____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

niedziela, 29 czerwca 2014

Krumiri

Ciastka z wąsem

źródło: http://d3kveou1jyr0n.cloudfront.net/wp-content/uploads/2011/02/Krumiri.jpg

Czy wiecie gdzie leży Casale Monferrato? Bardzo możliwe, że nie, bo miejscowość ta do największych nie należy. Mimo to, może ona się pochwalić wieloma rzeczami nieporównywalnie wielkimi do rozmiarów miasta. Casale znajduje się w prownicji Alessandria (a więc w Piemoncie) może się pochwalić ogromnym bogactwem zabytków, ale nie o tym będzie dzisiaj mowa. W Casale powstaje wino Barbera del Monferrato (swoją drogą bardzo dobre wino musujące, szczególnie polecam La Monella z winnicy Braida), narodziły się tutaj także Agnolotti di Casale (pierożki wypełnione wołowiną, szynką, jagnięciną i doprawione truflami). No i Krumiri, czyli główny bohater dzisiejszych rozważań.


Ciastka te są jedyne w swoim rodzaju, mocno maślane, produkowane bez dodatku wody, niezwykle aromatyczne i, trzeba to przyznać, mało dietetyczne. Ale jako deser przy mocnym espresso lub likierze smakują się wyśmienicie i w takim momencie nikt nie pomyśli o diecie. Mieszkańcy Casale Monferrato są z nich bardzo dumni i przywiązanie do ciastek w kształcie wąsów widać na każdym kroku.
Historia swój początek ma w latach osiemdziesiątych wieku XIX. W popularnych w tych czasach spotkaniach w Caffè della Concordia, zwanego powszechnie Bottegone, uczestniczy również Domenico Rossi – twórca Krumiri. Legenda głosi, że po jednym z takich spotkań Rossi zaprosił współtowarzyszy do swojej ciastkarni, by wspólnie zrobić jakiś deser na zakończenie wieczoru. Tak narodziły się ciastka w kształcie wąsa, na cześć króla Vittorio Emanuele II z dynastii sabaudzkiej. Oficjalna data to rok 1878, kiedy to pojawiły się pierwsze informacje o ciastkach w gazetach. Legenda pozostaje jednak legendą, a jak wiemy, w każdej z nich drzemie ziarnko prawdy.

źródło: wikipedia.org

A prawdą jest to, że Krumiri są bardzo dobre. I świadczą o tym najróżniejsze odznaczenia i nagrody, między innymi dyplom “Provveditore della Casa di Sua Altezza il Duca d’Aosta” (czyli dyplom zaświadczający o tym, że jest się dostawcą duki Aosty). 4 grudnia 1890 roku ciastka zostają uznane przez miasto, a tutejszy burmistrz A. Savio zaświadcza o tym, że Rossi jest ich jedynym wynalazcą. Od tego czasu sława Krumiri ciągle rośnie, zaczynają doceniać je ludzie władzy, kina i muzyki. Ciastka pojawiają się nawet w Białym Domu. Bill Clinton w 1998 roku otrzymuje paczkę zawierającą produkty piemonckie, a wśród nich Krumiri. Notka prezydenta “the wonderful Krumiri” nie wymaga dalszych komentarzy. 
Jedynym minusem tych ciastek jest cena, dla polskiego portfela zaporowa, ale zapewniam, że warto. We włoskich sklepach pojawiają się podróbki, ale szczerze odradzam ich zakup. Smak odbiega znacznie od oryginału.




czwartek, 26 czerwca 2014

Jak zakręcane to jabol

O wyższości korka nad zakrętką?

źródło: https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh4OuafoAdRNGHkwoFNZNpX-Rg_-MMSmviigHUUI_g35tsESBZRxsuXDNhXa7huxYBWfUCKFXKt2Ep6D0-kNSAuv657a5XejEoBbo6Vjo4WcgnTLvLJWy16-pFuyUctE7bYbr6Q0z_ubZo/s1600/jpg_2141133.jpg

            O wyższości korka korkowego nad zakrętką mówi(ło) się wiele. O tym, że lepsze to dla wina, że niby wino z korkiem to na pewno wino dobre, wysokiej klasy, godne… i tak dalej. Czasy się zmieniają, producenci i konsumenci też. I tak dzisiaj kto ma chociaż efemeryczne i bazowe pojęcie o enologii, ten wie, że zakrętka na butelce z winem to nie grzech, a w wielu wypadkach konieczność.
            No ale tak z drugiej strony, pijąc ostatnio Pinot Grigio z Żabki, doszedłem do wniosku, że wina na zakrętkę są jednak pozbawione pewnej magii. Zdejmowanie kapturka termokurczliwego (często już tutaj pojawiają się trudności), następnie ostrożne „wkręcenie” korkociąga, wyciąganie i na samym końcu charakterystyczne pyknięcie. Niedające się pomylić, tak samo jak nie da się pomylić przyjemnego dla ucha „ptssss” przy otwieraniu butelki lub też ewentualnej puszki z piwem. I to wszystko w domowych warunkach. A widok kelnera, który przynosi butelkę wina i następnie odkręca ją jakby była to połówka wódki? Nie podoba mi się. Niech jeszcze dobrze uderzy kilka razy łokciem w dno i jesteśmy w domu…

źródło: http://www.jmpdesigns.pl/wp-content/uploads/2014/02/serca-z-korka.jpg

            Dobrze, ale zejdźmy na ziemię. Kilka suchych faktów, które stawiają w wielu wypadkach zakrętkę ponad korek: wino w marketach nie jest przeznaczone do długiego leżakowania, są to zazwyczaj trunki „bierz mnie i pij natychmiast”; takie butelki na sklepowych półkach stoją w pionie – korek po prostu wysycha, do wina dostaje się dużo tlenu i po zawodach. Przypomina mi się przypadkowo przeczytany gdzieś wpis o winie, którego korek dało się palcem wcisnąć do środka. Pragmatyzm i racjonalizm mówi: zakręcane wino z marketu to dobre wino z marketu. Oczywiście nie zawsze, aktualnie nadal rzadko widujemy zakręcane wina w porównaniu do tych korkowanych. Inną kwestią jest ochrona lasów korkowych i względy ekonomiczne – zakrętka jest dużo tańsza. Prawda jest jednak taka, że duża liczba klientów (w Polsce) widząc zakrętkę odchodzi z niesmakiem, krzywą miną i adekwatnym komentarzem. Sam słyszałem ich wiele. „Jak zakręcane to pewnie jakiś jabol.”
            Ja się zakrętek nie boję, chociaż jak już wspomniałem – korek to magia. Otwieranie wina, w który wciśnięty jest kawałek „drewna” ma w sobie coś pięknego, co wzbogaca i urozmaica samo spożywanie trunku. Wersja zakrętkowo-piknikowa za to króluje w plenerze!


wtorek, 24 czerwca 2014

Gennari Il Colle Bianco

Słodszy brat Malvasii
           

            Tym razem kolejne białe wino z oferty Gennari. Il Colle Bianco powstaje z jednego szczepu – Ortugo, uprawianego w dolinach nieopodal Piacenzy. Cóż, szczerze mówiąc określenie vino bianco da tavola nie sprawiło, że patrzyłem w stronę tej butelki z optymizmem. Na szczęście moje obawy były nieuzasadnione, bo Il Colle Bianco okazało się być całkiem przyjemnym winem, dla mnie może nieco za słodkim, ale wciąż ekstremalnie pijalnym.

źródło: wikipedia.org

            Wino ma ładny słomkowo-cytrynowy kolor. Jeśli chodzi o usta i nos moja ocena była nieco „przytępiona” z powodu nieżytu górnych dróg oddechowych, który jednak nie był aż tak szkodliwy, by nic nie wyczuć. Przede wszystkim można wyszukać tutaj jabłko i kwiaty. Słodkość jak najbardziej owocowa, do tego na końcu tak jakby trochę goryczki, cieniutkiej i krótkiej. Il Colle ma w sobie coś z moscatowości… Ponadto wino jest musujące, bardzo delikatnie, dzięki czemu jest trochę „lżejsze” i łatwiej pijalne. Słodycz przez to nie jest nachalna, a bardzo przyjemna. Dla mnie numerem jeden Gennari pozostaje Malvasia, ale Il Colle  Bianco zasługuje na miano młodszego brata.



Nazwa: Colle Bianco
Producent: Fratelli Gennari
Miejsce zakupu: pełna lista punktów sprzedaży na www.gennari.pl
Cena: około 35zł
Rodzaj wina: białe, półsłodkie, musujące
Ocena: 




sobota, 21 czerwca 2014

Penne ai gamberetti piccanti

Makaron penne z pikantnymi krewetkami


            Znów przenosimy się w nadmorskie klimaty, tym razem nie same krewetki, a jako element towarzyszący makaronowi. Danie szybkie, łatwe, składające się z ogólno dostępnych składników, w sam raz na kolację po pracowitym dniu.

Składniki na 1 porcję:
·         150-200g makaronu (użyłem penne, ale może być inny)
·         10 krewetek
·         Ząbek czosnku
·         30g tartego Grana Padano
·         1 średni pomidor
·         Oliwa z oliwek
·         Sól
·         Suszone mielone peperoncino
·         Natka pietruszki


Na początku należy zagotować mocno osoloną wodę z dodatkiem oliwy i wrzucić do niej makaron. W tym czasie musimy pozbawić krewetki pancerzy, również ogonów, gdyż później wyjmowanie ich z sosu przy jedzeniu, by tego dokonać, będzie dosyć upierdliwe. Krewetki posypujemy solą i peperoncino. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, dodajemy posiekany ząbek czosnku i przygotowane krewetki. Smażymy przez 2-3minuty, po czym zdejmujemy je z patelni. Pomidora należy obrać ze skórki i pokroić na kawałki średniej wielkości. Można użyć passaty pomidorowej.


Wrzucamy pokrojonego pomidora na oliwę, na której wcześniej podsmażyliśmy krewetki i rozgotowujemy go. Gdy to nastąpi ponownie wrzucamy krewetki oraz tarty Grana Padano. Parmezan, czy Pecorino Romano w tym wypadku będzie zbyt aromatyczny i zabije smak krewetek, więc lepiej ich nie używać. Całość gotujemy na małym ogniu. Odcedzamy makaron, gdy będzie al dente i dodajemy go do sosu. Gdy wszystko się połączy przekładamy na talerz i posypujemy posiekaną natką pietruszki.

Całość smakuje dosyć zaskakująco, ponieważ sam sos jest dosyć słodki (jeśli użyliśmy dojrzałego pomidora), a jedynie krewetki są pikantne (właśnie dlatego przyprawialiśmy peperoncino jedynie krewetki, a nie cały sos).



czwartek, 19 czerwca 2014

Piotr i Paweł Piccini MEMŎRO

Nowa fala w starym świecie


            Butelki MEMŎRO szukałem już od dawna na półkach polskich sklepów. W końcu wpadła mi w oko i bez chwili zawahania trafiła do koszyka. Dlaczego? Cóż… wino to jest czymś w rodzaju symbolu (w dwojakim znaczeniu). Po pierwsze, Tenuta Piccini stworzyła je na 150 lecie zjednoczenia Włoch. Po drugie, MEMŎRO to znak zmiany czasów i powiew świeżości we włoskim świecie winiarskim. Pomimo, że Piccini to firma z długoletnią tradycją (ponad 130 lat), pokazuje, że stać ją na innowacyjność.

źródło: wikipedia.org

            MEMŎRO powstało ze szczepów z czterech regionów Włoch: Primitivo z Apulii (40%), Montepulciano z Abruzzo (30%), Nero d’Avola z Sycylii (20%) i Merlot del Veneto (10%). Mieszanka dotychczas chyba niespotykana, znamienna, jeśli weźmiemy pod uwagę z jakiej okazji powstało do wino. Na butelce brakuje apelacji D. O. C. G., nie ma też D. O. C., ani nawet I. G. T. Mało tego, nie jest to wino stołowe, znajdziemy tam tylko określenie Vino Rosso d’Italia. Tylko, albo aż, bo oznaczenie to oddaje charakter wina w stu procentach. Kwintesencja winnego dobytku Włoch, jednocząca regiony z różnych części kraju. Do dzieła zatem!
            Wystarczy wyciągnąć korek by nozdrza uderzyła prawdziwa burza zapachów: dojrzała wiśnia, śliwka, czekolada, tytoń… z pewnością da się tu wywąchać jeszcze więcej. A na podniebieniu tylko lepiej! Gładki i miękki smak, mocna struktura, długi i głęboki finisz. Znów dojrzałe wiśnie i powidła śliwkowe, gorzka czekolada i tytoń, do tego odrobina słodkości dzięki podsuszeniu gron szczepu Primitivo. Mała kwasowość, na końcu nieco tanin. Bardzo dobre wino za małe pieniądze (może nie dyskontowe, ale małe). Do tego kontrastujące, wyraziste dojrzewające pecorino i jestem w niebie…

 

Nazwa: MEMŎRO
Producent: Piccini
Miejsce zakupu: Piotr i Paweł
Cena: 38zł
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena: 



wtorek, 17 czerwca 2014

Sycylijski Mrok

Sycylia z punktu widzenia Australii


Ostatnio był Neapol z punktu widzenia neapolitańczyka, była Camorra, czyli miejscowa mafia. Dzisiaj przeskakujemy na wyspę, która z mafią ma też do czynienia – i to nie byle jaką, bo Cosa Nostra rozpościera tu swoje skrzydła. Tym razem spojrzymy na rzecz z punktu widzenia Australijczyka, bo autorem książki, którą przedstawiam, jest właśnie człowiek z drugiej półkuli – Peter Robb.
Profesor Robb przed długi czas mieszkał w Neapolu i często odwiedzał Sycylię, bacznie przy tym obserwując zmiany zachodzące w il Mezzogiorno na przestrzeni lat, sam miał nawet do czynienia z obecnością mafii. Książka zaczyna się od sycylijczyka przez duże „S” oraz jego twórczości – Renato Guttuso. Ten urodzony w Bagherii malarz i polityk (komunista) zrobił dużo dla wyspiarzy i tego, jak są oni postrzegani na lądzie. Przede wszystkim jednak, stworzył dzieło tak ważne i znane, jak Vucciria – obraz przedstawiający rynek w Palermo noszący tę samą nazwę. Postać Guttuso przewija się przez całą książkę, pojawia się w wielu kontekstach (zarówno artystycznych, kulturowych, jak i politycznych), ale nie jest ona jedynym elementem, który skłania do lektury.

źródło: http://www.flickr.com/photos/samp60/3500103443/

Co ważne, Sycylijski Mrok nie zamyka się na tematyce mafijno-kryminalnej, a osadza ten kontekst wśród innych poziomów „sycylijskości”. Robb odnosi się bardzo często do literatury południa, Sciascia, czy Lampedusa to tylko nieliczni z cytowanych przez niego pisarzy. Dzięki tej książce odkryjecie wiele dotychczas mało znanych faktów, między innymi tych dotyczących Giulio Andreottiego (siedmiokrotny premier Włoch) i jego związków z Cosa Nostra. Procesy sądowe, wyroki i porachunki mafijne przeplatają się tutaj z opisami biesiad w iście sycylijskim stylu i rajskiego życia na wyspie. Na zachętę fragment opowiadający o kawie, jaką spotkacie na południu Włoch:
„Najpierw dodaje się cukier. Wsypuje się go do maleńkiej filiżanki wyłowionej z tacy z wrzątkiem, zanim z dyszy zacznie sączyć się kawa. Tylko w ten sposób biały proszek wypełniający większość filiżanki roztopi się w całości w gorącym, gęstym napoju, który mógłby się przelać, gdyby nie szybki barman. Chwyta on palcami rozgrzaną filiżankę i podstawia ją pod jeszcze gorętszą strużkę świeżo zaparzonej kawy. Dzięki temu zyskamy całkowicie skarmelizowaną dawkę kofeiny i glukozy…”


niedziela, 15 czerwca 2014

FoodWine w Starym Browarze

Wine bar na poziome z cenami dla ludu



            Poznaniakom Stary Browar jednoznacznie kojarzy się z Kulczykową, wysoką modą, wysokim stylem i… wysokimi cenami. Dlatego też wiele osób traktuje tę galerię handlową jedynie jako alejkę z pięknymi sklepami, przez którą należy szybko przemknąć, co by nie spojrzeć na kilkucyfrowe ceny na metkach. Sama właścicielka chyba usilnie stara się utrzymać taką opinię o „Browcu” bo co jakiś czas możemy dostrzec nowe sklepy, z jeszcze droższymi produktami niż dotychczas (vide Michael Kors na przykład).


            Dla zwykłych śmiertelników znajdzie się tu jednak również wiele miejsc. Zarówno dla duszy, jak i ciała. Obok sklepów sygnowanych wielkimi nazwiskami znajdziemy odzieżowe sieciówki. Obok Piano Baru mamy KFC, ale też Express Marché (swoją drogą bardzo smaczne jedzenie na wagę). I tak w starej części, obok znanego wszystkim symbolu Starego Browaru – Maski – znajduje się wine bar FoodWine. Nieco na uboczu, ciche, spokojne miejsce, sprawiające wrażenie bardzo drogiego. Błąd.


            Przy hektolitrach win, jakie możemy kupić w Biedronkach, Lidlach, marketach i innych tego typu przybytkach, zwykły śmiertelnik nie zwróci uwagi na klimatyczny, ale „na pewno drogi” wine bar w Browcu, a szkoda… bo FoodWine w mojej opinii nie jest wcale taki drogi – 8zł za kieliszek wina (do wyboru zawsze z ośmiu butelek, a dodatkowo możliwość otworzenia jakiejkolwiek z półki) lub prosecco z kija, to nie jest wygórowana cena. Ba, mało tego bo wina tam są nie byle jakie. Oczywiście, skąpi poznaniacy powiedzą, że lepiej kupić butelkę i otworzyć w domu. Wyjdzie taniej, nie zapłacisz korkowego… Drugi błąd.


            Food&Wine do pewnego momentu miał korkowe wynoszące 30% ceny wina, aktualnie odeszli od tego. Dlatego też za obsługę zapłacimy mniej, a jest też wiele sposobów, by w ogóle ominąć korkowe. Wystarczy być zapisanym do newslettera wine baru lub być stałym klientem. Dodatkowo na fanpage’u FoodWine ogłasza co jakiś czas „dni bez korkowego”. Jeśli chodzi zaś o ceny wina w butelkach, również tutaj można się zdziwić, gdyż zaczynają się one od 25zł za hiszpańskie Protocolo Eguren. Jak wine bar i serwowane wino, to oczywiście nie może się obejść bez jedzenia – w FoodWine możemy zawsze liczyć na deski serów, wędlin, ciabatty oraz sałatki. Dodatkowo w weekendy jest tzw. „pełna kuchnia” i gama wykwintnych dań na ciepło.


            Zawitałem w to miejsce w związku z nowopowstającym projektem winebary.pl, nie mogłem nie spróbować chociaż kilku z oferowanych tam win. A zatem, poczęstowano mnie: Virgile Joly Domaine (39zł/butelka), Yarden Galilee Sauvignon Blanc 2012 (79zł/but.), Riesling Spätlese 2012 (46zł/but.), Gal Tibor Pinot Noir (49zł/but.), Corvina Veronese Antolini (59zł/but.). Kilka słów o każdej pozycji:
Virgile Joly Domaine – za stosunkowo niską kwotę otrzymujemy wino chrakateryzujące się słomkową barwą, niezwykle świeże, rześkie i mineralne. Dobre na ciepłe dni;
Yarden Galilee Sauvignon Blanc 2012 – bogatsze i bardziej owocowe od poprzedniego wina, “miękkie” i głębokie, nieco słodsze, również bardzo przyjemne (tu jednak cena już zdecydowanie wyższa);

źródło: http://aglassaftework.com/blog/wp-content/uploads/2010/04/IMG_4348.jpg

Riesling Spätlese – półsłodkie białe wino, dobre na deser, dobre solo, myślę, że również dobre do makaronu. W nosie owocowa guma do żucia (dziecięce wspomnienia!), niezbyt skomplikowane, ale całkiem w porządku;
Gal Tibor Pinot Noir – świetny pinot, pisałem jakiś czas temu o winie z tego szczepu od PaoloSaracco. Mamy tutaj do czynienia z trunkiem bardzo podobnym: dużo owoców leśnych, tzn.: jagody i nieco mniej obecne jeżyny, do tego lukrecja, wanilia (dosyć długo się ciągnie na finiszu). Wydaje mi się bardziej taninowe niż to od Saracco i nieco kwaśniejsze – dobrze podkreśli dania mięsne, zdecydowanie polecam, zwłaszcza, że cena to 49zł/butelka;

źródło: http://przywinie.pl/wp-content/uploads/2013/07/gal-tibor.jpg

Corvina Veronese – jedyny włoski przedstawiciel w tym zestawieniu, ale warty uwagi. Produkowane przez Antolini wino (Food&Wine chwali się, że jako jedyni ściągają je do Polski), bardzo podobne do Gal Tibora. Znów dużo jagód, ale tym razem więcej jeżyn, do tego nieco tytoniu i wanilii. Wszystko to spięte aksamitnymi taninami. O ile w Gal Tibor przeważają owoce, tutaj stosunek owoców do beczki określiłbym jako 1:1. Polecam.
            Cóż, w paru słowach: dobre wina, miła i posiadająca dużą wiedzę obsługa, klimatyczne i niedrogie miejsce. Należy jeszcze wspomnieć o tym, że FoodWine specjalizuje się w winach niemieckich, ma ich całkiem bogatą ofertę, która ciągle rośnie. Tak więc Czytelniku, gdy następnym razem będziesz przemykał przez Stary Browar starając się nie patrzeć na ceny, zwróć uwagę na to miejsce!

piątek, 13 czerwca 2014

Gnocchi alla sorrentina

Gnocchi z sosem pomidorowym


Były kluski same w sobie, to czas podać jakiś tradycyjny włoski sos. Wielu powie, że wreszcie coś włoskiego – bo będą pomidory, mozzarella i bazylia. Po prostu idealnie polskie wyobrażenie o Włoszech. Pomijając już tę kwestię, to w poniższym przepisie włoskości będzie dużo – szybko, łatwo i smacznie. Bez dalszego owijania, oto i on:

Składniki na 4 osoby:
·         Gnocchi z 1 kg ziemniaków
·         250g mozzarelli
·         100g Parmigiano Reggiano
·         Ok. 1l passaty pomidorowej
·         Oliwa z oliwek
·         2-3 ząbki czosnku
·         7-8 listków świeżej bazylii
·         Sól


Przygotowanie potrawy zaczynamy od rozgrzana na patelni niewielkiej ilości oliwy z oliwek, można użyć aromatyzowanej. Następnie siekamy drobno czosnek i wrzucamy na patelnię, zanim zbrązowieje należy wlać passatę. Zamiast przecieru pomidorowego można użyć świeżych pomidorów lub pomidorów z puszki. W takim wypadku należy je gotować nieco dłużej. Jeśli zdecydujemy się na użycie całych, a nie przetartych pomidorów, musimy je po rozgotowaniu rozdrobnić blenderem. Po tym dodajemy do sosu liście bazylii i sól. Bazylii nie powinno kroić się nożem (chyba, że z tworzywa), gdyż liście przy kontakcie z metalem ulegają utlenieniu i nabierają nieprzyjemnego smaku. Najlepiej jest je po prostu porwać w dłoniach.



Możemy przejść do finału. W naczyniu żaroodpornym układamy warstwę gnocchi. Przykrywamy je warstwą sosu pomidorowego. Mozzarellę kroimy w kostkę lub cienkie listki i przykrywamy kluski połową sera. Całość posypujemy także połową parmezanu. Następnie druga warstwa klusek, sosu, reszta obydwu serów i danie jest prawie gotowe. Wkładamy gnocchi do piekarnika rozgrzanego do około 220°C i zapiekamy przez około 10 minut. Gdy sery na powierzchni roztopią się gnocchi alla sorrentina są gotowe!



środa, 11 czerwca 2014

Żabka Pinot Grigio Rocca IGT

Letnie świeżości z Żabki


            Cóż, nie będę ukrywał, że szarych pinotów można się spodziewać na każdym kroku. I mam tu na myśli zarówno obszary uprawy, jak i dostępność na półkach sklepowych. Francuski szczep o nazwie Pinot Gris we Włoszech znany jest właśnie jako Pinot Grigio. Jego uprawa w Italii rozwija się przede wszystkim na północy kraju – we Friuli oraz Veneto.


Win produkowanych z Pinot Grigio w sprzedaży jest bardzo dużo i często nie zaskakują pozytywnie smakiem. Pogoda skłoniła mnie jednak do zakupu, a ostatnie wino z Żabki (Prosecco Treviso) napawało nadzieją, że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Butelka na zakrętkę, czyli wino do wypicia szybko, w każdych okolicznościach (a najlepiej okolicznościach przyrody), bez zbędnego przetrzymywania.
            Nie musiałem nawet otwierać butelki, by przekonać się, że testowane wino ma jasno słomkową suknię. No ale gdy już ją otworzyłem, to stwierdziłem, że nos nie jest oszałamiający i mogę pożałować zakupu tego wina – kilka zwiędniętych kwiatów i na tym koniec. Usta okazały się być na szczęście lepsze. W smaku da się wyczuć przewodnią nutę cytrusową z następującymi zaraz po niej migdałami. Niestety wszystko to jest mało wyraziste. Z drugiej jednak strony stwierdzam, że Żabkowy Pinot Grigio jest przyswajalny (pijalny), a w upalny dzień to może nawet i lepiej, że delikatny?

P.s. O ile pierwszego dnia dało się to jeszcze wypić, to drugiego dnia wino jest już niepijalne...


Nazwa: Pinot Grigio IGT
Producent: Rocca
Miejsce zakupu: Żabka
Cena: 16,99zł
Rodzaj wina: białe, wytrawne
Ocena: 



poniedziałek, 9 czerwca 2014

Kawowa stolica Piemontu

Bicerin, czyli jak się robi kawę w Turynie
 
źródło: http://www.carjet.com/blog/al-bicerin-for-the-bicerin-of-turin


            O tym, jak ważna jest kawa dla Włochów, mówić nie trzeba. Poranek bez espresso w Italii to taka sama tragedia, jak poniedziałkowy poranek bo imprezie. Capuccino, espresso, ristretto, corretto… wymieniać by można w nieskończoność. A słyszeliście kiedyś o bicerin? Kto był w Turynie na pewno słyszał, a przynajmniej powinien. A kto czytał Dumas’a ojca, ten też powinien dobrze znać bicerin.
            Historia tego kawowego wariantu zaczyna się w XVIII wieku. Bavareisa był to napój z czekolady, kawy i śmietanki, słodzony syropem, a podawany w dużych okrągłych kieliszkach. Bicerin występował w trzech rodzajach: pur e fior (odpowiednik dzisiejszego cappuccino), pur e barba (czyli kawa z czekoladą) oraz ‘n pòc ‘d tut (bicerin w formie dzisiaj znanej). A jaka jest dzisiaj znana forma? Najlepiej to wiedzą w kawiarni Al bicerin, założonej w 1763 roku. Pomimo tego, że oryginalna receptura jest pilnie strzeżona, z łatwością można znaleźć najróżniejsze przepisy na tę kawę. Bicerin klasycznie powinien być podany w przezroczystym kieliszku, by dobrze widoczne były trzy warstwy: czekolada, espresso, śmietanka. Poniżej podaję jeden z przepisów, który moim zdaniem najlepiej oddaje oryginalny smak tego napoju.

Składniki na 1 porcję:
·         50g gorzkiej czekolady (im więcej kakao, tym lepiej)
·         50ml espresso
·         30ml śmietanki do kawy
·         30ml mleka
·         Fakultatywnie cukier i bita śmietana


Czekoladę należy rozpuścić nad kąpielą wodną dodając do niej mleko. Jeśli zdecydujemy się robić bicerin z cukrem, to należy go również dodać do czekolady. W tym samym czasie należy przygotować w kawiarce espresso. Bitą śmietanę (jeśli taką chcemy dodać) trzeba przygotować wcześniej. Do kieliszka wlewamy płynną czekoladę, następnie ostrożnie tworzymy warstwę z espresso i na sam koniec ze śmietanki (można ją podgrzać ówcześnie). Cała trudność polega na tym, by warstwy poszczególnych składników się nie połączyły, a były wyraźnie oddzielone. Po kilku próbach można dojść do wprawy niczym artigiani torinesi. Na sam koniec kładziemy bitą śmietanę.



            Taki bicerin jest bardzo podobny do tego, którego możemy spróbować w Turynie, ale… szczerze mówiąc, nic nie zastąpi oryginału w Al bicerin, miejscu historycznym, obdarzonym niepowtarzalnym klimatem. A jeszcze jak pomyślmy, że kawę w takiej postaci umiłowali (poza wymienionym już Dumas’em ojcem) Camillo Cavour, Pablo Picasso, czy Ernest Hemingway to nie pozostaje nic, jak tylko zamawiać bilety do stolicy Piemontu.



piątek, 6 czerwca 2014

Gennari Cabernet Emilia I. G. T.

Kolejny zawodnik od Gennari


            O braciach Gennari i ich winnicy już pisałem przy okazji innych win, więc nie ma sensu się powtarzać. Coś o szczepie Cabernet zatem. Producent nie podaje, czy chodzi tu o Cabernet Sauvignon, czy o odmianę Franc. Pierwszy szczep jest bardzo często spotykany we Włoskim nazewnictwie, ale o ile mi wiadomo, to efekt niedomówień i pomyłek. Nie bacząc na to, o jakiej odmianie dokładnie mowa, pewne jest jedno: pochodzi ona z Francji. Ważne jest też to, że z Cabernetów produkuje się wina aromatyczne, bogate w taniny i nadające się do długiego leżakowania. Wino od Gennari ma dużo wspólnego z tym opisem.

źródło: wikipedia.org

            Wino ma purpurowy kolor, takie odwzorowanie koloru etykiety w tym wypadku. W nosie dużo czerwonych owoców, cienka nuta ziołowa. W ustach również owoce dominują, przyjemne wiśnie i czereśnie. Cabernet Emilia przypomina nieco ocenianą już przeze mnie Barberę, ale jest trochę cięższe i nie mamy tu do czynienia z winem musującym, chociaż… Czy aby na pewno? Zaraz po otwarciu na języku czuć drobne bąbelki, w ilości znikomej, ale jednak. Zgodnie z rozmieszczeniem na języku kubków smakowych najpierw czuć słodycz, po chwili kwasy zawarte w trunku, a następnie taniny, które nie są obfite, ale wyczuwalne. Do tego całkiem przyjemny finisz. Świetnie dopełni smaku dań mięsnych, zwłaszcza tych przyprawionych z nutą słodkości. Do dań lekkich odradzam, już prędzej solo będzie ok. Producent informuje, że może leżakować przez 3-4 lata, jak ktoś wytrzyma tyle czasu to czekam na informacje.


Nazwa: Cabernet Emilia I. G. T.
Producent: Fratelli Gennari
Miejsce zakupu: pełna lista punktów sprzedaży na www.gennari.pl
Cena: około 35zł
Rodzaj wina: czerwone, półwytrawne
Ocena: