____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chianti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chianti. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 czerwca 2016

Po Toskanię do Biedronki?

Duca di Saragnano


Od mojego ostatniego spotkania z pewnymi jegomościami z Toskanii minęło już trochę czasu. Nic więc dziwnego, że znów zatęskniłem za winami z tego regionu. Pech chciał, że niemal wszystkie toskańskie butelki z mojej piwnicy wyparowały już jakiś czas temu … Traf natomiast chciał, że akurat Biedronka wprowadzała w tym czasie nową włoską ofertę. Wina, które dzisiaj opisuję kupiłem dobre kilka tygodni temu, ale wciąż leżą one na półkach dyskontu, a więc niniejszą recenzję uważam za sensowną.
Duca di Saragnano. Na pierwszy rzut oka ma on niewiele wspólnego z Toskanią. Saragnano bowiem, to niewielka miejscowość położona we Włoszech, na południe od Neapolu. Mamy zatem pierwszy zgrzyt przy wkładaniu butelek do koszyka, a to zaledwie początek mojej przygody z tym producentem… Nadmienię przy okazji, że aktualnie na półkach Lidla znajduje się sycylijskie chardonany, również wyprodukowane przez Diuka z Saragnano. Cóż, jedno jest pewne: mamy do czynienia z dużym producentem, który obecny jest w wielu włoskich regionach (nie, żebym od początku łudził się, że będzie inaczej!) oraz wielu polskich marketach.


Na pierwszy ogień poszło tańsze Toscana Rosso IGP 2014. Wino miało intensywną, ciemnowiśniową suknię, dało się dojrzeć purpurowe refleksy, a na brzegach kieliszka tworzyły się wyraźne, acz cienkie łzy. W nosie dominował aromat wiśni. Poza nim, niestety, nie dało się wyczuć nic więcej, być może trochę nalewkowo-śliwkowych aromatów. Na tym jednak basta. W ustach wino proste, ale dość smaczne i przyjemne. Trochę tanin, odrobina cukru resztkowego wyczuwalnego z początku oraz nieco pikanterii na finiszu. Aromaty średnio skoncentrowane, ale wszystko w rejestrach odpowiednich dla „wina codziennego” (czyli takiego, które otwieramy wieczorem po ciężkim dniu, bez okazji, bez większego rozwodzenia się nad bukietem wydobywającym się z kieliszka. Prostego.). Cena również codzienna, a więc wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Jeśli podejść doń bez większych oczekiwań, to spełni swoje zadanie.

Nazwa: Toscana Rosso IGP 2014
Producent: Duca di Saragnano
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 16,99zł
Rodzaj wina: czerwone, półwytrawne
Ocena:




            Drugim winem było Chianti Riserva DOCG 2013. Barwa wina podobna do poprzedniego, z jedną różnicą: tu były już wyraźnie zauważalne brunatno-ceglaste refleksy. W nosie znów wiśnia, wiśnia i jeszcze wiśnia, to znaczy aromat prosty i bazujący raczej na jednej nucie. Szkoda tylko, że ani ta wiśnia pełna, ani soczysta, ani tym bardziej głęboka. Raczej nieco niedojrzała, mała i kwaśna. Dopiero po jakimś czasie dołączyły doń nuty mokrego drewna i kory cynamonowej (ale i tu zastosowano skalę mikro). O ile aromat był dość przyjemny o tyle na języku zawód: wino niezbyt wyraziste, z niską koncentracją aromatów. Nawet jeśli kwasowość była na dość dobrym poziomie, to suche, trocinowe i niezintegrowane z całością taniny skutecznie zaburzały odbiór wina. Dopiero po dobie od otwarcia wygładziły się one nieco, przez co wino stało się bardziej znośne (ale wciąż płaskie!). Zdecydowanie bardziej opłaca się zapłacić mniej i sięgnąć po butelkę Toscana Rosso.

Nazwa: Chianti Riserva DOCG 2013
Producent: Duca di Saragnano
Miejsce zakupu: Biedronka
Cena: 24,99zł
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena:


Wyższośc IGP nad DOCG w tym wypadku nie tylko na zdjęciu.

sobota, 30 stycznia 2016

Che cosa bolle in pentola… – styczeń 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Pierwszy miesiąc nowego roku już prawie za nami. Skupmy się zatem na krótkim podsumowaniu mijających tygodni. O czym donosiły włoskie media? Jakie wydarzenia przyciągały uwagę mieszkańców Bel Paese? Przekonacie się o tym czytając rubrykę Che cosa bolle in pentola…!
            Problem smogu w kontekście Polski to przede wszystkim problem Krakowa. Lekarstw na ten problem może i jest dużo, ale trudno znaleźć lekarza prowadzącego, który wziąłby na siebie odpowiedzialność za jakąkolwiek drastyczną kurację. Tak więc Kraków nadal boryka się z gęstą atmosferą i czuwa spokojnie spowity oparami spalin… Pocieszającym wydaje się być fakt, że nie tylko stolica Małopolski musi stawić czoła smogowi. Również Mediolan i Rzym, a także inne większe włoskie miasta musiały zmagać się z zanieczyszczeniami powietrza w styczniu. Choć problem w kontekście tych miast nie jest nowy, to skutecznych rozwiązań wciąż brak. Falę krytyk i pochwał wywołał pomysł władz stolicy Lombardii – na trzy dni całkowicie wstrzymano ruch samochodowy w mieście. Jest to na pewno jakieś rozwiązanie, ale chyba nie zadziała ono na dłuższą metę. Włoskie prawo przewiduje, że każde miasto w kwestii walki ze smogiem może podejmować działania według własnego uznania i powagi sytuacji. Niektóre włoskie metropolie wprowadzają tzw. targhe alternate – w dni parzyste na ulice mogą wyjeżdżać auta z rejestracjami, które kończą się parzyście, w dni nieparzyste – pojazdy z rejestracjami nieparzystymi. Inni poszli za przykładem Turynu, gdzie oferuje się darmowy (lub po prostu zniżki) transport publiczny dla posiadaczy aut. A smog jak wisiał, tak dalej wisi…

źródło: images2.corriereobjects.it

            Rozwiać (dosłownie i w przenośni) problem dużych włoskich miast mógłby wiatr, który ostatnio nawiedził Apeniny. Podmuchy wiatru dochodziły do 238 km/h (!). Straż pożarna musiała interweniować jeszcze na kilka dni po przejściu nawałnicy, służby przez kilka dób naprawiały zerwane sieci elektryczne, bowiem bez prądu pozostało mnóstwo większych i mniejszych miejscowości na obszarze dotkniętym przez huragan.
Na brak wiatru z pewnością nie mogą narzekać osoby, które nadzorują ostatni etap produkcji wina musującego z winnicy Cave Mont Blanc. Proces ten bowiem odbywa się na wysokości 2200m n. p. m., na zboczu Mont Blanc, czyli najwyższej góry Europy. Druga fermentacja, mająca na celu „zamusowanie” wina, zachodzi w butelkach. Według ekspertów i pomysłodawców ciśnienie i temperatura, które panują na tej wysokości, odpowiadają za bardziej wyrafinowane i delikatne musowanie. Prawda? Czy może chwyt marketingowy? Istnieje chyba tylko jeden sposób, aby się przekonać…
            Ciekawe co o tym pomyśle powiedziałby „Król Barbaresco”, Angelo Gaja? Na to pytanie odpowiedź jeszcze się nie pojawiła. Ostatnimi czasy ukazał się za to całkiem pokaźny wywiad z jednym z najważniejszych włoskich producentów wina. Gaja opowiada między innymi o swoich winnicach, o wyrównywaniu rachunków z Toskanią oraz o tym, dlaczego nie zacznie robić Franciacorty.

źródło: wein.germana.de

            Skoro już na dobre wszedłem w tematykę winiarską, czuję się w obowiązku przytoczyć informację o niezwykłej rocznicy. Chianti Classico kończy w tym roku… 300 lat! Z okazji urodzin konsorcjum zrzeszającego producentów Chianti, w majowym Giro d’Italia dziewiąty etap zostanie zadedykowany właśnie tej apelacji. Portal Il Sole 24 Ore opublikował artykuł opisujący najnowsze dzieje dotyczące słynnego włoskiego Czarnego Koguta, a znajdziecie go tutaj. W celu uczczenia rocznicy proponuję wznieść toast kieliszkiem Chianti Classico Riserva di Fizzano.

źródło: rometour20.net

            Jeśli chcielibyście uczcić 300-lecie Chianti Classico nieco bardziej, proponuję sięgnąć do karnawałowego przepisu na ciambelle di patate. Jeśli nie znacie włoskiego, nie obawiajcie się, podobny przepis znajdziecie na Italianizzato.
Oskary, Oskary i po Oskarach… tak zapewne mógłbym zacząć Pentolę za miesiąc. Nie nagrody są wszakże najważniejsze, a ludzie, którzy je otrzymują. Bo to ludzie są w stanie tworzyć zapierające dech w piersiach kreacje. Do takich twórców z pewnością zalicza się Giuseppe Tornatore. Na portalu Repubblica opublikowano wywiad ze słynnym włoskim reżyserem. Tornatore trzeźwym okiem ocenia otaczającą nas rzeczywistość i w nawiązaniu do swojego ostatniego filmu zauważa: „Technologia jest cudowna, ale to my czynimy ją przeklętą”.
 Na zakończenie pozwolę sobie wspomnieć o spotkaniu premiera Włoch z trzema wybitnymi reżyserami. Tutaj możecie posłuchać co mówili Benigni, Tornatore oraz Sorrentino po spotkaniu z Renzim.

źródło: ilgiornale.it



piątek, 18 września 2015

Sensi Chianti Campoluce 2014 DOCG

O biologicznym „szanti”, co klasę pokazało


Co prawda w mojej tegorocznej podróży po Toskanii do Chianti, ani w okolice tego winodajnego regionu nie trafiłem, ale fakt ten nie przeszkodził w przytarganiu do domu butelki „szanti”. W okolicach jednej z najbardziej przesyconych winem miejscowości w regionie, Montepulciano, sięgnąłem po butelkę pochodzącą z rejonu oddalonego nieco bardziej na północ. I nie była to butelka byle jaka, pierwsza lepsza, a zakup podyktowany bardziej ciekawością degustatora, niż dobrym smakiem.
Zaczęło się od karty win w jednej z restauracji hotelowych, należącej z kolei do kompleksu prowadzonego przez znajomych Włochów w Chianciano Terme. Pod zakładką vini rossi stało jak wół: „Chianti Sensi – vino biologico”. O pewnym biologicznym chianti od tego producenta mówiło się co nieco jakieś dwa lata temu, za sprawą dyskontu z owadem w logo. Było to chyba jedyne wino od Sensi, które w większości przypadków zdobyło zgodnie pozytywne opinie. Co do reszty produktów od tego toskańskiego producenta, które do naszego kraju trafiały, lepiej zaoszczędzić słów.
Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili pomyślałem o owym biologicznym, tanim, ale dość przyjemnym winie. Wszystko by się zgadzało, ale cena w karcie win pozostawiała jednak wiele do życzenia – 20 euro (przypomnę, że butelka o której myślałem w Polsce kosztowała 19,99zł). Co by zaspokoić moją ciekawość, poprosiłem znajomego o tę właśnie butelkę. W moje ręce trafiło Chianti Campoluce 2014 DOCG. Moje przypuszczenia okazały się więc chybione, co przyjąłem z ulgą. Jak się potem dowiedziałem, Campoluce w detalicznej cenie kosztuje od 12 do 15 euro, a to z kolei uważam za wysoce rozsądną cenę w świetle tego, co dostajemy.
A co właściwie dostajemy? Świetnie zbalansowane, eleganckie, dopracowane w najmniejszych detalach wino o intensywnej i klarownej barwie. Nozdrza natychmiast poraża bogactwo owocowych aromatów, którym dowodzi soczysta, dojrzała wiśnia. Aromat czyściutki, intensywny i bardzo przyjemny. Usta z kolei tłuste, oleiste (co dało się zauważyć już przy nalewaniu wina do kieliszka), z miękką, ale dobrze zaakcentowaną taniną, która nie zagłusza, a stanowi tło dla kompozycji. No i do tego długi, pełen owocu posmak… Gdyby tak trafiło do Polski, może już nie na dyskontowe półki, ale w bardziej nobilitujące miejsce, znalazłoby wielu wielbicieli (nawet jeśli Sensi to dziś zupełne zaprzeczenie małej, rodzinnej firmy z toskańskiej prowincji). Polecam, ocena to:




Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!

sobota, 8 sierpnia 2015

Dobre Chianti i Prosecco z Centrum Wina!

Dwa włoskie klasyki w dyskontowej cenie


            Chyba już wspominałem, że po butelki do Centrum Wina warto się udać zwłaszcza wtedy, gdy są one przecenione. Tak było w przypadku Chianti Castellani oraz Grillo od Duca di Castelmonte. Tym razem jednak za nieco ponad 40zł udało mi się kupić wina, które spokojnie można włożyć do koszyka w cenie regularnej. Było to Prosecco Ponte Treviso DOC Extra Dry oraz Chianti Fontella DOCG 2013.
            Bąbelki z Veneto kupione w CW mają barwę jasnej słomki. Jest dużo białej, gęstej piany. Znad kieliszka unoszą się świeże, owocowe aromaty. Jest soczysta brzoskwinia i zielone jabłko. Na języku wino jest rześkie i chrupkie. Czuć przyjemne aromaty białych owoców podbite cytrusową kwasowością. Świetna pozycja jako aperitif, do picia solo w upalne popołudnie, chociaż z pewnością do tego wina znajdzie się dobry towarzysz na stole. Ocena to: 





            Druga butelka to Toskański klasyk, chyba jedno z najbardziej rozpoznawalnych win świata. Mamy tu dość proste, ale wciąż dobre wino z centralnej Italii. Krwista, intensywna barwa (jakby nie było, to przecież „Krew Jowisza”). Nos zbudowany na bazie mieszanki owocowo-przyprawowej. Jest wiśniowa baza, oprószona odrobiną cynamonu z przewijającą się w tle laską wanilii. W ustach wino dobrze zharmonizowane: tanina i owocowość, to dwa słowa, za pomocą których można opisać to Chianti. Kwasowość trzyma całość w ryzach, ale nie dominuje. Finisz dość długi, wiśniowo-tostowy. Wino broni się nawet w regularnej cenie (ok. 40zł) i oceniam je na: 



niedziela, 7 czerwca 2015

Ulubione wino Hannibala Lectera

Sangiovese w najbardziej znanej postaci

źródło: http://cdn2.hellogiggles.com

„Milczenie Owiec” to film, który z pewnością można uznać za kultowy. Podobnie z resztą jak wino, o którym dziś piszę. Czy pamiętasz może, Czytelniku, jakim winem popijał wątrobę swojej ofiary Hannibal Lecter? Jeśli nie, to pozwól, że Ci przypomnę:
„Zjadłem jego wątrobę z fasolką, popijając zacnym Chianti”.
Hannbial Lecter

Pomijam już fakt, że dobre Chianti wręcz idealnie pasuje do smażonej z cebulką wątróbki i w tym wypadku scenarzysta wykazał się znajomością reguł dotyczących połączeń kulinarno-winiarskich (chyba, że po prostu Chianti w USA gra rolę włoskiego wina dyżurnego, podobnie jak u nas), bardziej jednak nurtuje mnie inna sprawa. Gdzie bohater filmu znalazł „zacne Chianti”? W dzisiejszych czasach, gdy na sklepowe półki trafiają hektolitry czegoś „kjantopodobnego”, zwykły klient ma zdecydowanie utrudnione zadanie. Właśnie dlatego w poszukiwaniu prawdziwego i smacznego Chianti warto udać się do specjalistycznych sklepów, gdzie cena niebeczkowanej wersji czasami zaczyna się już od 30-40zł. No chyba, że masz Czytelniku możliwość zdobycia wina prosto z regionu jego produkcji, wtedy odpowiedź nasuwa się sama.
Doszło nawet do tego, że proste, marketowe czerwone wino wytrawne, na którego etykiecie widnieje dumne „Chianti”, a smak pozostawia wiele do życzenia, nazywam „szanti”. Jedynie butelki zawierające pełnowartościowy trunek, który swoim aromatem może przenosić do słonecznej Toskanii ma prawo do poprawnie wymawianej nazwy – „kjanti”… W celu zobrazowania moich rozważań poddałem ocenie dwie butelki omawianego wina. Jedną z nich przywiozłem z Włoch (ok. 10 Euro), drugą natomiast kupiłem w Centrum Wina w promocyjnej cenie (niespełna 24zł).


Chianti Castellani ma wręcz wzorcową, krwisto-czerwoną, barwę. Jest też ceglana obwódka przy brzegach kieliszka. W nosie dojrzała wiśnia, skóra i odrobina cynamonu, zapach jest intensywny i zachęcający. Niestety w ustach z intensywnością aromatów już nieco gorzej (co nie znaczy, że jest źle). Jest owoc, jest dosyć wysoka kwasowość, ale trochę brakuje tanin i… finiszu. Wino w pewnym momencie się urywa i zostaje nieco kwasu na języku. Suma summarum pije się dobrze, jest w stanie dotrzymać kroku nawet cięższym daniom, ale czegoś tu jednak brakuje. W cenie promocyjnej warto, w regularniej to Chianti nie wyróżnia się niczym ponad przeciętną i jest zaledwie poprawne.




Drugą z butelek poddanych ocenie otrzymałem od znajomych z Chianciano Terme. Już jedną pozycję od Fontanelle opisywałem jakiś czas temu. Tym razem towarzyszem moich enogastronomicznych wojaży stało się Chianti Ri. Va. Le. – trzy skróty odnoszą się do ojców-producentów tego wina: Riccardo, Valerio i Leonardo. Wino to powstało z kupażu Sangiovese (80%), Canaiolo (10%) oraz Mammola (10%). Co z tego wyszło?


Bardzo dobrze zbalansowane wino, które jest wręcz stworzone do łączenia z tradycyjną toskańską kuchnią. Intensywna, ciemno-rubinowa i klarowna barwa trunku zapowiada przyjemne doznania w kolejnych krokach, a długie i gęsto ścielące się łzy na kieliszku informują o tym, że nie jest to z pewnością „szanti”. Aromat typowy dla Krwi Jowisza – dojrzała, głęboka, okrągła wiśnia, która jednak nie jest pozbawiona kwasowości. Jest też nieco gryzący aromat tytoniu i zapach wiejskiego obejścia. Na podniebieniu dochodzą do tego nalewkowo-pikantny posmak wiśni oraz niezwykle długi owocowy finisz. Ri. Va. Le. nie jest winem lekkim, nie jest to też jednak mocarz. Aksamitna struktura, dobrze zbalansowany zestaw kwasowość-taniny i niecodzienna kondensacja aromatów – w kilku słowach. Nawet na długo po przełknięciu wina w ustach czuć intensywny smak wiśni. Bardzo dobry trunek, który pije się przyjemnie, ale koniecznie z kulinarnym towarzystwem (lasagne alla bolognese, tłuste sery lub chociaż roladki wieprzowe będą idealne).



piątek, 19 grudnia 2014

M&P Sangiovese Toscana 2013 IGT Caparzo

Szczep „chiantodajny” w nieco innej postaci
           

            Mówisz Sangiovese, myślisz Toskania, a chwilę potem: Chianti, Brunello di Montalcino lub Nobile di Montepulciano. Tak to już jest. Rzadko które toskańskie wino ma szansę konkurować z tymi wymienionymi powyżej. I nie szkodzi, że takie Rosso di Montepulciano, Morellinodi Scansano czy też Rosso di Montalcino może być wyborne, a na dodatek wina te robi się z tego samego szczepu, co najbardziej znana trójka. Nie wspominając już o supertoskanach, bo to jeszcze inna historia.
            Sangiovese to niewątpliwie król Toskanii. Jest to jeden z najbardziej znanych włoskich szczepów, daje wina owocowe (przewaga wiśni), z dosyć wysoką kwasowością. Zazwyczaj są one żywe, a czasami nawet agresywne. W samym regionie wyróżnia się dwie duże rodziny należące do tego szczepu: pierwsza z nich nazywana jest il Sangiovese Grosso (znane też pod nazwami Brunello oraz Prugnolo Gentile); druga z nich to il Sangiovese Piccolo. Wina produkowane z tej odmiany lubują się w daniach z dziczyzny (wszak Toskania dziczyzną stoi).


            Wino, które przyszło mi oceniać to Sangiovese Toscana 2013 IGT od Caparzo. Po nalaniu do kieliszka prezentuje ono intensywnie rubinową, lśniącą barwę z rdzawą obwódką przy brzegach. Na ściankach gęsto ścielą się długie i cieniutkie łzy. W nosie czuć mocny aromat jeżynowo-wiśniowy. Jest też odrobina niedojrzałej śliwki. Wszystko lekko przytłumione dymem fajkowym. W ustach przede wszystkim jednak wiśnia – dojrzała, duża, mięsista. Dopiero na finiszu czuć nieco kakao. Kwasowość zaskakująco niska, jak na wino wyprodukowane w 100% z Sangiovese. Taniny są obecne, dają o sobie znać przez cały czas, ale są przy tym bardzo dobrze wtopione w całość - nie odstają, a uzupełniają. Długi i elegancki finisz. Dobre wino do niedzielnego obiadu, gulasz z dzika z leśnymi grzybami bardzo się cieszył z takiego towarzystwa. Dobra alternatywa dla wspomnianych na początku toskańskich klasyków, polecam.

Nazwa: Sangiovese Toscana 2013 IGT
Producent: Caparzo
Miejsce zakupu: wino dostępne w salonach M&P
Cena: 44zł
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena:  




Wino do degustacji otrzymałem od importera.