____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sangiovese. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sangiovese. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 sierpnia 2017

Winne Wtorki: włoskie klasyki

Buracchi Nobile di Montepulciano DOCG 2012



           Na blogach winiarskich coraz częściej macie okazję przeczytać o winach pomarańczowych, winach z amfor, winach naturalnych i wielu innych, które z powodzeniem można by wrzucić do jednego wielkiego wora z etykietą „niestandardowe metody produkcji”. Pod natłokiem tego typu artykułów, pod hektolitrami win niekonwencjonalnych, pod tysiącami słów na ich temat, zapominamy czasami o tym, co w tradycji winiarskiej stanowi element fundamentalny – o wielkich klasykach. Czytamy o szczepach zapomnianych, które dziś uprawiane są tylko przez kilku producentów na zaledwie paru skrawkach ziemi. Próbujemy win wytwarzanych w minimalnych ilościach za sprawą niezwykle rzadkich i mało wydajnych metod produkcji. Przy tym wszystkim umykają nam niesamowite sangiovese z Toskanii, nebbiolo z Piemontu czy chociażby primitivo z obszaru Taurasi. Warto sobie o nich przypomnieć, zwłaszcza w tym wakacyjnym okresie, ponieważ właśnie teraz wielu z nas będzie miało na wyciągnięcie ręki butelki, które dziesiątki (bądź setki) lat temu oczarowały świat i robią to nieprzerwanie do dziś. CZYTAJ WIĘCEJ...


wtorek, 18 kwietnia 2017

Winne Wtorki: za stare by pić

Ercolani Nobile di Montepulciano Riserva 2008 


           Jak wino, im starsze tym lepsze. Jak bardzo byśmy nie próbowali uciec od tego porównania, jak często byśmy go nie negowali, wróci ono do nas prędzej czy później ze zdwojoną siłą. W świecie, w którym już spora grupa konsumentów doskonale wie, że nie każde wino, a właściwie ich zdecydowana większość, wraz z wiekiem nie koniecznie przybiera uroku, wciąż nietrudno o znawcę, który stojąc przy półce suto zastawionej najróżniejszymi butelkami, sięgnie po tę najstarszą.
           Cóż, świadczy to tylko o jednym: dużo jeszcze pracy przed producentami, importerami, dziennikarzami i blogerami, aby uświadomić klientom, że powiedzenie „im starsze tym lepsze” prawdziwe jest tylko w niewielkim procencie, bo tylko taki odsetek światowej produkcji nadaje się do przechowywania przez długie lata. Mało tego, duża część tego niewielkiego odsetka trafia nie tam, gdzie wina kupuje najczęściej statystyczny Polak, to znaczy nie na marketowe półki. CZYTAJ DALEJ...


piątek, 3 czerwca 2016

Po Toskanię do Biedronki?

Duca di Saragnano


Od mojego ostatniego spotkania z pewnymi jegomościami z Toskanii minęło już trochę czasu. Nic więc dziwnego, że znów zatęskniłem za winami z tego regionu. Pech chciał, że niemal wszystkie toskańskie butelki z mojej piwnicy wyparowały już jakiś czas temu … Traf natomiast chciał, że akurat Biedronka wprowadzała w tym czasie nową włoską ofertę. Wina, które dzisiaj opisuję kupiłem dobre kilka tygodni temu, ale wciąż leżą one na półkach dyskontu, a więc niniejszą recenzję uważam za sensowną.
Duca di Saragnano. Na pierwszy rzut oka ma on niewiele wspólnego z Toskanią. Saragnano bowiem, to niewielka miejscowość położona we Włoszech, na południe od Neapolu. Mamy zatem pierwszy zgrzyt przy wkładaniu butelek do koszyka, a to zaledwie początek mojej przygody z tym producentem… Nadmienię przy okazji, że aktualnie na półkach Lidla znajduje się sycylijskie chardonany, również wyprodukowane przez Diuka z Saragnano. Cóż, jedno jest pewne: mamy do czynienia z dużym producentem, który obecny jest w wielu włoskich regionach (nie, żebym od początku łudził się, że będzie inaczej!) oraz wielu polskich marketach.


Na pierwszy ogień poszło tańsze Toscana Rosso IGP 2014. Wino miało intensywną, ciemnowiśniową suknię, dało się dojrzeć purpurowe refleksy, a na brzegach kieliszka tworzyły się wyraźne, acz cienkie łzy. W nosie dominował aromat wiśni. Poza nim, niestety, nie dało się wyczuć nic więcej, być może trochę nalewkowo-śliwkowych aromatów. Na tym jednak basta. W ustach wino proste, ale dość smaczne i przyjemne. Trochę tanin, odrobina cukru resztkowego wyczuwalnego z początku oraz nieco pikanterii na finiszu. Aromaty średnio skoncentrowane, ale wszystko w rejestrach odpowiednich dla „wina codziennego” (czyli takiego, które otwieramy wieczorem po ciężkim dniu, bez okazji, bez większego rozwodzenia się nad bukietem wydobywającym się z kieliszka. Prostego.). Cena również codzienna, a więc wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Jeśli podejść doń bez większych oczekiwań, to spełni swoje zadanie.

Nazwa: Toscana Rosso IGP 2014
Producent: Duca di Saragnano
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 16,99zł
Rodzaj wina: czerwone, półwytrawne
Ocena:




            Drugim winem było Chianti Riserva DOCG 2013. Barwa wina podobna do poprzedniego, z jedną różnicą: tu były już wyraźnie zauważalne brunatno-ceglaste refleksy. W nosie znów wiśnia, wiśnia i jeszcze wiśnia, to znaczy aromat prosty i bazujący raczej na jednej nucie. Szkoda tylko, że ani ta wiśnia pełna, ani soczysta, ani tym bardziej głęboka. Raczej nieco niedojrzała, mała i kwaśna. Dopiero po jakimś czasie dołączyły doń nuty mokrego drewna i kory cynamonowej (ale i tu zastosowano skalę mikro). O ile aromat był dość przyjemny o tyle na języku zawód: wino niezbyt wyraziste, z niską koncentracją aromatów. Nawet jeśli kwasowość była na dość dobrym poziomie, to suche, trocinowe i niezintegrowane z całością taniny skutecznie zaburzały odbiór wina. Dopiero po dobie od otwarcia wygładziły się one nieco, przez co wino stało się bardziej znośne (ale wciąż płaskie!). Zdecydowanie bardziej opłaca się zapłacić mniej i sięgnąć po butelkę Toscana Rosso.

Nazwa: Chianti Riserva DOCG 2013
Producent: Duca di Saragnano
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 24,99zł
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena:


Wyższośc IGP nad DOCG w tym wypadku nie tylko na zdjęciu.

wtorek, 9 lutego 2016

Jegomoście z Toskanii

Nobile di Montepulciano w dwóch postaciach

Etruskie napisy na ścianach budynków mieszkalnych w Montepulciano.

Spotkałem ostatnio dwóch szanownych jegomości. Ubrani byli w zacne szaty, ale stanowiło to jedynie przyczółek do spędzenia z nimi kilku przyjemnych wieczorów. Nie zabrakło poważnych rozmów oraz głębokich refleksji. Towarzyszyło temu niesamowite uczucie obcowania z kimś wielkim, z kimś niepowtarzalnym.
Tak jeden, jak i drugi pochodzili z centralnej Italii. Toskańczycy z krwi i kości. Pierwszy z nich był nieco młodszy od drugiego, miał ze czterdzieści wiosen na oko. Człowiek dystyngowany, pełen klasy, ale i niepozbawiony włoskiej bezpośredniości i prostoty (w dobrym tego słowa znaczeniu). Chętnie opowiadał o swoich korzeniach, a w szczególności o Etruskach, pradawnym ludzie, o którym niestety wciąż wiemy bardzo mało. W jego ustach Etruskowie jawili się jako ojcowie dzisiejszych Toskańczyków. Jegomość chętnie podkreślał wszystkie podobieństwa pomiędzy dzisiejszymi mieszkańcami Montepulciano, a tajemniczymi przodkami z przed wieków. Sam nie omieszkał wspomnieć o silnych tradycjach enologicznych kultywowanych w jego rodzinie do dziś, a pochodzących w prostej linii od Etrusków.

Producent Tenute del Cerro bardzo chętnie odwołuje się do etruskich korzeni.

Jegomość ten pochodził z Tenute del Cerro, a na imię miał Nobile di Montepulciano 2012. Ubrany był w połyskliwy garnitur w kolorze intensywnej, brunatno-wiśniowej barwy. Przy pierwszych minutach spotkania roztaczał się wokół niego zapach skóry, kory cynamonowej i dojrzałych wiśni. Wszystko to w równych ilościach, dobrze zgrane i harmonijnie pieszczące nozdrza. Gdy rozsiadł się wygodnie w fotelu, dało się również wyczuć cienką, słodkawą nutę wanilii.
Po dłuższej znajomości i przejściu z jegomościem na „ty”, dane mi było poznać kolejne jego zalety: piękna koncentracja aromatów oraz dobrze zaznaczone garbniki i kwasowość. Wszystko to jednak utrzymane w granicach dobrego smaku. Miękka tanina wręcz zachęcała do przedłużenia spotkania i pozwalała cieszyć się obecnością jegomościa jeszcze bardziej. Na samym końcu, finiszu w rzeczy samej, pojawił się aromat dojrzałej śliwki. Jegomość z Tenute del Cerro towarzyszył mi przy kolacji. Idealnie skomponował się z tym, co pojawiło się na suto zastawionym stole, a znalazło się tam domowe prosciutto crudo, pecorino toscano i spezzatino di cinghiale.


            Drugim z dżentelmenów, człowiekiem pod pięćdziesiątkę, był Nobile di Montepulciano Riserva 2007, a pochodził on z rodziny Antichi Benefizi di Montepulciano. Potrzebował nieco więcej czasu, aby poczuć się swobodniej i otworzyć na współbiesiadników. Po dwóch godzinach jednak już w pełni pokazywał swoje zalety, robiąc to jednocześnie dbał o dobre maniery i uważał, aby nie złamać zasad savoir-vivre’u. Jego brunatny garnitur jasno informował, że jest to człowiek już doświadczony przez życie, ale nie dawał on tego po sobie poznać.
Unosiła się wokół niego woń mocno dojrzałej wiśni, ale nie to przykuło moją uwagę najbardziej. Nie mogłem wręcz oprzeć się intensywnemu aromatowi fiołków. Gdzieś obok pojawiła się również nuta skórzana i trochę dżemu figowego. Wraz z upływem czasu dało się zauważyć jak jegomość ewoluował i coraz to pokazywał swoje inne oblicza.
Po dłuższej znajomości jawił się jako dżentelmen elegancki i stonowany. Pełen dobrego smaku, głębi i aromatu (co najbardziej imponowało kobiecej części towarzystwa). Podczas całego wieczoru zaprezentował bogatą paletę smaków i zapachów, a były w tym dojrzałe w słońcu Toskanii owoce (wiśnia i śliwka) oraz pyszne tradycyjne przetwory (powidła i dżemy). Spoiwem dla całości okazały się nuty drewna oraz lekko tostowe zakończenie spotkania. Obcowanie z rzeczonym dżentelmenem było tym bardziej przyjemne, że charakteryzował się on kwasowością na średnim poziomie i pięknie oszlifowanymi taninami, które podkreślały jego żywiołowość. Niby pięćdziesięciolatek, a trzeba mu oddać, że mimo wszystko czasami był bardziej żywy od pierwszego z dżentelmenów. Jeszcze w progu, już przy pożegnaniu poczęstował mnie gęstymi aromatami wędzonych śliwek. Chętnie zaproszę tych panów na kolację jeszcze raz… albo i dwa.



Opisane wina pochodzą z importu własnego. Nobile di Montepulciano 2012 z Tenute del Cerro zakupiono w promocyjnej cenie 6,50 euro (regularna cena to 9 euro). Drugie wino otrzymałem w prezencie, średnio kosztuje około 15 euro.


sobota, 24 października 2015

Winne smaki znad jeziora Trasimeno

Umbryjskie klasyki w kieliszku

"W tym lokalu organizujemy odrabianie zajęć dla abstynentów." Wymowne.

            Coroczny wypad nad jezioro Trasimeno chyba już na stałe zadomowił się w moim wakacyjnym kalendarzu. Rok w rok odwiedzam to niesamowite miejsce, któremu Stwórca nie oszczędził uroku wynikającego z natury. Nie dla samej przyrody jednak przejeżdżam pół Europy. Wspomnieć w tym miejscu muszę o tle historycznym (mam na myśli bitwę Rzymian z Hannibalem u brzegów Lago Trasimeno, w której ci pierwsi ponieśli sromotną porażkę) oraz o urokach wypływających (dosłownie!) z enologicznego bogactwa. Do szczęścia nic więcej mi nie trzeba… wystarczy wspomnieć, że dwa lata temu przywiozłem z tego miejsca przyjemne Est! Est!! Est!!!, a w zeszłym roku pyszne lokalne bąbelki. A jak było w tym roku?


            Dobrze. Tylko, albo aż dobrze. Zależy jak na to spojrzeć. Aż dobrze, bo udało mi się spróbować wielu lokalnych specjałów. Tylko dobrze, bo jedynie na tyle oceniam jakość degustowanych przeze mnie win. Zaczęło się od Grechetto Poggio Bertaio IGP 2014. Było to wino o lekko zielonkawej barwie i takich też nutach wyczuwalnych przy pierwszym kontakcie z nozdrzami. Dopiero po krótszym obcowaniu z tlenem i ogrzaniu wina z kieliszka niechętnie wysunęła się owocowo-ziołowa nuta. W ustach zwiewność, średnia intensywność aromatów i taka też kwasowość. Niedojrzała papierówka i polne zioła, krótko mówiąc. Dobre na aperitivo, dobre do risotto ze szparagami lub innego warzywnego. Wino kosztowało 5 euro, a oceniłem je na:




            Drugim winem wyprodukowanym na bazie tego samego szczepu było Colli Martiani DOC 2013 od producenta poznanego przeze mnie rok wcześniej - Terre della Custodia. Pomimo, że wino było o 12 miesięcy starsze od poprzedniego, wciąż zachowywało pewną dozę świeżości i rześkości, której towarzyszyło kamienne tło. Nic to jednak nie dało, bo wino określiłem w notatkach jako „smaczne, ale bez szału, nie zapada w pamięć, tego kwiatu to pół światu”. Na dodatek kosztowało o 1,5 euro więcej niż Poggio Bertaio. Czy trzeba coś jeszcze dodać? Colli Martiani broni z kolei dopisek „dobre na upały”. Wino otrzymało ode mnie ocenę:



            Przejdźmy do umbryjskich czerwieni. Zacząłem od degustowanego już poprzednio Montefalco Rosso produkowanego przez Terre della Custodia. W tym roku nalano mi do kieliszka rocznika 2011. Cóż, nie będę krył, że nie byłem zachwycony. Nawet jeśli ciemno-wiśniowa barwa i śliwkowo-drewniany nos zachęcały do zanurzenia ust, smak wdzierał się do tej bajki niczym nieproszony gość i zamieniał ją w horror. Potężne drewniane drzazgi, żeby nie powiedzieć hebel. Średnia kwasowość i do tego trochę wiśni w cynamonie. Po długim napowietrzaniu tanina nieco słabnie, ale wciąż się za bardzo panoszy. Za dużo jej tu jak na wino za 8,5 euro, ocena to:



            Na szczęście ostatni zawodnik od tego samego producenta obronił dobre imię firmy. Colli Martani Rosso 2013 z edycji Collezione to kupaż na bazie szczepów Merlot i Sangiovese. Barwa jak u poprzednika, ciemna, intensywna. W nosie również nieco śliwki, nieco podwędzanej wiśni, nieco beczki. W ustach natomiast nie ma już wbijających się w język drzazg. Są za to wyraziste, ale dobrze skrojone taniny. Zdecydowanie miększe i lepiej wyważone niż Montefalco. Dobra kwasowość, która współgra z beczką, owocowością i taniną. Za 7 euro zdecydowanie warto, wino oceniłem na:







poniedziałek, 12 października 2015

Fattoria della Talosa…

…czyli nowe życie wina Nobile di Montepulciano


            Wśród najstarszych i najbardziej cenionych, wciąż chyba jeszcze najbardziej popularnych (chociaż to się zmienia), apelacji toskańskich wypadałoby wymienić trzy: Chianti (z prymatem Chianti Classico), Brunello di Montalcino i Nobile di Montepulciano. Wszystkie te apelacje na przestrzeni lat przeżywały wzloty i upadki. Weźmy Chianti, początkowo produkowano tu wina raczej średniej jakości, ot proste, owocowe wina codzienne na potrzeby miejscowej ludności. Gdy jakość win znacząco się podniosła, do gry musiał wejść włoski rząd i wszystko zepsuć. A trzeba było rozszerzać apelację Chianti aż na pół Toskanii? A na co to komu, a po co? W efekcie dziś można znaleźć wszystko i nic w butelce, do której przyklejono etykietę z napisem tej apelacji.
            Idźmy dalej, jeśli wydaje Wam się, że Brunello od zawsze było jedną z najjaśniejszych gwiazd na włoskim kalejdoskopie winiarskim, to jesteście w błędzie. Co prawda źródła podają, że produkcja wina w okolicach Montalcino istniała już za czasów etruskich, to prawdziwa moda na tutejsze trunki rozpoczęła się nie dalej jak z końcem XIX wieku. Dopiero wtedy bowiem Clemente Santi, ówczesny właściciel rodzinnej firmy Biondi-Santi, metodą prób i błędów wyodrębnił z posiadanych winorośli te, które rodzą owoce o grubszej skórce, a co za tym idzie, dają wina intensywniejsze, bardziej wyraziste i przede wszystkim długowieczne…


            Również w przypadku Montepulciano sprawy miały się różnie. W średniowieczu okolice rodzinnego miasta Angela Poliziana stały się winiarską Mekką dla możnych florenckich rodów (mieszkańcy Montepulciano nigdy nie kryli swojego poparcia dla gwelfów ze stolicy Toskanii, za co tamci zawsze chętnie ich wynagradzali). Wiadomo jest, że już w XVI wieku florentczycy odnotowywali wysokie zyski ze sprzedaży wina Nobile. Wiek XVII przyniósł stopniowy spadek znaczenia tutejszych upraw. Montepulciano musiało czekać aż do początku XX wieku, kiedy to wzorem sąsiadów z Montalcino, producenci Nobile postanowili odbudować jego dobre imię.
Sama nazwa „Nobile” oznacza ni mniej, ni więcej, jak „szlachetne”. Trudno jest dziś określić jednoznacznie pochodzenie tej nazwy, jedna z teorii mówi o jakości wina i odnosi się bezpośrednio do zbioru winogron – do produkcji Nobile używano jedynie najlepszych i najbardziej okazałych owoców. Według innej teorii, nazwa „szlachetne” odnosi się do pierwszych producentów tutejszego wina – wspomnianych możnych rodów z Florencji.
Mój krótki wstęp na temat historii Montepulciano i jego winiarskich wzlotów i upadków był o tyle potrzebny, że bohaterem dzisiejszego wpisu jest jeden z producentów, którego możemy spokojnie zaliczyć do nurtu „odnowy Nobile”. Fattoria della Talosa istnieje w Montepulciano już dość długo, ale najważniejszy etap w historii tego producenta należy liczyć od roku 1972. Wtedy to winnica trafiła w ręce znanego rzymskiego przedsiębiorcy, Angela Jacorossiego. Wraz ze zmianą właściciela jakość produkowanych przez Talosę win Nobile zaczęła się stopniowo podnosić, a to za sprawą wręcz fanatycznej dbałości o najwyższą jakość owoców, jako fundamentalnego składnika potrzebnego do stworzenia dobrego trunku. Działania podjęte przez Jacorossiego dają efekty nieprzerwanie od ponad czterdziestu lat, o czym mogłem się przekonać w tym roku…


W przyjemnym wnętrzu historycznej piwnicy Talosy, która mieści się w samym centrum Montepulciano, miałem okazję spróbować wyśmienitych win i nie tylko. W kolejności degustacji opisuję zatem:


Na początek Rosso di Montepulciano 2014. Kupaż składający się w 85% z Sangiovese z 15% dodatkiem w postaci Merlot i Canaiolo. W nosie wiśnia i nieco anyżu, już w zapachu czuć energiczną naturę tego wina. Na języku dość kwaśna wiśnia i nieco pieprzu. Wino niezbyt głębokie, ale poradzi sobie z pierwszymi daniami (we włoskim znaczeniu, tj. przede wszystkim z makaronami), za cenę 8,40 euro można zaryzykować zakup z zamiarem otworzenia za rok lub dwa, oceniam je na:




Następne wino to zawodnik wagi cięższej, o czym szybko się przekonałem, do gry weszło Nobile di Montepulciano 2012 (cena: 14,50 euro). W kieliszku wino zbudowane jedynie na dwóch szczepach: Sangiovese i Merlot (10%). W barwie da się dojrzeć trochę brunatnych refleksów. Obok dojrzałej wiśni w zapachu przewija się również śliwka, a tworzą one razem słodki, owocowy bukiet. Na finiszu wtóruje im odrobina gorzkiego kakao. Tanina jeszcze nieco odstaje od całości, ale nie potrzeba już dużo czasu, aby wystający gwóźdź znalazł się na swoim miejscu. Ocena to:




O ile zwykłe Nobile bardzo mi smakowało, o tyle Nobile di Montepulciano Riserva 2010 (cena: 20 euro) rozłożyło mnie na łopatki. Stuprocentowe Sangiovese po 26 miesiącach w beczce ładnie się ugładziło i właściwie nic więcej mu już nie potrzeba. Wspomnieć należy, że jedynie owoce z najlepszych lat wytrzymują tak długie oczekiwanie (a 2010 do takowych należał), więc Talosa nie produkuje Riservy w każdym roku. Wino ma ciemną, krwistą barwę, bardzo intensywną i wciąż pełną żywego koloru. Bukiet to wariacja przeplatających się ze sobą nut owocowych (wędzone śliwki i soczyste wiśnie), przyprawowych oraz „odbeczkowych” (lukrecja i przyprawy korzenne). Spójny, zrównoważony smak, który charakteryzuje się dobrą ilością kwasu, beczki i owocu. Żaden ze składników nie zagłusza innych, a wszystkie razem grają w jednej drużynie. Poważne wino, które w pełni zasługuje, aby na etykiecie widniał napis „Nobile”. Oceniam je na:





            Myśląc, że na tym koniec przeżyć, w moim kieliszku niepostrzeżenie znalazło się  wyjątkowo smaczne dwudziestoletnie (!) Vin Santo. W 1995 roku wyprodukowano go zaledwie 2000 butelek. Co ciekawe, leżało ono na osadzie drożdżowym przez 15 lat. O ile ciężko mi polubić Vin Santo, o tyle w tym przypadku nie miałem żadnych zastrzeżeń. Wino ma przyjemny aromat prażonych orzechów, daktyli w syropie i innych suszonych owoców. Wysoką zawartość cukrów równoważy odrobina kwasowości, dzięki czemu wino nie zakleja, a dla mnie stanowiło idealny deser po prawdziwej winiarskiej uczcie.



            Słowem zakończenia: pracownik Talosy poczęstował mnie na pożegnanie grappą, którą destyluje się z wytłoczyn po riservie. Ale cóż to była za grappa! Aromatyczna, czyściutka, aromatyczna, z dobrze zauważalnym winnym posmakiem i... jeszcze bardziej aromatyczna! Zanieczyszczać taki trunek czymkolwiek to istny grzech, a zatem polecam pić samą.


Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!