____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 kwietnia 2018

Il sesso inutile || Oriana Fallaci




            Płeć niepotrzebna? Jak można się spodziewać, podobny tytuł w dzisiejszych czasach to wręcz proszenie się o zaognioną dyskusję na temat roli kobiet i mężczyzn w społeczeństwie (z naciskiem na tę pierwszą płeć). Co zatem mógł wywołać podobny nagłówek ponad pół wieku temu? Pozostawmy odpowiedź na to pytanie w sferze domysłów, wspomnę jedynie że pod takim tytułem (no prawie, bo nie w formie pytania, a twierdzenia) w 1961 roku ukazała się książka-reportaż autorstwa Oriany Fallaci, w której dziennikarska skupiła się na pozycji płci pięknej w różnych kulturach i społeczeństwach świata.
            Napisanie wspomnianego obrazu kobiety w ówczesnym świecie poprzedziła podróż dokoła globu, w którą Fallaci wybrała się wraz z włoskim fotografem, swoją drogą, żeby było ciekawiej, kobieciarzem wiecznie poszukującym sypialnianych przygód. Kto z tej podróży wrócił z tarczą, a kto na niej nie jest tajemnicą. Oriana napisała książkę, która po dziś dzień cieszy się ogromnym powodzeniem, została przetłumaczona na 11 języków, a kolejne edycje i dodruki wciąż trafiają do księgarń niemal na całym świecie. Nawiasem mówiąc, polskiej wersji wciąż brakuje. Drugi z uczestników wyprawy, cóż, musiał obyć się smakiem, bowiem każdy kolejny kraj opuszczał z coraz większym żalem z powodu braku jakichkolwiek sukcesów… CZYTAJ WIĘCEJ...




środa, 21 lutego 2018

Sacrum i profanum bez cenzury all’italiana


La Zanzara


          Sangue e merda. Krew i gówno. Właśnie tego chcą słuchać ponad 4 (C-Z-T-E-R-Y) miliony Włochów każdego wieczora między 18.30, a 21.00. Hordy czarnuchów, które ze swoimi długaśnymi chujami przyjeżdżają rozmnażać się na tym maluczkim skrawku ziemi, jakim są Włochy. Faszyści, którzy z tęsknotą wspominają „wujka wąsika” i jego program termowaloryzacji narodu żydowskiego, a dla społeczności romskiej zamieszkującej nielegalne obozowisko niemal w centrum Rzymu mają jedną radę: napalm. Dużo napalmu. Seksuolożka, która uważa, że homoseksualistów powinno się poddawać leczeniu, bo są chorzy psychicznie. Fundator jednego z największych dzienników we Włoszech, który w dupie ma czarnuchów, bo widzi ich jedynie wtedy, gdy przemierza ulice Wiecznego Miasta swoją limuzyną. Sześćdziesięcioletnia kurwa opowiadająca jak klient zmarł podczas lodzika. Jeden z najbardziej znanych współczesnych włoskich filozofów, który stara się umieścić walenie konia w myślach Sokratesa i Hegla. Czarnuch, który zgwałcił siedemdziesięciodwuletnią niemiecką żebraczkę żyjącą we Włoszech. Krew i gówno. CZYTAJ WIĘCEJ...



środa, 7 lutego 2018

Primo Levi || Se questo è un uomo



            W ostatnich dniach znów było głośniej o zbrodniach nazistowskich z czasów II Wojny Światowej, ale bynajmniej, nie za sprawą kolejnej rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz Birkenau. Setki, jeśli nie tysiące artykułów w gazetach i na stronach internetowych, miliony tweetów i postów na portalach społecznościowych. Wszystko to krążyło nie wokół uroczystości związanych ze wspomnianą wyżej rocznicą, a wokół ustawy uchwalonej przez Polski Sejm i podpisanej przez Prezydenta RP, która to oburzyła stronę izraelską, a wraz z nią pół świata.

            #germandeathcamps oraz #polishdeathcamps to chyba zwroty, które pojawiały się najczęściej na tweeterze czy facebooku w ostatnich dwóch-trzech tygodniach. Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem dlaczego po raz kolejny z małego ognia aż tyle dymu. Tym bardziej, że właśnie skończyłem lekturę Se questo è un uomo, książki, którą bez dwóch zdań powinni przeczytać i wziąć do serca dziś wszyscy ci, którzy tak chętnie zabierają głos w polsko-izraelskiej dyskusji na temat winy za niegodziwości dokonane na narodzie żydowskim w czasie II Wojny Światowej. CZYTAJ WIĘCEJ...




czwartek, 15 czerwca 2017

Byliśmy tacy zakochani… || C’eravamo tanto amati

Obraz społeczeństwa w oczach Bruna Vespy


            Republika Włoska jako taka narodziła się zaledwie nieco ponad 150 lat temu. Nadal spotykam się z zaskoczeniem i niedowierzaniem, kiedy przypominam o tym tu i ówdzie. Te wszystkie piękne wąskie uliczki, ta niesamowita kuchnia oparta (wydawać by się mogło) na wielowiekowych tradycjach, ta kultura i ten klimat. To wszystko powstało jedynie półtorej wieku temu? Nic bardziej mylnego. Republika Włoska, napisałem, narodziła się nieco ponad 150 lat temu. Włosi, natomiast, i ich cały dorobek kulturowy są o wiele starsi niż większość innych europejskich nacji. Na temat historii Imperium Rzymskiego, średniowiecznych państw-miast czy w końcu Zjednoczenia Włoch powiedziano już jednak wiele. Niedawno ukazała się za to książka autorstwa znanego włoskiego dziennikarza, Bruna Vespy, w której próbuje on przybliżyć zmiany społeczne ostatnich 150 lat, czyli czasu, kiedy Republika Włoska zaistniała formalnie.

            Są takie momenty i wydarzenia w historii najnowszej Włoch, o których nie sposób nie mieć pojęcia interesując się tym krajem. Duce i jego fasci di combattimento, boom economico lat ’60, następujące po nich lata ’70-’80 najczęściej określane jako Anni di piombo za sprawą licznych zamachów aż po końcówkę XX wieku z Maxiprocesso na czele – o wszystkim tym napisano już dziesiątki książek i nakręcono równie wiele filmów dokumentalnych. Aby jednak poznać prawdziwą codzienność ówczesnych Włochów, należy sięgnąć do prac badawczych. Chcąc dowiedzieć się czym żyli dwudziestolatkowie epoki Mussoliniego, do jakich kobiet wzdychali mężczyźni w czasie boomu ekonomicznego, a czego nie znosiły robić normalne włoszki w latach ’80, trzeba by niemało się natrudzić, aby dotrzeć do wiarygodnego źródła. CZYTAJ WIĘCEJ...


sobota, 27 maja 2017

Enoturystyka na dwóch kółkach: Winnica św. Jakuba

Dziennik z wyprawy po Sandomierskim Szlaku Winiarskim



           Przemierzaliśmy Sandomierszczyznę na rowerach od kilku dni. Wciąż jednak nie dotarliśmy do głównego celu naszej wyprawy, miasta od którego tereny te brały swoją nazwę. Odwiedzaliśmy kolejne winnice poznając ich właścicieli, oglądając uprawy winorośli i degustując wina produkowane na Sandomierskim Szlaku Winiarskim. Przed nami pozostawał jednak bardzo ważny punkt programu. Punkt, bez którego wszystkich pozostałych być może dziś nawet by nie było. Przez te kilka dni na dwóch kółkach nikt z nas nie miał czasu, aby zadać sobie pytanie o początki winiarstwa w okolicach Sandomierza. Kto i dlaczego właściwie rozpoczął uprawę winorośli w tym zakątku Polski? Jaki wpływ miała ona na kolejne pokolenia tutejszych mieszkańców i czy rzeczywiście można dziś mówić o wielowiekowej tradycji? Na wszystkie te pytania odpowiedzi znaleźliśmy goszcząc w Winnicy św. Jakuba należącej do Dominikanów. Idźmy (jedźmy) jednak po kolei… CZYTAJ WIĘCEJ...

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Che cosa bolle in pentola… – grudzień 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Sylwestrowe emocje za nami, nowy rok powitany, a teraz czas wrócić do szarej rzeczywistości. Chociaż ulice polskich miast nie są jeszcze totalnie zakorkowane, to jedynie poczekać do następnego poniedziałku, a tak będzie. Zapowiadane opady śniegu i nagły spadek temperatury (dziś usłyszałem, że nawet do -25˚C) nie napawają optymizmem. Mocno spóźniona zima ma chyba zamiar nadrobić zaległości. Tak samo jak ja, pisząc dzisiejszą edycję rubryki Che cosa bolle in pentola… Sprawdźmy zatem co wrzało we włoskim garze w grudniu.
Datę 4 grudnia Matteo Renzi i jego stronnicy będą pamiętać jeszcze długo. Premier przegrał z kretesem zapowiedziane przez siebie referendum konstytucyjne. Włosi powiedzieli nie dla „majstrowania” przy ustawie zasadniczej i jednocześnie nie dla rządu Partito Democratico. Renzi jako człowiek honorowy podał się do dymisji niemal natychmiast po ogłoszeniu oficjalnych wyników plebiscytu. Jego miejsce zajął Paolo Gentiloni wywodzący się z tej samej partii, co ustępujący Prezes Rady Ministrów. 12 grudnia zaprzysiężeni zostali nowi-starzy ministrowie (wiele twarzy pamiętamy z drużyny kierowanej przez Renziego). Zawiedli się zatem ci, którzy liczyli na rozpisanie wyborów parlamentarnych, przeliczyli się zatem ci, którzy mieli nadzieję na rząd złożony z polityków opozycji.

źródło: www.studiocataldi.it

Pod koniec grudnia światowymi mediami wstrząsnęła wieść o śmierci Georga Michaela. Mnie osobiście o wiele bardziej zasmuciło odejście innej osoby. Podejrzewam, że gdyby posty na Italianizzato czytały dzieci, również one poczułyby się właśnie nieswojo.  Niespełna dwa lata po śmierci wynalazcy Nutelli, Michele Ferrero, świat opuścił jego bliski współpracownik, William Salice. Był on znany przede wszystkim jako osoba, która wymyśliła Kinder Niespodziankę. Ovetto Kinder, jak mawiają Włosi, od ponad czterech dekad stanowi jeden z najbardziej uroczych i najsmaczniejszych prezentów dla pociech na całym świecie. Połączenie przepysznej czekolady produkowanej przez Ferrero i niewielkich zabaweczek okazało się marketingowym strzałem w dziesiątkę. Dziś gadżety, jakie można było znaleźć w Kinder Niespodziance na przestrzeni lat stają się prawdziwymi obiektami kolekcjonerskimi wartymi nierzadko małe fortuny.
 Skoro poniekąd już wkroczyłem na ścieżki kulinarne, pójdę nimi dalej. Bistecca alla Fiorentina, czyli befsztyk po Florencku to jeden z największych przysmaków, jakie możemy znaleźć w Toskanii. Stolica regionu jest z niego znana, a dla jej mieszkańców stanowi prawdziwą dumę gastronomiczną. Na samą myśl o wizji soczystej fiorentiny, której towarzyszy kieliszek Chianti Classico cieknie ślinka. O tym, że dla Florentczyków ich befsztyk ma ogromne znaczenie może świadczyć chociażby utworzone w 1953 roku przez Corrada Tedeschiego Partito Nettista Italiano, które w programie miało tylko jeden punkt: fiorentina dziennie dla każdego mieszkańca stolicy Toskanii. W wyborach, który odbyły się w tym samym roku, Tedeschi otrzymał aż 4305 głosów, co w skali miasta oznaczało niemało. Zapamiętajcie, nigdy nie drwijcie z fiorentiny, zwłaszcza we Florencji! A gdy już tam się udacie, skorzystajcie z tej listy lokali serwujących najlepszą wołowinę w mieście.

źródło: www.monicucci.altrevista.org

Grudzień ubiegłego (już) roku zapisał się jako czarna karta w historii regionu winiarskiego Oltrepò Pavese. W nocy z 8 na 9 grudnia nieznani sprawcy spuścili do ścieków blisko 5300 hektolitrów wina należącego do hrabiny Ottavi Giorgi di Vistarino. Właścicielka dała się poznać jako reformatorka. Swoją dotychczasową działalnością pokazała, że jest w stanie iść pod prąd i tworzyć świetne wina działając na rzecz odnowy Oltrepò. Jak wiadomo rewolucja zazwyczaj prowokuje kontrrewolucję. Wrogów hrabinie nie brakuje, począwszy od lokalnych producentów, którzy mieszkają tu od pokoleń. Podobnego aktu wandalizmu dokonano cztery lata temu w Toskanii, kiedy to w piwnicach należących do Tenuta Case Basse do rur ściekowych spuszczono niespełna 600 hektolitrów wina. Szkody wyniosły wtedy około 2 mln euro, hrabina dziś szacuje swoje straty na „zaledwie” czwartą część tej kwoty.
 Śpieszę na otarcie łez fanom włoskich trunków. O tegorocznej gali rozdania nagród Nobla mówiło się zazwyczaj w kontekście najgłośniejszej nominacji, Boba Dylana. Media donosiły to o przyjęciu przez artystę nagrody, to o jej odrzuceniu, a gdy już stanęło na tym, że piosenkarz (poeta?) przyjmie wyróżnienie, zaczęto debatować na temat przybycia samego laureata na galę. Co dla mnie ważne, nie zabrakło tam włoskiej myśli enologicznej. Jednym z win, którymi wznoszono toast był przedstawiciel Bel Paese. I nie, nie było to wielkie wino z Piemontu czy Toskanii. Nie było to też najlepsze Prosecco Valdobbiadene. W kieliszkach zaproszonych na galę rozdania Nobli znalazło się wino z Marchii, produkowane przez największą kooperatywę w regionie, Verdicchio dei Castelli di Jesi DOC „Tordiruta” od Terre Cortesi Moncaro.

źródło: www.ilgiornale.it

Tuż przed samą wigilią Bożego Narodzenia światowe media obiegły zdjęcia z Mediolanu. Podczas rutynowej kontroli w Sesto San Giovanni doszło do strzelaniny, w wyniku której ranny został jeden z mediolańskich policjantów, a zmarł Anis Amri podejrzany o dokonanie zamachu terrorystycznego w Berlinie kilkadziesiąt godzin wcześniej. Po początkowej fali doniesień dotyczących tego wydarzenia media jakby zamarły. Ani policja włoska, ani niemiecka nie chciały ujawnić więcej szczegółów dotyczących zajść z ulic stolicy Lombardii. Włoscy śledczy wspólnie ze swoimi odpowiednikami we Francji i Niemczech nadal próbują ustalić jak dokładnie przebiegła trasa ucieczki Amriego z Berlina do Mediolanu oraz jak udało mu się dotrzeć do Lyonu.
Koniec i początek roku mają to do siebie, że bardzo lubią podsumowania. Na Italianizzato jako takiego nie uświadczycie, ale chociaż teraz zrobię nieco miejsca dla zestawień. Tutaj możecie zobaczyć jak minione 12 miesięcy widzi Roberto Saviano, tutaj natomiast możecie poszukać inspiracji na kolejne wakacje we Włoszech. I jeszcze jeden tekst, wiem, że Capodanno (#ItalianizzatoLessicale) za nami, ale dobrego musiaka nigdy za wiele!

źródło: www.italytravelandlife.com

czwartek, 1 grudnia 2016

Che cosa bolle in pentola… – listopad 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


W mijającym miesiącu włoskie media prawie codziennie donosiły o zbliżającym się referendum konstytucyjnym przewidzianym na 4 grudnia. Włosi zdecydują w nim czy są za wprowadzeniem zmian w konstytucji, czy też popierają zachowanie ustawy zasadniczej w aktualnej formie. Jeszcze kilka tygodni temu zwolennicy zmian wydawali się mieć wygraną w kieszeni, ale w ciągu ostatnich dni sytuacja uległa diametralnie zmianie. Dziś sondaże nie wskazują zdecydowanie kto wygra w konstytucyjnym pojedynku pod postacią referendum. Na szczęście zbliżające się głosowanie nie zdominowało medialnych doniesień na tyle, aby nie pojawiło się w nich nic poza nim.
W ostatnim czasie nie mówiło się u nas za dużo o skutkach październikowego trzęsienia ziemi w centralnych Włoszech (no chyba, że w kontekście pomocy zadeklarowanej przez Ministerstwo Kultury). We Włoszech natomiast nie milkną echa tych tragicznych wydarzeń. W zasadzie zaraz po trzęsieniu ziemi rząd włoski był przekonany co do jednego: bez wsparcia z zewnątrz nie jest w stanie udzielić pomocy finansowej wszystkim potrzebującym. Sytuację pogorszyły lokalne podtopienia w Ligurii i Piemoncie, szkody spowodowane wystąpieniem z brzegów między innymi Padu również znacząco obciążą włoską kasę państwa. Zostawiając finansowe wyliczenia, lokalne gazety donosiły o stratach, których nie da się oszacować. Mowa o dziesiątkach zabytków, które bezpowrotnie zamieniły się w sterty gruzu. Tak los spotkał chociażby Castelluccio di Norcia, jedno z najciekawszych i najpiękniejszych miejsc w Apeninach.

źródło: www.casanorcia.it

            Październikowe trzęsienie ziemi dotknęło w pewnym stopniu właściwie każdego Włocha. Oczywistym jest, że największe straty (tak materialne, jak i moralne) ponieśli mieszkańcy terenów dotkniętych kataklizmem. W trudnej sytuacji znaleźli się również przedsiębiorcy działający w rejonie epicentrum, a do takich należeli chociażby producenci słynnej na całe Włochy szynki Prosciutto di Norcia. Rząd zareagował w tempie ekspresowym i ministerstwo odpowiedzialne za rolnictwo, żywność oraz włoskie lasy państwowe przygotowało dekret, dzięki któremu 60 tyś. szynek z Norci będzie dojrzewało we Friuli, nie tracąc przy tym prawa do posługiwania się apelacją IGP. Jest to na pewno dobry krok, który zapewni ciągłość produkcji i pozwoli producentom zdobyć fundusze na odbudowę zrujnowanych budynków, w tym dojrzewalni.
          Prosciutto di Norcia nie zabrakło na biennale enogastronomicznym w stolicy Toskanii. Tegoroczna edycja trwała ponad dwa tygodnie i w równej mierze poświęcona była sztuce i gastronomii. Wydarzenie otwarła uroczysta kolacja, podczas której gotowali najlepsi włoscy szefowie kuchni. Przez kolejne dni dla zwiedzających przygotowano najróżniejsze wydarzenia (skupiające się zarówno na kuchni tradycyjnej, jak i nowoczesnej). Biennale ma na celu promocję jednego z najmocniejszych punktów włoskiej gospodarki – gastronomii. Obok najlepszych florenckich pizzerii zaprezentowano rzemieślnicze panettone (w końcu już niebawem Święta Bożego Narodzenia), najlepsze wina wyspy Elby, oliwy z całego Półwyspu Apenińskiego czy włoską kuchnię fusion.

źródło: www.darlin.it

            Popyt na kulinarne Made in Italy nie słabnie, co pokazuje chociażby zainteresowanie, jakim ostatnio cieszy się tiramisù. W mijającym miesiącu z jednej strony włoskie media donosiły o amerykańskiej ekipie filmowej, która odwiedziła restaurację Le Beccherie w Treviso, w której narodził się ten słynny na całym świecie deser. Z drugiej strony w sieci niebywałą popularnością cieszyły się zdjęcia włoskiego cukiernika, który ze swojej pracy uczynił istną sztukę i tworzy słodkości zamieniając je w sceny przypominające kadry z filmów.
         Skoro o scenach filmowych mowa… fani serialu (jak zauważył słusznie jeden z czytelników Italianizzato, Salvatore Russo grał rolę w filmie, nie serialu Gomorra) Gomorra musieli przełknąć gorzką pigułkę i pogodzić się z faktem, że seria opiera się na prawdziwych wydarzeniach. Na własnej skórze przekonał się o tym Salvatore Russo, jeden z aktorów filmu zainspirowanym książką Roberta Saviano. Russo został aresztowany przez policję w Neapolu na gorącym uczynku, to znaczy na handlu narkotykami. Wraz z dwoma wspólnikami rozprowadzał zabronione substancje w wielu dzielnicach mieszkaniowych stolicy Kampanii. Nota bene to nie pierwszy aktor Gomorra la Serie, który świetnie zagrał na ekranie, bo… znał kryminalne realia z własnego doświadczenia.

źródło: www.feltrinellieditore.it

            Niemal jak na zawołanie, kilka dni po aresztowaniu Russo, Roberto Saviano ruszył z promocją kolejnej książki. Tematem przewodnim znów neapolitańska mafia. Tym razem jednak dziennikarz skupił się na obecności nieletnich w kryminalnych procederach. Jak zauważył autor, już tytuł jego nowej książki jest znamienny. La paranza dei bambini mówi o tym, jak mafia kusi młodocianych. Oferuje względną stabilność finansową, nierzadko zapewnia również rozgłoś wśród rówieśników. Saviano mówi o tym, że mafia działa na dzieci niczym paranza (rodzaj sieci używanej do połowu ryb) na małe rybki, które płyną ku niej w nadziej na znalezienie pokarmu.
            Zostajemy jeszcze na chwilę w Kampanii. O Reggia di Caserta, osiemnastowiecznej siedzibie królewskiej wybudowanej pod Neapolem przez Burbonów za ich panowania w Królestwie Neapolu, w ostatnich latach nie mówiło się nic pozytywnego. Państwo włoskie wydawać by się mogło nie miało ochoty, ani finansów (to drugie uznawano do niedawna za pewnik) na restaurację tego zabytku. I tak Reggia di Caserta w spokoju niszczała popadając w coraz to większą ruinę. O fatalnym stanie monumentalnej posiadłości krążyły już legendy (również poza granicami Włoch). Od kilkunastu miesięcy trwają jednak prace renowacyjne, których celem jest doprowadzenie Reggi do stanu, w jakim znajdowała się ona podczas najlepszych lat. W Internecie pojawiły się ostatnio zdjęcia ukazujące postępy prac.

źródło: www.2bp.blogspot.com

            Podczas gdy jeden zabytek z niebytu wraca do łask, inny zaczyna mieć poważne problemy. Na ulice Wenecji w listopadzie wyszli mieszkańcy laguny protestując przeciwko… turystom. Miasto ma aktualnie niewiele ponad 50 tysięcy mieszkańców, co jest najniższą liczbą w historii stolicy regionu Veneto. Mieszkańcy narzekają na niekulturalnych turystów, którzy hałasują, śmiecą, opalają się w strojach kąpielowych nad kanałami czy wręcz skaczą do nich. Dodatkowo w ostatnich latach nasilił się proces zastępowania lokali oferujących produkty oraz usługi pierwszej potrzeby niezbędne do normalnego życia przez restauracje i hotele. Jak widać, turyści są drugim obok stale podnoszącego się poziomu wody, największym problemem miasta na lagunie.
           Raz jeszcze o włoskim światku przestępczym, tym razem jednak w pozytywnym świetle. Na półki marketów sieci Conad we Włoszech trafiły niedawno ciastka wypiekane przez więźniów z Palermo. Przy współpracy z jedną z lokalnych piekarni, władze więzienia w stolicy Sycylii uruchomili program, który na celu ma resocjalizację więźniów. Ciastka wytwarzane w Palermo są wyjątkowe z jeszcze jednego powodu: do ich produkcji używa się składników najlepszej jakości, które pochodzą z lokalnych upraw.
            Na sam koniec mała sugestia. Szukacie niecodziennego pomysłu na świąteczny prezent? Rzućcie okiem na stronę winnicy Feudi di San Gregorio, gdzie już od 20-30 euro będziecie mogli zakupić butelkę wina ze spersonalizowaną etykietą.


niedziela, 30 października 2016

Che cosa bolle in pentola… – październik 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Od kilkunastu miesięcy dużo mówi się w Polsce o potrzebie (lub nie) zmiany ustawy zasadniczej. We Włoszech sprawy natomiast mają się zupełnie inaczej i o zmianie konstytucji 4 grudnia sami mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego zadecydują w krajowym referendum czy chcą zmiany ustawy zasadniczej czy też nie. Każdy głosujący będzie musiał odpowiedzieć krótko i zwięźle (tak/nie) na jedno proste pytanie: „Czy jesteś za zmianą konstytucji i wprowadzeniem reformy konstytucyjnej?”. PD, czyli partia posiadająca aktualnie większość we włoskim parlamencie, dopięło swego i przy pomocy posłów z innych ugrupowań przepchnęło przez obydwie izby parlamentu reformę mającą na celu wprowadzenie zmian w ustroju państwa. Podstawowe założenia wspomnianej reformy to m.in. osłabienie władzy senatu lub nawet całkowita likwidacja tej izby, zmniejszenie liczby senatorów z 320 do 100, wprowadzenie zmian w powoływaniu dożywotnich senatorów (byli Prezydenci Republiki nie zostawaliby już nimi „z automatu”), zmiana praw i obowiązków poszczególnych regionów względem państwa i odwrotnie oraz wprowadzenie parytetów przy wyborach do obu izb parlamentu oraz przy wyborach do władz regionów. Referendum jest w tym wypadku sądem ostatecznym nad konstytucją. Niezależnie od tego ilu Włochów pójdzie do urn, jego wynik będzie wiążący dla rządzących.

źródło: www.firstonline-data.teleborsa.it

Dwa miesiące temu donosiłem o tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi, które dotknęło centralne Włochy. Kilka dni temu doszło ponownie do silnych wstrząsów. W strefie zagrożenia znalazła się głównie Marchia, ale włoskie media donoszą o kolejnym epicentrum w stolicy Umbrii, Perugii. Służby ratunkowe na razie nie informują o ofiarach trzęsienia ziemi. Na ulicy jednak znalazły się tysiące mieszkańców regionów dotkniętych przez kataklizm, których to domy obróciły się w sterty gruzów. Naukowcy do teraz zanotowali ponad 500 wstrząsów wtórnych, wśród których kilka znacząco zwiększyło bilans strat.
W październiku odeszła jedna z najważniejszych postaci włoskiej kultury, Dario Fo. Był dramaturgiem, reżyserem, a nawet kandydatem na Prezydenta Republiki. Twórca odszedł w wieku 90 lat po dziesięciodniowym pobycie w szpitalu. W jego życiu zawodowym i prywatnym były zarówno momenty jaśniejsze, jak i te ciemniejsze. Krytycy wytykali mu wiele (między innymi popieranie Republiki Salò), jego wyjątkowość jest mimo to niezaprzeczalna. To właśnie dzięki niezłomności i odwadze w podejmowaniu trudnych tematów w swoich dziełach otrzymał w 1997 roku literacką nagrodę Nobla.

źródło: www.tjeaterkrant.nl

 Po tej serii tematów poważnych, przejdźmy do nieco lżejszych zagadnień. Portal Cosmopolitan (nie żebym regularnie śledził tego typu pisma) opublikował artykuł traktujący nieco z przymrużeniem oka o problemach językowych Sycylijczyków. Wśród siedmiu grzechów głównych mieszkańców wyspy mowa między innymi o niestandardowym używaniu czasów przeszłych i przyszłych, sposobie wypowiadania się, który wszystkim na Półwyspie Apenińskim przypomina komisarza Montalbano czy niestandardowym użyciu czasowników nieprzechodnich. Nie brakuje również odniesień do elementów kulturowych związanych z Sycylią.
„Parma, io ci sto!” to nazwa niedawno powstałego stowarzyszenia, którego głównym celem jest stworzenie w Parmie centrum uniwersyteckiego skupionego na żywieniu. To pierwszy tego typu projekt na świecie. Wspólnie z lokalnymi władzami i uczelnią, różne organizacje oraz firmy (jak choćby Barilla) wyłożyły bagatela 9 milionów euro, aby sen się ziścił. Wszyscy inicjatorzy zgodnie twierdzą, że o świadome żywienie należy walczyć przede wszystkim u podstaw, poprzez edukację. A czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce do tego typu zadania niż miejsce, które UNESCO określiło jako „miasto gastronomicznie kreatywne”? Szkoła powstająca w Parmie ma być jednostką międzynarodową, do której dostęp w równym stopniu będą mieli zarówno absolwenci włoskich uczelni, jak i tych z poza Bel Paese. Italianizzato trzyma kciuki za powodzenie projektu!

źródło: www.bin.staticlocal.ch

Skoro już mowa o nauce w żywieniu. Prezentowałem ostatnio na Italianizzato przepis bazujący na oryginalnym przepisie na Verace Pizza Napoletana. Jeśli nie macie zaufania do mnie, możecie zapisać się na jednodniowy kurs na pizzaiolo, podczas którego poznacie najważniejsze tajniki pizzy DOC. Kurs prowadzony jest w towarzystwie pizzaiolo z miasta-ojczyzny tego dania, Neapolu. Jednodniowa przygoda z pizzą obejmuje zapoznanie się z jej historią, wybór odpowiednich składników oraz przyrządzenie własnej pizzy przy pomocy profesjonalisty. Na sam koniec efekty pracy podlegają oczywiście degustacji w towarzystwie win i piw (zupełnie jak w #LaCucinaItaliana!).

źródło: www.speciali.espresso.repubblica.it

Można by powiedzieć, że pizza to taka daleka kuzynka chleba. W wypieku pizzy przoduje Neapol. Świetnymi rodzajami chleba może za to pochwalić się całe południe Włoch. Od Apulii przez Bazylikatę do Kalabrii znajdujemy najróżniejsze chleby, których sława dociera aż po sam Mediolan i dalej. Niektóre z nich mogą ważyć nawet cztery kilogramy. Prawie wszystkie łączą dwie cechy wspólne: tradycyjna receptura wypieku sięgająca zamierzchłych wieków i użycie mąki z pszenicy durum. Dodać do tego niepowtarzalny klimat południa Włoch i mamy gotową odpowiedź na pytanie dlaczego to właśnie w tych regionach powstają najsmaczniejsze bochenki Półwyspu Apenińskiego.
Do dobrego jadła trzeba dobrego napitku. A gdyby tak płynął on do naszych kielichów (lub gardeł) wprost z fontanny? Nie, nie mówię tu o wymysłach znudzonych bogactwem krezusów. Fontanna z winem, która powstała w miejscowości Ortona w Abruzji służyć ma… pielgrzymom. Przez Ortonę przebiega szlak zwany Cammino di San Tommaso. Właściciele winnicy Dora Sarchese postanowili zaoferować strawę cielesną strudzonym wędrowcom. Wybudowali oni potężną beczkę, wewnątrz której zamontowali kraniki, z których przez całą dobę płynie wino. Oczywiście słowo „fontanna” w tym przypadku zostało użyte nieco nad wyraz, nie zmienia to jednak faktu, że działa na wyobraźnię i oddaje w pewnym stopniu faktyczny stan rzeczy. Więcej: wino z kraników płynie nie tylko przez cały czas, ale jest dostępne dla wszystkich i za darmo.
Wino z Ortony niestety nie znalazło się na liście 300 najlepszych włoskich win 2017 roku według Espresso. Jest tam za to wiele pozycji dostępnych również w Polsce i to w stosunkowo przystępnych cenach, warto zatem przyjrzeć się liście dokładniej!


piątek, 9 września 2016

Che cosa bolle in pentola… – sierpień 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Chociaż sierpień (a wraz z nim wakacje) za nami, to patrząc za okno ma się wrażenie, że mamy pierwszą połowę lipca. Pogoda najwidoczniej wynagradza nam deszczowe, pochmurne i chłodne letnie dni. W tej przyjemnej aurze tworzę, i tak już spóźnione, subiektywne zestawienie najciekawszych włoskich doniesień medialnych.
 Sierpień 2016 we Włoszech zostanie zapamiętany jako jeden z najtragiczniejszych miesięcy ostatnich lat. Wskutek trzęsienia ziemi w centralnych Włoszech zginęło prawie 300 osób, a kolejne 400 zostało rannych. W gruzach legła niemal cała miejscowość Amatrice, tysiące mieszkańców Lacjum, Marchii i Umbrii zostało bez dachu nad głową. Co ciekawe wiele zabytkowych budowli przetrwało tak pierwszy, jak i kolejne wstrząsy. Całkowitemu zniszczeniu uległy natomiast kilkuletnie zabudowania, teoretycznie zaprojektowane i wzniesione tak, aby przetrwały nawet silniejsze trzęsienia ziemi. Natura odkryła smutną prawdę (o której swoją drogą dość brutalnie wypowiedzieli się autorzy Charlie Hebdo), włoskie państwo jest wciąż podatne na wpływy mafii, a macki organizacji kryminalnych są wstanie dotrzeć dosłownie wszędzie.

źródło: www.adnkronos.com

Amatrice stało się smutnym symbolem sierpniowego trzęsienia ziemi. W odpowiedzi na ludzką krzywdę odpowiedzieli restauratorzy. Włoski bloger kulinarny, Paolo Campana, zaprosił właścicieli restauracji do przekazywania 1 euro od każdego sprzedanego talerza amatriciany na rzecz poszkodowanych. Na odzew nie trzeba było długo czekać, w krótkim czasie do akcji przystąpiło ponad 700 lokali nie tylko z Włoch. Więcej informacji związanych z tą inicjatywą znajdziecie na portalu Facebook wpisując hashtag #Amatriciana.
Przejdźmy do innych wydarzeń ubiegłego miesiąca. Niemałe zamieszanie na początku sierpnia we Włoszech wywołała ustawa, która wprowadziła wyższy podatek na bazylię. Dotychczasowy podatek VAT na liście tej rośliny wynosił zaledwie 4%. Za sprawą niejasnych przepisów europejskich dotyczących ziół aromatycznych włoski rząd był zmuszony podnieść go do 5% (warto wspomnieć, że początkowy projekt zakładał wprowadzenie stawki 10%). Ta sama ustawa z kolei obniżyła podatek na oregano (z 22% do 5%). Protesty producentów bazylii z Ligurii mieszają się z okrzykami radości producentów oregano z Sycylii już od kilku tygodni. Włoskie media tymczasem donoszą, że pokłosiem wspomnianej ustawy może być podniesienie podatku na… pomidory. A całość rozbija się o fakt, że bazylia we Włoszech stosowana jest nie do produkcji olejków eterycznych, o czym mowa w europejskich przepisach, a do produkcji jednego z najbardziej znanych sosów do makaronów na świecie, pesto alla genovese. Według niektórych parlamentarzystów należałoby zatem podnieść podatek na niektóre odmiany pomidorów.

źródło: www.wikipedia.it

Do produkcji sosów do makaronów najlepiej nadają się pomidory odmiany San Marzano. To właśnie o niej mowa w kontekście wyższego podatku. Czy do tego dojdzie? Odpowiedzi na to pytanie raczej nie uzyskamy za szybko, ale w dobie kiedy rządzący szukają oszczędności, każda możliwość brana jest pod uwagę. Na sławę pomidorów San Marzano pracują natomiast niestrudzenie producenci tej odmiany z Sarno i Nocery organizując San Marzano Day. Tegoroczna edycja tego wydarzenia odbyła się pierwszego sierpnia, a więcej o nim samym przeczytacie tutaj.
Chociaż pomidory na Półwyspie Apenińskim pojawiły się dopiero po wyprawie Krzysztofa Kolumba do Ameryki, Włosi wiedzą jak wykorzystać ich potencjał w pełni. A że kuchnia włoska w znacznej części jest kuchnią ubogą, to i panie domu wiedzą jak poczynać z pomidorami, aby nic się nie zmarnowało. Pomidory suszone, pomidory marynowane w oleju, passata pomidorowa, przyprawa ze zmielonych pomidorów… to tylko kilka przykładów na ich wykorzystanie!

źródło: www.ilfattoalimentare.it

Wakacje to czas błogiego lenistwa. Widać to również w codziennych tytułach, które trafiają na pierwsze strony. Nie inaczej sprawy mają się we Włoszech. W natłoku artykułów typu „zapchaj dziurę (stronę)”, dało się jednak znaleźć kilka ciekawszych tekstów. Włoski styl znany jest na całym świecie. Usprawiedliwione zatem wydaje się być stwierdzenie, że Włosi sprzedają nie stroje, a kulturę. A kto ciekaw historii włoskiego hymnu i jego statusu prawnego, niech poczyta tutaj.
Na zakończenie dzisiejszej Pentoli polecam Wam jeszcze dwa krótkie zestawienia, które być może wpłyną na Wasze wakacyjne plany za rok: Bolonia wśród dziesięciu miast na świecie, w których najlepiej się jada; 31 miejsc, które trzeba zobaczyć we Włoszech.



sobota, 21 maja 2016

Dialekty. Od rychłej śmierci do rezurekcji.

Językowy powrót do korzeni w nowym wydaniu


Jeszcze kilkanaście lat temu językoznawcy przepowiadali ich rychłą śmierć. Statystyk nie da się oszukać, mawiali. Z roku na rok spadał i spada odsetek mieszkańców Włoch, którzy posługują się wyłącznie dialektem na rzecz tych, którzy komunikują się jedynie za pomocą języka włoskiego. W zależności od regionu zmiany te są mniej lub bardziej widoczne, ale zauważalna jest pewna tendencja zmierzająca do pełnego „zitalianizowania się” włoskiego społeczeństwa. Gdyby jednak wziąć pod uwagę odsetek osób, które w kolejnych badaniach deklarują, że na co dzień używają tak języka włoskiego, jak i ich lokalnego dialektu, sytuacja nabiera nieco innego kształtu.
Kolejne ankiety przeprowadzone przez ISTAT (Istituto Nazionale di Statistica, odpowiednik polskiego Głównego Urzędu Statystycznego), które ukazały się w latach 1995-2012, wydają się potwierdzać tendencję wspomnianą przeze mnie we wstępie. Ukazują one jednocześnie, że niezmiennie około 30-35% włoskiego społeczeństwa w rozmowach w gronie rodzinnym i z przyjaciółmi chętnie korzysta zarówno z języka narodowego, jak i poszczególnych dialektów. Dialekty przestają być zatem systemem językowym samowystarczalnym, w którym można wyrazić wszystko to, co się chce. Zajmują one obszary dotychczas zarezerwowane dla języka włoskiego, stając się nieodłącznym elementem codziennych konwersacji. Przejście to nie jest jednak nagłe i bolesne, mowa tu raczej o powolnym, acz zauważalnym procesie, który prowadzi do kontaktu językowego w pełnym tego słowa znaczeniu.
O kontakcie językowym, trzymając się teorii i definicji, można we włoskich realiach mówić już od czasu schyłku Imperium Rzymskiego. Tego momentu bowiem sięgają początki włoskich volgari, a w dłuższej perspektywie dialektów. Wtedy też lokalne systemy językowe zaczęły koegzystować tuż obok oficjalnej łaciny, oddziałując na siebie wzajemnie. Dziś jednak mówimy o kontakcie żywym, mającym odzwierciedlenie w realnej komunikacji. Mówimy o wypowiedziach, w których użytkownicy języka(ów) płynnie przechodzą od jednego systemu językowego do drugiego, nie zdając sobie nawet czasami z tego sprawy, ani tym bardziej nie znając natury tych zjawisk.


W ciągu ostatnich kilkunastu lat obserwujemy odradzanie się dialektów na różnych płaszczyznach. Po części są to obszary istniejące prawie od zarania dziejów (jak literatura, czy muzyka), istnieją jednak również i takie, które narodziły się wcale nie tak dawno, a dialekty w porę zdążyły znaleźć tam miejsce dla siebie (chociażby social media). Potwierdzenie tych słów znajdujemy nie tylko w statystykach zebranych w tabelki i wykresy. Zachowania i poglądy językowe zauważalne są od pewnego czasu bardzo wyraźnie w reklamie. Wystarczy wspomnieć przy tej okazji ostatnią kampanię reklamową Nutelli. Do udziału w pierwszym spocie reklamowym zaproszono osoby w podeszłym wieku z różnych regionów Włoch, aby zaprezentowały swoje dialekty. Kolejne filmiki przedstawiały ludzi w średnim wieku, a nawet młodych, którzy z równą łatwością, co staruszkowie, wypowiadali zdania w dialektach (dochodzimy do innego ważnego zagadnienia: obecność dialektu w języku młodzieży; ten temat zostawmy sobie jednak na inną okazję). Zwieńczeniem kampanii reklamowej będącej hołdem dla włoskiego lokalnego patriotyzmu jest podręcznik i zarazem słownik zbierający najbardziej znane słowa z poszczególnych włoskich dialektów (możecie go znaleźć tutaj).


Teorie o zapowiadanym wyginięciu dialektów pozostały jedynie teoriami, nic przy tym nie zapowiada, aby miały się one ziścić w najbliższej przyszłości. Dialekty, wydaje się, żyją dziś w zgodzie z językiem włoskim i przestają być postrzegane jako oznaka zacofania, głupoty, czy wiejskiej prostoty. Wręcz przeciwnie, kolejne pokolenia Włochów z radością odkrywają ich językowe korzenie starając się ocalić je od zapomnienia. A czy robią to pisząc w dialekcie wiersz, powieść (a nawet całą serię, jak bliski mi w ostatnim czasie Camilleri), tekst piosenki, czy chociażby posta na portalu społecznościowym  – nie ma to większego znaczenia.


piątek, 12 lutego 2016

Vieni a ballare in Puglia, Puglia, Puglia...

Caparezza

źródło: filrouge.it

Rzadko kiedy z moich głośników płynie hip-hop lub rap. Nie jest mi po drodze z takimi gatunkami muzycznymi i jakoś nie mogę się do nich przekonać. Czasem jednak pojawia się na horyzoncie artysta lub zespół, który sprawia, że warstwa muzyczna i estetyczna schodzi na drugi plan, na pierwszy natomiast wysuwa się przekaz. Do takich twórców należy Caparezza.
Pochodzący z Apulii Michele Salvemini, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko Caparezzy, nie wstydzi się swoich korzeni i dumnie je pokazuje w swojej twórczości. Wystarczy spojrzeć na jego pseudonim artystyczny – Caparezza to słowo dialektalne, które po włosku brzmi testa riccia, czyli „kręcona głowa” (spójrzcie na fryzurę Capy, aby się przekonać skąd taki pseudonim). Mało tego, jednym z jego najbardziej znanych utworów jest ten, w którym zaprasza do Apuli (Vieni a ballare in Puglia). Artysta nie stroni przy tym od krytycznych uwag i surowych wyroków, jest świadomy wad i problemów, z którymi zmaga się jego rodzinny region.
Caparezza to przedstawiciel gatunku na wymarciu, jest on jednym z niewielu współczesnych artystów włoskich, którzy trzeźwym okiem patrzą na otaczającą ich rzeczywistość i bez zawahania wyrażają niepochlebne opinie nie bojąc się przy tym konsekwencji. Odrzucają powtarzalne schematy i proste teksty. Caparezza to niewątpliwie artysta zaangażowany, który zręcznie łączy niebanalny przekaz z wpadającą w ucho melodią i łatwym do zapamiętania refrenem. Dzięki takiemu połączeniu treść jego utworów dociera do setek tysięcy (nie tylko) Włochów.
W twórczości Salveminiego znajdujemy odniesienia zarówno do aktualnej polityki krajowej (mało kto otwarcie śpiewał Legalize the premier za czasów Berlusconiego), jak i tej światowej (Avrai ragione tu). Nie brakuje utworów skupiających się na twórczości artystycznej (Il secondo secondo me, China Town) czy problemach dotykających włoskie społeczeństwo (Non me lo posso permettere, Eroe).
Na wstępie pisałem o „schodzeniu warstwy estetycznej i muzycznej na drugi plan”. Warto wspomnieć, że u Caparezzy ważną rolę odgrywają wszystkie komponenty, i tak przekaz nie jest „dopieszczany” kosztem muzyki czy estetyki teledysków. Aby się o tym przekonać zapraszam do przesłuchania play listy stworzonej specjalnie na potrzeby tego artykułu, chociaż zaznaczam, że Caparezza to muzyczna studnia bez dnia i warto sięgnąć po całe albumy artysty.




czwartek, 15 października 2015

Pistoia

Mała Florencja


            Docieramy do kolejnego i niestety już ostatniego miejsca na trasie toskańskiej wędrówki Italianizzato. Dziś o Pistoi. To położone w północnej części regionu miasto zostało założone przez Rzymian w okolicach II wieku przed Chrystusem, chociaż badania archeologiczne wykazały, że już wcześniej istniała tu niewielka osada etruska (a jakże!). Po upadku Imperium Rzymskiego, wielokrotnie atakowana i podbijana przez ludy barbarzyńskie, Pistoia zdołała odbudować swoją pozycję i stała się w XII wieku wolnym miastem. Związki ze Sieną i Pizą w tym okresie pobudzały tkankę miasta do rozwoju, a procesarskie stronnictwo Gibelinów, które przeważało w Pistoi, skutecznie uniemożliwiało Florencji podporządkowanie jej sobie. Od tego czasu można mówić o stopniowym rozwoju miasta, które bez większych wstrząsów dotrwało do dnia dzisiejszego.

Florencja czy Pistoia?

            Na ustach wielu znawców pojawia się ironiczny uśmieszek, kiedy słyszą jak niektórzy turyści nazywają Pistoię małą Florencją. Tak, to nie błąd: miasto, które nigdy z dzisiejszą stolicą regionu nie miało po drodze, właśnie w ten sposób bywa czasami nazywane. Z pewnością pewne podobieństwa da się zauważyć, ale porównywanie Pistoi do Florencji, tak na poziomie politycznym, jak i artystycznym, jest dużym nadużyciem. Chyba, że mówimy o atmosferze miasta – tu się zgodzę, jest coś w klimacie miasta, co przypomina o stolicy Toskanii.

Fasada Duomo di Pistoia

            Czym zająć się podczas wizyty w Pistoi? Co zobaczyć, a co sobie odpuścić? Dokąd się udać? Z pewnością należy zobaczyć Piazza del Duomo. Jest to jeden z najpiękniejszych w Toskanii (jeśli nie we Włoszech) średniowiecznych placów miejskich z dobrze zachowaną  zabudową wokół niego. Skoro o budynkach mowa, to właśnie przy Piazza del Duomo znajdują się najważniejsze i największe budowle świeckie i sakralne. Jak sama nazwa wskazuje, stoi tu Duomo di Pistoia (katedra poświęcona św. Zenonowi). Początki tego kościoła sięgają X wieku. Na uwagę zasługuje fasada świątyni, która jest swoistym połączeniem stylu romańskiego pizańskiego (wystarczy spojrzeć na górną część frontu) ze stylem charakterystycznym dla świątyń budowanych we Florencji (dolna część frontu, wyłożona białym i zielonym marmurem, przypomina kościół San Miniato al Monte). Środkowy łuk fasady kryje sklepienie beczkowe ozdobione kasetonami wykonanymi przez Andreę della Robbię.
            Tuż obok Duomo znajduje się wieża, Torre del Campanile. Ta 67 metrowa budowla była budowana w dwóch etapach, przez co zauważyć tu można niespójność stylów architektonicznych. Dolna część pochodzi z XII wieku, górna natomiast z XV wieku. Dodatkowo wieża była wielokrotnie odbudowywana i przebudowywana na skutek częstych trzęsień ziemi, jakie spotykało się w regionie pod koniec średniowiecza.


            Dzwonnica nie jest jednak jedyną wieżą, która znajduje się przy Piazza del Duomo. Na tej samej ścianie placu, ale w przeciwnym rogu, stoi Torre di Catilina. Stanowi ona idealnie zachowany przykład typowych średniowiecznych domów, na jakie mogli sobie pozwolić jedynie najbogatsi (o podobnych konstrukcjach, tzw. wieżach mieszkalnych, pisałem przy okazji wycieczki do Bolonii). Wieża swoją nazwę wzięła od rzymskiego polityka Katylina, który oskarżony o zdradę zginął w 62r. p. n. e., a jego ciało pochowano właśnie w miejscu dzisiejszej Torre di Catilinia.
            Wracając jeszcze na moment do budowli sakralnych – naprzeciwko Duomo di Pistoia znajduje się Battistero di San Giovanni Battista in Corte. Jest to jedno z czterech baptysteriów w Toskanii, które stoją osobno, nie stanowiąc integralnej części świątyni. Przy elewacji baptysterium pracował Nicola Pisano (o którym pisałem już przy okazji Duomo di Siena i ambony jego autorstwa).


            Przy Piazza del Duomo stoją również Antico Palazzo Vescovi (były Pałac Biskupi), Palazzo Pretorio (gmach sądu) oraz Palazzo del Comune. Pierwszy z nich stanowił niegdyś siedzibę biskupów (sam św. Zenon, patron najważniejszej świątyni w mieście, był biskupem). W Palazzo Pretorio można zobaczyć świetnie zachowane ławę sędziowską, krzesło skazańca i kamienne podesty dla publiki. W wybudowanym w stylu gotyckim Palazzo del Comune dziś mieści się muzeum miejskie oraz chyba jedna z najbardziej znanych rzeźb XX-wiecznego rzeźbiarza urodzonego w Pistoi, Marino Mariniego (nota bene w mieście znajduje się również muzeum całkowicie poświęcone jego twórczości).


            Odchodząc na zachód od głównego placu trafiamy na Piazza della Sala, który z kolei jest jednym z najstarszych w Pistoi. Jego nazwa pochodzi z czasów najazdów barbarzyńskich. Przy Piazza della Sala mieściła się kamienica zwana sala regis, w której mieszkał gubernator. Środek placu zdobi studnia Pozzo del Leoncino, dar Medyceuszy dla miasta. Kierując się jeszcze bardziej na zachód możemy odwiedzić Chiesa della Madonna del Carmine. Kopuła tej świątyni do złudzenia przypomina florencką kopułę Brunelleschiego (i znów wracamy do punktu wyjścia – Mała Florencja).
            Sam nie wiem, dlaczego zostawiłem to na koniec, ale czas na największą atrakcję Pisoti, która ściąga tu co roku tysiące turystów – Ospedale del Ceppo. Jest to wciąż działający szpital założony w 1277r. (wyobraźcie sobie moją minę, gdy zwiedzając wnętrze Ceppo, obok sklepu z pamiątkami spotykałem chorych czekających na swoją kolejkę…). Jego fasadę zdobi siedem paneli z terakoty stworzonych przez Giovanniego della Robbię. Artysta przedstawił na nich Siedem Uczynków Miłosierdzia.


 Odkrywaj Toskanię z Italianizzato klikając poniżej!