____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piemont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piemont. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 sierpnia 2018

Cascina Tavijn || Nadia Verrua




Jest kilka minut przed godziną szóstą rano. Budzę się w moim pokoju w Asti. Pościel leży gdzieś na ziemi, jest tak gorąco, że pomimo spuszczonych rolet na oknach, czuję się jakbym był w piekle. Włączam klimatyzator, ustawiam go na maksymalną moc i próbuję jeszcze na chwilę zasnąć. Nic z tego. Dźwięk jednostki chłodzącej ustawionej na balkonie tuż za oknem nie pozwala mi zmrużyć oka. No cóż, chcąc nie chcąc wstaję i biorę zimny prysznic, a w oczekiwaniu na śniadanie próbuję przejrzeć plan trasy na dziś.

***

Rower odebrałem z wypożyczalni już o dziewiątej. Nie pytano mnie o dowód osobisty, nie chciano mojego numeru telefonu, a nawet zapłaty. Dość odważne podejście jak na północne Włochy. O ile na Sycylii zdarzyło mi się już spotkać z tego rodzaju wyluzowaniem, o tyle Piemont przyzwyczaił mnie do porządku i iście niewłoskich standardów. Mniejsza. Mountain bike, który przypadł mi w udziale był naprawdę dobry. Jedynie czego mi brakowało, to bagażnika mogącego unieść kilka butelek wina. Trudno, na szczęście zabrałem ze sobą konkretnych rozmiarów plecak.
Wróciłem do pokoju hotelowego, znów wziąłem zimny prysznic. Pomimo, że było zaledwie przed dziesiątą, słupki rtęci przekroczyły już 30 kreskę, a wilgotność powietrza sięgała powyżej 80%. Zacząłem mieć pewne obawy co do powodzenia mojej wycieczki. Nawet wstępnie sprawdziłem możliwości skrócenia trasy, gdyby się okazało, że mój organizm odmówi posłuszeństwa. Wypiłem potężną dawkę elektrolitów, zjadłem mnóstwo owoców i świeżych warzyw, aby mieć zapas witamin i soli mineralnych w ciele na później i uciąłem sobie jeszcze drzemkę... CZYTAJ WIĘCEJ...



wtorek, 18 lipca 2017

Winne Wtorki: pomiędzy spumante a frizzante

Lodali Moscato d’Asti 2015 DOCG



          Podczas gdy najsłynniejsze włoskie wino musujące bije kolejne rekordy popularności (zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, choć i w kraju nad Wisłą nie brakuje mu amatorów), o innych bąblach z Bel Paese jest niezwykle cicho. Prosecco, bo o nim mowa, może w niedługiej przyszłości okazać się z jednym z przegranych z powodu Brexitu. Chociaż jego spożycie rośnie generalnie na całym świecie, to trudno dorównać Anglikom, którzy jak wynika ze statystyk, w ostatnich latach upodobali sobie właśnie musiaka z północno-wschodniej Italii. Nic więc dziwnego, że winiarze z Veneto z obawą spoglądają na pertraktacje rządu brytyjskiego z władzami UE w sprawie opuszczenia wspólnoty przez Wielką Brytanię. CZYTAJ WIĘCEJ...

sobota, 1 października 2016

Che cosa bolle in pentola… – wrzesień 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Mamy dziś pierwszy dzień października i jest to idealny moment na podsumowanie włoskich doniesień prasowych, które ukazały się w ciągu ubiegłego miesiąca. Zapraszam na subiektywny wybór najciekawszych informacji z włoskich mediów.
Otwierana nie tak dawno na nowo z wielką pompą kolejka wysokogórska na Mont Blanc po raz pierwszy… zawiodła. Miejmy nadzieję, że po raz ostatni. Gdy kolejka przestała działać, w powietrzu znajdowała się blisko setka turystów. Od godziny 13.30 do wieczora udało się sprowadzić na dół większość z nich, ale 16 turystów i 18 członków służb ratunkowych musiało spędzić noc na wysokości 3800 m n.p.m., uwięzionych w kabinach kolejki. Całe szczęście dzięki sprawnej akcji ratunkowej włoskich służb w wyniku usterki nikt nie ucierpiał. Turystów sprowadzono bezpiecznie na ziemię następnego dnia. Zarządca Skyway (bo tak nazywa się kolejka na Mont Blanc) podkreśla, że systemy zapobiegające awariom działają bez zarzutu i właśnie dzięki nim nikomu nic się nie stało, a gondole kolejki zostały zatrzymane natychmiast po wykryciu awarii, aby nie doprowadzić do tragedii.
Podniebnych atrakcji z pewnością unikną pasażerowie pociągu, który kursuje pomiędzy włoskim Piemontem, a Szwajcarią. „Wolna podróż” to pomysł na spędzenie miłego dnia (lub nawet całego weekendu) w alpejskich krajobrazach. Linia kolejowa Vigezzina-Centovalli odkrywa przez pasażerami piękno wyższych części Piemontu, okolic Lago Maggiore oraz szwajcarskiego Locarno. Kto kupi bilet na ten pociąg może spodziewać się zapierających dech w piersiach widoków wśród gór, lasów, wartkich potoków i jezior. Wieść niesie, że trasa jest najpiękniejsza właśnie na przełomie października i listopada, gdy drzewa mienią się jesiennymi barwami.

źródło: www.web.labiennale.org

Kto preferuje miejsca bliższe cywilizacji, gdzie zachwyca widok nie gór, a gwiazd wielkiego ekranu, we wrześniu musiał pojawić się w Wenecji. 73. edycja festiwalu przyciągnęła, jak co roku, największe kinowe sławy. Były uśmiechy i łzy szczęścia, były drogie suknie od najlepszych projektantów, były setki metrów czerwonych dywanów, były w końcu najlepsze filmy ostatniego roku. Zobaczcie kto triumfował w Wenecji, a kto z miasta na wodzie wrócił z niczym.
Tak wiem, wakacje już dawno za nami. Muszę jednak wspomnieć o jednym z największych zabytków w Rzymie. 23 września w stolicy Włoch otwarto ponownie dla turystów Schody Hiszpańskie. Gruntowny remont, jaki przeszły schody, ukazał ich piękno na nowo. Otwarciu towarzyszył spektakl świetlny, który uświetnił koncert orkiestry kameralnej. Remont Schodów Hiszpańskich trwał od 30 maja 2016 roku, głównym sponsorem remontu była marka jubilerska Bulgari. Zabytek ten pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku, a jego nazwa wiąże się ze znajdującą się tuż obok ambasadą hiszpańską.

źródło: www.wantedinrome.com

Skoro jesteśmy już w Rzymie. Nowa burmistrz stolicy Włoch opowiedziała się ostatnio stanowczo przeciwko organizacji Olimpiady w Rzymie w 2024 roku. Przedstawicielka Movimento 5 Stelle (Ruch 5 Gwiazd) niczym mantra powtarza za liderem ugrupowania, Beppe Grillo, że organizacja zawodów na taką skalę we Włoszech, przy aktualnym stanie kasy państwa, jest nieracjonalna. Na poparcie swoich tez Raggi przedstawiła wyniki badań przeprowadzonych przez uniwersytet w Oxfordzie, z którego jasno wynika, że każde nowożytne Igrzyska Olimpijskie kosztowały co najmniej 50% więcej niż początkowo zakładano. Burmistrz Rzymu opowiada się za przeprowadzeniem referendum, aby to mieszkańcy zdecydowali o zgłoszeniu stolicy Bel Paese jako organizator Olimpiady w 2024 roku.
Przenosimy się na południe Włoch. Przez 2 tygodnie W Taorminie można było podziwiać wystawę czarno-białych fotografii autorstwa Giuseppe Leone. Fotograf przedstawił na swoich zdjęciach Sycylię próbując uchwycić to, czego nie zauważa się na pierwszy rzut oka. Rybacy, starożytne zabytki, carri siciliani, prości ludzie i pisarze. Małe miasteczka, połacie pól i wąskie uliczki. Sycylia tak dobrze znana, a ukazana w innym świetle.

źródło: www.calomelano.it

Kontynuujemy pobyt na Sycylii, ale z innego punktu widzenia. Co jakiś czas we Włoszech pojawia się temat mostu nad Cieśniną Mesyńską. Wystarczy spojrzeć na sytuację aktualną i fakt, że mostu nadal nie ma, aby dojść do wniosku jak kończą kolejne projekty budowy i osoby, które je wysuwają. W ostatnim czasie temat ten powrócił. Premier Włoch, Matteo Renzi, opowiada się za budową połączenia Sycylii ze stałym lądem. Opozycja głosem przywódcy Movimento 5 Stelle grzmi, że dotychczas Renzi był przeciwny budowie mostu nad Cieśniną Mesyńską. Głosów za i przeciwko tej inwestycji od lat jest bardzo dużo. Argumenty tak jednej, jak i drugiej strony wydają się być racjonalne i znajdywać uzasadnienie w rzeczywistości, podstawowe pytanie jednak jest inne: czy rzeczywiście Sycylijczycy chcą fizycznego połączenia z Włochami? Jeździe na Sycylię, a odpowiedź nasunie Wam się sama.
Jak zwykle na zakończenie Pentoli… proponuję Wam krótkie zestawienia. Każdy posiłek we Włoszech to okazja do długiego świętowania i wspólnego biesiadowania przy stole. Czasy jednak się zmieniają i również mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego ostatnio bardziej gnają w codziennym życiu. Nic dziwnego, że również w Italii zaczęły się prężnie rozwijać kolejne sieci dowożące jedzenie, przeczytajcie o najlepszych z nich tutaj. Do dobrego (nawet jeśli jedzonego na szybko) posiłku warto dodać równie dobre wino. Może to być jedno z najbardziej polecanych w ostatnim czasie prosecco!


wtorek, 27 września 2016

#LaCucinaItaliana – risotto alla milanese

Risotto po mediolańsku i polsko-włoskie zmagania w kieliszku


Teorii mówiących o początkach risotto alla milanese jest wiele. Większość z nich możemy spokojnie włożyć między bajki. Niektóre wydają się jednak kryć w sobie ziarnko  prawdy. Inne za sprawą źródeł pisanych, zdają się być bliżej prawdy aniżeli by się to z początku zdawało. Jedna z najbardziej prawdopodobnych historii dzieje się w 1574 roku, a dokładniej 8 września tegoż roku (znaczyłoby to, że nie tak dawno temu powinniśmy byli świętować 442 rocznicę narodzić risotto po mediolańsku!). Flamandzki malarz Valerio di Fiandra, który pracował wówczas przy witrażach słynnego Duomo di Milano (swoja drogą wciąż nieukończonego), miał manię dodawania do każdego koloru odrobiny szafranu, aby ten stał się nieco żywszy i cieplejszy. Malarz znany był z tego na tyle, że zyskał sobie przydomek Zafferano (Szafran).
Jak chce legenda (a może prawdziwa historia?) artysta, nie wiedzieć czemu, być może dla żartu, podczas wesela swojej córki dodał do risotto odrobiny szafranu (w tamtych czasach risotto alla milanese przygotowywane było bez tej drogocennej przyprawy). Złocisty kolor risotto zachwycił gości, a symboliczny wyraz tej barwy wręcz idealnie wpisał się w święto z okazji zaślubin córki Fiandra. Legenda? Historia prawdziwa? Trudno polemizować ze zwolennikami tej czy innej teorii. Faktem pozostaje, że risotto alla milanese jest dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych dań włoskich na świecie.

Składniki dla 6 osób:
·       400g ryżu carnaroli
·       ok. 75-100g szpiku kostnego
·       1 duża cebula
·       100g tartego sera Grana Padano
·       1l bulionu wołowego
·       oliwa
·       100ml białego wina wytrawnego
·       sól
·       pieprz
·       szafran


Podobnie jak w przypadku opisywanej przeze mnie ostatnio caponaty, risotto alla milanese nie ma jednej, oficjalnej i niezmiennej wersji. W większości przepisów jako składnik pryncypialny (nie licząc ryżu i szafranu) pojawia się szpik kostny. W innych tłusta kiełbasa na wzór piemonckiej salam d’la duja (skojarzenia z Panissa alla vercellese jak najbardziej usprawiedliwione), w jeszcze innych mięsną „wkładkę” zastępuje się smalcem. Podaję przepis na wersję ze szpikiem, bowiem ta pojawia się w źródłach pisanych oraz w mediolańskich restauracjach najczęściej.
Nasuwa się Wam zapewne pytanie skąd w Polsce wziąć szpik kostny. Nic prostszego. Kupujemy pokaźnych rozmiarów golonkę. Gotujemy ją, po czym z łatwością wyjmujemy zeń kość. Przy pomocy tasaka rozcinamy kość i wyciągamy z niej szpik. Jeśli golonka Wam nie w smak, a tym bardziej szpik kostny, zrezygnujcie z tej opcji i spróbujcie zrobić risotto alla milanese na smalcu bądź słoninie.
Na patelni rozgrzewamy szpik/smalec/tłustą kiełbasę. Gdy tłuszcz nabierze temperatury dorzucamy pokrojoną w drobną kostkę cebulę. Ta ostatnia musi się jedynie zeszklić, w żadnym wypadku przysmażyć. Kolejno dodajemy na patelnię ryż i obsmażamy go przez kilka chwil. Całość podlewamy kieliszkiem białego wina wytrawnego. Po tym jak alkohol odparuje dodajemy co jakiś czas bulionu wołowego. W niewielkiej porcji gorącego bulionu rozpuszczamy szafran. Roztwór dodajemy do risotto na końcu.
Zdejmujemy naczynie ze źródła ciepła. Wsypujemy tarty ser Grana Padano, doprawiamy solą oraz pieprzem i mieszamy dokładnie. Risotto jest już samo w sobie dość treściwe i tłuste, ale odrobina masła na sam koniec nada mu kremowej konsystencji. Risòtt giald gotowe! Skonfrontujmy je z winami…


Jeden. Zgodnie z regułami sztuki zaczniemy od wina białego, Sama Valley White Dry 2015. Bardzo jasna, złocisto-słomkowa barwa korespondująca ze złocistym kolorem risotto. W nosie dużo egzotycznych owoców, trochę nut zielonych. Aromat rześki i przyjemny. W ustach podobnie; dość dużo ciała (jeszcze jedna cecha wspólna z daniem na talerzu), ale mimo wszystko wino zaliczyłbym do tych orzeźwiających. Pomimo, że samo w sobie robi duże wrażenie, jego aromaty nie zgrywały się z tłustym, pachnącym zwierzęcymi nutami (chociaż ugotowanego bez mięsa) risotto. Nuty egzotycznych owoców w połączeniu z oleistą strukturą szukać mogłyby kompana w tłustej rybie, nawet takiej usmażonej na maśle.


Dwa. Była polska biel, będzie włoska czerwień. Wino z sąsiadującego z Lombardią Piemontu, Barbaresco Manfredi. Suknia dość jasna, niezbyt intensywna, w tonacjach ciepłych czerwieni. Widoczna ewolucja wina przy krawędziach kieliszka (ceglana obwódka). Nos z początku skryty, ubogi rzec by się chciało. Po dłuższej chwili się otwiera. Czereśnie, wiśnie, takie mocno dojrzałe. Kora cynamonowa, tytoń i trochę skóry. Ładny balans. W ustach zaskoczenie, wino wciąż żywotne i pełne dojrzałych tanin, które idealnie przecinają tłuste risotto alla milanese. Kwasowości jedynie mogłoby być nieco więcej, aby lepiej kontrastować danie. Zarówno pod względem struktury, jak i aromatów w kieliszku i na talerzu panuje względna harmonia.
Z dwóch win zdecydowanie lepiej wypadło w tym zestawieniu Barbaresco Manfredi. Taniny i pewna dawka kwasowości ładnie przecinały tłuszcz, na którym bazowało risotto. Chociaż danie pozbawione było mięsa, nie brakowało w nim jego aromatów. Dobrze z nimi korespondowały beczkowo-owocowe aromaty wina. W przypadku Sama Valley, chociaż jest ono winem bardzo smacznym, brakowało jedności aromatycznej. Owocowe, świeże nuty brzoskwiń, mango czy ananasa nie pasowały do zwierzęcych aromatów żółtego risotto.
Więcej o serii wpisów #LaCucinaItaliana szukajcie na portalu Facebook wpisując hashtag lub na profilu Italianizzato. A w następnym wpisie… Przekonacie się już niebawem!

Partnerami serii wpisów #LaCucinaItaliana są:




Barbaresco Manfredi otrzymałem od Faktorii Win.
Sama Valley White Dry otrzymałem od producenta.



poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Risotto con tomino e pere

Risotto z gruszkami, pierwszy znak jesieni


Ostatni weekend wakacji za nami. Nieubłaganie nadchodzi wrzesień, który przez pewien okres życia każdemu z nas kojarzył się jedynie z powrotem do szkoły. Dla jednych powrót ten był bardziej dramatyczny, dla innych przebiegał w nieco spokojniejszej atmosferze. Kto jednak czasy szkolnej edukacji ma za sobą, a potomstwa w wieku odpowiednim, aby posłać je do placówki oświatowej jeszcze nie posiada, na wrzesień patrzy nieco przychylniejszym okiem. Pogoda przecież wciąż dopisuje, złota polska jesień nie gorsza jest od upalnego lata, widoki piękne, hotele tańsze, a i obłożenie w nich mniejsze. No i urlop jednak łatwiej wziąć, gdy szczyt sezonu za nami.
Wszystko to prawda, ale dla mnie pierwsze i kolejne dni września, aż do końcówki października, oznaczają przede wszystkim jesienne owoce i warzywa. Wyjazdy na grzyby to już coroczna tradycja. Nic dziwnego, że jeśli tylko lasy obrodzą, w kuchni pojawiają się tortellini con funghi, tagliatelle ai funghi porcini czy risotto ai gallinacci. Nie można przy tym zapominać o jesiennych darach natury przywożonych do naszego kraju z innych stref klimatycznych. Wrzesień to świetna pora na korzystanie ze świeżych fig w przystępnych cenach. Czymże jednak byłaby jesień bez twardych i soczystych gruszek i jabłek? Gdy w głowie już plany dotyczące kolejnego rocznika domowego cydru, na talerzu pojawia się risotto z serem tomino i gruszkami (chyba tylko po to, aby narobić sobie smaku i nieco cierpliwiej czekać na risotto z dynią).

Składniki dla 4 osób:
·         400g ryżu arborio
·         2 sery tomino (ok. 200g)
·         2 duże gruszki
·         2 łyżki miodu
·         75g masła
·         1 szalotka
·         1 litr bulionu warzywnego
·         Kieliszek wytrawnego cydru lub białego wina wytrawnego (150ml)
·         Sól
·         Biały pieprz



Risotto to danie szybkie, łatwe i przyjemne. Wystarczy naprawdę chwila, aby na talerzu znalazło się coś pysznego, bazującego na sezonowych składnikach. Nie inaczej jest w tym przypadku. Gruszki myjemy, wycinamy gniazda nasienne, obieramy ze skóry i kroimy na grubą kostkę. W rondlu rozpuszczamy miód i czekamy aż pojawią się pierwsze większe bąble. Wrzucamy doń gruszki i dosłownie przez 1-2 minuty podsmażamy na mocnym ogniu, po czym zdejmujemy całość ze źródła ciepła.
W drugim garnku na maśle należy zeszklić szalotkę. Gdy to nastąpi wsypujemy ryż i obsmażamy go przez kilka minut. Następnie podlewamy całość cydrem (lub winem) i gdy alkohol odparuje zaczynamy risotto podlewać bulionem. Po około kwadransie do dwudziestu minut ryż powinien być al dente. To idealny moment na dodanie pokrojonego w grubszą kostkę sera tomino oraz podsmażonych ówcześnie na miodzie gruszek. Całość doprawiamy solą i pieprzem, zdejmujemy ze źródła ciepła. Na sam koniec wrzucamy do risotto odrobinę masła i mieszamy raz jeszcze dokładnie. Viva l’autunno!


środa, 10 sierpnia 2016

30 lat slow rewolucji

Slow Food kończy 30 lat


Rewolucje mają to do siebie, że są gwałtowne i przynoszą nagłe zmiany. Rewolucje lubią hałas i rozgłos, lubią romantycznych bohaterów, którzy pojawiają się znikąd i czasem w nicości równie szybko giną. Rewolucje niosą ze sobą skutki nierzadko trudne do przewidzenia. A mimo to w kontekście Slow Food chyba bardziej wypada mówić o rewolucji, niż o ewolucji. Slow rewolucji.

Dawno, dawno temu w Piemoncie
            Mówi się, że świat dziś przyśpiesza, a dzisiejsze społeczeństwa żyją w biegu. Nieprawda. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że już trzy dekady temu pewien człowiek z Piemontu, w odpowiedzi na kulturę fast, napisał manifest slow. Ten z kolei niedługo potem stał się kamieniem węgielnym organizacji Slow Food. Autorem manifestu był Folco Portinari, a założycielem stowarzyszenia liczącego dziś ponad 1500 oddziałów na całym świecie Carlo Petrini.
            Już ponad 30 lat temu sieci serwujące jedzenie typu fast food były popularne w większości krajów zachodniego świata. Na trzy lata przed otwarciem pierwszego McDonald’sa w Polsce (i pomyśleć, że do momentu powstania pierwszego oddziału wspomnianej sieci w 1992 roku, byliśmy slow zanim stało się to modne!), Carlo Petrini sięgnął po manifest Portinariego, tym samym rozpoczynając powolną rewolucję. I w błędzie jest ten, kto sądzi, że Slow Food to prosta odpowiedź na fast food. Organizacja założona w 1989 roku zapoczątkowała procesy, których celem jest przywrócenie jedzeniu i kulturze związanej z żywieniem należytego miejsca w naszym codziennym życiu.
            Slow Food walczy o cibo buono, pulito, giusto, czyli jedzenie dobre, czyste i sprawiedliwe. Celem organizacji jest ochrona pożywienia oraz osób i czynników, które przyczyniają się do jego wytworzenia od początku (tj. ziarenka) do końca (tj. gotowego dania na talerzu). Członkowie stowarzyszenia walczą zarówno o żywność wyprodukowaną w zgodzie z naturą, jak i o godziwą zapłatę dla ludzi, którzy poświęcają czas temu zadaniu. Wszystkiemu towarzyszą zakrojone na szeroką skalę akcje edukacyjne mające na celu budowanie świadomości konsumenckiej.
           
źródło: www.luxormagazine.it

Cinta senese na sztandary
Już od samego początku jednym z głównych celów Slow Food była ochrona bioróżnorodności. W kilka lat od powstania organizacja alarmowała informowała o ryzyku zniknięcia rasy bydła burlina, popularnej zwłaszcza w regionie Wenecja Euganejska. Niedługo potem członkowie toskańskiej jednostki Slow Food ruszyli na ratunek świni rasy cinta senese. To właśnie dzięki stowarzyszeniu wybierając się dziś na wakacje do Toskanii na co drugim rogu widzimy produkty z mięsa właśnie cinta senese. Jeszcze dwie dekady temu jednak cała populacja tej rasy liczyła zaledwie kilkaset sztuk.
            Slow Food ochronę bioróżnorodności realizuje dziś za pomocą tzw. Arki Smaku (Arca del Gusto). Jest to lista ras, gatunków oraz produktów, które należy bezwzględnie chronić, aby nie uległy one całkowitemu zapomnieniu. Lista liczy dziś ponad 3500 pozycji, ale w kolejce czeka następne 1600.

źródło: www.archivio.atnews.it

Slow Food, slow wine, slow fish…
W ciągu trzech dekad istnienia organizacja rozwinęła się obejmując swoim zasięgiem niemal cały świat. Obok wspomnianej Arki Smaku, której celem jest ochrona gatunków, ras i produktów bliskich wyginięciu, Slow Food organizuje coroczne spotkanie Terra Madre w Turynie poświęcone żywieniu. Dzisiejszy Slow Food to również Slow Wine, Slow Fish czy Slow Europe. Organizacja inicjuje lub patronuje dziesiątkom wydarzeń poświęconym żywieniu, które propagują idee powiązane lub bazujące na manifeście Portinariego. Ponadto stowarzyszenie zajmuje się drukowaniem materiałów edukacyjnych w ramach Slow Food Editore, wspólnie z uczelniami z Emilii-Romanii oraz Piemontu patronuje kierunkowi studiów poświęconemu żywieniu, a także prowadzi serwisy internetowe poświęcone kulturze jedzenia. I pomyśleć, że to zaledwie 30 lat slow rewolucji…



sobota, 6 sierpnia 2016

Che cosa bolle in pentola… – lipiec 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Już ponad miesiąc wakacji za nami. Niektórzy z nas zdążyli odwiedzić w tym roku słoneczną Italię, innych dopiero to czeka. Sugerowałem co ciekawsze kierunki w poprzedniej Pentoli, zasugeruję kilka pomysłów i dziś.
Do września wciąż sporo czasu, jest więc jeszcze okazja, aby przesunąć swój urlop na nieco później. W dniach 22-26 września w Turynie odbędzie się jedno z największych  wydarzeń enogastronomicznych na Starym Kontynencie (jeśli nie na świecie). Organizowane przez Slow Food Terra Madre Salone del Gusto weszło już na stałe do corocznego kalendarza imprez organizowanych w Turynie. Nic dziwnego, bowiem to właśnie w Piemoncie narodziła się idea Slow Food i to właśnie z tego regionu pochodzi założyciel ruchu. Podczas tegorocznej edycji Salone del Gusto nie zabraknie kultowych już Laboratoriów Smaku. Poza tym na odwiedzających czeka cała masa spotkań, konferencji, degustacji i prezentacji. W Turynie znów pojawią się setki wystawców produkujących żywność i wino z całego świata, a wszystko to pod hasłem Voler bene alla terra.

źródło: www.sapori.it

Skoro już mowa o wyśmienitych produktach spożywczych. Podczas tegorocznych wojaży przez drogi Italii zwróćcie szczególną uwagę na półki stacji benzynowych. Szukajcie szyldu „Chef Store”, bowiem to właśnie pod nim znajdziecie najlepsze lokalne produkty. Od tego roku rusza projekt rewolucjonizujący sprzedaż i reklamę włoskich smakołyków. Docelowo na każdej większej włoskiej stacji ma  znaleźć się strefa wydzielona dla produktów zrodzonych przez ziemię w danej okolicy. Pierwszy taki punkt powstał przy autostradzie A1 w Toskanii (a gdzieżby indziej!).


Bogaci Chińczycy inwestujący w winnice w Bordeaux to przeżytek. Nowy sposób na pomnażanie bogactwa korzystając z enologicznego dorobku lansuje założyciel grupy Calzedonia, Sandro Veronesi. Biznesmen od 2012 roku inwestuje w sieć sklepów Signorvino. Stanowią one połączenie winebarów i restauracji z niewielkim menu oraz o wiele większą kartą win. W sumie znajdziemy tam ponad 800 etykiet. Nie to jest jednak najważniejsze. Veronesi wspiera lokalnych producentów i to właśnie ich ma zamiar promować. Karta win składa się jedynie z butelek wyprodukowanych we Włoszech. Obok setek wybitnych etykiet stanęły półki pełne włoskich produktów spożywczych. Założyciel sieci Signorvino stawia na niewielkich producentów, którzy dostarczają mu w zamian produkty najwyżej jakości, tworzone w oparciu o lokalne tradycje kulinarne i wielowiekowe receptury. Kolejne kroki? Signorivno ma wyjść poza granice Włoch!
Nie wszystkie lokalne włoskie produkty prezentują jednak wysoką jakość. Wspominałem kiedyś, że w regionie Kampania mafia kontroluje prawie całą produkcję mozzarella di bufala. Ten biały ser z mleka bawolic jest jednym z najbardziej cenionych symboli Made in Italy na całym świecie. Niedawno znalazłem potwierdzenie na fakt, że Camorra kontroluje również znakomitą część innych gałęzi rynku spożywczego. Uważajcie zatem kupując w weekendy świeże pieczywo w Neapolu i okolicach, bo możecie tym samym wspierać nie lokalnych producentów, a lokalną organizację kryminalną…

źródło: www.i.huffpost.com

Kontynuując wątek mafijny: w ubiegłym miesiącu, w wieku 83 lat, zmarł Bernardo Provenzano. Schwytany w 2006 roku, po szeroko zakrojonej akcji zorganizowanej przez włoską policję, mafijny capo di tutti capi (w tym wypadku nie jest to absolutnie żadne nadużycie) został skazany dwadzieścia razy na dożywocie. Od kilku lat było wiadomo, że choruje on na nowotwór i jego pobyt w więzieniu nie potrwa zbyt długo. Włoski aparat państwowy nie zapomniał mu wszystkich wyrządzonych krzywd, wszystkich przestępstw, za które otrzymał tak wysoką karę i do ostatnich dni Provenzano przebywał w więzieniu pod uważnym okiem policjantów. Szkoda tylko, że wraz z bossem nie umarła sycylijska mafia… Film dokumentalny o policyjnej akcji, w wyniku której schwytano Provenzano, możecie zobaczyć tutaj.

źródło: www.ultimavoce.it

Tak tragicznego w skutkach wypadku kolejowego we Włoszech nie było już od lat. W połowie lipca w okolicach Bari (Apulia) zderzyły się czołowo dwa pociągi. Śmierć poniosły w sumie 23 osoby, a kolejne 50 odniosło obrażenia. Akcję ratowniczą utrudniało miejsce, w którym doszło do katastrofy. Większość poszkodowanych trzeba było przetransportować helikopterem do szpitala z powodu trudności z dojazdem do miejsca zderzenia. Prawdopodobną przyczyną był błąd ludzki, ale stuprocentową odpowiedź uzyskamy dopiero za kilka-kilkanaście miesięcy po żmudnym dochodzeniu.
Kończąc dzisiejsze wydanie Pentoli podsuwam kilka obiecanych na wstępie pomysłów na włoskie wakacje. Wino i sztuka do jedność. Wino i teatr również. Kto nie wierzy, niech uda się na Sycylię, gdzie w otoczeniu winnej latorośli znajdzie coś dla ducha i ciała: Teatro in vigne. Są na świecie miejsca, do których w dzisiejszych czasach zdecydowanie lepiej się nie zapuszczać. Jeśli chcecie znaleźć się w samym centrum konfliktu bez żadnego uszczerbku dla zdrowia, polecam wyprawę do Valpolicelli, gdzie aktualnie trwa wojna o Amarone. Targi, te małe i te duże, to nieodłączny element włoskiego krajobrazu. Przekonajcie się, które zdecydowanie warto odwiedzić podczas waszych wycieczek. Buona vacanza!


niedziela, 1 maja 2016

Che cosa bolle in pentola… – kwiecień 2016

Comiesięczny przegląd włoskich internetów


Jedni z Was z trudem dopinają swoje walizki, inni siłują się z rowerem, który ni jak nie mieści się w nowym bagażniku dachowym. Jeszcze inny sprawdzają, czy wszystko zabrali i szykują prowiant na drogę. Są też i tacy, którzy na majówkę wybrali się w tym roku nieco wcześniej, dzięki czemu właśnie cieszą się zimnym piwem lub winem, a na grillu dochodzi pierwsza karkówka. Zanim jednak oddamy się błogiemu lenistwu (kto, jak kto, niektórym służba nie drużba i majowy weekend nie różni się dla nich niczym od każdego innego…) zapraszam do zapoznania się z podsumowaniem kwietnia we włoskich mediach.

źródło: cittadarte.emiliaromagna.it

Chociaż pogoda bywała w majówkę już lepsza, to i w tym roku na pewno nie odmówimy sobie wielu przyjemności. Dla łasuchów będą to zdecydowanie lody. Od pewnego czasu te produkowane tradycyjnymi metodami, przy użyciu wyłącznie naturalnych składników, zdobywają uznanie na naszym polskim gruncie, dzięki czemu już nie wspominamy z tak wielką tęsknotą naszego ostatniego pobytu we Włoszech. W ocenie jakości lodów, które w najbliższych dniach przyjdzie nam spożyć, z pewnością pomógłby kurs dla degustatorów tego przysmaku. Tak się składa, że firma Carpigiani zorganizowała tego typu kurs. Trwające w sumie 8 godzin zajęcia teoretyczne i praktyczne pozwalają kursantom rozpoznać jak powinny smakować lody oraz jaką konsystencją powinny się charakteryzować. Kurs przeznaczony jest dla producentów lodów, sprzedawców oraz samych konsumentów. I co najważniejsze: prowadzony jest tak w języku włoskim, jak i angielskim!
W zeszłym miesiącu pisałem o Social Młynie w Kalabrii, który dostał nowe życie dzięki użytkownikom portalu Facebook. Dziś przenosimy się do Ligurii, a dokładnie do prowincji Genua, gdzie powstał największy na świecie kolektywny warzywnik. W projekcie uczestniczy w sumie 2200 ochotników, spośród których aż 120 nadzoruje prace wykonywane na bieżąco w warzywniku. Eko-zapaleńcom przyświeca motto: „Qui le coltivazioni non sono biologiche ma na-tu-ra-li!” (Tu uprawy nie są biologiczne, a na-tu-ral-ne!).
Pozostajemy w tematyce rolniczo-żywieniowej. Ponad rok temu miałem okazję zachwycać się świetnymi Lambrusco w samym sercu Emilii-Romanii. Wino to zazwyczaj sprowadzane jest do prostych czerwonych bąbelków, które ze swoimi radosnymi owocowo-fiołkowymi aromatami towarzyszy luźnym spotkaniom w gronie znajomych. Takiemu obrazowi stanowczo sprzeciwia się Christian Bellei, zwany też mistrzem zen Lambrusco. Ostatnio udowodnił on, że przy produkcji Lambrusco z powodzeniem można wykorzystać doświadczenia i metody opracowane w samej Szampanii, po raz kolejny dowodząc tym samym, że Lambrusco ma potencjał, który wystarczy jedynie umiejętnie wykorzystać.
Podczas gdy w Polsce sklepy winiarskie bazujące na sprzedaży internetowej muszą borykać się z bezsensownymi przepisami i sławetną już agencją PARPA, włoscy producenci cieszą się, że ich butelki trafiają do konsumentów coraz częściej za pomocą sieci. Interesującą rozmowę na ten temat znajdziecie na portalu Il Sole 24 Ore.

źródło: vinodabere.it

Potencjał wina w sieci dostrzega sam premier Włoch, który niedawno z okazji Vinitaly spotkał się z Jackiem Ma, założycielem największej chińskiej platformy e-commerce Alibaba. Ponadto Matteo Renzi z powodzeniem promuje Włochy, jako światową potęgę winiarską (jakby ktoś jeszcze o tym nie wiedział), z dumą wręczając kolejnym przywódcom charakterystyczne drewniane skrzyneczki, w których znajdują się wyśmienite włoskie wina (i nikt nie sprawdza czy kosztują one 8, 80, czy 800 euro, bo włosi doskonale wiedzą, że świetną butelkę można kupić za przysłowiowe grosze). Ostatnio taką winiarską skrzyneczkę otrzymał sam Barack Obama.

źródło: valigiablu.it

17 kwietnia we Włoszech odbyło się referendum w sprawie platform wiertniczych, o którym wspominałem już kilka dni temu przy okazji rubryki #ItalianizzatoLessicale. W głosowaniu, którego domagało się 9 włoskich regionów, obywatele decydowali o wyglądzie wybrzeży na najbliższe kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Dotychczasowe prawo zezwala paliwowym potentatom na odwierty już w odległości 20km od włoskich wybrzeży na mocy bezterminowych koncesji. Pomimo, że obywatele powiedzieli stanowcze "nie" takim praktykom i wyrazili swoje poparcie dla zmiany aktualnych przepisów, nic to nie dało bo do urn ruszyło zaledwie nieco ponad 30% uprawnionych do głosowania.

źródło: elezioni.interno.it

Panama Papers. Skandal finansowy, który wstrząsnął całym światem w ostatnich tygodniach, nie ominął również Bel Paese. W opublikowanych dokumentach przewijają się znane osobistości z włoskiego świata mody, polityki i biznesu. Na liście Panama Papers znaleźli się m. in. Emanuela Barilla (nazwisko mówi samo za siebie), Silvio Berlusconi (w tym wypadku nie ma mowy o zaskoczeniu), Daniele Fonseca (były piłkarz pochodzący z Como), stylista Valentino czy aktor Carlo Verdone. Pełną listę Włochów zamieszanych w skandal znajdziecie na portalu Espresso.it.
W ostatnich dniach kwietnia wszystkie włoskie media donosiły o aresztowaniu 6 osób na północy kraju, które podejrzane były o planowanie zamachów terrorystycznych. Nieoficjalnie mówi się, że celem ataków miał być Watykan oraz ambasada Izraela w Rzymie. Wśród aresztowanych znalazła się para pochodząca z Lecco, która w zamachu chciała pogrzebać ze sobą dwójkę dzieci (2 i 4-latka).

źródło: progetto.vento.polimi.it


Zaczęliśmy majówką i majówką zakończymy. Wenecję od Turynu dzieli 679km. Być może niebawem odległość tę będzie można spokojnie pokonać na rowerach. Politechnika w Mediolanie zaproponowała projekt pod nazwą Vento, który zakłada budowę ścieżki rowerowej łączącej stolicę Wenecji Euganejskiej ze stolicą Piemontu. Trasa ścieżki biegnie wzdłuż najdłuższej włoskiej rzeki (Pad) i przebiega przez takie miasta jak Ferrara, Mantua czy Mediolan. Projekt ma na celu nie tylko rozbudowę infrastruktury, ale dba też o środowisko naturalne rejonów, przez które przebiegać ma Vento. W tym roku już raczej za późno, ale być może ktoś zmierzy się z Vento podczas przyszłorocznej majówki?


wtorek, 19 kwietnia 2016

Winne Wtorki: im starsze tym lepsze?

Domenico Terzano Barbera d’Asti Superiore La Romilda IV 1998 DOCG


Długo zapowiadany wieczór. Wykwintna kolacja w odświętnej atmosferze. Jej rodzice siedzą w salonie i czekają, aż na stole pojawi się wyśmienite danie ugotowane przez ciebie. Zanim jednak to nastąpi chcesz im zaimponować wyciągając asa z rękawa. Z namaszczeniem otwierasz butelkę wina, którą trzymałeś w swojej małej kolekcji przez lata specjalnie na tę okazję. Charakterystyczny dźwięk wyciąganego korka. O dziwo jeszcze nie rozpadł się pył! Ostrożnie dekantujesz wino, aby oddzielić je od osadu, który przez dwie dekady zebrał się w ciężkiej butelce. Kolejno nalewasz wino do kieliszków z trudem próbując przypomnieć sobie komu właściwie powinieneś podać kieliszek najpierw. Teatralnym gestem rozprowadzasz wino po ściankach swojego kieliszka, a do nozdrzy dochodzi wyraźny zapach… No właśnie, jaki zapach? Trocin? Podgniłego drewna? W sumie nie-do-końca-wiadomo-czego, ale na pewno nie takiego zapachu się spodziewałeś. Nieoczekiwanie atmosfera gęstnieje, zaaferowany zepsutym winem zapominasz o pieczeni dochodzącej w piekarniku i kolacja kończy się w sumie jeszcze zanim na dobre się zaczęła. Tak mógłby wyglądać jeden z koszmarów amatora win.
Aby zły sen nie stał się jawą, unikam odkładania starych win „na specjalne okazje”, bowiem do rzadko których butelek można zastosować utarte powiedzenie, że „im starsze tym lepsze”. Mało tego, nawet jeśli mam pewność co do długowieczności danego wina, ale już zdecydowanie mniej wiem o sposobie, w jaki było przechowywane przez kolejne lata, wolę otworzyć je podczas wieczoru z lekturą, aniżeli ryzykować wpadkę przed JEJ rodzicami.
Chcąc ukazać Czytelnikom winiarskich blogów długowieczność w praktyce, zaproponowałem na dzisiejsze Winne Wtorki otworzenie „win wiekowych”, zostawiając przy tym zupełną dowolność w interpretacji tego terminu. Inaczej bowiem starzeją się wina lekkie, a inaczej ciężkie. Inną żywotnością charakteryzują się wina białe, a jeszcze inną czerwone. Gdy dla jednej osoby wiekowym będzie dwu-trzyletni Muscadet, dla innego uosobieniem dojrzałości w butelce będzie kilkunastoletnie Brunello. Nie wspominając już o Porto liczących sobie dziesiątki albo i setki lat. Tyle słowem wstępu, przejdźmy do zapowiadanej praktyki.
Kilka miesięcy temu znalazłem się w posiadaniu osiemnastoletniej Barbery z Piemontu. Wino z razu schowałem głęboko w moich zbiorach, aby wyciągnąć je przy stosownej okazji. Dopiero po kilku dniach przyszła chwila refleksji i butelka trafiła w nieco bardziej dostępne miejsce. O ile co do długowieczności samego wina nie miałem większych obaw, o tyle sporo pytań pojawiło się w mojej głowie odnośnie tego, gdzie i jak ta butelka była trzymana przez osiemnaście lat. Przy otwieraniu okazało się, że korek w 70% jest już pokruszony, nasiąknięty winem i na pewno nie izolował wina w dostatecznym stopniu od warunków zewnętrznych. Z trudem usunąłem go z szyjki butelki, starając się by drobinki nie wpadły do środka. Był to zaledwie pierwszy niepokojący sygnał. Drugim okazała się być barwa wina. Ciemno brunatna, nie mająca prawie nic wspólnego z czerwienią, a przypominająca raczej żyzną ziemię. Do tego ta ceglana obwódka… No cóż, nie oceniajmy po pozorach. Głęboki wdech i… trociny, mokre drewno (nasiąknięty korek?), trochę nut balsamicznych. Słabo. Zostawiłem wino na ponad dwie godziny, aby odetchnęło i po tak długim czasie w butelce zaznajomiło się ze świeżym powietrzem.
Przy drugim podejściu Romilda okazała się być łaskawsza dla nosa i kubków smakowych. W zapachu zaczęła dominować nuta balsamiczna pomieszana z mocno przesmażonymi powidłami śliwkowymi. Tu i ówdzie przewijały się aromaty ziół i przypraw. Jedynie czego brakowało, to owoc. W ustach natomiast wyczuwalna była wciąż duża dawka żywej kwasowości. Nawet jeśli zabrakło kręgosłupa, który by ją utrzymał, wino sprawiało wrażenie nie do końca zgnuśniałego i starczego. Nie było śladu po owocu, czy nawet konfiturach. Znów natomiast aromaty ziół, nuty balsamiczne i nieco goryczkowych powideł. Taniny jakby „oschłe” w obyciu, ale nie drażniące. Wino zdecydowanie już przeżyło swoje najlepsze lata, ale dało się w nim wyczuć dawną klasę i potęgę. Może gdyby było odpowiednio przechowywane, a korek wciąż cały, dziś prezentowałoby się o wiele lepiej? Moja ocena dla tego wina w takim stanie to słaba czwórka, zaznaczając przy tym, że kilka lat temu mogło zasługiwać na piątkę z dużym plusem…
           
Nazwa: Barbera d’Asti Superiore La Romilda IV 1998 DOCG
Producent: Domenico Terzano
Miejsce zakupu:
Cena:
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena:



Inni wtorkowicze napisali: