____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portugalia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portugalia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 lutego 2018

Portugalska czerwień na polskie mrozy


Quinta Seara d’Ordens Douro DOC Reserva 2015


          Zima znów chwyciła nas w swoim żelaznym uścisku. Czas, kiedy na początku lutego mieliśmy w ciągu dnia około dziesięciu stopni w plusie wydaje się być odległą przeszłością. Dziś cieszymy się, jeśli temperatura nad ranem nie spadnie poniżej dyszki…na minusie. Chciałoby się już usiąść na tarasie w ciepły letni (lub chociaż wiosenny) wieczór z kieliszkiem schłodzonego białego wina i w towarzystwie lekkiej sałatki bez nostalgii wspominać aktualną sytuację pogodową. Tymczasem wieści, jakie słyszymy od prognostyków nie napawają optymizmem. Na przyjście wiosny jeszcze trochę poczekamy.
          Ja za to nie musiałem zbyt długo czekać na przyjście paczki ze Słonecznej Winnicy (nomen omen, w kontekście tego co za oknem, chciałoby się takie paczki otrzymywać jak najczęściej). Nadesłana butelka nie tylko jest wręcz idealna na długie zimowe dni, ale też samo miejsce jej pochodzenia nieodzownie kojarzy się z ciepłem i dniami skąpanymi w promieniach słońca. Choć dolina rzeki Douro w Portugalii to region rozsławiony przede wszystkim przez wzmacniane porto, dziś produkuje się tam już całkiem dobrej jakości wina wytrawne. Przepełnione gęstym owocem, gorącym słońcem, nierzadko podkreślone beczkowymi nutami mocarne wina z Douro stanowią nie lada konkurencję dla hiszpańskich, włoskich czy francuskich klasyków. Trafiają one przy tym do konsumenta w naprawdę dobrych cenach, co rzecz jasna przekłada się na dobry stosunek cena/jakość. CZYTAJ WIĘCEJ...



niedziela, 11 grudnia 2016

Wines of Portugal – A World of Difference

Portugalska różnorodność w kieliszku

źródło: www.cellartours.com

Winiarska Portugalia wydaje się być wciąż nieodkryta dla konsumenta, który wino pije okazjonalnie, a nie jest zapaleńcem w ciągłym poszukiwaniu nowych doznań. W walce o kieliszki klientów, w kontekście tego niewielkiego kraju położonego na Półwyspie Iberyjskim, w ostatnim czasie dominowała Biedronka. Na półkach dyskontu przy okazji kolejnych ofert pojawiło się wiele ciekawych butelek z Portugalii. Były orzeźwiające vinho verde, były czerwienie i biele z Douro, Alantejo czy Dão, było też całkiem przyzwoite porto. Sieć z owadem w logo dystrybuowała u nas również wiele win z portfolio Monte da Ravasqueira, którego Tinto weszło do stałej oferty i całkiem nieźle sobie radzi (nic dziwnego, bo soczysty owoc, dobry kwas i taniny zbalansowane przez odrobinę cukru to strzał w dziesiątkę za 15zł bez grosza).
Biedronka konsekwentnie pokazuje, że jej mocną stroną są wina z matecznika (chociaż mówienie o Portugalii jako mateczniku sieci nie jest do końca uzasadnione, ale to temat na inny wpis). Oczywiście zdarzają się butelki zupełnie nietrafione, wrzucone na półki jedynie po to, aby zapchać dziury i tworzyć masę. Trzeba jednak przyznać, że w ofertach portugalskich stosunek win dobrych i pijalnych do tych niepijalnych jest o wiele wyższy niż w kontekście pozostałych krajów (serce mi krwawi, gdy na półkach pojawiają się kolejne zlewki z Italii produkowane bez ładu i składu). Grzechem byłoby zmarnowanie potencjału poznawczego, jaki wypracowały gazetki pojawiające się przy okazji promocji kolejnych ofert portugalskich. Podobnie jak w przypadku Lidla i win polskich, kolejnym krokiem dla wielu (choć zdecydowanie nie większości) klientów kupujących wina w Biedronce mogłyby być sklepy specjalistyczne oferujące szeroką gamę win jakościowych już nie tylko z czołowych regionów Portugalii, a z całego kraju.


O budowanie świadomości i rozbudzanie ciekawości winiarskiej w ostatnich miesiącach zadbało Wines of Portugal organizując degustacje, podczas których uczestnicy mieli okazję spróbować pozycji z wielu części kraju. Pojawiały się szlagiery, konie pociągowe portugalskiego biznesu winiarskiego, ale nie zabrakło też butelek mniej oczywistych, a co za tym idzie bardziej interesujących. Miałem okazję wziąć udział w jednej z takich degustacji podczas tegorocznych targów Enoexpo w Krakowie. Na start otrzymaliśmy… nie, nie vinho verde, a Aldeias de Juromenha Verdelho 2015 czyli wino produkowane niemal na przeciwległym końcu kraju. W nosie przyjemnie rześkie i aromatyczne zarazem. Mieszanka owoców egzotycznych i niewielkiej dawki cytrusów, która idealnie sprawdzi się tak w upalnie dni solo, jak i w te chłodniejsze przy talerzu. Tapada de Coelheiros 2015 miało już bukiet nieco cięższy, bardziej zawiesisty, miodowo-kwiatowy, gdzie czasem przebijają się nuty owocowe. Domieszka lokalnego szczepu arinto dała całości przyjemną, wibrującą kwasowość. Około czwarta część wina przeszła dojrzewanie w dębinie, ale poza miodowo-karmelowym wstępem trudno to wyczuć w nim samym. Ostatnią bielą było Adega de Borba Reserva Branco 2013, które w nosie częstuje dużą ilością karmelu i wanilii oraz innych nut odbeczkowych. Owoc ma tu duży problem, żeby się przebić. Dopiero na języku dochodzi do głosu pod postacią brzoskwini i ananasa z puszki. Nie brak oczywiście i beczki, choć wino samo w sobie nie jest dębowym potworkiem. Ma duży potencjał starzenia i warto byłoby go spróbować za 5 lat (co nie zmienia faktu, że rześkości już nie nabierze).


Tapada de Coelheiros Tinto 2012 otworzyło serię win czerwonych. Kupaż lokalnych i międzynarodowych odmian (cabernet sauvignon, aragonês – czyli tempranillo i trincadeira) dał wino o bardzo ciemnej, brunatno-purpurowej barwie. Główne aromaty to przydymiona śliwka i jeżyny, wszystko to podbite waniliowym tłem. Są też potężne, ale dobrze dopasowane do całości taniny. W Aldeias de Juromenha Tinto Reserva 2012 z początku nieco odstawał alkohol. Pierwsze średnie wrażenie zniknęło jednak szybko i zastąpiła je przyjemna owocowość jedynie podkręcona beczką. W ustach spora dawka śliwek, wiśni, kory cynamonowej, drewna i przypraw. Wysoka kwasowość oraz ponownie spora ilość tanin (być może chwilami sprawiającymi wrażenie suchych). Piliśmy białe wino od Adega de Borba, nadszedł czas na Adega de Borba Grande Reserva 2011. Wino choć ma 14,5% alkoholu, to zupełnie tego nie czuć. Jest rustykalny, grubo ciosany nos, w którym dominują owoce i aromaty wiejskie. Wanilia i kokos ledwie wyczuwalne na języku. Wino zdecydowanie potrzebuje czasu, aby osiągnąć pełnię harmonii, ale już teraz jest bardzo interesujące.


Dwa kolejne wina to próba zmierzenia się z lokalnością i zaprezentowania dwóch regionów przez tego samego producenta: Santos da Casa Grande Reserva Alantejo 2010 oraz Santos da Casa Grande Reserva Douro 2010. Podczas gdy pierwsze z nich oferuje w równych proporcjach jeżyny i zioła w nosie, drugie częstuje większą dawką czerwonych owoców. Beczka u przedstawiciela Alantejo zostawiła wiórki kokosowe, zawodnika z Douro natomiast potraktowała delikatniej. Co ciekawe oba wina pochodzą z tego samego rocznika i zastosowano przy ich produkcji dokładnie te same metody. Różnią się jedynie (albo aż!) szczepami wchodzącymi w ich skład.
Słodkie wina z Portugalii to temat rzeka, ale niekwestionowanym królem pozostaje porto. Na degustacji pojawiły się dwa rodzaje rzeczonego wina. Tawny 10 Years Vieria de Sousa to płynny bursztyn w kieliszku. W nosie bukiet zbudowany na suszonych daktylach i rodzynkach, wyczuwalne są nuty beczkowe, ale nie dominują one całości. Są też orzechy, kawa i prażone migdały. W ustach pojawia się zaskakująco wyrazista i piękna kwasowość. Całość wieńczy pikantny finisz. Mistrzostwo! Vieria de Sousa LBV 2012 to z kolei młodzieniaszek. Purpurowa barwa, w ustach słodycz, która nie męczy i głębia owocu. Do tego przyjemna tanina, która nadaje winu ostatecznego szlifu. Kolejne mistrzostwo!
Degustacja zorganizowana przez Wines of Portugal jednoznacznie pokazała, że kraj ten jest na wschodzącej i w najbliższych latach może pozytywnie zaskakiwać. Podczas gdy moje ukochane Włochy znalazły się w jakimś przedziwnym winiarskim marazmie (choć może wynik referendum z 4 grudnia nieco otrzeźwi ducha narodu), Portugalscy winiarze bez ustanku udowadniają, że niezależnie od regionu i półki cenowej potrafią zaoferować żądnym smaku coś ciekawego. Podkreślę raz jeszcze: zaczynając winiarską przygodę z marketami i dyskontami, warto czasem wykonać krok dalej, zastąpić dwie butelki tańsze jedną droższą, ale sięgnąć po zupełnie inną jakość. Chociażby od święta, a na to czekać długo nie musimy.


Degustowałem na zaproszenie organizatorów.

sobota, 18 czerwca 2016

Faktoria Win robi skok na klientów dyskontów?

Karta Win Standard Plus Wiosna/Lato 2016


Rywalizacja dwóch największych graczy na winiarskim rynku w Polsce widoczna jest od kilku lat. Jej efekty da się zauważyć w wielu dziedzinach. Są one widoczne chociażby przy samych marketowych półkach, gdzie nierzadko byłem świadkiem naprawdę merytorycznych dyskusji na temat spoczywających tam butelek. Nie będę się tu zbytnio rozwodził nad efektem Biedronki w blogerskim kontekście (statystyki bloga po opublikowaniu wpisu, w którym pojawiają się hasła „Lidl”, „Biedronka” czy nawet „dyskont” szybują znacząco do góry). Nawet jeśli od dłuższego czasu trzymam się nieco z boku marketowych pojedynków na Bordeaux, Toskanię i inne winiarskie regiony świata, docierają do mnie od czasu do czasu echa głośnych porażek lub świetnych debiutów z marketowych półek.
Fakt pozostaje faktem: pomimo znaczącej liczby win niepijanych, ekstremalnie rozwodnionych, wyżyłowanych i tym podobnych, w sklepach wielko powierzchniowych trafiają się prawdziwe perełki. Trafiają się wina, które poparte wiedzą zaprezentowaną w przystępnej formie (kolorowe gazetki pełne chwytliwych tekstów, ładnych ilustracji, opatrzone nierzadko komentarzem sommeliera), sprawiają, że wiedza przeciętnego Polaka na temat win szybuje równie mocno w górę, co statystyki bloga po opisaniu wspomnianej butelki.
Przez długi czas pomiędzy wódkę (wino), a zakąskę próbowała wbić się Faktoria Win. Drewniane półki z winami znalazły się w setkach wiejskich i osiedlowych sklepów czy na stacjach benzynowych zajmując kolejną niszę na winiarskim rynku. Wino, w mojej ocenie, dziś jest już w Polsce równie dostępne co w innych krajach. Pozostaje jednak jeszcze żmudna praca nad świadomością konsumencką oraz nad jakością sprzedawanych butelek. No właśnie, poprzednie oferty podmiotu należącego do grupy Eurocash nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Pomimo kilku dobrych butelek, a nawet pionierskich pomysłów sprzedaży win polskich na dużą skalę, w ofercie FW lądowały często anonimowe winiawki czy etykiety znane już bardzo dobrze każdemu Polakowi (Carlo Rossi, Kadarka, Sophia, Liebfraumilch, El Sol i wiele innych).
Tym razem jest jednak inaczej. Faktoria Win przygotowała ofertę Standard Plus Wiosna/Lato 2016, która znajdzie się tylko w wybranych punktach. W jej skład weszło 12 butelek przeznaczonych dla klienta, który o winie umie powiedzieć więcej niż „lubię białe bo czerwone mi nie smakuje” lub „białe wino dla mnie to nie wino”. Również ceny są nieco wyższe niż te znane nam z dyskontowych półek (nawet jeśli Lidl nie raz odważył się już wyjść poza magiczną barierę trzydziestu złotych). Jednym słowem: Faktoria Win celuje w klienta w pewnym stopniu świadomego (nie wnikając już czy uświadomienie to nastąpiło poprzez marketowe zabiegi sprzedażowe, czy z pomocą innych podmiotów). Grupa Eurocash tą ofertą porzuca walkę z wiatrakami, to znaczy z dwoma największymi graczami, a po raz kolejny szuka swojej niszy. Z czym idzie do boju i czy ma to sens? Odpowiedź na końcu tekstu, teraz przejdźmy do sześciu win białych, które weszły w skład nowej oferty (Sauvignon Blanc z Bordeaux opisałem już tutaj).


Węgry to źródło dobrych i tanich win. Pomimo, że ich prestiż i rozpoznawalność wciąż rośnie na arenie światowej, nadal można znaleźć tam ekstremalnie pijalne, tanie, może nieco anonimowe, ale z pewnością prezentujące dobrą jakość butelki. Sięgnęła po nie również Faktoria Win. Aż dwukrotnie. Pierwszym winem z tego kraju jest Thummerer Bokreta Cuvée (24,99zł). Wino ma bardzo jasną, słomkową barwę. W nosie z początku dużo kwiatów. Później dochodzą doń owocowe nuty dojrzałych brzoskwiń. Wino w ustach jest lekkie, dość proste, ale przy tym bardzo przyjemne. Kręgosłup tworzą aromaty brzoskwiniowo-morelowe. Kwasowość jest raczej niska, zaakcentowana głównie na finiszu. W skrócie? Wino warte swojej ceny, nie oczekiwać po nim zbyt dużo, a będzie wręcz idealne do sączenia na balkonie w gorące letnie popołudnie.




Drugi węgrzyn tej oferty to Szöllösi Sauvignon Blanc (36,99zł). Zielonkawa suknia, zapach nieco mniej rozbuchany niż w przypadku wina opisanego powyżej. W nosie przewijają się i równoważą nuty kwiatowe i owocowe. Na języku zarówno aromatyczność, jak i rześkość oferowana przez nuty cytryn i limonki. Jest też spora dawka zielonych owoców (agrest, kiwi) oraz wyraźny zapach liści czarnej porzeczki. Finisz nieco goryczkowy, grapefruitowy. Wino dobre, cena porównywalna do Kressmana, jakość również. Obroni się solo, równie dobrze sprawdzi się w kuchni. Polecam.



Kolejne wino to różowe Vinho Verde Casal Garcia (24,99zł). Pozycja, wydawać by się mogło, wręcz idealna na zbliżające się gorące tygodnie. Bladoróżowa barwa, dość jasna, zapowiada raczej lekkie wino. Znad kieliszka z początku unosi się spora dawka landrynkowatości, która przez długi czas przykrywa kryjące się w tle truskawki i poziomki. W ustach lekkie, dość rozwodnione (w końcu to Vinho Verde!), zaskakująco kwasowe jak na wino półwytrawne. Aromaty kijem na wodzie pisane, to znaczy nikłe. Woda okraszona musowaniem, kwaskiem cytrynowym i odrobiną truskawek. Wino, wbrew mojemu marudzeniu, dość przyjemne. Spełnia swoje zadanie (gasi pragnienie), ale czemu tak drogo?



Orzeźwienia i konkretnej dawki mineralności można by się spodziewać po kolejnym winie: Marcel Martin Muscadet Sèvre Et Maine (24,99zł). W barwie wyraźnie zauważalne zielonkawe refleksy. Nos nieco powściągliwy. Jest limonka, są zielone jabłka. Tylko kamienne tło niewyraźne i za bardzo skryte. W ustach najpierw słodkawy owoc, długo nic, później rozwodniony, ale wciąż kwasowy i trochę goryczkowy finisz. Brak tu mineralności znanej z klasyków tego gatunku, brak nerwu. Najbardziej smakowało mi to wino w towarzystwie gorzkich zielonych oliwek. Solo średnio grało, ani nie orzeźwiało, ani nie dostarczało szczególnych wrażeń smakowych.



Jest wreszcie pierwszy reprezentant Włoch w tym zestawieniu: Rina Ianca Tresa Grillo Viognier (33,99zł). Sycylijskie do cna grillo połączone w biologicznym kupażu z vioginerem. Nos dość prosty, dominują egzotyka i cytryny. W ustach niska kwasowość (co z pewnością spodoba się wielu konsumentom w Polsce, bo nie o brak cukru zazwyczaj chodzi, a o zbyt wysoką kwasowość w winach). Da się wyczuć nieco słodyczy resztkowej i goryczki na finiszu. Wino raczej lekkie, wygładzone, powinno smakować szerokiej publiczności. Nie jest to Sycylijczyk wybitny, ale o znalezienie taniego i dobrego grillo u nas raczej trudno, więc nie ma przed nim nawet za dużej konkurencji. Dobrze pasowałoby do owoców morza, najlepiej w formie fastwoodów, jak sprzedaje się je często na sycylijskich ulicach.



Ostatnie białe wino tej oferty to australijskie chardonnay: Mc Pherson Vintage Secret (44,99zł). Zdecydowanie najcięższy zawodnik w tym zestawieniu. Złocista, połyskliwa barwa. Egzotyczne owoce w umiarkowanej ilości stonowane przez maślane nuty. Na języku słodkawe, z wyczuwalnymi aromatami melona, brzoskwini, a nawet orzechów i migdałów na finiszu. Owoc jest dojrzały, pełny, wyrazisty, ale nie rozbuchany. Brakuje kwasowości, aby rzucać je na głęboką wodę z kulinarnymi przeciwnikami, ale powinno poradzić sobie z rybą usmażoną na maśle albo wędzonymi łososiem lub węgorzem. Wino znacznie różniące się od poprzednich, próżno szukać tu rześkości i orzeźwienia, ale też nie taka jego rola. Pomimo, że cena może odstraszać, to wino oceniam jako dobre.


Wśród białych win z oferty Standard Plus dominują wina lekkie, rześkie, raczej niezbyt skomplikowane ze średnio zaznaczoną kwasowością. Takich win będzie większość z nas szukać w najbliższych miesiącach. Nie ma spektakularnych wpadek, nie ma też win, które onieśmielałyby największego znawcę (i trudno oczekiwać po butelkach w podobnych cenach takich niespodzianek!). Jest najzwyczajniej w świecie dobrze. Podczas wakacyjnych wojaży do miejsc, gdzie trudno o dobrego importera, Faktoria Win takimi butelkami może zacząć bić się o serca winomanów. Nie każdemu przecież do popołudniowego relaksu wystarczy czteropak jasnego pełnego czy rozcieńczona wodą gazowaną kwasowa winiawka z dyskontu (!).

Wina do degustacji otrzymałem od importera.
Czerwone wina z oferty Standard Plus zostaną opisane w kolejnym artykule.
O białych winach przeczytacie również u innych blogerów: Raport z win, Blurppp, Niewinne podróże, Pisane winem, Winowacja, Winiacz, Korek od winaEnoeno.



sobota, 23 kwietnia 2016

O winach z Biedronki matecznika

Monte da Ravasqueira

Wiele już win w moim kieliszku wylądowało od ostatniego wpisu na temat trunków z Biedronki. Dyskontowe oferty śledzę na bieżąco, ale opisywać ich nie miałem ochoty. Po części dlatego, że Winicjatywa, Nasz Świat Win, Blurppp i inni dziennikarze/blogerzy winiarscy robili to perfekcyjne. Po części dlatego, że nie dostrzegałem na półkach Owada szczególnie interesujących butelek. Co nie znaczy oczywiście, że wina ze wspomnianego dyskontu odstawiłem na bok. Nie tak dawno przecież raczyłem się kupionymi w śmiesznych (wyprzedażowych) cenach Fern Ridgem oraz Grey Rockami (za trzy butelki zapłaciłem mniej niż 50zł). Wspomnę też o znakomitym Nebbiolo, polecanym niedawno przez Winiacza, którego cena chociaż nieznacznie wykraczająca poza magiczną barierę biedronkowych ofert (30zł), i tak wydaje się wysoce za niska.
            Przez ostatnie miesiące w dyskoncie przewinęło się aż pięć butelek produkowanych przez tego samego producenta – Monte da Ravasqueira. Za to Biedronka ma u mnie duży plus, bo fenomen to zaiste rzadko spotykany w marketowych warunkach. Wielkie sieci wodzone za nos niską ceną, często wybierają pojedyncze pozycje z ofert różnych producentów, aby klientów nie wystraszyć wysoką ceną (czemu Lidl niejednokrotnie próbował zaprzeczyć wprowadzając na swoje półki wina za 50, 75, a nawet 150zł). Wracając do sedna: dziś zbieram moje doświadczenia z ostatnich miesięcy i opisuję cztery Ravasqueiry: Rosé 2015, Tinto 2014, Reserva 2014, Late Harvest 2014. W zestawieniu zabrakło nieopatrznie pominiętego wina białego, chociaż czytając opinie kolegów po fachu, dochodzę do wniosku, że dużo nie straciłem.


            Monte da Ravasqueira Rosé 2015 (14,99zł) to kupaż portugalskiego szczepu Touriga Nacional i nieco już bardziej międzynarodowego Syrah. Barwa wina różowo-landrynkowa, kobiety dopatrzyłyby się brzoskwiniowych refleksów. W nosie pokaźna, nieco sztuczna landryna. Sytuację ratuje odrobina świeżych poziomek w tle. Na języku dobrze wyczuwalna sowita dawka cukru resztkowego. Wino nieco rozwodnione, mało kwasu, jeszcze mniej owocu, dużo landrynek. Wyraźnych wad brak, ale też nie ma tu nic specjalnego. Piłem bez emocji, nie zapadło w pamięć. Pasowało do makaronu z sosem z mascarpone, cukinią i szynką.




            Monte da Ravasqueira Tinto 2014 (14,99zł – w promocji 11,99zł) to jeden z największych hitów Biedronki w ostatnich miesiącach. O tym winie pochlebnie pisało już wielu, piszę i ja. Soczyste, świeże, intensywne, łatwo pijalne – Tinto ma w sobie wszystko to, czego oczekujemy od wina za 15 złociszy. Barwa ciemnoczerwona, intensywna. Zapach zdominowany przez dojrzałe wiśnie i jeżyny. Na języku dobra koncentracja aromatów podkreślona przyjemną kwasowością i taninami. Piłem do wołowych burgerów – bez zarzutu. Dobrze też spisze się przy cięższych sosach z makaronami. Polecam.



Monte da Ravasqueira Reserva 2014 (24,99zł) pojawiło się w dyskoncie na początku grudnia. Sprzedawane w ozdobnej tubie miało być pomysłem na gwiazdkowy prezent. Czy osoby obdarowane tym winem mogły się cieszyć? Polemizowałbym. Tragedii jednak nie ma. Reserva ma ciemnoczerwoną barwę, wchodzącą już w tony brunatno-ceglaste. W nosie z początku uderza intensywny zapach drewna. Po chwili do głosu dochodzi dojrzały owoc, a wiśnie przeplatają się z tytoniem. W ustach kwasowość bez zarzutu (przynajmniej jak na wino z dyskontu), ale stanowczo brakuje koncentracji i można by życzyć sobie lepiej „wtopionych” w wino tanin. Wszystko to kończy tostowy finisz. Za tę cenę chyba lepiej sięgnąć po dwie butelki Tinto 2014 (w promocyjnej cenie).



Ostatni zawodnik - Monte da Ravasqueira LH 2014 (12,99zł), czyli słodkie wino z Portugalii, które nie jest produkowane ani w Porto, ani na Maderze. W tak niskiej cenie można by się spodziewać słodkiego dramatu, na szczęście tak nie jest. Wino ma jasną, słomkową barwę. Zapach niezbyt charakterystyczny, przyjemny, ale prosty i płaski. Jest natomiast zaskakująco świeży – pojawiają się cytrusy okraszone łyżeczką miodu. W ustach dużo słodyczy, która po chwili jest skutecznie balansowana przez cytrynową kwasowość. Proste aromaty kwiatów, nieco owoców. Szału nie ma, ale trudno dopatrzyć się tu wad. Jednym słowem? Bez emocjonalne. Dobre do pieczonych jabłek.


Podsumowując: w Biedronce zdarzają się porządne i tanie wina, ale znalezienie ich wymaga trochę wysiłku i cierpliwości. Dużym pozytywem jest dla mnie fakt, że dzięki kolejnym ofertom dyskontu mogłem poznać spory wycinek oferty danego producenta. Na dodatek aż trzy wina pochodzą z tego samego rocznika, co stanowi jeszcze jeden element godny uwagi. Owadzie, czekam na więcej tak przyjemnych spotkań.