____________________________________________________________________________________________________________________________________________________
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nero d'avola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nero d'avola. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 grudnia 2016

Wina z krainy mafii? No way!

Costantino, Sycylia porządnie i niedrogo


            Obraz Sycylii jako terra della mafia utrwalony w świadomości społecznej przez liczne produkcje literackie i kinowe wydaje się być dzisiaj romantyczną opowieścią lat szczęśliwie minionych. Trudno polemizować z historią i po prostu nie sposób nie przyznać, że największa wyspa na Morzu Śródziemnym stała się poniekąd matczynym lokum dla najbardziej znanej niegdyś organizacji kryminalnej w Europie. Jej nazwa jeszcze kilkanaście lat temu budziła lęk u największych twardzieli. Dziś jednak z dawnego posłuchu pozostało relatywnie niewiele. Tak, tak, drodzy Czytelnicy, Cosa Nostra nie umywa się do „koleżanek po fachu”. Ani zasięgiem działania, ani brutalnością, ani też poziomem rozpoznawalności. Rozsławiona poniekąd przez Roberta Saviano Camorra, czy nawet mniej znane dla ucha polskiego obserwatora nazwy jak ‘Ndrangheta lub Sacra Corona Unita, trafiają na czołówki włoskich dzienników o wiele częściej niż wspomniana Nasza Sprawa. Wyrosła na micie Salvatore Giuliano sycylijska mafia wróciła do swojego matecznika z emigracji na skrzydłach bombowców amerykańskich w czasie II Wojny Światowej. Po kilkudziesięciu latach prosperity przyszedł czas na czystki. Maxiprocesso i sprawa zamknięta.
            Jak powszechnie wiadomo podejrzane interesy i kryminalne występki lubią kręcić się wokół dużych pieniędzy. Nic więc dziwnego, że dziś największa mafia działa w przeróżnych obszarach nie w Mezzogiorno, a na północy Włoch. Setki inwestycji realizowanych z polecenia rządowego lub też nie, zbroczone są krwią niewinnych, którzy polegli w walce z mafią (lub po prostu nieświadomie stanęli na drodze jej interesów). Wspomnieć przy tej okazji wystarczy o inwestycjach realizowanych w centrum kraju oraz tak zwanej mafii budowlanej w północno-wschodnich regionach Italii, a i tego mało! Wiele rejonów zniszczonych po katastrofach w ostatnim dziesięcioleciu zostało odbudowane tylko dzięki środkom pochodzącym wprost z organizacji kryminalnych. I pomimo zapewnień, że po tegorocznych trzęsieniach ziemi będzie inaczej, mało komu jeszcze we Włoszech chce się w to wierzyć…


            Koniec jednak tych kryminalnych wywodów i smutków. Wróćmy na ziemię, czyli na Sycylię. Dziś wyspa to nie mafia, punto e basta. Sycylia powoli staje się turystyczną potęgą, która wciąż uczy się jak w pełni wykorzystać swój potencjał. Typowo południowy chaos jest nieunikniony, ale mieszkańcy wyspy z każdym dniem, z każdym turystą zdobywają doświadczenie. Podobnie sprawa ma się z tutejszymi producentami wina. Jeszcze dziesięć lat temu trudno było mówić o jakościowych winach z Sycylii, a tania masówka podłej jakości płynęła stąd w świat szerokim strumieniem. Dziś sprawy mają się inaczej, może niewiele, ale inaczej. To właśnie tu powstają świetne wina, które cenowo z wielu przyczyn wciąż biją na głowę butelki z regionów położonych w centrum lub na północy kraju. Produkuje się tu również wiele win z niższej półki, ale wciąż dających się zdefiniować jako smaczne, porządne wino codzienne. I właśnie w tych ostatnich upatruję sukcesu Sycylijczyków. Raczej nie sposób walczyć im z prestiżem Toskanii, o Piemoncie nie wspominając. Segment win dobrych, ale w znośnych cenach wciąż za to jest nienasycony (spójrzcie co ląduje na półkach większości marketów), a Sycylia ma wszystkie narzędzia, aby go zapełnić. Niskie koszty produkcji, wieloletnie doświadczenie, dobry klimat i teren. Ba! Mało tego, są tu również lokalne szczepy, które ze spokojem mogą stać się lokomotywą nowej sycylijskiej jakości winiarskiej.
            Jednym z producentów trafiających ze swoim portfolio we wspomniany segment jest winnica Costantino. Właściciele nie mają ambicji na tworzenie win na siłę. Robią to, w czym czują się dobrzy (a trwa to już od ponad pół wieku): pokazują rodzinną wyspę przez pryzmat win. Na 55ha wapienno-gliniastej gleby uprawiają zarówno szczepy lokalne jak i te międzynarodowe. Powstają z nich wina świeże, trafiające do serca swoją prostotą i czystością. Same nazwy win wywodzą się wprost z języka (dialektu?!) sycylijskiego, co jedynie podkreśla cel i pokazuje filozofię Costantino. Sami z resztą się przekonajcie.


            Dość duże portfolio producenta dzieli się na kilka linii. Są wina tańsze, codzienne; są średniaki na niedzielę; są wreszcie co lepsze butelki z serie A. Panoramę win Costantino otwiera Làusu 2015 czyli kupaż 50/50 Grecanico i Catarratto. Samo słowo làusu (z sycylijskiego), jak wytłumaczył mi producent, oznacza giusto merito, czyli słuszna zasługa i ma określać wino, które oddaje wszystko to, co weń włożono w procesie produkcji. W nosie częstuje świeżym bukietem, w którym dominują jabłka i białe kwiaty; pojawiają się również owoce egzotyczne. Na języku rześkie, z mineralnym finiszem i ładnie zaznaczoną kwasowością. Na pewno na aperitivo, na pewno do lekkiej sałatki z krewetkami. Catarratto 2015 to z kolei mineralność, która zdecydowanie dominuje nad owocem. W kieliszku znalazło się również Grillo 2015, czyli jeszcze jeden mieszkaniec Sycylii. Duża aromatyczność, białe owoce, nuty kwiatów czarnego bzu i miodu. W ustach zupełna odwrotność słodkiego zapachu, duża wytrawność, ładny balans kwas-aromatyczność-owoc. Niemałym zaskoczeniem było dla mnie wino oparte na szczepie müller-thurgau. Właściciel Costantino wprowadził tę odmianę do winnicy za namową znajomego z północy. I bardzo dobrze! Wino bazuje na aromatach jabłek, ale jest też wyraźna nuta muszkatowa. Nieco cięższe od poprzedników, lepiej zbudowane z odrobiną cukru resztkowego. Na pewno do solidnej porcji makaronu z owocami morza!
            W kupażu chardonnay i insolii (znów 50/50) dominuje zdecydowanie to pierwsze. Zielone aromaty agrestu i gruszek wysuwają się na przód, za nimi nieco nut miodu. Wyraźna kwasowość i ładna struktura, ale trochę za mało insolii w insolii… Quarter 2015 to mieszanka złożona z czterech odmian w równych proporcjach (chardonnay, müller-thurgau, catarratto, grillo). Po spróbowaniu wszystkich poprzednich win bez trudu można było wyczuć aromatyczność grillo, zieloność chardonnay i mineralność catarratto. Gdzieś pałęta się również muszkatowość ostatniego składnika kupażu. Musiaki Sbriu (białe i różowe) to wina raczej na imprezę w gronie znajomych (samo słowo sbriu oznacza po sycylijsku nic innego, jak dobrą zabawę), niż do leniwego sączenia i zadumy. Proste, wesołe bąble. Wersja biała z herbacianym wykończeniem, wersja czerwona na bazie nero d’avola z porcją świeżych poziomek i malin.


            Serię win czerwonych otworzyło (a jakżeby inaczej!) Làusu Nero d’Avola 2015. Prosta czerwień zdominowana przez dojrzałą wiśnię i słodkawą śliwkę. Jest też trochę czereśni. Lekkie, zdecydowanie owocowe, rześkie ze szczerą kwasowością oraz dużą dozą świeżości. Nero d’Avola Syrah Aria Siciliana 2015 ma ciemną, purpurową barwę. Ciała zdecydowanie więcej niż u poprzednika, Syrah dało również nieco pieprzno-ziołowych aromatów. W ustach sporo tanin, może nieco zielonych, ale w sumie nadających winu charakteru. Zdecydowanie do solidnej porcji makaronu z tłustym sosem lub duszonej wieprzowiny. Merlot na Sycylii? Da się z tego ukręcić coś dobrego? Patrząc na Merlot Aria Siciliana 2013 raczej tak. Nie jest to znany z północy Włoch pluszak, a charakterne wino pełne aromatów śliwek i wiśni. Aksamitny owoc z kwasowym wykończeniem i ładną taniną. Ciekawe… bardzo ciekawe.


            Pozostała serie A. Capitolo Uno 2012, rozdział pierwszy. Czyste nero d’avola podkręcone dębem. Beczka w nosie nadal mocno dominująca, wino zdecydowanie potrzebuje czasu, aby się otworzyć, ale gdy to już nastąpi… Jest dużo owocu, tanin i kwasu. Dać mu do towarzystwa kawał mięsa i będzie pysznie. Nonò 2012 to niespotykany na Sycylii kupaż petit verdot i cabernet sauvignon. Również tutaj beczka z początku przykrywa wszystko inne. Po czasie pojawia się słodkawy owoc oraz waniliowe tło. Całość wydaje się mniej taniczna i kwasowa niż poprzednik, nieco już utemperowana, a co za tym idzie łatwiejsza w odbiorze.
            Takiej Sycylii pragnę. Wybitne butelki są pożądane i poszukiwane, ale nie każdy region może na nich budować swoją potęgę. A wyspa z trinacrią w tle zdecydowanie nie powinna tego robić. Znakomita większość turystów nie będzie szukać win znakomitych. Wystarczą porządne, proste, ale czyste jak łza i szczere trunki! Dodać do tego lokalną kuchnię, nieco romantycznych czasów Cosa Nostra i przepis na sukces gotowy…




Mafijną inspirację zawdzięczacie Irkowi i jego degustacji „Win z krainy mafii”.
Degustowałem podczas degustacji otwartej w ramach Targów Enoexpo 2016.

wtorek, 20 września 2016

#LaCucinaItaliana - caponata

Sycylia na talerzu i w kieliszku


Mięso ubogich. Bakłażany obecne są na Sycylii od wieków. Gorący klimat wyspy wydaje się być wręcz idealny do uprawy oberżyn. Mięsista tkanka tych warzyw nawet po obróbce termicznej pozostaje zwarta i jędrna. Powszechny dostęp do nich na całej wyspie oraz niska cena niewątpliwie wpłynęły na to, kto stał się ich głównym odbiorcą. Tak pokrótce można przedstawić etymologię zwrotu mięso ubogich. Bakłażany stanowiły tańszy zamiennik mięsa oferując najuboższym namiastkę lepszego życia chociażby na stole.
Z czasem caponata, bo to ona jest głównym bohaterem dzisiejszego wpisu, stała się jednym z symboli największej wyspy na Morzu Śródziemnym. Jej przygotowanie jest stosunkowo łatwe, a kto podejmuje się tego zadania, nie musi przejmować się, że akurat w domu brakuje tego czy innego składnika. Ważna jest obecność bakłażanów (to one stanowią o tym, że caponata jest caponatą) oraz charakterystyczny słodko-kwaśny smak. Kolejne składniki w różnych częściach wyspy znajdują najróżniejsze zamienniki.
Dzisiejszy wpis rozpoczyna serię kolejnych, w których mierzyć się będziemy z tradycyjnymi włoskimi przepisami. Po ich przygotowaniu zaś, skonfrontujemy poszczególne dania z różnymi winami. Niektóre połączenia wydadzą się zapewne zaskakujące, inne może nieco bardziej tendencyjne, ale wszystko to ma jeden cel: zachęcić Was, drodzy Czytelnicy, do odkrywania kuchni na nowo z kieliszkiem dobrego wina u boku talerza. Cominciamo!


Składniki dla 6 osób:
·       2 średniej wielkości bakłażany
·       1 papryka czerwona
·       1 papryka zielona
·       2-3 pomidory San Marzano lub podobne
·       kilka łodyg selera naciowego
·       2 średnie marchewki
·       1 duża cebula
·       10 dużych oliwek z pestką
·       1-2 łyżki orzeszków piniowych
·       łyżka stołowa kaparów
·       oliwa
·       ocet winny
·       cukier
·       sól

Jak już rzekło się na wstępie, przygotowanie caponaty nie jest arcytrudne, chociaż nieco czasochłonne. Najlepiej zacząć jest od przygotowania bakłażanów do dalszej obróbki. Myjemy je dokładnie i wraz ze skórką kroimy na kostkę o boku około 2cm. Pokrojone oberżyny solimy obficie gruboziarnistą solą morską, przekładamy do durszlaka bądź sitka i przykrywamy talerzem, na którym z kolei układamy obciążnik (może to być litrowy słój wypełniony wodą lub kilogram cukru). Bakłażany muszą pozostać na durszlaku przez minimum godzinę, po tym czasie powinny puścić nieco wody, a wraz z nią goryczkowy posmak.


Czas oczekiwania na bakłażany możemy poświęcić na przygotowanie innych składników. Na patelni należy rozgrzać sporą ilość oliwy z oliwek. Smażymy na niej pokrojone w kostkę seler oraz cebulę. Dodajemy następnie startą na tarce jarzynowej marchewkę. Na sam koniec dorzucamy pokrojoną w dość dużą kostkę paprykę. Oczywiście jej kolor nie odgrywa tu większego znaczenia dla smaku, chodzi jedynie o to, aby w caponacie pojawiło się możliwie najwięcej kolorów.
Zdejmujemy przesmażone warzywa z patelni, a na niej rozgrzewamy znów dużą porcję oliwy z oliwek. Smażymy na niej bakłażany, dosłownie kilka minut wystarczy. Po tym czasie podduszone ówcześnie warzywa łączymy z bakłażanami. Kolejnym krokiem jest dodanie pozostałych składników. Pomidory obieramy ze skórek i ścieramy na tarce prosto na patelnię. Oliwki rozgniatamy przy pomocy szerokiego noża i wybieramy z nich pestki. Można dodatkowo je przesiekać, ale nie jest to konieczne. Wraz z kaparami trafiają one na patelnię. Orzechy piniowe zanim wylądują w caponacie należy uprażyć na patelni. Gotujemy całość na małym ogniu i mieszamy do ostatecznego połączenia się składników.
Pozostaje nam jedynie doprawić caponatę. Kwestia proporcji jest zupełnie dowolna. Na około 75ml białego octu winnego użyłem dwóch czubatych łyżek stołowych cukru oraz płaską łyżeczkę soli. Smak słodki i kwaśny powinny się równoważyć, żaden z nich nie powinien dominować nad drugim, a już tym bardziej nad warzywnym charakterem dania. Caponata pronta!


Wspomniałem na wstępie, że celem serii wpisów #LaCucinaItaliana jest odkrywanie kuchni w połączeniu z winem. Przejdźmy zatem do drugiej części dzisiejszego przedstawienia. W kieliszku wylądują kolejno trzy wina: Colpasso Nero d’Avola, Micina Cantina Cellaro oraz Marsala Lombardo Fine I.P.
Caponatę podawać można na różne sposoby. W chłodniejsze dni je się ją na ciepło (podobnie jak z naszym polskim bigosem, najlepsza jest ona po drugim, trzecim albo i czwartym odgrzaniu). W upalne popołudnia raczej serwuje się ją na zimno, nierzadko na kawałku pieczywa w formie kanapek. Czasami można też spotkać się z caponatą jako contorno, czyli warzywny dodatek do mięsa bądź ryby. Do degustacji z winami podałem caponatę na ciepło z kilkoma kromkami pane nero di Castelvetrano.


            Jeden. Caponata z Colpasso Nero d’Avola. Królowa sycylijskiej kuchni na talerzu, a w kieliszku król sycylijskich winnic. Miałem już niedawno okazję spotkać się z tym winem. Nuty, które w nim dominowały mogły dobrze pasować do słodko-kwaśnego charakteru potrawy na talerzu. Do dzisiejszej degustacji trafił jednak rocznik 2015, a jest on o poziom świeższy od poprzedniego. Dojrzałe owoce i powidła zostały zastąpione świeżymi wiśniami i śliwkami. Dla wina lepiej, dla testowanego połączenia gorzej. Owocowy i dość świeży aromat wina krył się za nieco przytłaczającymi nutami warzywnego, ale stosunkowo ciężkiego, dania. Może gdyby moja caponata była nieco bardziej kwaśna, a mniej słodka, to połączenie zagrałoby lepiej?


            Dwa. Micina Cantina Cellaro to kupaż Naro d’Avola (60%) i Nerello Mascalese (40%). Wino o ciemnej, intensywnie bordowej barwie. W nosie dominują aromaty czerwonych owoców i powideł śliwkowych. Wszystko to okraszone nutą wanilii i lukrecji powstałymi w wyniku dojrzewania wina w beczkach dębowych. Aksamitna, oleista struktura wina dobrze współgrała z mięsistymi bakłażanami na języku. Aromaty beczkowe znalazły towarzysza w słodszych nutach caponaty. Owocowe dżemy i powidła Miciny natomiast wydawały się prawie idealnie zgrywać z warzywnymi nutami potrawy. I tylko gdyby to wino było nieco mniej nachalne, nieco mniej intensywne…


            Trzy. Po posiłku czas na deser, Marsala Fine I.P. Lombardo. Połączenie z pozoru skazane na porażkę, ale czy na pewno? Wino miało barwę małej czarnej (już tu dało się zauważyć pewną nić porozumienia z kolorystyką na talerzu. I nie tylko o caponatę tu chodzi, bo przecież obok niej kromki czarnego chleba.). Nuty kawy zbożowej, orzechów i owoców kandyzowanych w nosie idealnie pasowały do zapachu caponaty. Słodycz wina zdominowała jednak w ustach potrawę, nawet jeśli same aromaty bardzo dobrze ze sobą się dogadywały. Dopełnieniem tego połączenia okazał się pane nero o posmaku orzechów i przypalonych tostów.
            Zwycięzca? Jednoznacznego brak. W mojej opinii najlepszym połączeniem okazało się caponata z Micina Cantine Cellaro. Wino co prawda przykryło nieco swoim aromatycznym płaszczem danie, ale pod względem zapachów i smaków dominujących w kieliszku i na talerzu całość wypadła całkiem poprawnie. W przypadku Colpasso w kieliszku pojawiło się zbyt dużo świeżości, w przypadku Marsali z kolei jej zabrakło. A w kolejnym odcinku… już niebawem pierwsza podpowiedź, szukajcie jej na profilu Italianizzato oraz wpisując hashtag #LaCucinaItaliana!


Partnerami serii wpisów #LaCucinaItaliana są:





Colpasso Nero d’Avola otrzymałem od Faktorii Win.
Micina Cantina Cellaro pochodzi z prywatnych zbiorów (można je kupić na przykład w Vininova).
Marsalę kupiłem u krakowskiego importera Winnica.


piątek, 8 lipca 2016

Duży Ben i Faktoria Win – naczynia powiązane?

Karta Win Standard Plus Wiosna/Lato 2016

źródło: www.wiadomoscihandlowe.pl

Przestronne jak na sklep alkoholowy wnętrze. Klimatyczny, acz prosty wystrój. Miła i fachowa obsługa. Półki zapełnione regionalnymi piwami i winami z różnych stron świata. Do tego lodówki wypełnione produktami spożywczymi wręcz błagającymi o dobrego kompana w kieliszku. Są i karafki, korkociągi oraz odpowiednie szkło (wszystko w przystępnych cenach). Mało co bym zapomniał: szafa z ośmioma butelkami wina, których można przed zakupem spróbować (za darmo!). Mowa o Włoszech? Niemczech? Francji? Nie, jesteśmy w Polsce, w Poznaniu.
W stolicy Wielkopolski, przy ulicy Hetmańskiej, pojawił się pierwszy sklep sieci Duży Ben. Jest to jeden z najnowszych projektów grupy Eurocash, odpowiedzialnej również za półki Faktorii Win, które nie tak dawno przecież stanęły w wielu sklepach osiedlowych i na stacjach benzynowych. W Dużym Benie, niestety, na razie znajdziemy jedynie wina dobrze znane z poszczególnych ofert Faktorii. Na szczęście i wśród nich trafiają się ciekawe pozycje. W samym sklepie bardziej niż wina jednak, zaciekawiły mnie piwa. Szeroki wybór regionalnych trunków w przystępnych cenach, których próżno szukać w popularnych marketach czy delikatesach (nawet takich jak Piotr i Paweł czy Alma). I za to duży plus. Plus również za obecność Sudomira, wina którego recenzję przeczytacie poniżej. Można by się przyczepić, że jest to jedyna polska butelka w Dużym Benie. Równie dobrze można by się przyczepić, że u wielu innych importerów nie ma ani jednej. Nie marudźmy więc, mając nadzieję, że nowy projekt Eurocashu szybko się rozwinie, a do winiarskiego portfolio trafią nowe pozycje. Przejdźmy teraz do recenzji pięciu czerwonych win, które trafiły do najnowszej oferty Faktorii Win – Standard Plus Wiosna/Lato 2016, a które znajdziecie również na półkach Dużego Bena.


24 miesiące w beczkach z dębu francuskiego i amerykańskiego. Kupaż Cabernet Sauvignon i Tempranillo. Cena: 24,99zł. Brzmi jak początek horroru klasy B. Ku mojemu zaskoczeniu, horror ten nie jest aż taki straszny. Torre Oria Gran Reserva 2009 w nosie zaskakuje wiśniowo-jagodowym wstępem. Po zamieszaniu zapachy rozwijają się i stają jeszcze bardziej intensywne. Nie sposób nie zauważyć mocnego beczkowego tła, ale wciąż jest tylko tło, a nie dominanta. W ustach wino wydaje się twardsze niż w nosie. Spora dawka tanin, czasami zbyt suchych. Kwasowość na dobrym poziomie. Tutaj niestety beczka już zdecydowanie dominuje i przykrywa przyjemne owocowe preludium, które poznaliśmy na wstępie. Do tego dochodzi tostowo-kakaowy finisz. W skrócie? Nos przyjemny, usta nieco mniej, ocena:



Trochę jakby dla przeciwwagi, Faktoria Win w najnowszej ofercie umieściła zupełnie inne wino produkowane przez Torre Oria – Niche Bobal (34,99zł). Krwistoczerwona, intensywna i klarowna barwa. Znad kieliszka bucha dojrzała wiśnia, a nawet odrobina owoców leśnych. W ustach przyjemny balans. Taniny aksamitne, ale nie do końca wygładzone. Dużo soczystych owoców i finisz z dominującą nutą gorzkiej czekolady. Nie jest nachalne, nie zakleja. Wszystkiego jest tutaj w sam raz. W mojej ocenie jedno z przyjemniejszych win tej oferty i warte swojej ceny (nawet jeśli niektórzy twierdzą, że nie jest to klasyka gatunku, a Bobala to wino na oczy nie widziało).



Jest i przedstawiciel Sycylii w dzisiejszym zestawieniu. Butelka Colpasso Nero d’Avola w cenie 29,99zł nie zachwyca. Nie ma jednak tragedii. Prosty bukiet bazujący na śliwkowych powidłach i ciemnych owocach. W ustach zdecydowanie niska koncentracja aromatów. Finisz krótki, nieco pieprzny. Wino niezbyt ciężkie, proste, ale smaczne. Trochę tanin, trochę kwasu, trochę cukru resztkowego… aromatów też tylko trochę. Średniak ze średniej półki, cena chyba jednak za wysoka.




Zapowiadany Sudomir Rubin z Winnicy Płochockich to w mojej ocenie jedno z najlepszych win tej oferty (zarówno wśród bieli, jak i czerwieni). Za 59zł otrzymujemy wino o ciemnej, purpurowo-wiśniowej barwie. W nosie z początku same jagody. Po czasie powoli dochodzą doń inne nuty kojarzące się z leśnym poszyciem: jeżyny, maliny, nieco ściółki i mchów. W ustach dominuje zdecydowanie owoc, czysty i niczym niezmącony. Podkreślony delikatną kwasowością i taką też taniną. Gdzieś w tle przewija się nuta żelazna, ale nie jest ona na tyle intensywna, aby zaburzyć bardzo dobre wrażenie, jakie robi to wino. Brawo dla Płochockich! Aż prosi się, żeby szukać kompana wśród dań kuchni polskiej!



Ostatnia butelka tej oferty – Mythique La Cuvée 2014. Suknia ciemna, przybrudzona brunatnymi refleksami. Aromaty w nosie dość poważne. Bukiet bazujący na dojrzałej jeżynie, odrobinie ziół i przypraw. Pojawia się również nieco alkoholu. W ustach niestety dużo gorzej. Wino rozwodnione, owocowy aromat ginie gdzieś już na wstępnie, pozostaje cierpka tanina. I nawet kwasowości brak… Fatalnie doprawiony beczką finisz, dominuje mocna goryczka przypominająca mocno przypalone tosty. Cena 49,99zł w tym wypadku powala, bo nawet za jej połowę nie uważałbym, że jest to wino warte swojej ceny. Podsumowując? Oko i nos są przyjemne, usta niszczą wszystko. Chyba największe rozczarowanie tej oferty.


W kontekście całej oferty wina białe wydają się prezentować lepszy poziom. Nie ma tam żadnych perełek, ale jest za to kilka porządnych, orzeźwiających pozycji w sam raz na letni czas. Niektóre czerwienie bardzo rozczarowują, inne z kolei mocno zaskakują. Jedno jest pewne: każdy znajdzie tu coś dla siebie, chociaż wciąż mogłoby być lepiej.

Wina do degustacji otrzymałem od importera.
Białe wina z oferty Standard Plus zostały opisane w poprzednim artykule.
O czerwonych winach z tej oferty przeczytacie również u innych blogerów: Raport z win, BlurpppPrzy winie, Pisane winem, Winowacja, Winiacz, Korek od wina, Enoeno, KoalaWine Trip Into Your Soul.


sobota, 4 lipca 2015

Sycylijski Orlando Furioso

Wina z Sycylii sygnowane Orlandem Szalonym


Znalazłem niedawno w Almie kilka butelek z Sycylii. Nie byłoby w nich nic dziwnego (szczepy raczej charakterystyczne dla wyspy, producent również rodzimy) poza jednym szczegółem: na etykietach ujrzałem trzy nader znaczące imiona. Jeśli miałeś kiedykolwiek, Czytelniku, kontakt z literaturą włoską, to z pewnością wiesz, że Orlando, Rinaldo oraz Angelica prowadzą w prostej linii do jednego autora i jednego tytułu: „Orland Szalony” Ludovica Ariosta.
            Do czego zmierzam? Trzy butelki opatrzone etykietami, które w jednoznaczny sposób odnoszą się do wielkiego dzieła, napisanego przez jeszcze większego twórcę. Pierwsze wrażenie: ktoś tu chce wykorzystać starego Ariosta. Drugie wrażenie: co do licha ma wspólnego Ludovico Ariosto (urodzony w Emilii-Romanii i przez całe życie silnie związany z tym regionem) z Sycylią? Jakoś nie przekonuje mnie ten mariaż, żeby nie powiedzieć mezalians.


            Jedynym sposobem, aby przekonać się czy Judeka (bo to właśnie ten producent pozwolił sobie na wykorzystanie Ariostowych wersów i imion z „Orlanda Szalonego” na etykietach) nie dopuściła się nadużyć, był zakup rzeczonych butelek i wypróbowanie ich w boju. Na pierwszy ogień poszła Angelica o złocisto-cytrynowej barwie. Wino wyprodukowane w 100% ze szczepu Insolia, w nosie zdominowane przez egzotyczne owoce i odrobinę cytrusów, w ustach za to gruszka, ananas i pestkowy finisz. Dalszych przeżyć brak, a szkoda… bo Angelica, jaką poznałem u Ariosta była postacią znacznie ciekawsza i zdecydowanie bardziej ujmująca. Nie zmienia to faktu, że Insolia od Judeki jest winem lekkim, rześkim i pijalnym, zwłaszcza w upalne dni. Ocena to:




            Wśród trzech testowanych win pojawił się również tytułowy bohater eposu. Orlando w sycylijskiej odsłonie (Nero d’Avola) ma jasnoczerwoną barwę z purpurowymi refleksami, nie jest ona zbyt intensywna. Nos to przede wszystkim wiśnia przyprószona cynamonem. Słodkawy owoc panoszy się w ustach niczym Orlando na kartach dzieła Ariosta. Kwasowość i taniny na niskim poziome, ale wino i tak na tyle poprawne, aby stać się pozycją codzienną. Z pewnością nieco lepsze niż większość z ocenianych przeze mnie jakiś czas temu Nero d’Avola. Ocena to:



            Ostatnia butelka podpisana była imieniem Rinaldo oraz nazwą szczepu Syrah. Tak jedno, jak i drugie zapowiadały intensywne doznania. Ciemnoczerwona, głęboka barwa. Intensywny zapach zdominowany przez wiśnię i śliwkę. Na kieliszku grube i mięsiste łzy. Wino w ustach dość ciężkie z delikatną taniną i kwasowością na średnim poziomie. Owoce, owoce, owoce… dojrzałe i pełne aromatów. Wino na ocenę:


            Reasumując: Judece udało się co najwyżej zbliżyć do wielkiego Ariosta i to zaledwie w jednej trzeciej. Ostatnie z testowanych win dotrzymało kroku wersom eposu i na chwile pozwoliło mi przenieść się w realia „Orlanda Szalonego”. Sycylijska Angelica jest nijaka i zbyt prosta. Można po nią sięgnąć, ale nie uwiedzie ona kubków smakowych. Podobnie sytuacja wygląda z Orlandem – jest smacznie, ale bez zachwytów. Ariosto jednak wysoko ustawił poprzeczkę.
  

Wina kupiłem w Almie w promocyjnych cenach (Angelica i Orlando w cenie 16,14zł, Rinaldo w cenie 17,94zł).