____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

Wines of Portugal – A World of Difference

Portugalska różnorodność w kieliszku

źródło: www.cellartours.com

Winiarska Portugalia wydaje się być wciąż nieodkryta dla konsumenta, który wino pije okazjonalnie, a nie jest zapaleńcem w ciągłym poszukiwaniu nowych doznań. W walce o kieliszki klientów, w kontekście tego niewielkiego kraju położonego na Półwyspie Iberyjskim, w ostatnim czasie dominowała Biedronka. Na półkach dyskontu przy okazji kolejnych ofert pojawiło się wiele ciekawych butelek z Portugalii. Były orzeźwiające vinho verde, były czerwienie i biele z Douro, Alantejo czy Dão, było też całkiem przyzwoite porto. Sieć z owadem w logo dystrybuowała u nas również wiele win z portfolio Monte da Ravasqueira, którego Tinto weszło do stałej oferty i całkiem nieźle sobie radzi (nic dziwnego, bo soczysty owoc, dobry kwas i taniny zbalansowane przez odrobinę cukru to strzał w dziesiątkę za 15zł bez grosza).
Biedronka konsekwentnie pokazuje, że jej mocną stroną są wina z matecznika (chociaż mówienie o Portugalii jako mateczniku sieci nie jest do końca uzasadnione, ale to temat na inny wpis). Oczywiście zdarzają się butelki zupełnie nietrafione, wrzucone na półki jedynie po to, aby zapchać dziury i tworzyć masę. Trzeba jednak przyznać, że w ofertach portugalskich stosunek win dobrych i pijalnych do tych niepijalnych jest o wiele wyższy niż w kontekście pozostałych krajów (serce mi krwawi, gdy na półkach pojawiają się kolejne zlewki z Italii produkowane bez ładu i składu). Grzechem byłoby zmarnowanie potencjału poznawczego, jaki wypracowały gazetki pojawiające się przy okazji promocji kolejnych ofert portugalskich. Podobnie jak w przypadku Lidla i win polskich, kolejnym krokiem dla wielu (choć zdecydowanie nie większości) klientów kupujących wina w Biedronce mogłyby być sklepy specjalistyczne oferujące szeroką gamę win jakościowych już nie tylko z czołowych regionów Portugalii, a z całego kraju.


O budowanie świadomości i rozbudzanie ciekawości winiarskiej w ostatnich miesiącach zadbało Wines of Portugal organizując degustacje, podczas których uczestnicy mieli okazję spróbować pozycji z wielu części kraju. Pojawiały się szlagiery, konie pociągowe portugalskiego biznesu winiarskiego, ale nie zabrakło też butelek mniej oczywistych, a co za tym idzie bardziej interesujących. Miałem okazję wziąć udział w jednej z takich degustacji podczas tegorocznych targów Enoexpo w Krakowie. Na start otrzymaliśmy… nie, nie vinho verde, a Aldeias de Juromenha Verdelho 2015 czyli wino produkowane niemal na przeciwległym końcu kraju. W nosie przyjemnie rześkie i aromatyczne zarazem. Mieszanka owoców egzotycznych i niewielkiej dawki cytrusów, która idealnie sprawdzi się tak w upalnie dni solo, jak i w te chłodniejsze przy talerzu. Tapada de Coelheiros 2015 miało już bukiet nieco cięższy, bardziej zawiesisty, miodowo-kwiatowy, gdzie czasem przebijają się nuty owocowe. Domieszka lokalnego szczepu arinto dała całości przyjemną, wibrującą kwasowość. Około czwarta część wina przeszła dojrzewanie w dębinie, ale poza miodowo-karmelowym wstępem trudno to wyczuć w nim samym. Ostatnią bielą było Adega de Borba Reserva Branco 2013, które w nosie częstuje dużą ilością karmelu i wanilii oraz innych nut odbeczkowych. Owoc ma tu duży problem, żeby się przebić. Dopiero na języku dochodzi do głosu pod postacią brzoskwini i ananasa z puszki. Nie brak oczywiście i beczki, choć wino samo w sobie nie jest dębowym potworkiem. Ma duży potencjał starzenia i warto byłoby go spróbować za 5 lat (co nie zmienia faktu, że rześkości już nie nabierze).


Tapada de Coelheiros Tinto 2012 otworzyło serię win czerwonych. Kupaż lokalnych i międzynarodowych odmian (cabernet sauvignon, aragonês – czyli tempranillo i trincadeira) dał wino o bardzo ciemnej, brunatno-purpurowej barwie. Główne aromaty to przydymiona śliwka i jeżyny, wszystko to podbite waniliowym tłem. Są też potężne, ale dobrze dopasowane do całości taniny. W Aldeias de Juromenha Tinto Reserva 2012 z początku nieco odstawał alkohol. Pierwsze średnie wrażenie zniknęło jednak szybko i zastąpiła je przyjemna owocowość jedynie podkręcona beczką. W ustach spora dawka śliwek, wiśni, kory cynamonowej, drewna i przypraw. Wysoka kwasowość oraz ponownie spora ilość tanin (być może chwilami sprawiającymi wrażenie suchych). Piliśmy białe wino od Adega de Borba, nadszedł czas na Adega de Borba Grande Reserva 2011. Wino choć ma 14,5% alkoholu, to zupełnie tego nie czuć. Jest rustykalny, grubo ciosany nos, w którym dominują owoce i aromaty wiejskie. Wanilia i kokos ledwie wyczuwalne na języku. Wino zdecydowanie potrzebuje czasu, aby osiągnąć pełnię harmonii, ale już teraz jest bardzo interesujące.


Dwa kolejne wina to próba zmierzenia się z lokalnością i zaprezentowania dwóch regionów przez tego samego producenta: Santos da Casa Grande Reserva Alantejo 2010 oraz Santos da Casa Grande Reserva Douro 2010. Podczas gdy pierwsze z nich oferuje w równych proporcjach jeżyny i zioła w nosie, drugie częstuje większą dawką czerwonych owoców. Beczka u przedstawiciela Alantejo zostawiła wiórki kokosowe, zawodnika z Douro natomiast potraktowała delikatniej. Co ciekawe oba wina pochodzą z tego samego rocznika i zastosowano przy ich produkcji dokładnie te same metody. Różnią się jedynie (albo aż!) szczepami wchodzącymi w ich skład.
Słodkie wina z Portugalii to temat rzeka, ale niekwestionowanym królem pozostaje porto. Na degustacji pojawiły się dwa rodzaje rzeczonego wina. Tawny 10 Years Vieria de Sousa to płynny bursztyn w kieliszku. W nosie bukiet zbudowany na suszonych daktylach i rodzynkach, wyczuwalne są nuty beczkowe, ale nie dominują one całości. Są też orzechy, kawa i prażone migdały. W ustach pojawia się zaskakująco wyrazista i piękna kwasowość. Całość wieńczy pikantny finisz. Mistrzostwo! Vieria de Sousa LBV 2012 to z kolei młodzieniaszek. Purpurowa barwa, w ustach słodycz, która nie męczy i głębia owocu. Do tego przyjemna tanina, która nadaje winu ostatecznego szlifu. Kolejne mistrzostwo!
Degustacja zorganizowana przez Wines of Portugal jednoznacznie pokazała, że kraj ten jest na wschodzącej i w najbliższych latach może pozytywnie zaskakiwać. Podczas gdy moje ukochane Włochy znalazły się w jakimś przedziwnym winiarskim marazmie (choć może wynik referendum z 4 grudnia nieco otrzeźwi ducha narodu), Portugalscy winiarze bez ustanku udowadniają, że niezależnie od regionu i półki cenowej potrafią zaoferować żądnym smaku coś ciekawego. Podkreślę raz jeszcze: zaczynając winiarską przygodę z marketami i dyskontami, warto czasem wykonać krok dalej, zastąpić dwie butelki tańsze jedną droższą, ale sięgnąć po zupełnie inną jakość. Chociażby od święta, a na to czekać długo nie musimy.


Degustowałem na zaproszenie organizatorów.

piątek, 3 czerwca 2016

Po Toskanię do Biedronki?

Duca di Saragnano


Od mojego ostatniego spotkania z pewnymi jegomościami z Toskanii minęło już trochę czasu. Nic więc dziwnego, że znów zatęskniłem za winami z tego regionu. Pech chciał, że niemal wszystkie toskańskie butelki z mojej piwnicy wyparowały już jakiś czas temu … Traf natomiast chciał, że akurat Biedronka wprowadzała w tym czasie nową włoską ofertę. Wina, które dzisiaj opisuję kupiłem dobre kilka tygodni temu, ale wciąż leżą one na półkach dyskontu, a więc niniejszą recenzję uważam za sensowną.
Duca di Saragnano. Na pierwszy rzut oka ma on niewiele wspólnego z Toskanią. Saragnano bowiem, to niewielka miejscowość położona we Włoszech, na południe od Neapolu. Mamy zatem pierwszy zgrzyt przy wkładaniu butelek do koszyka, a to zaledwie początek mojej przygody z tym producentem… Nadmienię przy okazji, że aktualnie na półkach Lidla znajduje się sycylijskie chardonany, również wyprodukowane przez Diuka z Saragnano. Cóż, jedno jest pewne: mamy do czynienia z dużym producentem, który obecny jest w wielu włoskich regionach (nie, żebym od początku łudził się, że będzie inaczej!) oraz wielu polskich marketach.


Na pierwszy ogień poszło tańsze Toscana Rosso IGP 2014. Wino miało intensywną, ciemnowiśniową suknię, dało się dojrzeć purpurowe refleksy, a na brzegach kieliszka tworzyły się wyraźne, acz cienkie łzy. W nosie dominował aromat wiśni. Poza nim, niestety, nie dało się wyczuć nic więcej, być może trochę nalewkowo-śliwkowych aromatów. Na tym jednak basta. W ustach wino proste, ale dość smaczne i przyjemne. Trochę tanin, odrobina cukru resztkowego wyczuwalnego z początku oraz nieco pikanterii na finiszu. Aromaty średnio skoncentrowane, ale wszystko w rejestrach odpowiednich dla „wina codziennego” (czyli takiego, które otwieramy wieczorem po ciężkim dniu, bez okazji, bez większego rozwodzenia się nad bukietem wydobywającym się z kieliszka. Prostego.). Cena również codzienna, a więc wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Jeśli podejść doń bez większych oczekiwań, to spełni swoje zadanie.

Nazwa: Toscana Rosso IGP 2014
Producent: Duca di Saragnano
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 16,99zł
Rodzaj wina: czerwone, półwytrawne
Ocena:




            Drugim winem było Chianti Riserva DOCG 2013. Barwa wina podobna do poprzedniego, z jedną różnicą: tu były już wyraźnie zauważalne brunatno-ceglaste refleksy. W nosie znów wiśnia, wiśnia i jeszcze wiśnia, to znaczy aromat prosty i bazujący raczej na jednej nucie. Szkoda tylko, że ani ta wiśnia pełna, ani soczysta, ani tym bardziej głęboka. Raczej nieco niedojrzała, mała i kwaśna. Dopiero po jakimś czasie dołączyły doń nuty mokrego drewna i kory cynamonowej (ale i tu zastosowano skalę mikro). O ile aromat był dość przyjemny o tyle na języku zawód: wino niezbyt wyraziste, z niską koncentracją aromatów. Nawet jeśli kwasowość była na dość dobrym poziomie, to suche, trocinowe i niezintegrowane z całością taniny skutecznie zaburzały odbiór wina. Dopiero po dobie od otwarcia wygładziły się one nieco, przez co wino stało się bardziej znośne (ale wciąż płaskie!). Zdecydowanie bardziej opłaca się zapłacić mniej i sięgnąć po butelkę Toscana Rosso.

Nazwa: Chianti Riserva DOCG 2013
Producent: Duca di Saragnano
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 24,99zł
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena:


Wyższośc IGP nad DOCG w tym wypadku nie tylko na zdjęciu.

sobota, 23 kwietnia 2016

O winach z Biedronki matecznika

Monte da Ravasqueira

Wiele już win w moim kieliszku wylądowało od ostatniego wpisu na temat trunków z Biedronki. Dyskontowe oferty śledzę na bieżąco, ale opisywać ich nie miałem ochoty. Po części dlatego, że Winicjatywa, Nasz Świat Win, Blurppp i inni dziennikarze/blogerzy winiarscy robili to perfekcyjne. Po części dlatego, że nie dostrzegałem na półkach Owada szczególnie interesujących butelek. Co nie znaczy oczywiście, że wina ze wspomnianego dyskontu odstawiłem na bok. Nie tak dawno przecież raczyłem się kupionymi w śmiesznych (wyprzedażowych) cenach Fern Ridgem oraz Grey Rockami (za trzy butelki zapłaciłem mniej niż 50zł). Wspomnę też o znakomitym Nebbiolo, polecanym niedawno przez Winiacza, którego cena chociaż nieznacznie wykraczająca poza magiczną barierę biedronkowych ofert (30zł), i tak wydaje się wysoce za niska.
            Przez ostatnie miesiące w dyskoncie przewinęło się aż pięć butelek produkowanych przez tego samego producenta – Monte da Ravasqueira. Za to Biedronka ma u mnie duży plus, bo fenomen to zaiste rzadko spotykany w marketowych warunkach. Wielkie sieci wodzone za nos niską ceną, często wybierają pojedyncze pozycje z ofert różnych producentów, aby klientów nie wystraszyć wysoką ceną (czemu Lidl niejednokrotnie próbował zaprzeczyć wprowadzając na swoje półki wina za 50, 75, a nawet 150zł). Wracając do sedna: dziś zbieram moje doświadczenia z ostatnich miesięcy i opisuję cztery Ravasqueiry: Rosé 2015, Tinto 2014, Reserva 2014, Late Harvest 2014. W zestawieniu zabrakło nieopatrznie pominiętego wina białego, chociaż czytając opinie kolegów po fachu, dochodzę do wniosku, że dużo nie straciłem.


            Monte da Ravasqueira Rosé 2015 (14,99zł) to kupaż portugalskiego szczepu Touriga Nacional i nieco już bardziej międzynarodowego Syrah. Barwa wina różowo-landrynkowa, kobiety dopatrzyłyby się brzoskwiniowych refleksów. W nosie pokaźna, nieco sztuczna landryna. Sytuację ratuje odrobina świeżych poziomek w tle. Na języku dobrze wyczuwalna sowita dawka cukru resztkowego. Wino nieco rozwodnione, mało kwasu, jeszcze mniej owocu, dużo landrynek. Wyraźnych wad brak, ale też nie ma tu nic specjalnego. Piłem bez emocji, nie zapadło w pamięć. Pasowało do makaronu z sosem z mascarpone, cukinią i szynką.




            Monte da Ravasqueira Tinto 2014 (14,99zł – w promocji 11,99zł) to jeden z największych hitów Biedronki w ostatnich miesiącach. O tym winie pochlebnie pisało już wielu, piszę i ja. Soczyste, świeże, intensywne, łatwo pijalne – Tinto ma w sobie wszystko to, czego oczekujemy od wina za 15 złociszy. Barwa ciemnoczerwona, intensywna. Zapach zdominowany przez dojrzałe wiśnie i jeżyny. Na języku dobra koncentracja aromatów podkreślona przyjemną kwasowością i taninami. Piłem do wołowych burgerów – bez zarzutu. Dobrze też spisze się przy cięższych sosach z makaronami. Polecam.



Monte da Ravasqueira Reserva 2014 (24,99zł) pojawiło się w dyskoncie na początku grudnia. Sprzedawane w ozdobnej tubie miało być pomysłem na gwiazdkowy prezent. Czy osoby obdarowane tym winem mogły się cieszyć? Polemizowałbym. Tragedii jednak nie ma. Reserva ma ciemnoczerwoną barwę, wchodzącą już w tony brunatno-ceglaste. W nosie z początku uderza intensywny zapach drewna. Po chwili do głosu dochodzi dojrzały owoc, a wiśnie przeplatają się z tytoniem. W ustach kwasowość bez zarzutu (przynajmniej jak na wino z dyskontu), ale stanowczo brakuje koncentracji i można by życzyć sobie lepiej „wtopionych” w wino tanin. Wszystko to kończy tostowy finisz. Za tę cenę chyba lepiej sięgnąć po dwie butelki Tinto 2014 (w promocyjnej cenie).



Ostatni zawodnik - Monte da Ravasqueira LH 2014 (12,99zł), czyli słodkie wino z Portugalii, które nie jest produkowane ani w Porto, ani na Maderze. W tak niskiej cenie można by się spodziewać słodkiego dramatu, na szczęście tak nie jest. Wino ma jasną, słomkową barwę. Zapach niezbyt charakterystyczny, przyjemny, ale prosty i płaski. Jest natomiast zaskakująco świeży – pojawiają się cytrusy okraszone łyżeczką miodu. W ustach dużo słodyczy, która po chwili jest skutecznie balansowana przez cytrynową kwasowość. Proste aromaty kwiatów, nieco owoców. Szału nie ma, ale trudno dopatrzyć się tu wad. Jednym słowem? Bez emocjonalne. Dobre do pieczonych jabłek.


Podsumowując: w Biedronce zdarzają się porządne i tanie wina, ale znalezienie ich wymaga trochę wysiłku i cierpliwości. Dużym pozytywem jest dla mnie fakt, że dzięki kolejnym ofertom dyskontu mogłem poznać spory wycinek oferty danego producenta. Na dodatek aż trzy wina pochodzą z tego samego rocznika, co stanowi jeszcze jeden element godny uwagi. Owadzie, czekam na więcej tak przyjemnych spotkań.



sobota, 31 października 2015

Che cosa bolle in pentola… – październik 2015

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Dzisiejsza Pentola rodziła się w niemałych bólach. Począwszy od aury za oknem, przez ból głowy, aż do zepsutego dysku twardego w moim komputerze… Udało mi się jednak jakimś cudem pokonać wszystkie przeciwności i z kieliszkiem nalewki z czarnego bzu u boku (a co, na wzmocnienie odporności i rozgrzanie nie ma nic lepszego) tworzę niniejsze podsumowanie mijającego miesiąca.

źródło: filmweb.pl

Zaczynamy filmowo, bo od wywiadu ze znanym włoskim reżyserem. Nanni Moretti opowiada o swoim najnowszym filmie, „Mia Madre”, który niedawno miał premierę na ekranach polskich kin, o swoich wcześniejszych produkcjach oraz o stosunku do krytyków filmowych i swojej karierze.
Dużo się mówi w Polsce na temat dotacji z Unii Europejskiej dla rolników. Jedni utrzymują, że dotacje to niesprawiedliwość społeczna, inni z kolei uważają, że kwoty są zbyt niskie, aby miały one realny wpływ na rozwój polskiego rolnictwa. Są też tacy, których niniejsza sprawa w ogóle nie obchodzi… cóż, jakby nie było UE jest finansowana z pieniędzy wszystkich państw członkowskich, a więc i z naszych prywatnych kieszeni w pewnym sensie, więc w jakimś stopniu powinno to zainteresować każdego z nas. Na pewno powinno też zainteresować marnotrawienie środków UE lub, co gorsza, przekazywanie ich mafii. Do tego natomiast dochodzi, między innymi, na południu Włoch, gdzie organizacje kryminalne na dobre zabrały się za „rolnictwo” i jak widać zarabiają na tym krocie, często wykorzystując obowiązujące przepisy prawne…
Uderz w stół, a nożyce się odezwą, chciałby się powiedzieć (napisać). Mieszkańcy południa Italii wreszcie się zbuntowali i otwarcie wypowiedzieli wojnę wizerunkowi, jaki przyszyła im kultura masowa, w tym literatura i kino. Kampania „Non sono mafioso” (pl. „Nie jestem mafiosem”) szybko zyskuje nowych sojuszników, a wymierzona jest we wszelkiej maści gadżety wykorzystujące wizerunek kryminalisty i osoby zarabiające na nich. Hasło przewodnie brzmi: „Nie dla wykorzystywania mafii, jako wizerunku Włoch na świecie”. Ciekawe czy akcja będzie w stanie przeciwstawić się machinie ekonomicznej?
To pytanie na razie pozostaje otwarte. Pewne natomiast jest to, że południe Włoch zdecydowanie lepiej kojarzyć sobie z innymi rzeczami. 33 powody, dla których warto się tam wybrać zdecydowanie dostarczą pomysłów, oddaje głos obrazom.

źródło: nerospinto.it

Zostawmy już jednak południowe krańce włoskiego buta (przynajmniej teraz), a przenieśmy się na odległą północ. Na początku października rozpoczęła się sławna na całym świecie Fiera del tartufo w Albie, czyli coroczny targ poświęcony w całości truflom. Znawcy mówią, że tegoroczny zbiór jest skromny, ale za to większość okazów jest bardzo dobrej jakości. Jeśli ktoś przegapił październikową aukcję trufli, nic straconego – 8 listopada odbędzie się jeszcze jedna. To co, pakujemy walizki i w drogę do Alby?
Włochy w tym roku wyprzedziły światowego lidera, Francję, w ilościowej produkcji wina. Czy jakość poszła za hektolitrami? Tego dowiemy się najwcześniej za rok, dwa, a może i więcej. Dziś jednak prasa branżowa (i nie tylko) rozpisuje się na ten temat, pokazując statystyki, tabelki i wykresy.

źródło: winefolly.com

Wraz ze skokiem ilościowym, Prosecco zanotowało równieżskok konsumpcyjny. Dane z ostatnich miesięcy pokazują, że spożycie tego wina musującego rośnie na całym świecie w zaskakującym tempie. Znów kwestią otwartą pozostaje jakość masowo produkowanych „musiaków” z Veneto. W polskich sklepach ceny zaczynają się od około 15zł, ale nie oczekujmy po takich butelkach niczego specjalnego (o ile można w takich przypadkach mówić w ogóle o pijalności – poza chlubnymi wyjątkami oczywiście). Fani bąbelków z północnej Italii mają oczywiście również dostęp do wyśmienitych butelek, wystarczy poszukać u dobrych importerów. Dla ułatwienia zakupów przypominam co to Prosecco oraz prezentuję kilka pozycji, które już oceniałem na Italianizzato (Nino Franco u Mielżyńskiego, Borgo Molino w Foodwine, Ponte w Centrum Wina, ogólno dostępne Terra Serena, Biedronkowe Porta Leone, Amanti z Faktorii Win, okropne Martini).
Na koniec dwie bardzo pozytywne informacje. Fani włoskiego calcio z pewnością już o tym wiedzą, pozostałym natomiast komunikuję, że podobnie jak nasza drużyna, azzurri dostali się na Euro 2016.
Natomiast turystom, którzy wybierają się w najbliższym czasie do Rzymu z przyjemnością obwieszczam, że (wreszcie) zakończył się remont Fontanny di Trevi i znów można ją podziwiać w pełnej krasie!

źródło: rzym.it

środa, 8 kwietnia 2015

Biedronka Moscato d’Asti DOCG 2014 Casa Sant’Orsola

Słodki Piemont w dyskoncie


            Ledwo co zaprezentowano ofertę wielkanocną, a na półkach Biedronki pojawiły się cichaczem butelki z Festiwalu Win Słodkich. Są pozycje klientom dobrze znane, są też nowości. Portugalczycy rzucili takie szlagiery, jak chociażby Martinez Vintage Late Bottled Port z 2010 roku. Jest też białe słodkie wino od Sandemana, coś z Malagi (chociaż sprzedawane w Owadzie Sol Malaga jest najtańszą i najprostszą wersją tego typu wina), kilka francuskich słodyczy (jak np. Sauternes). Winiacz opisywał kilka dni temu również wino produkowane przez dobrze znanego z dyskontu portugalskiego producenta – Monte de Ravasqueira. Ja jednak skusiłem się na przedstawiciela Włoch w tym zacnym, słodkim gronie. Skoro słodkie i italskie, to musi to być Moscato d’Asti.
            Wino to jest jednym z symboli piemonckiego winiarstwa. Słodkie, lekkie, owocowe. Charakteryzuje je bardzo niska zawartość alkoholu (od 4,5% do 6,5%) oraz nieznaczne musowanie, zbliżone do tego, które znamy z Vinho Verde. Moscato d’Asti to trunek wyprodukowany w 100% ze szczepu Moscato. Jego pierwsze ślady odkryto nie gdzie indziej, jak w południowych Włoszech. Badacze domniemają, że na tereny te przynieśli je starożytni Grecy.
            Ojcem biedronkowego Moscato d’Asti (chyba lepiej powiedzieć „matką”) jest Casa Sant’Orsola, marka należąca do dużego potentata winiarskiego – Fratelli Martini. Firma ta ma w swoim portfolio wina nie tylko z Piemontu, ale też z Wenecji Euganejskiej, Toskanii, Abruzji, a nawet Apulii i Sycylii. Na swojej stronie chwali się, że aż 85% produkcji trafia na rynki zagraniczne, w tym w większości wschodnie, a zwłaszcza Rosyjski (chociaż w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej nie wiem, czy jest się tu czym chwalić). Próżno jednak na stronie szukać dokładniejszych informacji na temat omawianego wina… Na włoskich stronach udało mi się znaleźć średnią cenę tej butelki we Włoszech. Owadowe 20zł bez grosika to stosunkowo mało w porównaniu do średniej włoskiej ceny – 8 Euro.


            Co niesie ze sobą Moscato d’Asti od Świętej Urszuli? Wino ma bardzo jasny, słomkowy kolor. W nosie czuć pieczone jabłko, bardzo dojrzałą morelę oraz świeże brzoskwinie. W ustach kwaskowa papierówka, która sprawia, że pomimo dużej ilości cukru wino nie jest słodkie jak łyżeczka miodu (co nie znaczy, że nut miodowych nie da się tu wyczuć). Lekkość podkreśla delikatne musowanie. Na języku nawet długo po przełknięciu wina czuć smak podobny do tego, który pozostaje po zjedzeniu słodkiego jabłka. Do Moscato od Paolo Saracco wciąż mu daleko, ale biorąc pod uwagę cenę – warto brać na zapas. Do czego to pić? Tworzy IDEALNĄ parę z pieczonymi z miodem jabłkami (ktoś z Was pamięta zapach pieczonych w babcinym piecu jabłek?)… Nada się też świetnie do przygotowania brzoskwini w winie (dojrzałe brzoskwinie należy wypestkować, obrać i pokroić w "ósemki", a następnie zalać Moscato d'Asti, po 24 godzinach w lodówce owoce są gotowe). Szkoda, że pojawiło się dopiero teraz, bo do mazurka lub ciepłej szarlotki byłoby świetne, ach…

Nazwa: Moscato d’Asti DOCG 2014
Producent: Casa Sant’Orsola Fratelli Martini
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 19,99zł
Rodzaj wina: białe, słodkie
Ocena: 

wtorek, 7 kwietnia 2015

Winne Wtorki: Chardonnay Pays d’Oc Centennial z Biedronki

Egzotyka w dyskontowej cenie


Chardonnay jakoś do moich ulubionych szczepów nigdy nie należał. Może dlatego, że dotychczas trafiałem na nieodpowiednie butelki? A może to po prostu nie mój styl? Właśnie z tego powodu początkowo miałem zamiar nie brać udziału w dzisiejszych WW, ale traf chciał (a właściwie autorzy bloga Winniczek, bo to oni proponowali dzisiejszy temat), że niebeczkowanych i nie z Burgundii Chardonnay szukać mieliśmy (obydwa obostrzenia gwarantowały, że można znaleźć coś taniego i w miarę dobrego zarazem). Kolejny traf chciał, że akurat Biedronka rzuciła nową ofertę na swoje alkoholowe stoiska, a wśród proponowanych butelek znalazło się półwytrawne „szardone”.
W moim kieliszku wylądowało Chardonnay Pays d’Oc. Problem tkwi w tym, że wino to opatrzono znakiem producenta mającego siedzibę nieopodal Sydney – Centennial (chociaż samo wino butelkowane jest we Francji). I bądź tu mądry… można oczekiwać czegoś dobrego po takim mariażu?
Wino ma jasno-złoty kolor, klarowny i połyskliwy. W nosie jedynie egzotyka – dosyć dojrzałe mango i słodkie nuty miodowo-nektarowe. Aromat niezbyt intensywny, ale przyjemny. Wszystko raczej jednowymiarowe, bez głębi i podtekstów. W ustach znów mango, dochodzi doń ananas. Po dłuższej chwili rozgryziona pestka jabłkowa. Zaskakująco długi finisz, jak na wino za 15zł. Półwytrawny w tym wypadku to dobre słowo – odrobina kwasowości znajduje przeciwwagę w niewielkiej ilości cukru. Lekkie, owocowe, powiedziałbym, że piknikowe (szkoda, że nie jest wyposażone w zakrętkę). Do owocowej sałatki skropionej sokiem z cytryny będzie pasować. Może i słodko-kwaśny orientalny sos znajdzie tu odpowiedniego towarzysza?
Wino odpowiednie do otaczającej nas wiosennej aury. Klienci pokochają – nie jest ciężkie, nie jest kwaśnie, ma słodkawy owoc. Jeśli nie stawiać przed tym Chardonnay dużych wymagań, to nie zawiedziemy się na nim. Bo w tym wypadku przecież nie chodzi o niezapomniane doznania smakowe, a o owocowe orzeźwienie w słoneczny dzień.


Nazwa: Chardonnay Pays d’Oc IGP
Producent: Centennial
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 14,99zł
Rodzaj wina: białe, półwytrawne
Ocena:


Inni wtorkowicze napisali: