____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

piątek, 29 czerwca 2018

Wino+rower || Winnica Hiki




Zdarzyło Wam się kiedyś poczuć zbyt pewnie w tej czy innej dziedzinie? Choć podświadomie czuliście, że znawcą nazwać się nie możecie, to mimo wszystko Wasza powierzchowność nie dawała za wygraną i stawiała Was w roli mędrca w danym zagadnieniu? Dopiero, gdy rzeczywistość walnęła Was obuchem w łeb wróciliście na ziemię i zaczęliście zachowywać się racjonalnie z odpowiednią dozą pokory? Nawet jeśli uważacie, że powyższe dylematy nigdy Was nie dotyczyły, trudno mi w to uwierzyć. Sam wielokrotnie padałem ofiarą ludzkiej natury i pomimo, że chciałem z nią walczyć, chyba nigdy mi się jeszcze nie udało wygrać. Całe szczęście człowiek na swej drodze spotyka porażki, które są lepszą nauczycielką życia niż cokolwiek innego.
Jeżdżąc od kilku lat po wielu winnicach, w Polsce i poza nią, doszedłem do wniosku, że wśród wielu winiarzy choroba zwana ludzką naturą jest jakby trochę bardziej widoczna niż u innych ludzi pracujących w polu. Wystarczą dwa czy trzy winobrania, a rekordzistom nawet jedno, aby móc rzucać na prawo i lewo osądy. Kto co robi źle, kto co powinien zmienić w winnicy, gdzie i jak ciąć… I tak dalej, i tak dalej. Nie żebym stawiał się w roli osoby odpowiedniej do tego typu pouczeń, raczej odnajduję się w osobie młokosa i uczniaka, który będąc u winiarzy chłonie każde ich słowo i szuka prawdy objawionej (swoją drogą dotąd nieodnalezionej). Stojąc jednak w obronie winiarskiego światka, na szczęście nie brakuje również takich producentów, którzy po kilkudziesięciu winobraniach wciąż z pokorą zerkają na swoje rzędy winnej latorośli i z niecierpliwością czekają na kolejne wyzwania, aby móc godnie stawić im czoła. CZYTAJ WIĘCEJ...




sobota, 23 czerwca 2018

Wino+rower || Piwniczka u Dziadka || Winnica Kinga




Z Winnicy Miłosz wyjeżdżamy z pełnymi żołądkami i po dłuższej chwili odpoczynku. Pogoda, która tego dnia nas nie rozpieszczała, wreszcie się poprawiła. Na niebie zostało jedynie kilka niegroźnych obłoków, a wiatr znacznie stracił na sile. Chcieliśmy jeszcze zahaczyć o Lubuskie Centrum Winiarstwa, ale przyjechaliśmy tam za późno (urząd rządzi się swoimi prawami…). Cóż, pełni nowych sił obraliśmy trasę w kierunku Otynia…

***

Ledwo co minęliśmy znak informujący, że wjeżdżamy do Otynia, a nawigacja (to znaczy mocno sfatygowana już mapa) wskazała nam, że musimy odbić w lewo. Pokonaliśmy jeszcze kilometr czy dwa wąskimi uliczkami i zatrzymaliśmy się przed szeroko otwartą bramą wjazdową przy sporych rozmiarach domu jednorodzinnym. Winnica? Tu? Wolne żarty. Z domu wyszedł ojciec właścicielki winnicy. Bez ogródek zaprosił nas na podwórko i poinformował, że Joanna i Sławek już do nas jadą. Dojechaliśmy do Piwniczki u Dziadka. CZYTAJ WIĘCEJ...



wtorek, 19 czerwca 2018

Wino+rower || Winnica Miłosz




           Będąc u Krzysztofa Fedorowicza podczas tegorocznej majówki jeszcze nie wiedziałem, że jego Angelus 2017 zdobędzie Złoty Korek podczas święta polskiego wina i cydru w SPOT. Co prawda w Winnicy Miłosz próbowaliśmy jednego wina różowego i już  wtedy wydało ono nam się całkiem do rzeczy (choć rocznik nieco już nie na czasie, bo 2016), to nie spodziewałem się ani przez moment, że nieco ponad miesiąc później będę oklaskiwał ojca obydwu tych win w Poznaniu.
           Łaz dzieli od Zaboru dosłownie rzut kamieniem. Właściwie tuż po pożegnaniu się z Kasią i Piotrem Żelaznymi przejechaliśmy zaledwie przez ulicę i zatrzymaliśmy się w Winnicy Miłosz. Przed płotkiem okalającym niewielką przydomową parcelę zaparkowały te same auta, które widzieliśmy dzień wcześniej w Winnym Dworku. Wypucowane, błyszczące w blasku słońca. I znów dla kontrastu my. Na rowerach. Brudni. Zmęczeni. CZYTAJ WIĘCEJ...



wtorek, 12 czerwca 2018

Wino+rower || Winnica Żelazny



          O tej winnicy mówi się sporo. Jest to największa parcela w Polsce, ale nie to jest w tym przypadku najważniejsze. Kilkanaście hektarów winorośli w jednym miejscu w naszej Ojczyźnie? To robi wrażenie. Jeszcze większe wrażenie jednak robi na mnie fakt, że jest to swego rodzaju kooperatywa (no dobra, może nie do końca w pełnym tego słowa znaczeniu). Kilkunastu winiarzy uprawiający winną latorośl jeden obok drugiego? Miedza w miedzę? Popukacie się w głowę. To na pewno nie wypali w Polsce. A jednak! Jedziemy do Zaboru!
          Poranek w Starej Winnej Górze jest mokry i szary. W końcu mozolnie ruszamy w kierunku naszego kolejnego punktu wyprawy. Do parceli samorządowej w Zaborze mamy nieco ponad 20 km, więc jedziemy spokojnym tempem zatrzymując się dosłownie co kilka kilometrów. A to na śniadanie. A to na chłodnego radlerka. A to z kolei zbaczamy z trasy w leśny trakt, żeby po prostu pooddychać świeżym powietrzem.
          Jesteśmy mniej-więcej w połowie trasy. Widzieliśmy dotychczas już sporo, każda kolejna winnica czymś nas zaskoczyła, była swego rodzaju novum. Po parceli w Zaborze spodziewaliśmy się jednak prawdziwej niespodzianki. Przez lata nasłuchałem się o tym projekcie sporo (a to między innymi za sprawą Maćka Nowickiego). Co więcej, swoje rzędy winnej latorośli w tym miejscu mają również niektórzy z winiarzy już przez nas odwiedzonych (chociażby Łukasz i Jowita z Winnicy Equus). Koncepcja jest dość prosta: Marszałek Województwa Lubuskiego, Elżbieta Anna Polak, porozumiała się z Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Sulechowie w sprawie wynajmu gruntu, który z kolei został oddany w najem długoterminowy zainteresowanym winiarzom (lub przyszłym winiarzom). Miało to miejsce już 3 lata temu. Od tego czasu wielu producentów (lub chcących zostać takowymi) się wykruszyło. Wielu jednak po tym czasie zaczęło wreszcie produkować pierwsze wina. Należą do nich miedzy innymi Kasia i Piotr Żelaźni… CZYTAJ WIĘCEJ...



wtorek, 5 czerwca 2018

Wino+rower || Stara Winna Góra






              Z Winnicy Mozów wyjeżdżamy, gdy słońce zaczyna już chylić się ku horyzontowi. Na szczęście od następnej mety dzieli nas niespełna 10km. W międzyczasie pogoda zdążyła się poprawić, a wiatr, który teraz wieje nam w plecy, znacznie stracił na sile. Początkowo musimy pokonać odcinek wzdłuż dość ruchliwej trasy, przez co jedziemy gęsiego jeden za drugim.
              Dopiero po około pół godziny wjeżdżamy w wąską aleję, wzdług której biegną drzewa obsypane soczyście zielonymi liśćmi. I teraz też wracamy myślami do ostatniej odwiedzonej winnicy. Polska Toskania? Kolejne miejsce na na naszej trasie, które zapada głęboko w pamięć i nie daje się porównać z innymi poznanymi już wcześniej. Być może właśnie ten fakt przyciąga do Lubuskiego chociażby Niemców? Jadąc do Toskanii, czy do jakiegokolwiek regionu we Francji czasami ma się wrażenie, że degustacje i spotkania z winiarzami, o ile w ogóle, odbywają się na zasadzie linii produkcyjnej. Wchodzisz, witasz się, rozmawiasz kilka chwil (lub co gorsza wysłuchujesz regułki niemalże wyuczonej na pamięć), po czym degustujesz z góry ustalony turystyczny set butelek. Żegnasz się i w następnym miejscu zabawa zaczyna się od nowa. CZYTAJ WIĘCEJ...




sobota, 2 czerwca 2018

Cannoli siciliani alla ricotta




            Tym razem mógłbym zacząć od słów Przerywamy program, aby nadać ważny komunikat... Na chwilę oddalamy się od Lubuskiego Szlaku Wina i Miodu, aby powrócić na Sycylię, gdzie wylądowałem kilka miesięcy temu. No może nie do końca oddalamy się, ponieważ ricottę potrzebną do przygotowania dzisiejszego przepisu kupiłem podczas majówki w Lubuskiem.
            Jeśli śledziliście na Italianizzato serię artykułów o Trinacrii, na pewno spostrzegliście, że zabrakło tam przepisu na jeden z najważniejszych (i najsmaczniejszych) symboli gastronomicznych tego zakątka Włoch. Cannoli alla ricotta to przysmak, bez którego nie może się obejść żadna wyprawa na Sycylię, a wie o tym doskonale ten, kto wyspę już odwiedził. Smak kruchego ciastka wypełnionego kremem z owczego słodkawego sera zapada głęboko w pamięć i jedno jest pewne: po spróbowaniu oryginału już żadna kopia nie zadowoli nawet osób nie będących smakoszami.
            Odtworzenie cannoli siciliani w domu może nastręczyć nieco problemów, bo i przepis w kilku punktach nie należy do najłatwiejszych, ale jeśli postaracie się o dobrej jakości składniki, efekt końcowy wynagrodzi wszelkie niedogodności podczas przygotowania. Bez dalszej zwłoki przejdźmy zatem do przepisu sensu stricto. CZYTAJ WIĘCEJ...