O
tej winnicy mówi się sporo. Jest to największa parcela w Polsce, ale nie to
jest w tym przypadku najważniejsze. Kilkanaście hektarów winorośli w jednym
miejscu w naszej Ojczyźnie? To robi wrażenie. Jeszcze większe wrażenie jednak
robi na mnie fakt, że jest to swego rodzaju kooperatywa (no dobra, może nie do
końca w pełnym tego słowa znaczeniu). Kilkunastu winiarzy uprawiający winną
latorośl jeden obok drugiego? Miedza w miedzę? Popukacie się w głowę. To na
pewno nie wypali w Polsce. A jednak! Jedziemy do Zaboru!
Poranek
w Starej Winnej Górze jest mokry i szary. W końcu mozolnie ruszamy w kierunku
naszego kolejnego punktu wyprawy. Do parceli samorządowej w Zaborze mamy nieco
ponad 20 km, więc jedziemy spokojnym tempem zatrzymując się dosłownie co kilka
kilometrów. A to na śniadanie. A to na chłodnego radlerka. A to z kolei
zbaczamy z trasy w leśny trakt, żeby po prostu pooddychać świeżym powietrzem.
Jesteśmy
mniej-więcej w połowie trasy. Widzieliśmy dotychczas już sporo, każda kolejna
winnica czymś nas zaskoczyła, była swego rodzaju novum. Po parceli w Zaborze spodziewaliśmy się jednak prawdziwej
niespodzianki. Przez lata nasłuchałem się o tym projekcie sporo (a to między
innymi za sprawą Maćka Nowickiego). Co więcej, swoje rzędy winnej latorośli w
tym miejscu mają również niektórzy z winiarzy już przez nas odwiedzonych
(chociażby Łukasz i Jowita z Winnicy Equus). Koncepcja jest dość prosta:
Marszałek Województwa Lubuskiego, Elżbieta Anna Polak, porozumiała się z Państwową
Wyższą Szkołą Zawodową w Sulechowie w sprawie wynajmu gruntu, który z kolei
został oddany w najem długoterminowy zainteresowanym winiarzom (lub przyszłym
winiarzom). Miało to miejsce już 3 lata temu. Od tego czasu wielu producentów
(lub chcących zostać takowymi) się wykruszyło. Wielu jednak po tym czasie
zaczęło wreszcie produkować pierwsze wina. Należą do nich miedzy innymi Kasia i
Piotr Żelaźni… CZYTAJ WIĘCEJ...
