzielamy od wina. Wraz z cebulą, z którą marynował się królik, obsmażamy go na oliwie z każdej strony, a następnie dusimy na niewielkim ogniu przez minimum pół godziny. Mięso należy wystudzić i wydobyć zeń kości. Tak przygotowaną tuszkę trzeba posiekać lub zmielić w maszynce do mięsa. 


Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oliwy. Dodajemy posiekaną cebulę oraz drobno starte marchewkę i seler. Całość dusimy przez kilka minut, po czym dokładamy posiekane/zmielone mięso z królika. Podlewamy sos białym lub czerwonym winem wytrawnym (używając wina czerwonego sos będzie nieco cięższy i ciemniejszy). Gdy sos się zredukuje, a alkohol odparuje, dodajemy na patelnię passatę pomidorową. Po około 15 minutach pozostaje nam jedynie doprawić ragù solą i pieprzem.
Sos należy wrzucić do garnka razem z ugotowanym makaronem i energicznie wymieszać tak, aby wszystko dokładnie się połączyło, a każda wstążka była oblepiona ragù. Gotowe danie posypujemy startym twardym serem dojrzewającym (np. pecorino toscano). Czas na konfrontację z trzema kieliszkami.


Jeden. Białe (nawet bardzo lekkie) wino to zazwyczaj dobry kompan dla królika. Miałem jednak pewne obawy w przypadku zestawienia pappardelle al ragù di coniglio z Feudo Santa Tresa Grillo Viognier. Wino zdominowane przez aromaty gruszek, jabłek i brzoskwiń. Średnio-lekkie z odrobiną wyczuwalnego cukru resztkowego, który nadaje mu krągłości i ciała. Nie brakuje tu jednak przeciwwagi w postaci stonowanej ilości kwasu. To proste, ale bardzo pijalne wino okazało się idealnym towarzyszem dla dzisiejszego dania. Aromaty wina i ragù dobrze się uzupełniały, przy czym ani wino, ani sos nie dominował nad drugim elementem. Duża ilość warzyw w sosie zgrywała się z owocowymi nutami  dominującymi w winie. Zdecydowanie przyjemne połączenie.


Dwa. Czerwona riserva z Umbrii do króliczego ragù? Brzmi groźnie. Sant’Anna di Pucciarella ma rubinową, intensywną barwę. W nosie dominują wiśnie i jeżyny oraz wyraźne waniliowe tło. W ustach dochodzą nuty likierowo-nalewkowe oraz dość mocny aromat wiórek kokosowych. Wino mimo wszystko nie jest bardzo ciężkie, a koncentracja aromatów nie powala. W kontekście dzisiejszego dania niezbyt nachalne aromaty wychodzą na plus. Zgrabna, ale nie całkiem wygładzona tanina dobrze pasowała do delikatnego sosu i domowego makaronu. Zestawienie Sant’Anna di Pucciarella i ragù di coniglio zaliczam również do pozytywnych doświadczeń.


Trzy. Vino Nobile di Montepulciano Crociani 2012. Klasyka toskańskiego gatunku, wino o klarownej, połyskliwej barwie, w której pomimo czterech lat nie widać żadnych objawów ewolucji (to w końcu Szlachetne Wino z Montepulciano). W nosie nuty wręcz wzorcowe dla tego typu wina. Sangiovese pełną gębą, kora cynamonowa, wiśnie, nieco drewna, tytoń. Wszystko w ładnej harmonii. W ustach wyraźna nuta słodyczy, która natychmiast jest balansowana przez żywą, drżącą kwasowość. Owoc pełen, świeży, dojrzały. A jak wypada to wino z dzisiejszym daniem? Niestety, ale zdecydowanie dominuje nad ragù di coniglio. To, że domowy makaron ginie pod jego naciskiem nie dziwi, ale w tym zestawieniu trudno jest się nawet obronić samemu królikowi. Wino zagrałoby zdecydowanie lepiej ze wspominanym na wstępie spezzatino di cinghiale.


Podsumowując dzisiejsze zmagania pappardelle al ragù di coniglio z winami: dwa połączenia dobre i jedno nieudane. W kolejnym wpisie z serii #LaCucinaItaliana odwiedzimy zupełnie inny region, zweryfikujemy zupełnie inne połączenia, niekoniecznie kulinarno-winiarskie… Śledźcie profil Italianizzato oraz hashtag #LaCucinaItaliana, aby dowiedzieć się więcej!



Partnerami serii wpisów #LaCucinaItaliana są:



Zdjęcia do dzisiejszego wpisu dzięki uprzejmości:



Feudo di Santa Tresa Grillo Viognier otrzymałem od Faktorii Win.
Sant’Anna di Pucciarella Colli del Trasimeno otrzymałem od Słonecznej Winnicy.
Vino Nobile di Montepulciano Crociani 2012 pochodzi ze zbiorów prywatnych, zakupione u producenta.

wtorek, 9 lutego 2016

Jegomoście z Toskanii

Nobile di Montepulciano w dwóch postaciach

Etruskie napisy na ścianach budynków mieszkalnych w Montepulciano.

Spotkałem ostatnio dwóch szanownych jegomości. Ubrani byli w zacne szaty, ale stanowiło to jedynie przyczółek do spędzenia z nimi kilku przyjemnych wieczorów. Nie zabrakło poważnych rozmów oraz głębokich refleksji. Towarzyszyło temu niesamowite uczucie obcowania z kimś wielkim, z kimś niepowtarzalnym.
Tak jeden, jak i drugi pochodzili z centralnej Italii. Toskańczycy z krwi i kości. Pierwszy z nich był nieco młodszy od drugiego, miał ze czterdzieści wiosen na oko. Człowiek dystyngowany, pełen klasy, ale i niepozbawiony włoskiej bezpośredniości i prostoty (w dobrym tego słowa znaczeniu). Chętnie opowiadał o swoich korzeniach, a w szczególności o Etruskach, pradawnym ludzie, o którym niestety wciąż wiemy bardzo mało. W jego ustach Etruskowie jawili się jako ojcowie dzisiejszych Toskańczyków. Jegomość chętnie podkreślał wszystkie podobieństwa pomiędzy dzisiejszymi mieszkańcami Montepulciano, a tajemniczymi przodkami z przed wieków. Sam nie omieszkał wspomnieć o silnych tradycjach enologicznych kultywowanych w jego rodzinie do dziś, a pochodzących w prostej linii od Etrusków.

Producent Tenute del Cerro bardzo chętnie odwołuje się do etruskich korzeni.

Jegomość ten pochodził z Tenute del Cerro, a na imię miał Nobile di Montepulciano 2012. Ubrany był w połyskliwy garnitur w kolorze intensywnej, brunatno-wiśniowej barwy. Przy pierwszych minutach spotkania roztaczał się wokół niego zapach skóry, kory cynamonowej i dojrzałych wiśni. Wszystko to w równych ilościach, dobrze zgrane i harmonijnie pieszczące nozdrza. Gdy rozsiadł się wygodnie w fotelu, dało się również wyczuć cienką, słodkawą nutę wanilii.
Po dłuższej znajomości i przejściu z jegomościem na „ty”, dane mi było poznać kolejne jego zalety: piękna koncentracja aromatów oraz dobrze zaznaczone garbniki i kwasowość. Wszystko to jednak utrzymane w granicach dobrego smaku. Miękka tanina wręcz zachęcała do przedłużenia spotkania i pozwalała cieszyć się obecnością jegomościa jeszcze bardziej. Na samym końcu, finiszu w rzeczy samej, pojawił się aromat dojrzałej śliwki. Jegomość z Tenute del Cerro towarzyszył mi przy kolacji. Idealnie skomponował się z tym, co pojawiło się na suto zastawionym stole, a znalazło się tam domowe prosciutto crudo, pecorino toscano i spezzatino di cinghiale.


            Drugim z dżentelmenów, człowiekiem pod pięćdziesiątkę, był Nobile di Montepulciano Riserva 2007, a pochodził on z rodziny Antichi Benefizi di Montepulciano. Potrzebował nieco więcej czasu, aby poczuć się swobodniej i otworzyć na współbiesiadników. Po dwóch godzinach jednak już w pełni pokazywał swoje zalety, robiąc to jednocześnie dbał o dobre maniery i uważał, aby nie złamać zasad savoir-vivre’u. Jego brunatny garnitur jasno informował, że jest to człowiek już doświadczony przez życie, ale nie dawał on tego po sobie poznać.
Unosiła się wokół niego woń mocno dojrzałej wiśni, ale nie to przykuło moją uwagę najbardziej. Nie mogłem wręcz oprzeć się intensywnemu aromatowi fiołków. Gdzieś obok pojawiła się również nuta skórzana i trochę dżemu figowego. Wraz z upływem czasu dało się zauważyć jak jegomość ewoluował i coraz to pokazywał swoje inne oblicza.
Po dłuższej znajomości jawił się jako dżentelmen elegancki i stonowany. Pełen dobrego smaku, głębi i aromatu (co najbardziej imponowało kobiecej części towarzystwa). Podczas całego wieczoru zaprezentował bogatą paletę smaków i zapachów, a były w tym dojrzałe w słońcu Toskanii owoce (wiśnia i śliwka) oraz pyszne tradycyjne przetwory (powidła i dżemy). Spoiwem dla całości okazały się nuty drewna oraz lekko tostowe zakończenie spotkania. Obcowanie z rzeczonym dżentelmenem było tym bardziej przyjemne, że charakteryzował się on kwasowością na średnim poziomie i pięknie oszlifowanymi taninami, które podkreślały jego żywiołowość. Niby pięćdziesięciolatek, a trzeba mu oddać, że mimo wszystko czasami był bardziej żywy od pierwszego z dżentelmenów. Jeszcze w progu, już przy pożegnaniu poczęstował mnie gęstymi aromatami wędzonych śliwek. Chętnie zaproszę tych panów na kolację jeszcze raz… albo i dwa.



Opisane wina pochodzą z importu własnego. Nobile di Montepulciano 2012 z Tenute del Cerro zakupiono w promocyjnej cenie 6,50 euro (regularna cena to 9 euro). Drugie wino otrzymałem w prezencie, średnio kosztuje około 15 euro.


poniedziałek, 12 października 2015

Fattoria della Talosa…

…czyli nowe życie wina Nobile di Montepulciano


            Wśród najstarszych i najbardziej cenionych, wciąż chyba jeszcze najbardziej popularnych (chociaż to się zmienia), apelacji toskańskich wypadałoby wymienić trzy: Chianti (z prymatem Chianti Classico), Brunello di Montalcino i Nobile di Montepulciano. Wszystkie te apelacje na przestrzeni lat przeżywały wzloty i upadki. Weźmy Chianti, początkowo produkowano tu wina raczej średniej jakości, ot proste, owocowe wina codzienne na potrzeby miejscowej ludności. Gdy jakość win znacząco się podniosła, do gry musiał wejść włoski rząd i wszystko zepsuć. A trzeba było rozszerzać apelację Chianti aż na pół Toskanii? A na co to komu, a po co? W efekcie dziś można znaleźć wszystko i nic w butelce, do której przyklejono etykietę z napisem tej apelacji.
            Idźmy dalej, jeśli wydaje Wam się, że Brunello od zawsze było jedną z najjaśniejszych gwiazd na włoskim kalejdoskopie winiarskim, to jesteście w błędzie. Co prawda źródła podają, że produkcja wina w okolicach Montalcino istniała już za czasów etruskich, to prawdziwa moda na tutejsze trunki rozpoczęła się nie dalej jak z końcem XIX wieku. Dopiero wtedy bowiem Clemente Santi, ówczesny właściciel rodzinnej firmy Biondi-Santi, metodą prób i błędów wyodrębnił z posiadanych winorośli te, które rodzą owoce o grubszej skórce, a co za tym idzie, dają wina intensywniejsze, bardziej wyraziste i przede wszystkim długowieczne…


            Również w przypadku Montepulciano sprawy miały się różnie. W średniowieczu okolice rodzinnego miasta Angela Poliziana stały się winiarską Mekką dla możnych florenckich rodów (mieszkańcy Montepulciano nigdy nie kryli swojego poparcia dla gwelfów ze stolicy Toskanii, za co tamci zawsze chętnie ich wynagradzali). Wiadomo jest, że już w XVI wieku florentczycy odnotowywali wysokie zyski ze sprzedaży wina Nobile. Wiek XVII przyniósł stopniowy spadek znaczenia tutejszych upraw. Montepulciano musiało czekać aż do początku XX wieku, kiedy to wzorem sąsiadów z Montalcino, producenci Nobile postanowili odbudować jego dobre imię.
Sama nazwa „Nobile” oznacza ni mniej, ni więcej, jak „szlachetne”. Trudno jest dziś określić jednoznacznie pochodzenie tej nazwy, jedna z teorii mówi o jakości wina i odnosi się bezpośrednio do zbioru winogron – do produkcji Nobile używano jedynie najlepszych i najbardziej okazałych owoców. Według innej teorii, nazwa „szlachetne” odnosi się do pierwszych producentów tutejszego wina – wspomnianych możnych rodów z Florencji.
Mój krótki wstęp na temat historii Montepulciano i jego winiarskich wzlotów i upadków był o tyle potrzebny, że bohaterem dzisiejszego wpisu jest jeden z producentów, którego możemy spokojnie zaliczyć do nurtu „odnowy Nobile”. Fattoria della Talosa istnieje w Montepulciano już dość długo, ale najważniejszy etap w historii tego producenta należy liczyć od roku 1972. Wtedy to winnica trafiła w ręce znanego rzymskiego przedsiębiorcy, Angela Jacorossiego. Wraz ze zmianą właściciela jakość produkowanych przez Talosę win Nobile zaczęła się stopniowo podnosić, a to za sprawą wręcz fanatycznej dbałości o najwyższą jakość owoców, jako fundamentalnego składnika potrzebnego do stworzenia dobrego trunku. Działania podjęte przez Jacorossiego dają efekty nieprzerwanie od ponad czterdziestu lat, o czym mogłem się przekonać w tym roku…


W przyjemnym wnętrzu historycznej piwnicy Talosy, która mieści się w samym centrum Montepulciano, miałem okazję spróbować wyśmienitych win i nie tylko. W kolejności degustacji opisuję zatem:


Na początek Rosso di Montepulciano 2014. Kupaż składający się w 85% z Sangiovese z 15% dodatkiem w postaci Merlot i Canaiolo. W nosie wiśnia i nieco anyżu, już w zapachu czuć energiczną naturę tego wina. Na języku dość kwaśna wiśnia i nieco pieprzu. Wino niezbyt głębokie, ale poradzi sobie z pierwszymi daniami (we włoskim znaczeniu, tj. przede wszystkim z makaronami), za cenę 8,40 euro można zaryzykować zakup z zamiarem otworzenia za rok lub dwa, oceniam je na:




Następne wino to zawodnik wagi cięższej, o czym szybko się przekonałem, do gry weszło Nobile di Montepulciano 2012 (cena: 14,50 euro). W kieliszku wino zbudowane jedynie na dwóch szczepach: Sangiovese i Merlot (10%). W barwie da się dojrzeć trochę brunatnych refleksów. Obok dojrzałej wiśni w zapachu przewija się również śliwka, a tworzą one razem słodki, owocowy bukiet. Na finiszu wtóruje im odrobina gorzkiego kakao. Tanina jeszcze nieco odstaje od całości, ale nie potrzeba już dużo czasu, aby wystający gwóźdź znalazł się na swoim miejscu. Ocena to:




O ile zwykłe Nobile bardzo mi smakowało, o tyle Nobile di Montepulciano Riserva 2010 (cena: 20 euro) rozłożyło mnie na łopatki. Stuprocentowe Sangiovese po 26 miesiącach w beczce ładnie się ugładziło i właściwie nic więcej mu już nie potrzeba. Wspomnieć należy, że jedynie owoce z najlepszych lat wytrzymują tak długie oczekiwanie (a 2010 do takowych należał), więc Talosa nie produkuje Riservy w każdym roku. Wino ma ciemną, krwistą barwę, bardzo intensywną i wciąż pełną żywego koloru. Bukiet to wariacja przeplatających się ze sobą nut owocowych (wędzone śliwki i soczyste wiśnie), przyprawowych oraz „odbeczkowych” (lukrecja i przyprawy korzenne). Spójny, zrównoważony smak, który charakteryzuje się dobrą ilością kwasu, beczki i owocu. Żaden ze składników nie zagłusza innych, a wszystkie razem grają w jednej drużynie. Poważne wino, które w pełni zasługuje, aby na etykiecie widniał napis „Nobile”. Oceniam je na:





            Myśląc, że na tym koniec przeżyć, w moim kieliszku niepostrzeżenie znalazło się  wyjątkowo smaczne dwudziestoletnie (!) Vin Santo. W 1995 roku wyprodukowano go zaledwie 2000 butelek. Co ciekawe, leżało ono na osadzie drożdżowym przez 15 lat. O ile ciężko mi polubić Vin Santo, o tyle w tym przypadku nie miałem żadnych zastrzeżeń. Wino ma przyjemny aromat prażonych orzechów, daktyli w syropie i innych suszonych owoców. Wysoką zawartość cukrów równoważy odrobina kwasowości, dzięki czemu wino nie zakleja, a dla mnie stanowiło idealny deser po prawdziwej winiarskiej uczcie.



            Słowem zakończenia: pracownik Talosy poczęstował mnie na pożegnanie grappą, którą destyluje się z wytłoczyn po riservie. Ale cóż to była za grappa! Aromatyczna, czyściutka, aromatyczna, z dobrze zauważalnym winnym posmakiem i... jeszcze bardziej aromatyczna! Zanieczyszczać taki trunek czymkolwiek to istny grzech, a zatem polecam pić samą.


Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!


czwartek, 24 września 2015

Lepsze i gorsze smaki z Montepulciano

Relacja z degustacji kilku toskańskich win


            Mój wyjazd do Montepulciano wszedł już niemalże na stałe do lipcowego planu wakacyjnego. Co roku udaje mi się odwiedzić kolejnych producentów, ale co roku mam też chwilę czasu, aby wrócić do tych poznanych już wcześniej, aby spróbować nowszych roczników.
            Nobile di Montepulciano stało się od kilku lat jednym z win najbliższych memu sercu. Z jednej strony za sprawą ludzi, z którymi mam okazję pić te trunki, z drugiej strony za sprawą ich niekwestionowanej wysokiej jakości i swoistej elegancji. Oczywiście teza odnosząca się do poziomu reprezentowanego przez szlachetne wina z Montepulciano jest uogólniająca, bowiem jak co roku trafiłem na kilka butelek wybitnych, kilka poważnych, kilka śmiesznych albo i nawet ośmieszających dobre imię tutejszych tradycji winiarskich.
            Zacznijmy od producenta poznanego przeze mnie dwa lata temu, a w zeszłym roku prezentowanego na łamach Italianizzato. Cóż, w piwnicach Ercolani w tym roku długo nie pobyłem, a to za sprawą średnich win i jeszcze gorszej obsługi. Przyzwyczajeni do tłumów turystów, którzy szukają jedynie darmowych degustacji, pracownicy w punkcie sprzedaży potraktowali mnie w tym roku dość obcesowo i krótko mówiąc zbyli. Niektóre wina podano mi niemalże ugotowane, że już nie wspomnę o kolejności serwowania (Nobile di Montepulciano, białe wino wytrawne Tris, różowe wytrawne Rosé…). Pani przy ladzie była tak miła, że udzieliła mi informacji, które ni jak nie pokrywały się z tym, co widnieje na materiałach promocyjnych winnicy, a na moje pytania odpowiadała coraz to większym wywracaniem oczu. Nie wchodząc dalej w szczegóły tej degustacji po prostu opiszę dwa z trzech win, których próbowałem (Nobile di Montepulciano już opisywałem, od zeszłego roku do sprzedaży nie trafiły nowe roczniki).


            Białe, spokojnie wino wytrawne Tris 2014 (cena: 7 euro) to kupaż Trebbiano, Malvasii i Grechetto. Ercolani widocznie poszukuje jakiejś bieli, którą mogłoby wcielić do oferty prezentowanej turystom, ale w tym wypadku trudno mówić o hicie. Wino o żółtawej, jasnej barwie. W nosie uderza aromatami egzotycznych owoców i jabłek, ale w ustach już próżno szukać kontynuacji… Czuć jakby cały potencjał owoców wykorzystany został do stworzenia ładnego, spójnego zapachu, za którym jednak nie podąża smak (a ten rozwodniony, bardzo nieśmiały w porównaniu do przyjemnego początku). Wino średnie, można wypić, ale nie widzę ku temu logicznych powodów:




            Rosè 2014 (cena: 9 euro) z kolei stworzono na bazie szczepów Mammolo oraz uniwersalnego toskańskiego Sangiovese. Malinowa barwa w kieliszku, przeważają aromaty landrynkowe, ale gdzieś w tle da się również wyczuć trochę poziomek i malin. W ustach sytuacja podobna do opisanej powyżej: delikatne, nieco rozwodnione aromaty zakończone pestką wiśniową. Wino poziomem nie odbiegające od Trisa, ocena to:


            Przejdźmy to nowości poznanych w tym roku. Cantina Crociani to rodzinna firma, którą aktualnie zarządza wnuk założyciela. To, co wyróżnia tego producenta na tle innych, to siedlisko, jakim dysponuje. W posiadaniu Crociani znajduje się 10 hektarowa winnica le Caggiole, od lat uważana za jedną z lepszych w okolicach Montepulciano. 75% działki obsadzone jest szczepem Prugnolo Gentile (Sangiovese), 15% to nasadzenia Canaiolo, a resztę stanowią rośliny odmiany Mammolo i inne szczepy, które dają białe owoce.


            W ofercie producenta oprócz Nobile znajdują się kupaże autorskie, sklasyfikowane jako IGT Toscana. Jednym z nich jest il Segreto di Giorgio. Wino to składa się w 80% z Sangiovese, resztę stanowią inne toskańskie szczepy, których producent nie ujawnia (stąd nazwa – Sekret Jerzego, od imienia pomysłodawcy wina). Można jednak domyślić się co wchodzi w skład owego tajemniczego 20% biorąc pod uwagę odmiany, jakie uprawia się w winnicy Crociani. Il Segreto di Giorgio trafia do sprzedaży po ośmiomiesięcznym dojrzewaniu w beczkach z dębu slawońskiego. Wino ma ciemną, rubinowo-brunatną barwę. Dominujące nuty to dojrzała śliwka podkolorowana lukrecjowym tłem. Na języku aksamitne, lekko pieprzne, z taniną obecną, ale nieco skrytą za bogactwem aromatów. Wino zrównoważone i dojrzałe. Cena za tę przyjemność to 12 euro, a moja ocena jest następująca:




            Nie mogło zabraknąć i króla tutejszych win. W Nobile di Montepulciano Crociani 2012 (cena: 10 euro) pojawiają się nuty dojrzałej wiśni i śliwki, które przeplatają się z aromatami skóry i tytoniu. Nieco cierpkie owoce szukają kontynuacji w taninach, ale te na przekór są zaokrąglone i uspakajają całość. Finisz długi, w którym echem odbijają się aromaty poznane na początku. Ocena to:


Rzutem na taśmę jeszcze jeden producent. Co prawda win Buracchi (Buracchi to nazwisko rodziny, czasami wina produkowane są pod nazwą winnicy Metinella) nie próbowałem w Montepulciano, ale wciąż mówimy o tej samej apelacji. Schodząc stromą ścieżką z samego centrum Chianciano Terme trafiłem wprost przed drzwi wspomnianego producenta. Oferta przygotowana nie pod turystę, a pod ludność miejscową: kilka win IGT zbudowanych jedynie na Sangiovese, Rosso di Montepulciano i Nobile di Montepulciano (w tym riserva). Koniec, kropka. Żadnych białych, żadnych różowych, żadnych wymysłów, hymn ku czci toskańskiej Krwi Jowisza.
Intensywna czerwień Rosso di Montepulciano 2013 nie pozostawiała złudzeń: w nosie mocna wiśnia, trochę alkoholu i dużo energii. Wino bogate, wciąż agresywne i nieoszlifowane, z zauważalnym potencjałem do starzenia. Wciąż wysoka kwasowość przeszkadza, ale za kilka lat ta pozycja może okazać się strzałem w dziesiątkę. Za cenę ok. 6 euro można kupić i schować głęboko w piwnicy, ocena:




            Nobile di Montepulciano Buracchi z 2012 roku (cena: 12 euro) to z kolei wino pełne i kompletne w swym jestestwie. Wyprodukowane przede wszystkim z Sangiovese z niewielkim dodatkiem Canaiolo i Mammolo (w sumie 10%). Ciemna barwa z brunatną obwódką, która sugeruje, że już czas sięgnąć po tę butelkę. W nosie śliwa, lukrecja i fiołek (prawdopodobnie pochodzący od szczepu Mammolo, nota bene sama nazwa tej odmiany w toskańskim dialekcie oznacza nic innego, jak włoskie viola, czyli „fiołek”). Wino nie jest zgaszone i stłamszone beczką, jak to się czasami zdarza w przypadku win z Montepulciano, a prezentuje żywy i elegancki bukiet. Gdybym miał je upersonifikować, to rzekłbym że jest to 40 latek już nieco utemperowany przez życie, ale wciąż pełen zapału do działania i mający dużo sił w zanadrzu. Zdecydowanie polecam to wino:




Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!