____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

wtorek, 19 kwietnia 2016

Winne Wtorki: im starsze tym lepsze?

Domenico Terzano Barbera d’Asti Superiore La Romilda IV 1998 DOCG


Długo zapowiadany wieczór. Wykwintna kolacja w odświętnej atmosferze. Jej rodzice siedzą w salonie i czekają, aż na stole pojawi się wyśmienite danie ugotowane przez ciebie. Zanim jednak to nastąpi chcesz im zaimponować wyciągając asa z rękawa. Z namaszczeniem otwierasz butelkę wina, którą trzymałeś w swojej małej kolekcji przez lata specjalnie na tę okazję. Charakterystyczny dźwięk wyciąganego korka. O dziwo jeszcze nie rozpadł się pył! Ostrożnie dekantujesz wino, aby oddzielić je od osadu, który przez dwie dekady zebrał się w ciężkiej butelce. Kolejno nalewasz wino do kieliszków z trudem próbując przypomnieć sobie komu właściwie powinieneś podać kieliszek najpierw. Teatralnym gestem rozprowadzasz wino po ściankach swojego kieliszka, a do nozdrzy dochodzi wyraźny zapach… No właśnie, jaki zapach? Trocin? Podgniłego drewna? W sumie nie-do-końca-wiadomo-czego, ale na pewno nie takiego zapachu się spodziewałeś. Nieoczekiwanie atmosfera gęstnieje, zaaferowany zepsutym winem zapominasz o pieczeni dochodzącej w piekarniku i kolacja kończy się w sumie jeszcze zanim na dobre się zaczęła. Tak mógłby wyglądać jeden z koszmarów amatora win.
Aby zły sen nie stał się jawą, unikam odkładania starych win „na specjalne okazje”, bowiem do rzadko których butelek można zastosować utarte powiedzenie, że „im starsze tym lepsze”. Mało tego, nawet jeśli mam pewność co do długowieczności danego wina, ale już zdecydowanie mniej wiem o sposobie, w jaki było przechowywane przez kolejne lata, wolę otworzyć je podczas wieczoru z lekturą, aniżeli ryzykować wpadkę przed JEJ rodzicami.
Chcąc ukazać Czytelnikom winiarskich blogów długowieczność w praktyce, zaproponowałem na dzisiejsze Winne Wtorki otworzenie „win wiekowych”, zostawiając przy tym zupełną dowolność w interpretacji tego terminu. Inaczej bowiem starzeją się wina lekkie, a inaczej ciężkie. Inną żywotnością charakteryzują się wina białe, a jeszcze inną czerwone. Gdy dla jednej osoby wiekowym będzie dwu-trzyletni Muscadet, dla innego uosobieniem dojrzałości w butelce będzie kilkunastoletnie Brunello. Nie wspominając już o Porto liczących sobie dziesiątki albo i setki lat. Tyle słowem wstępu, przejdźmy do zapowiadanej praktyki.
Kilka miesięcy temu znalazłem się w posiadaniu osiemnastoletniej Barbery z Piemontu. Wino z razu schowałem głęboko w moich zbiorach, aby wyciągnąć je przy stosownej okazji. Dopiero po kilku dniach przyszła chwila refleksji i butelka trafiła w nieco bardziej dostępne miejsce. O ile co do długowieczności samego wina nie miałem większych obaw, o tyle sporo pytań pojawiło się w mojej głowie odnośnie tego, gdzie i jak ta butelka była trzymana przez osiemnaście lat. Przy otwieraniu okazało się, że korek w 70% jest już pokruszony, nasiąknięty winem i na pewno nie izolował wina w dostatecznym stopniu od warunków zewnętrznych. Z trudem usunąłem go z szyjki butelki, starając się by drobinki nie wpadły do środka. Był to zaledwie pierwszy niepokojący sygnał. Drugim okazała się być barwa wina. Ciemno brunatna, nie mająca prawie nic wspólnego z czerwienią, a przypominająca raczej żyzną ziemię. Do tego ta ceglana obwódka… No cóż, nie oceniajmy po pozorach. Głęboki wdech i… trociny, mokre drewno (nasiąknięty korek?), trochę nut balsamicznych. Słabo. Zostawiłem wino na ponad dwie godziny, aby odetchnęło i po tak długim czasie w butelce zaznajomiło się ze świeżym powietrzem.
Przy drugim podejściu Romilda okazała się być łaskawsza dla nosa i kubków smakowych. W zapachu zaczęła dominować nuta balsamiczna pomieszana z mocno przesmażonymi powidłami śliwkowymi. Tu i ówdzie przewijały się aromaty ziół i przypraw. Jedynie czego brakowało, to owoc. W ustach natomiast wyczuwalna była wciąż duża dawka żywej kwasowości. Nawet jeśli zabrakło kręgosłupa, który by ją utrzymał, wino sprawiało wrażenie nie do końca zgnuśniałego i starczego. Nie było śladu po owocu, czy nawet konfiturach. Znów natomiast aromaty ziół, nuty balsamiczne i nieco goryczkowych powideł. Taniny jakby „oschłe” w obyciu, ale nie drażniące. Wino zdecydowanie już przeżyło swoje najlepsze lata, ale dało się w nim wyczuć dawną klasę i potęgę. Może gdyby było odpowiednio przechowywane, a korek wciąż cały, dziś prezentowałoby się o wiele lepiej? Moja ocena dla tego wina w takim stanie to słaba czwórka, zaznaczając przy tym, że kilka lat temu mogło zasługiwać na piątkę z dużym plusem…
           
Nazwa: Barbera d’Asti Superiore La Romilda IV 1998 DOCG
Producent: Domenico Terzano
Miejsce zakupu:
Cena:
Rodzaj wina: czerwone, wytrawne
Ocena:



Inni wtorkowicze napisali:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz